Nowy Świat Czarownic, cz. 50

- Dość mam już tych lochów – stwierdził, gdy przestali się obejmować. - Przypominają tylko ciągle o zbrodniach wiedźmy. Zbrodniach, których sam widziałem już wystarczająco wiele i o których wolałbym zapomnieć.
     - Musiałam spędzić tutaj kilka miesięcy – przypomniała Berenika.
     - Tym bardziej czas wyjść na światło dnia. Zwłaszcza, gdybyśmy mieli pozostać tu tylko po to, by torturować tych nieszczęsnych dzikusów.
     - Obiecałam, że przemyślę tę sprawę – przypomniała. - Ale bywa, że musimy uczynić rzeczy, których nie chcemy i które nie napawają nas dumą. To również część sprawowania władzy, powinieneś o tym pamiętać.
     - Ale może nie w tej chwili. Wracajmy, proszę.
     - Dobrze – odparła z pewnym wahaniem. - Może masz rację. Zajmijmy się czymś innym.
     Wkrótce przekonał się, że istotnie obowiązki władcy nie polegają tylko na wizytowaniu lochów. Polecili przygotować konie, on sam zrezygnował z Demona, nie chcąc przypominać małżonce o stracie Orła, po czym spędzili resztę dnia odwiedzając obozowiska żołnierzy i doglądając rozesłania armii na leża zimowe. Wojacy chętnie witali młodą księżną, życzyli jej wielu zwycięstw i przechwalali się własnymi czynami podczas niedawnej bitwy. Nawet jeżeli Berenice nie do końca sprawiało to przyjemność, starannie ukrywała ewentualne niezadowolenie. Popularność wśród prostych żołnierzy miała swoje znaczenie. Tym bardziej, że generał Harold przyjął obecność Marcusa u boku pani i małżonki z ledwie skrywaną niechęcią i po zdaniu zdawkowego raportu wymówił się obowiązkami. Najwidoczniej nie zamierzał omawiać poważnych spraw wojskowych w obecności irytującego pierwszego męża nowej księżnej. To z kolei zepsuło humor chłopaka. Na szczęście, dosiadając wypoczętych, dobrej krwi wierzchowców mogli na koniec urządzić wyścigi. A raczej kilka ich serii, bo po pierwszej porażce Marcus zażądał natychmiastowego rewanżu. Potem z kolei nie mógł odmówić takowego Berenice i tak ścigali się aż do chwili, gdy słońce zaczęło chować się za wierzchołki okolicznych grani.
     - Musimy wracać, Marcusie. Oczekują nas na kolacji sir Lucjusz i jego matka.
     - Jak długo jeszcze zamierzasz gościć ją na zamku?
     - Czyżby jej obecność również ciebie zdążyła już zirytować, mój panie mężu? Postaram się skłonić lady Lawinię do szybkiego wyjazdu. Sir Lucjusza będziesz musiał w jakiś sposób ścierpieć.
     - To przynajmniej zgodne z obyczajem.
     - Nie zamierzam stosować się do wszystkich obyczajów, Marcusie. Pamiętaj o tym. A teraz, ostatni wyścig do zagrody przy stajni. Jeżeli zwyciężysz, zaproszę cię wieczorem do sypialni, a Lucjusz obejdzie się smakiem!
     Wolał nie pytać, co w razie przegranej. Wiedział, że żartowała, ale i tak wyprzedził ukochaną o dwie długości. Przyjęła to z uśmiechem.
     - Pani Siedmiu Bram zawsze dotrzymuje słowa, mężu!
     Najpierw musieli jednak przetrwać kolację. Nie tak już oficjalną, jak wczorajszy bankiet zwycięstwa, ale jednak.
     - Jak spędziłaś dzień, droga księżno?
     - Sprawy wojskowe, odwiedzałam obozy i doglądałam rozmieszczenia oddziałów.
     - Jak się dowiedziałam, towarzyszył ci sir Marcus...
     - Oboje lubimy konne galopady. A co ty porabiałaś, hrabino?
     - Ach, udzielałam matczynych porad twojemu nowemu małżonkowi. On chciałby służyć ci jak na pana szlachetnej krwi przystało. Musiałam też napisać kilka listów.
     - Doskonale rozumiem, że dłuższa nieobecność pani hrabstwa może okazać się niedogodna. Ziemie i poddani Wysokiego Lasu również potrzebują matczynej ręki.
     - Z radością wystawiłam się na te drobne uciążliwości, byle tylko utwierdzić naszą przyjaźń i wesprzeć Siedem Bram w wojnie z barbarzyńcami. To mój obowiązek wobec całego Królestwa.
     - Nie mam jednak prawa wymagać aż tak wiele, uczyniłaś już wystarczająco dużo, szlachetna pani. Wkrótce mogą pojawić się pierwsze śniegi. Mamy tu bardzo surowy klimat. Jak już mówiłam, wojnę z barbarzyńcami tak czy inaczej trzeba odłożyć na następny rok.
     - Rozumiem, droga księżno. W takim razie, jeżeli nie masz nic przeciwko temu, pojutrze wyruszę do drogę. Przez zimę skorzystasz z mocy mojego syna, a do wiosny przygotuję armię Wysokiego Lasu. Razem rozprawimy się z tymi dzikusami.
     - Oczywiście, droga księżno.
     Berenika skinęła na pierwszego małżonka, by napełnił kielichy dam. Marcus uczynił to, zgrzytając w duchu zębami. Przynajmniej za dwa dni ta głupia krowa wyjedzie i jeżeli Dobra Bogini okaże życzliwość, nieprędko ujrzy hrabinę Lawinię z Wysokiego Lasu.
     Podzielił się tą myślą z panią i żoną, gdy w zaciszu jej apartamentów odpoczywał po kolejnym, obfitym przepływie mocy.
     - Ja również z radością pożegnam lady Lawinię, możliwie na długi czas. W tym obydwoje się zgadzamy. Jest jednak jeszcze jedna osoba, którą należałoby wyprawić w drogę zanim nadejdą śniegi. Sudrun...
     - Co masz na myśli?
     - Wiem, że wiele dla nas uczyniła. Wiem, że uczyniła wiele dla mnie samej. Ale ty z kolei powinieneś zrozumieć, że w Siedmiu Bramach nie ma dla niej miejsca.
     - Chcesz ją, ot tak, odprawić? Po prostu wygnać?
     - Oczywiście, zostanie uhonorowana i nagrodzona. Nie pożałuję srebra, a nawet złota. Ty sam obiecałeś jej kiedyś swojego konia, Demona. Nie wątpię, że dotrzymasz słowa. Na wszelki wypadek zaopatrzę Sudrun w formalny akt darowizny, by nikt o nic jej nie podejrzewał.
     - No tak, przecież Demon należy do ciebie, pani. Podobnie jak wszystko, z czym tutaj przyjechałem.
     - Marcusie, wiesz dobrze, że nie o to chodzi. Ale tutaj jej obecność musiałaby narobić kłopotów. I przede wszystkim, pozostawianie dziewczyny byłoby nieuczciwe wobec samej Sudrun. Zasługuje na lepszy los.
     - Los wygnanki?
     - Jak już powiedziałam, nie odjedzie z pustymi rękoma. Damy jej złoto i listy polecające do naszych agentów w ważniejszych księstwach na Południu. Poradzi sobie.
     - Nie obawiasz się, że zdradzi jakieś tajemnice?
     - Nikt by jej nie uwierzył, oczywiście, poza samą wiedźmą. A ta ma zbyt wiele do ukrycia, by wyciągać takie sprawy. A zresztą, przecież Sudrun nadal cię kocha, mój panie i mężu. I na pewno nie zrobi nic, co mogłoby ci zaszkodzić.
     - Bogini świadkiem, że nigdy nie potrafiłem wynagrodzić jej tego uczucia. I przez długi czas nawet nie dostrzegałem...
     - Jeśli chcesz, sama z nią porozmawiam.
     - Nie, to mój obowiązek. To ja ją w to wszystko wciągnąłem, sprowadziłem do Siedmiu Bram. Teraz rozumiem, że wcale nie przybyła tu z powodu Demona. Ale w zamian mogę ofiarować tylko konia. Zasługuje przynajmniej na to, żebym powiedział jej to twarzą w twarz. Przygotuj te listy i dokumenty.
     I tak, zadowolenie towarzyszące Marcusowi gdy dwa dni później żegnał opuszczający Złotą Bramę orszak Lady Lawinii, mąciła konieczność odbycia odkładanej już zbyt długo rozmowy z Sudrun.
     Odnalezienie gwardzistki okazało się jednak zadaniem trudnym. Od samego rana nikt nie widział jej ani w koszarach, ani na placu ćwiczeń, ani nawet w stajniach. Zaniepokojony Marcus przetrząsnął dużą część zamku, wypytywał oficerów, żołnierzy, służbę. Zadanie utrudniał zamęt towarzyszący odjazdowi hrabiny Wysokiego Lasu. Wpadł wreszcie na pomysł, by dokładniej przeszukać przydzieloną Sudrun kwaterę. Surowo urządzona, sprawiała wrażenie opuszczonej, nie znalazł żadnych należących do dziewczyny drobiazgów. Wreszcie natrafił na ukryty pod siennikiem list. Krotki i napisany w prawdziwie żołnierskim stylu.

                    Do sir Marcusa,
          pierwszego męża księżnej Bereniki z Siedmiu Bram

                    Paniczu Marcusie!

     Melduję, że wykonałam zadanie, które zostało mi powierzone. Tym samym odkupiłam moje poprzednie winy i proszę o zwolnienie z służby. W Siedmiu Bramach, tak czy inaczej, pozostać nie mogę. Obiecał mi pan kiedyś konia, ale nie potrafiłabym rozerwać waszej przyjaźni. Zresztą prości żołnierze nie jeżdżą na takich rumakach jak Demon i mogłabym mieć z tego powodu kłopoty. Dlatego zabieram w zamian jednego z tutejszych wałachów. Mam nadzieję, że Dostojna Księżna zechce przyznać mi tę nagrodę. Potrafię o siebie zadbać, wiem, których osób i których okolic powinnam unikać, proszę się więc o mnie nie martwić.

               Żołnierz gwardii Międzyrzecza i Siedmiu Bram
                         Sudrun

     I jeszcze krotki dopisek, odsłaniający może prawdziwe uczucia dziewczyny: „Paniczu Marcusie, kocham Demona, ale to nie z jego powodu i nie dla takiej nagrody wyruszyłam z Tobą do Siedmiu Bram.”

     Czytając te słowa poczuł wstydliwą ulgę. Sudrun oszczędziła mu konieczności przykrej rozmowy. Sam przecież wiedział w głębi ducha, że ofiarowując jej złoto i listy polecające musiałby dziewczynę upokorzyć. Kto wie, czy nie cisnęłaby mu sakiewki i dokumentów prosto w twarz? Demon to inna sprawa. Zasługiwała na tego konia jak mało kto. Ale miała rację. To nie był wierzchowiec, na którym jeździliby zwykli żołnierze. Przyciągałby uwagę, kusił złodziei i bandytów, może sprowadziłby na Sudrun oskarżenie o kradzież?
     Kiedy wyjechała z zamku? Zapewne dzisiaj, korzystając z ogólnego zamieszania. Musiała już pokonać kawał drogi i jakiekolwiek poszukiwania nie mają sensu. Zresztą, w jakim celu miałby jej szukać? Aby wręczyć wodze Demona, sakiewkę i wypisane przez Berenikę dokumenty? Sudrun właśnie to odrzuciła. Nie po to odzyskała godność we własnych oczach, by miał ją na nowo wojowniczce odbierać. A co do tego, że w Siedmiu Bramach zostać nie może miała, niestety, rację. Powinna udać się gdzieś daleko, najlepiej do któregoś z księstw na Południu i tam ułożyć sobie życie. Liczył, że tak właśnie zrobi.
     Berenika przyjęła wiadomość o odjeździe gwardzistki z nieukrywanym zadowoleniem. Marcus odczuł coś w rodzaju wdzięczności z powodu, że przynajmniej nie próbowała niczego udawać. On sam starał się odegnać niewesołe myśli w najlepszy, znany sobie sposób, wypuszczając się na szalone galopady. Odbyli również z Bereniką krótką, kilkudniową wyprawę do Srebrnej Bramy, najbliższego stolicy zamku-garnizonu, strzegącego sąsiedniej przełęczy. Nowa pani księstwa dawała się poznać w różnych częściach kraju. Powinni właściwie objechać całe władztwo, nie śmieli jednak opuszczać na dłużej Złotej Bramy, wobec niewiadomego miejsca pobytu i nieznanych planów wiedźmy. Berengaria, jak nadal nazywał ją w duchu, nie bacząc na uczucia sir Adriana, z pewnością nie zrezygnuje. Cóż jednak może uczynić? Nie odwoła się przecież do Rady Królestwa, sama miała zbyt wiele do ukrycia. Na wszelki wypadek starali się zachowywać czujność i gotowość do użycia magii. On sam, oczywiście, z przerwami, wypadającymi na okresy słabości po oddaniu mocy pani i małżonce. Berenika korzystała bowiem z służby pierwszego małżonka chętnie i często, unikając zarazem sir Lucjusza. Pan Trzeci nie towarzyszył im nawet podczas wizyty w Srebrnej Bramie.
     Ten podszyty ukrytym niepokojem okres względnego spokoju skończył się nagle i w nieoczekiwany sposób. Późnym popołudniem wysłana przez księżną służka poprosiła Marcusa do gabinetu Bereniki. Tym razem nie chodziło jednak o oddanie mocy. Pani i małżonka krążyła niespokojnie po pomieszczeniu.
     - Mamy nową wojnę – rzuciła bez żadnych wstępów.
     - Zaatakowali nas Ludzie Północy? Niemożliwe! – wykrztusił zaskoczony.
     - To nie ci barbarzyńcy. Gorzej. Wyruszyła przeciwko nam armia z Królestwa, a raczej wojska jednego z sąsiednich księstw. Wiesz, którego?
     - Nie ma pojęcia.
     - Wojnę wypowiedziała lady Miranda, margrabina Międzyrzecza, twoja matka.
     - Co takiego? Przecież zależało jej na dobrych stosunkach i sojuszu z Siedmioma Bramami. To dlatego tutaj trafiłem.
     - I zawarła ten sojusz. Tylko z kim?
     - Z lady Berengarią, z wiedźmą. Ale to jeszcze nie powód, by wszczynać wojnę domową. Pierwszą od kilku stuleci. W jaki sposób usprawiedliwi to przed Radą i całym Królestwem?
     - W bardzo prosty. - Berenika ze złością uderzyła pięścią w stół. - Towarzyszy jej prawowita następczyni tronu księstwa Siedmiu Bram, lady Berenika we własnej osobie. Zwróciła się o pomoc do sojuszniczki swojej poległej bohatersko matki, o pomoc w obaleniu fałszywej uzurpatorki.
     - Nie jesteś uzurpatorką, w żaden sposób nie zdołają tego udowodnić, a przy jakiejkolwiek próbie odwołania się do Rady wyjdą na jaw machinacje wiedźmy.
     - Toteż nie odwołują się do Rady, tylko do wojsk twojej matki. Jestem rzekomo barbarzyńską czarownicą, która zabiła lady Berengarię, przybrała postać Bereniki i korzystając z ogólnego zamieszania przejęła władzę. Aha, na dodatek oszukała, uwięziła albo zmusiła do współpracy pierwszego małżonka lady Bereniki, czyli ciebie.
     - Przecież nikt w coś takiego nie uwierzy, ani Rada, ani żadna inna pani księstwa.
     - Owszem, uwierzą, skoro te roszczenia poparła margrabina Międzyrzecza. A rzekoma prawdziwa Berenika poprosiła ją o pomoc jako matkę uwięzionego sir Marcusa. Tak to przynajmniej ogłosiły w wydanej wspólnie proklamacji. I przyłączyła się do nich oszukana lady Lawinia. Ona również staje w obronie syna. Sama nie ma większego znaczenia, ale nadaje pozory prawdziwości ich kłamstwom.
     - A to suka.
     - To nie wszystko. Prawdziwa Berenika poślubiła na zamku margrabiny drugiego małżonka, to sir Olgierd, syn hrabiny Olivii z Głębokich Ostępów. Obydwie strony dopełniły w ten sposób zawartych wcześniej układów.
     - Ta nazwa i te imiona wydają mi się znajome...
     - I słusznie. Niesławnej pamięci sir Oswald to brat hrabiny Olivii. W ten sposób wiedźma zyskała legalne i zgodne z obyczajem źródło mocy.
     - Ciekawe, czy zamierza pobudzać ją u sir Olgierda takimi samymi metodami, jak u jego wuja?
     - Jeżeli tą drogą wydobyłaby z nowego małżonka więcej magicznej siły, to czemu nie?
     - Ale w jaki sposób Berengaria zdołała przeciągnąć ich wszystkich na swoją stronę? A może jeszcze jakaś pani księstwa przystąpiła do tego sojuszu?
     - Z tego, co donoszą raporty, to tylko te cztery. Inne zachowują dystans i wyczekują na rozstrzygnięcie.
     - Co robimy?
     Stawimy im czoła, oczywiście. Armia Siedmiu Bram to najlepsze i najbardziej doświadczone wojska w Królestwie, a mocy żadnemu z nas nie brakuje. Księżna Berenika będzie miała okazję potwierdzić swoją świeżo zdobytą, wojenną sławę.

100%30
nefer

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka i fantasy, użył 2546 słów i 14652 znaków.

5 komentarzy

 
  • Kalon

    Skrobiesz coś tam mistrzu? Już troszkę czasu upłynęło od ostatniej części 🙂 Jak tam zdrowie w tym ciężkim czasie dla naszego społeczeństwa?

  • nefer

    @Kalon Tak się składa, że w rezultacie "kawarantanny narodowej" czasu mam w praktyce znacznie mniej niż poprzednio, toteż i "skrobanie" piórem idzie wolniej. Udało mi się napsiać opowiadanie związane z tematem epidemii, kontynuacja przygód Marcusa czeka tymczasem w głowie. Ale może ruszy. Dzięki za życzenia i sam rewanżuję się podobnymi.

  • CzarnaKaczuszka

    Jakby nie patrzeć, Berenika była wyjątkowo okrutna wobec sir Lucjusza. Prawda, nie chciała go na męża, ale i on raczej nie wybrał sobie swojej przyszłej żony. Dał sobie założyć ochraniacz, bo nie miał żadnego innego wyboru, pojechał, gdzie mu kazano, poślubił, kogo mu kazano i odkrył, że będzie już chyba na zawsze uwięziony w przyrządzie uniemożliwiającym mu jakiekolwiek spełnienie seksualne, a jedyna osoba, która ma władzę, by go zdjąć, odpycha chłopaka, jednocześnie nie kryjąc się ze swoją gorącą miłością do swojego pierwszego męża, ani nawet z faktem, że ten owego przeklętego ochraniacza nie nosi. Oczywiście, zachowanie Bereniki wynika z miłości do Marcusa, a nie z jakiegoś sadyzmu, ale czy to cokolwiek zmienia dla biednego Pana Trzeciego? Lady Lawinia oczywiście wie, że oskarżenia Mirandy są fałszywe - była tam i widziała na własne oczy, że Marcus nie wygląda jak więzień uprowadzony przez uzurpatorkę i siłą zmuszony do współpracy. Nie znamy jej motywacji, ale wydaje się, że kobieta zwyczajnie nie chce widzieć swojego syna w tak okrutnej, nieludzkiej sytuacji - jeśli to faktycznie jest jej powód, to ma u mnie nieporównywalnie więcej sympatii niż Miranda. Swoją drogą, w Międzyrzeczu wciąż jest ktoś, kto może zablokować czary pochodzące z mocy Marcusa - być może sama Miranda (ugh). To nie wróży najlepiej Berenice, nawet, jeśli "przeprosi się" z trzecim mężem.

  • nefer

    @CzarnaKaczuszka Zwróciłaś uwagę na ważną kwestię, która do tej pory nie była w trakcie nararcji szczególnie mocno eksponowana, ale która ma swoją wagę i okaże się istotna. Czyli na postępowanie Bereniki, przy pełnej zresztą aprobacie Marcusa, wobec Lucjusza. Obiektywnie rzecz biorąc, jest ono istotnie bardzo okrutne, czego oboje zdają się nawet nie dostrzegać. Cóż, nie wynika to z jakiegoś szczególnego sadyzmu, po prostu młodość połączona z miłością potrafi być okrutna i samolubna. Za co zresztą bohaterowie zapłacą. Inna sprawa, że moich bohaterów nie staram się czynić jednowymiarowymi (może tylko wiedźma to charakter czarny aż do granic możliwości -  miała całe lata na nabranie tej barwy; nawet dla postępowania sir Oswalda można znaleźć pewne wytłumaczenie - jego skłonności, które w innych okolicznosciach moze nigdy by się nie ujawniły, zostały celowo pobudzone i rozwinięte). Z kolei bohaterowie pozytywni posiadają pewne skazy i słabości: Marcus to charater słaby, który z czasem dopiero dojrzewa, Berenika z kolei jest impulsywna, przejawia żadzę władzy i potrafi okazać bezwzględność, Aurora nie jest wolna od zazdrości. Najkorzystniej wypada w tym wszystkim Sudrun, może zbytnio zaślepiona beznadzieją miłością do Marcusa. Jak zawsze, dzięki za interesujący komentarz i pozdrawiam.

  • CzarnaKaczuszka

    @nefer Czy Surdun rzeczywiście wypada tak korzystnie, polemizowałabym. Sprzymierzyła się z Wiedźmą i chciała zwrócić Marcusa w jej ręce, dla jednego cielesnego zbliżenia z nim. Oczywiście mamy dla niej bardzo wiele okoliczności łagodzących i wciąż jest ona chyba moją ulubioną bohaterką (więc nie jestem zachwycona rozwiązaniem jej wątku jednym, krótkim listem). Jednak mam wrażenie, że gdyby w innej opowieści, osadzonej w innych realiach, mężczyzna przybrałby magicznie czyjąś postać, aby udając tę osobę, współżyć z kobietą, a następnie oddać ją w ręce wroga, raczej wieszano by na nim psy, a już na pewno nie zostałby uznany za bohatera, który wypada najkorzystniej ze wszystkich. A ja nienawidzę podwójnych standardów i krzywdzących stereotypów. Swoją drogą, ciekawy stylistycznie jest list Surdun do Marcusa. Główna część, powyżej podpisu jest bardzo sucha i formalna, zwraca uwagę zwłaszcza zdanie "Obiecał mi pan kiedyś konia (...)". Zgodnie ze współczesnymi standardami pisania listów, powinno być "Obiecał mi Pan kiedyś konia (...)", ze względu na bezpośredni zwrot do adresata. Oczywiście w świecie przedstawionym reguły mogą być inne, więc nie biorę tego za błąd, jednak w dopisku jest już "z Tobą", z wielkiej litery (ale za to nie "z Panem", jak w głównej części). Nawet, jeśli to przypadkowa niekonsekwencja Autora, a nie celowy zamysł, uważam, że wypada bardzo dobrze (zwłaszcza, że Surdun, jako prosty żołnierz, ma prawo do błędów stylistycznych, nawet w obrębie standardów panujących w tamtym świecie, a ten konkretny zdaje się dobrze pasować do jej uczuć - z jednej strony jest gorące uczucie do chłopaka, którego pamięta z Międzyrzecza, do którego wprawdzie zwracała się "paniczu", ale dalej następowały raczej bezpośrednie formy na "ty", z drugiej strony jej poczucie bycia odepchniętą i niechcianą przez bardziej odległego sir Marcusa, dostojnego pana, pierwszego męża księżnej Bereniki). Pozdrawiam serdecznie!

  • nefer

    @CzarnaKaczuszka Tym niemniej, mimo wszystko, lubię Sudrun, a i Ty chyba również. Ten list nie kończy jej wątku, to najzupełniej oczywiste. A ten "pan" przez małe "p" pojawił się przypadkiem, przyznaję. Ale teraz zostawię go już wobecnej formie.
    Pozdrawiam (również w dosłownym sensie tego słowa).

  • ouroboros

    Znowu emocje poszybowały w kosmos.
    Nie spodziewałam się takiej taktyki Wiedźmy. Musi być niesamowicie pewna tego, że nie zostanie zdemaskowana w starciu z prawdziwą Bereniką. Coś mi mówi że o czymś nadal nie wiemy. Chyba że to akt desperacji, ale o takie uproszczenie Autora nie podejrzewam.
    Z niecierpliwością czekam na rozwój wydarzeń.

  • nefer

    @ouroboros Nie zdołałem Cię zaskoczyć, bo rzeczywiscie, wiedźma nie dokonała bynajmniej aktu desperacji lecz zachowała pewne atuty w rękawie. Ujawni je we właściwej chwili, przy czym nie pojawią się one na zasadzie "deus ex machina" ale jako logiczna (mam nadzieję) konsekwencja dotychczasowych wydarzeń. Zapraszam więc do dalszej lektury, gdy uda mi się napisać kolejne odcinki.
    Pozdrawiam.

  • Black Crowe

    No nareszcie coś do poczytania! Dobre!

  • nefer

    @Black Crowe Dzięki za wizytę i wpis. Jeśli się spodobało, to zapraszam do pozostałych odcinków oraz innych opowieści.

  • emeryt

    @nefer,  w pierwszym rzędzie chciałbym Tobie podziękować za ten kolejny odcinek. Czytałem go z prawdziwą przyjemnością. Trochę zbyt długo na niego czekałem, lecz wreszcie jest. Teraz powinienem go wnikliwie przeczytać ze dwa razy i nacieszyć się nim.  A na razie serdecznie pozdrawiam, i nie daj się wraz ze swoją Pierwszą Czytelniczką tym "gronokokom" latającym w powietrzu.

  • nefer

    @emeryt Prawda, ostatnio pisanina idzie wolniej. Zdrowie tymczasem dopisuje, czego i Tobie życzę.
    Pozdrawiam.