Nowy Świat Czarownic, cz. 5

5

     Pobiegł prosto do stajni, do Demona. Jak mógłby inaczej? To znaczy, chciał pobiec. Okazało się, że ochraniacz jednak w tym przeszkadza i musiał poprzestać na szybkim pokonaniu korytarzy, schodów i dziedzińca. Nadal trochę bolało, ale ten ból dało się już wytrzymać. Zrozumiał, dlaczego wszyscy szlachetnie urodzeni panowie na dworze poruszali się statecznie i dystyngowanie, dlaczego nie jeździli konno i nie polowali. Zajmowali się jakimiś błahymi, nie wymagającymi większego wysiłku czy sprawności czynnościami. Wszyscy, oprócz jego jednego. To znaczy, teraz właśnie do nich dołączył. Jak mogli z tym żyć? Jason zaledwie od roku, zresztą i tak był skończonym dupkiem, ale mężowie margrabiny nawet od wielu lat? I w dodatku sprawiali wrażenie zadowolonych, nadskakiwali swojej pani i małżonce przy każdej okazji, z radością przyjmowali zaproszenie do jej sypialni. Czyżby dlatego, że tam uwalniała ich od tego przeklętego przyrządu? Jeżeli nawet, to tylko po to, by wkrótce nałożyć pierścienie na nowo. Gdy tylko usłużyli Milady w wiadomy sposób. I jeszcze czynili to z ochotą!
     Przywarł czołem do szyi Demona. Poklepał po pysku, poczuł zapach zwierzęcia. Koń lekko uszczypnął chłopaka wargami. Domagał się pieszczot, może marchewki, a na pewno przejażdżki. Marcus poczuł, jak zbierają mu się łzy w oczach... Matka powiedziała, że już nigdy... I nie miał nawet w tej chwili żadnego przysmaku, aby pożegnać się z przyjacielem...
     Dostrzegł jakiś ruch, ktoś podszedł do stanowiska Demona, jakby z wahaniem. Sudrun.
     - Czego tu szukasz? - spytał ostro, wrogo. Tylko jej jeszcze tutaj brakowało!
     - Paniczu Marcusie, ja... Przyniosłam jabłko dla Demona... Zostawiłam ze śniadania, ale dopiero teraz miałam wolną chwilę... Może sam mu podasz?
     Chciał już odesłać ją gniewnie, ale koń lubił dziewczynę, znał jej zapach, wiele razy zajmowali się nim wspólnie podczas przejażdżek. I lubił jabłka, bardzo lubił jabłka...
     - Daj mu ty.
     Patrzył w milczeniu, jak ogier chciwie porywa niewielki, zasuszony nieco po zimie owoc z dłoni gwardzistki, uważając jednak przy tym, by nie pochwycić jej palców. Podstawił potem głowę, chciwy kolejnych pieszczot. Czyż miał uznać z tego powodu przyjaciela za zdrajcę?
     - Paniczu Marcusie... Nie miej nam za złe. Mnie i Tamarze... To i tak by się stało, prędzej czy później.
     - Powiedziałyście o wszystkim mojej matce, pewnie to ona was nasłała!
     - Książę, musiałyśmy powiadomić Milady! Takie otrzymałyśmy rozkazy i był to nasz obowiązek. I tak nie zdołałbyś tego ukryć.
     - Nie zaprzeczasz nawet, że przysłała was margrabina!
     Milczała przez chwilę.
     - Jesteś, byłeś miłym chłopcem i zawsze chciałyśmy dla ciebie jak najlepiej, chciałyśmy sprawiać ci przyjemność... Rozkazy Jej Wysokości nie miały tu nic do rzeczy... Ty też dawałeś nam rozkosz... A teraz będziesz służył w podobny sposób jakiejś wielkiej pani, swojej małżonce. I ona też na pewno cię polubi, przecież nie może nie polubić! Żadna kobieta czy dziewczyna nie może nie poczuć do ciebie sympatii!
     - Wiesz, że przez to wszystko straciłem Demona? Już nigdy go nie dosiądę, już nigdy nie pogalopujemy po łące, nie ruszymy na polowanie, już nigdy nie będziemy się ścigać! Możesz się cieszyć, teraz wygrasz ze mną bez trudu, za każdym razem. O ile kiedykolwiek zechcę jeszcze jakiegokolwiek konia, bo w tej chwili nie mam na żadnego najmniejszej ochoty!
     - Ale przecież... - Zamilkła, gdy pojęła, na czym polega problem, ból i rozpacz chłopaka.
     - Mam ci pokazać? Jesteś może ciekawa? O tym też wiedziałaś... Pewnie wszyscy wiedzieli, ale mnie jednemu nikt nic nie powiedział... To ona zabroniła o tym mówić?
     - Wszyscy za bardzo cię lubili, nie chcieli, byś martwił się na zapas, książę. Przecież i tak nic nie można by na to poradzić. Jesteś, kim jesteś. Musisz się z tym pogodzić i spełniać swoje obowiązki, jak i my wszyscy.
     - Tak, mój obowiązek! Dlaczego to ja mam obowiązki? Dlatego, że urodziłem się jako błękitnokrwisty, a teraz dorosłem i stałem się mężczyzną? Dlaczego Lady Miranda nie ma takich obowiązków? Dlaczego moja siostra Mirella także nie musi znosić podobnych ograniczeń? Teraz pewnie to ona dostanie nowego wierzchowca, chociaż wcale nie chce Demona, ani nie potrafi na nim jeździć. Zmarnuje  go tylko.
     Przytulił rozpaczliwie twarz do łba konia. Po chwili poczuł, jak delikatna dłoń dziewczyny zaczyna gładzić zarówno rumaka jak i jego włosy. Nie potrafił jej odtrącić...
     - Dlaczego? - wyszeptał.
     - Bo tak już jest i nic na to nie możemy poradzić.
     - A jednak mogę coś zrobić. Nie pozwolę Mirelli zmarnować Demona! Poproszę matkę, by dała go tobie! Po tym wszystkim nie może mi teraz odmówić!
     - Paniczu Marcusie, ja nie zasługuję na takiego konia. Jestem zwykłym żołnierzem, nawet nie podoficerem.
     - Ale umiesz jeździć konno jak nikt, a  Demon cię zna i lubi. Tobie okaże posłuszeństwo, a ty potrafisz wykorzystać jego możliwości!
     - Nie mogę, paniczu.
     - Ale chcesz! Widzę to w twoich oczach. Nie wierzę, że mogłabyś nie chcieć pogalopować na takim wierzchowcu!
     - Dostojna margrabina może nie przyjąć tego zbyt dobrze. To bardzo cenny koń.
     - Nie dbam o to! Musi spełnić moją prośbę. Nie może odmówić, po tym, co mi zrobiła.
     - Może poprzestańmy na tym, że koń pozostanie twój, książę Marcusie, a ja będę się nim zajmowała i przeganiała? Na to dostojna pani zgodzi się o wiele łatwiej.
     - Ale wtedy, gdy tylko opuszczę zamek, pewnie od razu ci go odbierze... Chyba, że wziąłbym jednak Demona ze sobą, a ty wyruszyłabyś w moim orszaku? Co ty na to?
     - Ale dokąd, paniczu Markusie?
     - Do księstwa Siedmiu Bram...
     Przypomniał sobie, że obiecał nikomu o tym nie mówić, ale przecież Sudrun na pewno nie zdradzi tajemnicy. A zresztą zasługiwała na to, by wiedzieć, dokąd mógłby ją zabrać. Dziewczyna zamyśliła się z poważną miną.
     - Różnie mówią o tym księstwie i o tamtejszym dworze. To pewnie same plotki, paniczu – dodała pospiesznie. - Ale dla takiego konia... I z pewnością przydałby ci się ktoś zaufany, a ja... ja mogłabym wtedy odpłacić... Ale na coś takiego musiałyby zgodzić się zarówno dostojna margrabina, jak i twoja przyszła pani i małżonka, a to raczej mało prawdopodobne - zakończyła jakby z ulgą, jak gdyby ktoś odrzucił za nią pokusę zdobycia wielkiej nagrody kosztem niebezpiecznego czynu.
     - Zobaczymy... Tymczasem zajmij się Demonem dopóki jeszcze tu jestem. I nie mów nikomu o tych Siedmiu Bramach, bo to tajemnica.
     - Tak, książę. Możesz na mnie liczyć w obydwu tych sprawach.
     - Ach, tutaj jesteś Marcusie. Tego właśnie się spodziewałem. - We wrotach stajni stanął sir Dorian. - Chciałbym z tobą porozmawiać, chłopcze. O ile zechcesz porzucić towarzystwo ulubionego konia i tak uroczej gwardzistki.
     - Prosiłem właśnie Sudrun, by zajmowała się teraz Demonem, skoro ja sam już nie mogę
     Przez twarz sir Doriana przemknął cień.
     - To bardzo dobry pomysł. Lady Miranda z pewnością to zrozumie i nie będzie miała nic przeciwko temu. A Sudrun, jak słyszałem, to znakomita amazonka.
     - A Demon ją zna i będzie mu z nią lepiej, niż z kimkolwiek innym.
     - Skoro jednak załatwiłeś już tę sprawę, to chciałbym z tobą porozmawiać. Przejdźmy się, Marcusie.
     Niechętnie rozstał się z koniem i Sudrun, ale sir Dorian zamierzał może powiedzieć mu coś istotnego.
     - Wiem, że ci trudno, Marcusie. Każdemu z nas było trudno. A ja... ja też kochałem konie...
     - Skoro nie będę miał Demona, to nie chcę żadnego innego. Nie chcę żadnej szkapy, której mogę teraz dosiadać jako mężczyzna!
     - Wiem co czujesz, sam myślałem kiedyś tak samo.
     - I porzuciłeś konie, znajdując radość w uprawianiu ogrodu?
     - Tak. To też potrafi dać zadowolenie...
     - A przede wszystkim  można się tym zajmować także z tym ochraniaczem między nogami... W jaki sposób umiesz żyć z czymś takim? Jak potrafisz okazywać miłość i posłuszeństwo mojej matce, a twojej małżonce?
     - Sam to kiedyś zrozumiesz, Marcusie. Twoja matka, Lady Miranda, to wspaniałomyślna i łaskawa pani. Jest prawdziwą damą z wielkiego domu. Traktuje nas wszystkich uprzejmie, zostawia wiele swobody...
     - I ty mówisz o swobodzie? Skoro tobie też nakłada pewnie ten ochraniacz, gdy tylko usłużysz jej w łożu?
     - Tak trzeba, Marcusie. Tak trzeba, synu. To odwieczna powinność błękitnokrwistych. Nasze nasienie jest zbyt cenne, my sami jesteśmy zbyt cenni, by służyć komuś innemu niż prawowitej pani i małżonce szlachetnego rodu. Nasienie oraz moc nie mogą się marnować.
     - Jaka znowu moc?
     - Wiesz przecież, że damy błękitnej krwi potrafią posługiwać się mocą, a Lady Miranda należy do najpotężniejszych spośród nich. Nie używa jej zbyt często i nigdy w drobnych sprawach... No, może czyni się bardziej świeżą i urodziwą, niż byłaby pozbawiona tej mocy kobieta z ludu w jej latach... Dużo bardziej świeżą i urodziwą, prawdę powiedziawszy, ale to powinniśmy jej przecież wybaczyć, a ja mam już akurat najmniej powodów, by uskarżać się na tę słabostkę mojej pani i małżonki. Bywa też, że rozpala płomienie świec podczas uczty, gdy chce aby wszyscy ją podziwiali. Sam to widywałeś. To tylko kaprysy, ale jej potęga zapewnia naszej marchii bezpieczeństwo, zapewnia pokój i dostatnie życie nam wszystkim, zarówno szlachetnie urodzonym, jak i zwykłym poddanym. Twoja siostra, Lady Mirella, też może korzystać z tej mocy. I czyni to, odkąd poślubiła swego pierwszego małżonka. Jej moc jest jeszcze o wiele słabsza i używa jej głównie do uczynienia się piękniejszą, niż obdarzyła ją natura, ale tak zaczynają wszystkie młode damy z błękitnokrwistych rodów. Dopiero się uczy, matka udziela jej lekcji. Moc Mirelli z czasem wzrośnie, a kiedyś to ona odziedziczy Międzyrzecze i związane z władzą obowiązki.
     - Ale co to ma wspólnego z tymi ochraniaczami i naszym życiem? Ja nie pragnę ani władzy, ani żadnej wielkiej mocy, chcę tylko żyć swobodnie, tak jak do tej pory!
     - Mówisz, że nie pragniesz mocy... Ale to właśnie ty ją posiadasz, jesteś jej źródłem. Podobnie jak my wszyscy, mężczyźni błękitnej krwi.
     - Jak to?
     - To my tworzymy tę moc, to w nas ona narasta, chociaż nie potrafimy się nią posłużyć. Ofiarowujemy ją naszym paniom i małżonkom razem z nasieniem. To one ją przejmują, nie posiadając własnej. To dary szlachetnie urodzonych. Mężczyźni zbierają moc, damy potrafią ją przejąć i używać. Tylko one. Kobiety z ludu nie są do tego zdolne, podobnie jak zwykły parobek nie obdarzy nikogo mocą, choćby i wylał z siebie wiadro nasienia. To dlatego musimy nosić te ochraniacze.
     - Żeby nic nam się nie stało? Rozumiem, że nasze nasienie jest cenne, jeżeli naprawdę dzieje się tak jak mówisz. Ale przecież nikt nie napada szlachetnie urodzonych panów na gościńcu. Przed czymś takim lepiej zresztą ochroniłaby czujna straż i dobry miecz w dłoni. I nie co dzień zdarzają się jakieś groźne wypadki. Po co ten przyrząd?
     - Marcusie... Jakby ci to powiedzieć... Nasze panie i małżonki muszą mieć pewność, nie mogą pozwolić na marnowanie tej mocy, która jest im niezbędna i której zawsze potrzebują... A mężczyźni są słabi i ulegają pokusom... Czyż sam nie swawoliłeś z różnymi dziewkami służebnymi, z gwardzistkami, choćby z tą Sudrun? I czy nie sprawiało ci to przyjemności? Jeżeli moc zbiera się nieco dłużej, przyrasta silniej. Pani i małżonka otrzymuje wtedy więcej. Ale musi mieć pewność, że małżonek nie roztrwoni nasienia oraz mocy gdzieś w stogu siana z jakąś dziewką z ludu. To temu służy ochraniacz.
     - Ale gdybym obiecał, że...
     - Marcusie, sam nie wierzysz w to, co mówisz. Jak więc mogłaby uwierzyć jakakolwiek pani szlachetnego rodu? A tak, posiada całkowitą pewność. I jest jeszcze coś...
     - Co takiego?
     - Ta moc... Moc związana w jakiś przedziwny sposób z nasieniem narasta silniej i szybciej gdy mężczyzna szlachetnego rodu czuje... Czuje podnietę, po prostu – wyrzucił z siebie sir Dorian. - Gdy chciałby trysnąć nasieniem. Może jeszcze tego nie doświadczyłeś, bo dopiero co wkroczyłeś w wiek męski, ale z pewnością doświadczysz prędzej czy później.
     - Ale przecież... Wybacz, panie, ale Lady Miranda to bardzo piękna pani, sam to powiedziałeś. Z pewnością potrafi wprawić cię w stan podniecenia, służba nie raz plotkowała... - Urwał, zakłopotany.
     - To szczera prawda. Jest urodziwa i posiada też inne talenty... Pożądam jej ponad wszystko... Ale ciąży też na niej wiele różnych obowiązków i po prostu nie może pobudzać mnie przez cały czas. A ma jeszcze innych mężów... Zostawia to służkom.
     - Służkom?
     - Tak, służkom. Nie zauważyłeś, że na zamku jest zawsze pełno ślicznych dziewcząt, pokojówek, posługaczek w kuchni, pralni czy gdzie indziej, a także gwardzistek? Czyż sam nie doświadczałeś ich żywiołowego zainteresowania? I nawet im się w tej sprawie nie dziwię. Jak myślisz, dlaczego nasza pani pozwala na coś takiego?
     Przypomniał sobie nagle słowa matki o najlepszym sposobie rozbudzenia ciała młodego panicza. A Sudrun nie zaprzeczyła, że otrzymały z Tamarą specjalne rozkazy... Czyżby własnych mężów margrabina traktowała w identyczny sposób?
     - Z takimi ochraniaczami na naszych przyrodzeniach może sobie na to pozwolić bez obawy. – Roześmiał się, nie do końca wesoło, sir Dorian. - Mężczyźni są słabi i nie oprą się podobnym pokusom... Wszyscy im ulegamy, czujemy pożądanie. Pożądanie, którego nie zdołamy zaspokoić bez udziału naszej pani i małżonki, a które powoduje gwałtowne wzbieranie mocy. Moc tę następnie oddajemy. Z własnej woli zresztą i w bardzo przyjemny dla obydwu stron sposób. Wtedy, gdy ona zaprasza nas do swojej sypialni.
     - I zaraz potem ponownie nakłada wam obręcze...
     - Tak jest łatwiej dla wszystkich, uwierz mi synu, bo tak mogę cię chyba nazwać. Po oddaniu nasienia i mocy czuję zawsze słabość. A jej potęga gwałtownie przyrasta. Gdyby zechciała, potrafiłaby bez trudu przeprowadzić sprawę siłą. Nie czyni tak, jest uprzejma i delikatna, zawsze bardzo delikatna.
     - A gdybyś wolał zatrzymać moc? Gdybyś nie uległ swojej małżonce, nie usłużył jej w łożu, nawet gdy cię wezwała i zdjęła już te obręcze? Przecież wtedy też miałbyś moc, własną, nie cudzą. Mógłbyś się sprzeciwić.
     - Nie myśl, a tym bardziej nie opowiadaj o takich rzeczach, Marcusie! Żaden mężczyzna nie potrafi posługiwać się mocą. My ją tylko gromadzimy i oddajemy. Nikt nie uczy nas jej użycia. To pewnie nie jest nawet możliwe. Zresztą... Lady Miranda to piękna dama, wiesz jaka potrafi być czarująca i uwodzicielska, gdy tylko zechce. A my... A ja... Gdy wzywa mnie do swoich apartamentów, nie potrafię myśleć o niczym innym, niż o tym, by jej usłużyć i samemu zyskać w ten sposób rozkosz, zyskać uwolnienie. Pragnę tego i wyczekuję przynajmniej od kilku dni, jeśli nie dłużej. Ooo, Milady doskonale o tym wie, zawsze bardzo starannie rozdziela swoje łaski. A gdy już zdejmie ten ochraniacz... Potrafię zrobić tylko jedno, napełnić ją nasieniem w każdy sposób, jakiego ona sobie zażyczy i tak szybko, jak tylko sobie zażyczy. A potem natychmiast tracę moc, której i tak nie potrafiłbym zresztą pewnie użyć. Te pierścienie służą również i temu celowi. Jak widzisz, synu, okazują się bardzo przydatne w wielu sprawach.
     - I nikt nigdy nie zdołał się powstrzymać?
     - Mężczyźni są słabi, synu. W tej sprawie nigdy nie zdołają się powstrzymać. A tutaj wszystko ułożono w taki sposób, by nawet tego nie chcieli, by gorąco pragnęli czegoś dokładnie przeciwnego. I oczywiście, zaspokajali swoje popędy z własną panią i małżonką.
     - Przynajmniej to pojmujesz, panie, nawet jeżeli nie potrafisz niczego zmienić.
     - A dlaczego miałbym chcieć coś zmieniać? Gdy byłem młody, gdy musiałem z pewnych rzeczy zrezygnować... Teraz przyzwyczaiłem się i żyję wygodnie... Margrabina to naprawdę piękna i łaskawa pani. A ty, może mógłbyś nazywać mnie ojcem, Marcusie? Bo chyba ja nim właśnie jestem.
     - Powiedz mi, panie, dlaczego mówisz mi o tym wszystkim dopiero teraz? Czy tak postąpiłby prawdziwy ojciec?
     - Nie chciałem martwić cię na zapas. To i tak niczego by nie zmieniło.
     - To samo powiedziała dzisiaj Sudrun. Ale ona wiedziała przynajmniej dokładnie, kiedy i w jakich okolicznościach stałem się mężczyzną, kiedy po raz pierwszy w życiu trysnąłem nasieniem i mocą, jak powiadasz. Wiedziała, bo sama wczoraj do tego doprowadziła. I natychmiast zawiadomiła matkę. Ale już jej to wybaczyłem. Takie otrzymała rozkazy i nie miała innego wyjścia. I nie podaje się za mojego ojca. A ty, panie, jakie otrzymałeś rozkazy?
     - Rozkazy?
     - Skąd wiedziałeś, że właśnie wczoraj stałem się mężczyzną, a dzisiaj rano matka nałożyła ten ochraniacz? Nie zdołasz mi wmówić, że sam z siebie postanowiłeś odbyć tę rozmowę, akurat teraz. Przysłała cię margrabina.
     - Synu, ja...
     - Nie nazywaj mnie tak, panie. Ten sam kolor włosów, to jeszcze za mało. Porzuciłeś kiedyś konie, wracaj więc do swoich kwiatków. Może wyhodujesz kolejny piękny bukiet i zasłużysz na szczególne względy pani Międzyrzecza. Jeżeli, oczywiście, nie obiecała ci ich w zamian za wykonanie obecnej misji. A teraz, wybacz. Muszę iść na lekcje.

8 459 czyt.
100%256
nefer

opublikował opowiadanie w kategorii erotyczne, użył 3195 słów i 17794 znaków.

6 komentarzy

 
  • kaszmir

    kaszmir · 21 czerwca

    Marcusowi trudno jest się pogodzić z obyczajem i wręcz buntuje się. Księstwo Siedmiu Bram to wielka niewiadoma. Zabrano mu radość jazdy konnej poprzez założenie ochraniacza jak również  decydowanie o sobie. Tutaj kobieta rządzi i ustala reguły gry. Zastanawia mnie fakt magazynowania nasienia męskiego jako mocy. A co z nasieniem tym niespodziewanym, bo przecież sypiała z wieloma mężami i musiała według jakiegoś harmonogramu. Dorian usilnie nazywa Marcusa synem, chociaż ten się przeciwstawia. Czy Miranada zgodzi się na Sudrun i oddać jej Demona.  
    Zaciekawiasz, a zarazem intrygujesz czytelnika. Wszystko zaciągnięte magią i tajemniczością.  
    Pozdrawiam

  • QaS

    QaS · 13 wrz 2017 · 300279555

    Super. Wyczekuje kolejnej czesc duzo mozliwosci. Moze Marcus okaże się pierwszym ktory opanuje moc.
    Kiedy kolejna część?

  • baba

    baba · 9 wrz 2017 · 381258614

    Cóż, wielu tu piszących powinno to czytać i uczyć się pisania ..... dobry jesteś ! Pozdrawiam

  • Ramol

    Ramol · 9 wrz 2017

    Zaciekawiłeś mnie Neferze! Nie lubię bajek, baśni, najróżniejszych stworów, duchów, demonów... Wystarczy mi te kilka typów ludzkich (czy to na pewno są ludzie?), z którymi spotykam się na "ścieżynce mego żywota"... Na razie ciężko zdecydować kto jest pozytywnym bohaterem, kto zaś szują mentalną. Znając zaś poprzednie opowiadanie, jestem pewien, że Autor użyje całej palety barw do opisania postaci w swym nowym cyklu... Pozdrawiam!

  • POKUSER

    POKUSER · 9 wrz 2017

    Moc drzemie w nim wielka, lecz chcąc się uwolnić zapanować nad nią musi

  • CzarnaKaczuszka

    CzarnaKaczuszka · 9 wrz 2017 · 194009663

    Pierwsza! Trzymam teraz gorąco kciuki, żeby Marcus odkrył, w jaki sposób kobiety posługują się mocą i sam się tego nauczył - i dał matce popalić za takie potraktowanie, a potem odzyskał swojego Demona.