Nowy Świat Czarownic, cz. 41

     Dziewczyna z trudem dochodziła do siebie, może zresztą przepełniona poczuciem winy, nie miała ochoty stawiać czoła temu, co zrobiła? Bez zbędnych wahań uderzył ją raz i drugi otwartą dłonią w twarz. Nie mieli teraz czasu na delikatność, musiał jak najszybciej dowiedzieć się, co właściwie zaszło.
     - Wybacz mi, paniczu Marcusie – odezwała się słabo.
     - Przestań wreszcie to powtarzać. Wiem już, że zwabiłaś mnie w pułapkę, oszukałaś, żeby pozbawić mocy i wydać w ręce księżnej, ale jakim sposobem?
     - Bo cię kocham, paniczu Marcusie. Zawsze kochałam, a ty nawet tego nie dostrzegałeś. Wiem, nie miałam prawa do twojej miłości i to był jedyny sposób...
     - O tym też już mówiłaś. Domyślam się, w jaki sposób lady Berengaria przekonała cię do udziału w tym planie, ale kiedy i jak sprawiła, że przybrałaś postać Bereniki? Co dzieje się w obozie i co z prawdziwą księżniczką? Mów!
     - Ona mnie oszukała. Uwierz, nie wiedziałem, że chce cię zabić. Powiedziała, że zamierza  tylko pojmać i sprowadzić z powrotem. Musisz mi uwierzyć, paniczu Marcusie!
     - Wierzę. Ale teraz mów.
     - Musiała się w jakiś sposób domyślić, że cię kocham. To nie było pewnie nawet takie trudne. Wszyscy musieli o tym wiedzieć, tylko ty jeden... Ty jeden... I jeszcze traktowałeś mnie z takim chłodem, wręcz odpychałeś, pokazując przy tym, jak dobrze wam z Bereniką... Wiedziałam, że nie mam do ciebie żadnego prawa... I dlatego, gdy ona coś takiego zaproponowała, nie potrafiłam odmówić. Wybacz.
     - Skończ wreszcie z tym wybaczaniem. Muszę wiedzieć, co dokładnie uczyniła wiedźma, co naopowiadała w obozie i co z Bereniką. Mów!
     - Nie wiem, co z Bereniką. Od przegranej bitwy o gródek, gdy stara księżna została ranna, młoda pani nie pokazywała się w obozie. Może lady Berengaria gdzieś ją odesłała, nie mam pojęcia. O ile w ogóle kiedykolwiek była obecna podczas całej tej wyprawy, jak teraz myślę. Bo oto księżna poczuła się jakoby gorzej, a po kilku dniach ogłoszono, że zmarła z ran. I właśnie wtedy pojawiła się na powrót Berenika. Ciało starej pani spalono, a młodą obwołano nową władczynią Siedmiu Bram, wojsko przysięgło jej na wierność i rozesłano posłańców z tymi nowinami do wszystkich zamków oraz garnizonów. Nigdy jej, co prawda, nie lubiłam, ale pomyślałam... Pomyślałam sobie, że może to lepiej dla ciebie, paniczu, że teraz jakoś wszystko się wam ułoży. Przynajmniej tyle.
     - I co dalej?
     - Aż tu nagle Berenika wezwała mnie do siebie, wtedy jeszcze wierzyłam, że to naprawdę ona, oświadczyła, iż ma plan uwolnienia cię z rąk barbarzyńców, że potrzebuje to tego mojej pomocy. Rozkazała ukradkiem opuścić obóz i czekać na nią w wyznaczonym miejscu. Zrobiłam, co mi kazała, bo wprawdzie nie ufałam tak do końca, ale chciałam ci pomóc, paniczu Marcusie. Chciałam ci pomóc!
     - Co wydarzyło się potem?
     - Przyjechała z pocztem zaledwie kilku zbrojnych. Powiedziała, że musi nadać mi czarami własną postać. Będziesz jakoby czekał w innym miejscu i dasz mi Demona. A ja... A ja mam przejechać się na twoim koniu, żebyś wziął mnie za prawdziwą księżniczkę, a potem... A potem kochać się z tobą, paniczu Marcusie, udając Berenikę właśnie. Pragnęłam tego jak niczego na świecie, twoich uścisków, twojej miłości. Choćby nawet  tylko takiej.
     - I wzięłaś to wszystko za dobrą monetę? Przecież to nie miałoby żadnego sensu, gdybyś naprawdę miała przed sobą Berenikę.
     - Wiem, zażądałam wyjaśnień. I wtedy... I wtedy ona powiedziała mi różne rzeczy. Przyznała, że jest lady Berengarią, udającą najpierw własną śmierć, a teraz własną córkę, że możesz coś takiego podejrzewać i zechcesz, by przybyła na spotkanie Berenika dosiadła Demona. Bo ona sama, Berengaria, nie zdoła tego uczynić.
     - A potem miałaś się ze mną kochać. Wiesz dlaczego? Musiałaś to wiedzieć, zasady oddawania mocy nie stanowią w Królestwie żadnej tajemnicy.
     - Tak, paniczu Marcusie. Rozumiem, że chciała pozbawić cię magicznej siły. Nie potrafię jej przejmować ani używać, ale odebrać mogę. Jak każda kobieta. Ona nie powiedziała, dlaczego to konieczne, ale swój rozum mam. Bo pewnie nauczyłeś się gdzieś rzucać czary i mógłbyś stawić jej opór, gdybyś zachował moc.
     - I zgodziłaś się na coś takiego?
     - Wybacz, zdradziłam cię. Zdradziłam, bo cię kocham! Bo tylko w taki sposób mogłam znaleźć się w twoich ramionach, tylko w taki sposób mogłam zaznać twojej miłości. Teraz już tylko w taki, tylko w taki... - Omal się nie rozpłakała, była jednak silną dziewczyną, wojowniczką,  zdołała powstrzymać łzy.
     - Pięknie dowiodłaś tej swojej miłości, nie ma co. - Aurora nie ofiarowała ani odrobiny współczucia. - Wydałaś sir Marcusa na zgubę! Wilczyca chciała go po prostu zabić, a ty okazałaś się gorszą nawet od tych szlachetnie urodzonych, parszywych suk.
     - Oszukała mnie. Oszukała i okłamała!
     - Jeżeli nawet, to tylko w tej jednej sprawie. We wszystkich pozostałych ochoczo jej pomagałaś. Zasługujesz na śmierć! Twój panicz Marcus może i nie wymierzy ci kary, ale ja sama zrobię to z bez wahania.
     - Nie, nie pozwolę skrzywdzić Sudrun. Wiele razy mi pomogła i dość już z mojego powodu wycierpiała.
     - A na koniec zdradziła.
     - Tylko dlatego, że cię kocham, paniczu. Musisz mi uwierzyć!
     - Wierzę ci, ale teraz mamy ważniejsze sprawy. Kiedy dokładnie otrzymałaś postać Bereniki? I czy lady Berengaria powiedziała coś o tym, na jak długo ją zachowasz?
     - Wyjechałam z obozu rankiem, droga dość daleka. Z  księżną spotkałam się w południe i to wtedy poczyniła swoje czary. O tym, na jak długo przybiorę nową postać, nic nie mówiła. Nie dbałam o to i nie pytałam.
     - Auroro, jak rzuca się takie czary? Czy są trwałe i czy wymagają podtrzymywania?
     - Nie wiem, Marcusie. Mówiłam już, że nie znam się na takiej magii.
     - Ale Sudrun przybyła tu sama, księżna nie mogła więc nieustannie wzmacniać zaklęcia. I zresztą ono ciągle działa, bo ty nadal wyglądasz jak Berenika, nieszczęsna dziewczyno. Powinnaś więc zachować jej postać jeszcze przez jakiś czas. Co prawda, lady Berengaria utraciła kiedyś własną i przemieniła się w okropną staruchę, gdy zużyła całą moc. Opowiadałem ci o tym, pamiętasz?
     - Co to wszystko ma do rzeczy? - zdziwiła się Aurora.
     - Nie rozumiesz? Mamy teraz szansę. Mamy tutaj nową panią Siedmiu Bram, której wojsko zaprzysięgło wierność, o której sukcesji powiadomiono zamki i garnizony. Wystarczy, że wróci do obozu wcześniej niż lady Berengaria, również udająca Berenikę. Przybędzie do obozu i przejmie władzę! A droga daleka, dosiadając Demona, Sudrun potrafi wyprzedzić starą księżną!
     - Nawet jeżeli, to po własnym powrocie Wilczyca natychmiast ją zdemaskuje.
     - O, nie pójdzie jej tak łatwo. Na pewno nie w otwarty sposób. Musiałaby ujawnić swoje utrzymywane w tajemnicy machinacje. I nie dysponuje w tej chwili szczególnie wielką mocą, czułaś chyba, że wyczerpało ją czynienie czarów, kula ognia okazała się słaba, a i osłona przed twoim atakiem marna. W końcu uciekła. Tyle, że prawdopodobnie oszczędzała siły również wcześniej i zaklęcie, które rzuciła na Sudrun, też nie podziała zbyt długo. A my nie potrafimy go odnowić, jak powiedziałaś.
     - Tego nie mówiłam. Tylko tyle, że nie znam się na magii zmiany postaci. My, na Północy, jej nie używamy i nie umiałabym rzucić takiego czaru. Ale mogłabym chyba wzmocnić i podtrzymać już użyty oraz nadal działający. Ty zresztą także, Marcusie, o ile wczoraj uważałeś na lekcjach.
     - Nie mam w tej chwili mocy, a nie możemy czekać ani chwili.
     - Czyli nie pozostaje nic innego, niż mój udział w tym szalonym przedsięwzięciu? To chciałeś powiedzieć?
     - Auroro, proszę cię...
     - To w końcu twoja moc, tyle, że ja potrafię ją zachować i używać bardziej celowo niż ty.
     - Auroro...
     - Dobrze. Pozwól mi się skoncentrować... Już. Wzmocniłam zaklęcie rzucone na Sudrun. Nie wiem, na jak długo, ale powinna zachować postać Bereniki jeszcze przez jakiś czas.
     - Dziękuję. Nawet nie wiesz, jak bardzo mi pomogłaś.
     - Pomagałam ci już wiele razy, ale teraz naprawdę nie pojmuję, jakim cudem miałbyś na tym skorzystać. Jeżeli nawet dziewczyna podejmie się tej zwariowanej misji, jeżeli ktoś uzna ją za panią Siedmiu Bram, to i tak zabraknie jej czasu, by na dłużej pomieszać szyki księżnej. I nie zapominaj, że ta twoja Sudrun nie może posługiwać się mocą, nawet jej nie posiada. Nie potrafiła przejąć twojej, sama to przyznała. W jaki sposób będzie udawała czarownicę? Tymczasem może wytłumaczyć się przez chwilę nieobecnością szlachetnie urodzonego męża, ale na jak długo? I jak przeciwstawi się wiedźmie, jeżeli ta w jakiś sposób zdobędzie jednak magiczną siłę?
     - W roli Bereniki Sudrun nie będzie musiała tłumaczyć się brakiem małżonka. Wręcz przeciwnie.
     - O czym ty mówisz?
     - A o tym, że będzie jej towarzyszył prawowity pierwszy mąż, uwolniony szczęśliwie z rąk barbarzyńców. Z taką misją wyruszyła z obozu, chociaż może nie wszyscy o tym wiedzieli. I misję tę doprowadziła pomyślnie do końca. A szlachetnie urodzony małżonek obdarzy swoją panią i żonę mocą wystarczającą do rzucania bardzo wielu czarów, sama wiesz najlepiej, jak wielu. Przy okazji podtrzyma także magię zmiany postaci.
     - Ale przecież nie możesz...
     - A dlaczego nie? Poradzę sobie, chyba nie wątpisz w skuteczność własnych nauk? I nikt nie powinien niczego podejrzewać, dopóki będziemy z Sudrun trzymali się razem. Sama nic nie zdziała, w tym masz akurat rację.
     - To szalony plan. Lepiej wracaj ze mną do osady. Tam będziesz bezpieczny. Nie nauczyłeś się jeszcze, że w Królestwie i u tych wszystkich szlachetnie urodzonych dziwek nie masz czego szukać? Ta cała Sudrun niech robi, co chce. Chociaż nie zazdroszczę jej obecnej postaci, tutaj, czy gdziekolwiek indziej.
     - Mówisz, że będę bezpieczny? Po tym, jak uciekłem rozwalając bramę kulą ognia? Wracając, ściągnę tylko podejrzenia na ciebie i twojego ojca. I w najlepszym razie stanę się rozpłodowym buhajem, o którego walczą wszystkie klany Ludzi Północy? O ile, z ostrożności, nie zabiją mnie zaraz po tym, gdy tylko zapłodnię już wystarczająco dużą liczbę córek i sióstr wszystkich tanów? Sama mnie przed tym ostrzegałaś. A tymczasem te dziewczyny zadbają o to, abym ani na chwilę nie posiadł już większej mocy. Może nawet pozwolą ci do nich dołączyć, ale wcale nie byłbym tego taki pewny.
     - Nie zgodzimy się na to. Ani ja, ani mój ojciec! - Słowa Aurory nie zabrzmiały jednak zbyt pewnie, czyżby przypomniała sobie Ragnegę?
     - Mówisz, że niczego się nie nauczyłem. Może to i prawda, lady Berengaria nieustannie wyprowadzała mnie w pole. Nadszedł jednak czas, by to ona padła wreszcie ofiarą własnych intryg. A ja wiem jedno. Nie ma już dla mnie bezpiecznej przystani, nie znajdę jej ani w Królestwie, ani u barbarzyńców, to jest wybacz, wśród Ludzi Północy. Poznałem sztukę rzucania czarów, jako pierwszy mężczyzna od wieków. To dar i przekleństwo zarazem. Miejsce na ziemi muszę wywalczyć sobie sam, bo nikt nigdzie mi go nie ofiaruje. Jak to wygląda u twoich, sama wiesz. Liczyłem, że może Bogini dopomogła, dając wolność i władzę Berenice, ale to również okazało się tylko oszustwem.
     - Takie słowa do ciebie nie pasują, Marcusie.
     - Masz mnie za durnia i tchórza?
     - Na pewno nie za durnia, ale wojownikiem też nie jesteś.
     - Łagodnie to ujęłaś, barbarzyńska czarodziejko. Masz rację, wychowano mnie nie na mastifa, tylko na pokojowego pieska. Podobnie jak innych panów z Królestwa. Nic na to nie poradzę, ale też nie mam innego wyboru i niewiele do stracenia. Myślisz, że wygłaszam tu bohaterskie tyrady, żeby dodać sobie odwagi? Może i tak, bo boję się jak cholera. Ale nie mogę wracać, nie mam dokąd. A i wam zależy podobno na pokoju, to jedyna droga do jego zaprowadzenia.
     - I zaufasz tej dziewczynie? Raz już cię zdradziła.
     - Co ty na to, Sudrun? Wiem, że nie zrobisz tego po raz drugi.
     - Paniczu Marcusie, jeżeli dzięki temu zdołasz mi wybaczyć... Albo nawet wcale nie z takiej przyczyny. Tego, co uczyniłam, wybaczyć nie sposób. Pojadę, bo nadal cię kocham i chcę to udowodnić inaczej, niż zdradą. Możesz na mnie liczyć.
     - Już ci wybaczyłem, Sudrun. Wiesz, że nie potrafiłbym zachować urazy. Nie po tym wszystkim, co dla mnie zrobiłaś. Ale to będzie trudna misja. Musisz ruszać przodem, natychmiast, żeby wyprzedzić księżną. Od tego wszystko zależy, nie oszczędzaj Demona. On też zrozumie. Pojadę za tobą, najszybciej jak zdołam, wkrótce powinienem odzyskać moc. I tak, to prawda, znam wiele czarów, wesprę cię. Ale na początku będziesz musiała poradzić sobie sama. I wiedz, że trzeba też będzie uwolnić prawdziwą Berenikę, bez niej nie zdołamy ciągnąć naszej gry w nieskończoność. Wiedźma więzi ją od dawna w lochach Złotej Bramy.
     - Poradzę sobie, paniczu Marcusie. Na pewno sobie poradzę. Będę musiała sobie poradzić.
     - Wiem o tym, zawsze tak robiłaś, ze wszystkim. Przyjadę za tobą najszybciej jak zdołam – powtórzył. - Auroro, dasz mi jednego z waszych koni. Wracam z niewoli u Ludzi Północy i nie powinno to nikogo zdziwić.
     - Dobrze, weź mojego, ale to nie są zbyt dobre wierzchowce. Nie w porównaniu z Demonem, nawet ja to widzę.
     - Zachowały przynajmniej świeżość, a księżna i jej orszak zdrożyli pewnie konie. - Sudrun kiwnęła potwierdzająco głową. - To zwiększy nasze szanse. Zwiększy szanse naszej Bereniki.
     - Demon nigdy dotąd cię nie zawiódł, paniczu, a i ja więcej już tego nie uczynię.
     - Tylko pamiętaj, pani i żono, by nie nazywać mnie paniczem. Berenika na pewno tak by się do mnie nie zwracała. Jestem sir Marcus z Siedmiu Bram, twój pierwszy małżonek. A teraz ruszajmy już wreszcie.

5 808 czyt.
100%407
nefer

opublikował opowiadanie w kategorii erotyczne i fantasy, użył 2619 słów i 14229 znaków, zaktualizował 22 maj o 11:08.

7 komentarzy

 
  • Almach99

    Almach99 · 23 października

    Nareszcie cos sie dzieje. Intryga szyta zgrzebnymi nicmi ale coz. Czytam dalej

  • emeryt

    emeryt · 9 czerwca · 202091556

    @nefer, czy tylko mi się wydaje, że Sudrun opisała że Berengaria udając swoją śmierć nakazała spalić zwłoki? A do tego skąd znalazł się wierzchowiec Bereniki w obozie? Czy to nie twoje, zamierzone delikatne wstawki, aby pobudzić twoich czytelników do większego myślenia podczas czytania? Przesyłam pozdrowienia w ten upalny dzień (mam nadzieję że mi nie rozpuścił się mózg całkowicie i nie szukam dziury w całym).

  • nomad

    nomad · 7 czerwca · 197733992

    Czy Berenika jest córką Berengari    

  • Recenzent

    Recenzent · 23 maja · 211055609

    Dobre opowiadanie. Bardzo mi się podobało.

  • emeryt

    emeryt · 22 maja · 202091556

    @nefer, dosyć długo czekałem, lecz wreszcie zostałem usatysfakcjonowany kolejnym odcinkiem. Nareszcie z Marcusa, pionka w rękach innych staje się powoli poważnym graczem w tym świecie, lecz to na razie tylko pobożne chęci. A co się naprawdę stanie to tylko od Ciebie zależeć będzie. Dziękuję i pozdrawiam.

  • CzarnaKaczuszka

    CzarnaKaczuszka · 22 maja · 195042554

    Wydaje się, że wszystko zmierza ku dobremu końcowi. Więc mam złe przeczucia, bo ileż to już razy wydawało się, że stara wiedźma wkrótce zostanie pokonana...

  • AnonimS

    AnonimS · 22 maja

    Wreszcie Marcus zaczyna być graczem a nie tylko pionkiem. Co prawda los jego nadal zależy od kobiet ale tym razem ma szanse na powrót do swojej roli pierwszego małżonka.  Co jest jego przeznaczeniem i jego marzeniem. Ciekawe czy jeśli odzyska Berenikę spowrotem wróci do roli dawcy mocy i uzna jej hegemonię. Czy jako jedyny mężczyzna wladający mocą bedzie chciał dyktować wlasne warunki. Pozdrawiam Autorze