Nowy Świat Czarownic, cz. 35

     Korzystając z ogólnego zamieszania, bez trudu przemknął się do swojej komnaty. Triumfujący obrońcy forteczki nie zwracali na chłopaka uwagi i zdawali się nie pamiętać o jego istnieniu. Wyglądając przez okno, widział wykrzykujących gromko i wymachujących orężem barbarzyńców, którzy zgromadzili się na ocalałych fragmentach wałów oraz przy wyłomach. Chyba niezbyt często odnosili podobne zwycięstwa nad wojskami Siedmiu Bram, o ile w ogóle jakiekolwiek. Okazując uzasadnioną radość, wojownicy tana nie kwapili się jednak do próby pościgu. Wypatrując przez rozbitą bramę, Marcus mógł też dostrzec przegrupowujące się oddziały wroga. Tamci nie podejmą jednak chyba ponownej próby ataku, zwłaszcza jeżeli naprawdę Aurorze udało się dopaść samą Lady Berengarię? Chciał wierzyć, że tak się właśnie stało. Dziewczyna mówiła, iż czuła pękanie osłony wiedźmy, eksplodujące pod ciosem mocy wzgórze widział na własne oczy. Czyżby wszystko miało pójść tak łatwo? On sam w decydującej chwili nic nie poczuł, ale też nie miał w tej kwestii żadnego doświadczenia. Chciał wierzyć Aurorze.
     Zauważył, że wstała i poruszała się o własnych siłach. Rozradowani barbarzyńcy opadli ją ze wszystkich stron, dosłownie znieśli na rękach z wału, co przerodziło się w podrzucanie bohaterki na ramionach podekscytowanych wojowników.
     „Czy oni nie pojmują, że zużyła całą moc, a w ten sposób pozbawiają ją tylko resztek sił?” - Pomyślał. Sam również czuł się wyczerpany. Ostatnimi czasy magia wracała jednak do niego w zadziwiająco krótkim czasie, choćby i dzisiaj. Tylko dzięki temu zdołał przepalić rygiel, a później pomóc Aurorze na wałach. Nigdy dotąd nie gromadził mocy tak szybko, nawet dla Bereniki. Czyżby jego nadzwyczajne podobno zdolności nadal się rozwijały? Cóż z tego, skoro ciągle dysponował jednym tylko czarem ognia. Nie potrafił postawić najprostszej choćby osłony, a o znaczeniu tej formy magii wojennej mógł się przekonać podczas dzisiejszej bitwy.
     Tan Arnold zdołał wreszcie zaprowadzić jaki taki porządek wśród swoich ludzi. Uwolnił córkę z rąk świętujących zwycięstwo wojowników i oddał ją pod opiekę Marty, która pojawiła się na czele kilku służek. Kobiety schroniły się wśród zabudowań. Pan grodu wydawał kolejne serie rozkazów, wyznaczając podwładnym najpilniejsze zadania. Wystawiono regularne straże, przystąpiono do gaszenia tlącego się tu i tam ognia, uprzątano drewno z rozbitych budowli, wykorzystując je do prowizorycznego barykadowania wyłomów. Wszystko to na niewiele zapewne by się zdało, gdyby Lady Berengaria poprowadziła kolejny, regularny szturm. Nic jednak na to nie wskazywało, może wiedźma naprawdę zginęła, a przynajmniej została poważnie ranna?
     Wciąż jeszcze, nie mając nic innego do roboty, wyglądał przez okno, gdy pojawiła się Marta w towarzystwie dwóch dziewcząt. Starsza kobieta postawiła przed Marcusem kolejną tacę z jedzeniem, tym razem dostał talerz jakiejś gęstej i zapewne pożywnej zupy oraz pajdę chleba. Dziewki służebne przydźwigały drewnianą balię, którą napełniły następnie ciepłą wodą, kilkakrotnie kursując z wiadrami na zewnątrz, zapewne do kuchni.
     - Po co to wszystko?
     - Ano powinieneś nie tylko zjeść, paniczu, ale i porządnie się umyć. Trochę jesteś poczerniały. To nowe ubranie, które ci dałam, też nadaje się tylko do prania. Pewnie wyglądałeś za bardzo przez okno, gdy dziewuszka poradziła sobie z tymi wiedźmami, co to chciały nas przypalić ogniem. Lepiej od razu je zdejmij.
     - Chyba masz rację, pani Marto.
     Istotnie, podczas walki na wałach trochę ucierpiał. Czy Marta naprawdę uważała, że osmalił się tak wyglądając przez niewielkie okno? Wątpliwe. Nie zwróciła też uwagi na przepalone drzwi. Najwidoczniej Aurora spełniła swoją obietnicę i zdążyła porozmawiać z zaufaną i okazującą jej iście macierzyńską troskę gospodynią dworzyszcza. Bo chyba za kogoś takiego można było uznać starszą kobietę.
     - To na co czekasz? Zajadaj i zrzucaj te łachy.
     - Ale przecież... - Do pomieszczenia weszły akurat obydwie dziewki, wlewając do balii wiadra parującej wody.
     - Coś ty taki wrażliwy? W tych waszych zamkach wcale się nie myjecie czy jak? I nie myśl, że my tutaj nic nie wiemy o tym, co wyprawiają tam te całe szlachetne damy. To paskudne suki, prawda, ale przecież wiedzą, co dobre. Chcą od swoich panów mocy i nie tylko mocy, a o wiele przyjemniej idzie to wszystko po porządnej kąpieli. Czy nie mam racji? - Uśmiechnęła się z dobrotliwym zadowoleniem. - Nasza dziewuszka też była cała brudna od sadzy, strach powiedzieć, ale przecież walczyła na wałach i zwyciężyła. To pomyślałam sobie, że i ciebie umyjemy.
     - Umyjemy? - spytał, chociaż intencje Marty i jej dziewek wydawały się oczywiste.
     - Wybiera się do ciebie sam tan, paniczu, więc lepiej się pospiesz. No jazda, bierz się za zupę i ściągaj ubranie. Nie mamy czasu.
     Prawda, lepiej już żeby pan forteczki zastał go nawet nagiego ale czystego, niż poczerniałego od sadzy, w nadpalonym ubraniu. Jeszcze nabrałby niepotrzebnych podejrzeń. Zmotywowany w ten sposób zjadł z apetytem, zupa okazała się gęsta i lekko kwaskowa, zaprawiona wędzonką. Smakowała znakomicie, a on znowu poczuł głód. Czy wiązało się to z intensywnym zużywaniem mocy? Tymczasem dziewczęta doniosły jeszcze kilka wiader ciepłej wody i najwyraźniej czekały, aż skończy posiłek. Ponaglany wzrokiem Marty, pozbył się ubrania. Ostatecznie, nie po raz pierwszy stawał nagi przed młodymi dziewczętami, zwykle bywały nawet bardziej urodziwe, chociaż i tym tutaj niczego nie brakowało. Przypomniał sobie podobne sytuacje na zamku margrabiny z udziałem Anity i Ingi,  przez twarz przemknął mu cień.
     Marta nie dała jednak chłopakowi czasu na rozpamiętywanie dawnych zdarzeń. Kiwnęła na Marcusa, nakazując mu wejść do balii, podczas gdy służki przystąpiły gorliwie do zmywania śladów niedawnej walki. Nie zdziwił się nawet, gdy szczególnymi staraniami zręcznych dłoni zaczęły darzyć te części jego ciała, które niekoniecznie najbardziej ucierpiały od dymu i sadzy. Nie okazując zażenowania, zajęły się jądrami i penisem. Nie zdołały powstrzymać chichotu, gdy fallus Marcusa zareagował na ich poczynania w jedyny możliwy i oczywisty dla chłopaka sposób. Dziewki zdwoiły wysiłki, obejmując członka dłońmi, drażniąc odsłoniętą żołądź, ściskając z wyczuciem jądra. Przymknął oczy, czując budzące się gdzieś w głębi pożądanie. Tak szybko? Czy oznaczało to również, że byłby już wstanie ponownie użyć magii? Spróbował sięgnąć i znalazł moc! Może nie tak wielką jak wówczas, gdy spalił pana Czwartego, ale zawsze! Otworzył oczy, dziewczęta, same najwyraźniej podochocone, zmierzały przejść do bardziej intensywnych pieszczot. Jedna z nich uklękła i zbliżyła twarz do sterczącego fallusa chłopaka. Pani Marta, przyglądająca się dotąd ich poczynaniom z aprobującym uśmiechem, zainterweniowała zdecydowanie.
     - Wystarczy, wy niecnoty! Miałyście umyć i przygotować panicza!
     - Ale ja tylko... - zaprotestowała ta bardziej śmiała.
     - Powiedziałam, dość! On nie jest dla was. Panienka Aurora musi zebrać siły, żeby móc bronić nas przed wiedźmami, tak jak zrobiła to dzisiaj. A wy... Tylko jedno wam w głowach! Niech no tan by się o tym dowiedział.
     - Tak, pani Marto... Przepraszamy... Ale to prawdziwy książę z Południa, mieszka na zamku, nosi bogate ubrania i w ogóle... I mówią, że tacy jak on wiele potrafią, bo specjalnie się uczą, żeby zadowalać te ich wszystkie piękne panie... Żaden z naszych chłopców nie jest do niego podobny... My tylko... Nie chciałyśmy nic złego.
     - No proszę! A to się rozgadała, mądrala! Macie teraz wytrzeć swojego księcia i na tym koniec, zrozumiano? A potem zabierajcie balię i wypierzcie rzeczy!
     Z pewną przykrością przyjął koniec zabiegów rezolutnych dziewcząt, które pod bacznym wzrokiem Marty ograniczyły się teraz do w miarę przyzwoitego dokończenia ablucji, a następnie wytarły go do sucha. Penis nadal sterczał i hoża dziewka trąciła jeszcze raz czy drugi męskość Marcusa, ale nie ośmieliła się na nic więcej. Gospodyni miała zresztą rację. Nie powinien tracić mocy w tak głupi, przypadkowy sposób. Pojął, że brak ochraniacza może też nieść ze sobą nowe niebezpieczeństwa, od których pozostawał dotychczas wolny. Igraszki z ochoczymi służkami albo gwardzistkami były w życiu szlachetnie urodzonego pana czymś najzupełniej normalnym. Zachęcano do czegoś takiego zarówno dziewczęta na zamku, wydając im wręcz stosowne polecenia, jak i samego Marcusa. Tyle, że działo się to albo wówczas, gdy nie dorósł jeszcze do oddawania mocy i chodziło o przyspieszenie pozyskania tej zdolności, albo już po nałożeniu ochraniacza, gdy i tak nasienie oraz zgromadzoną dzięki tymże igraszką magiczną siłę mógł ofiarować jedynie damie, która potrafiłaby przyrząd zdjąć. I niekoniecznie musiała nią być akurat prawowita pani i małżonka, o czym osobiście zdążył się przekonać. Obecnie musiał pilnować się sam. A to mogło okazać się niełatwe, bo najwyraźniej wzbudzał szczególne zainteresowanie miejscowych dziewcząt. Nie ulegało wątpliwości, życie dawnych czarodziejów musiało być trudne. O wiele lepiej radziły sobie z tym wszystkim damy szlachetnej krwi, które mogły łączyć pozyskiwanie mocy z uleganiem pokusom własnych uczuć oraz własnego ciała. Doprawdy, Dobra Bogini faworyzowała swoją płeć! Przypomniał sobie jednak uwięzioną w lochach Złotej Bramy Berenikę i zawstydził się tych myśli.
     Tymczasem Marta energicznie wypędziła z pomieszczenia obydwie służki i sama też zbierała się do wyjścia.
     - Zostań tu i nigdzie nie wychodź, chociaż panienka zniszczyła rygiel. Tan zapowiedział się z wizytą – przypomniała gospodyni.
     - Ale pani Marto, nie mam teraz żadnego ubrania.
     - I nie jest ci do niczego potrzebne. Gdy tan był tu poprzednim razem, też nie miałeś. Po co niepotrzebnie wszystko komplikować? - Uśmiechnęła się przyjaźnie, a Marcus zadał sobie pytanie, co starsza kobieta tak naprawdę wie albo podejrzewa. - Jeżeli koniecznie musisz, to wsuń się pod skóry na posłaniu.
     Tak też uczynił, bo powoli zbliżał się już wieczór, a po kąpieli odczuwał lekki chłód. Klimat był tu wyraźnie surowszy niż w Międzyrzeczu. Wreszcie rozległy się kroki i w drzwiach stanęli tan Arnold oraz Aurora. Pan forteczki sprawiał wrażenie, jak gdyby nie zaprzątał sobie głowy czymś tak mało ważnym jak kąpiel i nadal nosił skórzany pancerz wojownika, poznaczony wyraźnymi śladami walki. Nic w tym dziwnego, miał z pewnością mnóstwo zajęć przy doprowadzaniu gródka do porządku po gwałtownej, zwycięskiej, ale i rozpaczliwej bitwie. Chłopaka zdumiał za to wygląd Aurory. Wzięła nie tylko kąpiel ale też przebrała się w najlepsze zapewne szaty, które mogła znaleźć w swoich skrzyniach. Nie dorównywały wprawdzie wytwornej toalecie, w którą odziała niegdyś brankę Lady Berengaria, pragnąc pobudzić żądze sir Oswalda, ale i tak dziewczyna prezentowała się nadspodziewanie elegancko w białej, lnianej tunice przewiązanej paskiem z wplecionymi weń złotymi nićmi. Do tego włosy, spięte także złotą klamrą i rozpuszczone w zamierzony, udający tylko nieład sposób. Wystarczająco często obserwował podobne sztuczki w wykonaniu matki oraz siostry, by nie dać się zwieść pozorom. Aurora musiała starannie przygotować się do tej wizyty. Przyniosła ze sobą lampę oliwną, która w zapadających ciemnościach korzystnie oświetlała jej sylwetkę.
     Tan jak zwykle nie tracił czasu.
     - Zwyciężyliśmy – oznajmił ze spokojną dumą w głosie. - Ta twoja pani i małżonka, która nie dalej jak wczoraj chciała twojej śmierci, zażądała, żebym wydał cię w jej ręce. Odmówiłem i wtedy zaatakowali. Atak prowadziła jej matka, krwawa Wilczyca. I nic dziwnego, bo młoda nie miała pewnie wystarczającej mocy, skoro nie może liczyć na twoją służbę. – Roześmiał się z zadowoleniem. - Za to usłużyłeś Aurorze. I bardzo dobrze, to dzięki niej wygraliśmy tę bitwę.
     - I dzięki mocy sir Marcusa, ojcze.
     - Tak, tak. Dzięki tej jego przeklętej mocy. Może teraz nie takiej znowu zresztą przeklętej. Moja córka powiada, że dostała Wilczycę kulą ognia. Mówi, że musiała ją trafić, gdy spóźniła się z postawieniem osłony po tym, jak sama rozbiła bramę. To była naprawdę dobra robota, dziewczyno. Pokonałaś nie byle kogo!
     - To dzięki Marcusowi, ojcze.
     Tak, tak wiem. Powiadasz, że wiedźma oberwała, może nawet nie żyje. Sam widziałem, jak ogień ogarnął wzgórze, na którym stała. I potem przerwali szturm, a było już z nami krucho. Ale nie cieszyłbym się tak szybko. Wilczyca gnębi nas od lat i Dobrzy Bogowie nigdy nie byli dla nas łaskawi w tej sprawie.
     - Ale teraz dali nam Marcusa.
     - Może i tak. Ci z Siedmiu Bram przerwali oblężenie i odeszli w kierunku swojego dawnego obozu. Śledzą ich moi zwiadowcy. Jeszcze za wcześnie, żeby ogłaszać pełne zwycięstwo, ale jednak odeszli. Wilczyca nigdy dotąd nie przegrała takiej bitwy. Może rzeczywiście zginęła? Co prawda, została ta młoda, twoja pani i żona, chłopcze. Ale nie mam zamiaru oddawać cię w jej ramiona, choćby i teraz nie chciała już twojej śmierci. Bez branej od ciebie magicznej siły wiele w tej chwili nie zwojuje, a to da nam czas. Lato się kończy i niedługo będą musieli wracać do siebie.
     Marcus pomyślał, że zostali jeszcze sir Waldemar oraz sir Roger, jakkolwiek niezbyt silni, to jednak zdolni do dostarczania pewnej ilości mocy. Nie miał jednak zamiaru wdawać się w niepotrzebne szczegóły. Tan i jego barbarzyńcy nie muszą wiedzieć wszystkiego o tajemnicach dworu Siedmiu Bram. Może zresztą wiedźma naprawdę nie żyje? Nie chciał oddawać się złudnej zapewne nadziei, ale może... Co się wtedy stanie? Co z Bereniką? Muszą uwolnić ją z lochu i oddać władzę! Nie będą mieli innego wyjścia, cokolwiek planowałaby wcześniej Lady Berengaria. - „Księżna Berenika, nowa Pani Siedmiu Bram.” – Pomyślał w uniesieniu. To mogłoby wszystko, naprawdę wszystko zmienić. - „Poczekaj, poczekaj. Jeszcze nic pewnego nie wiadomo.” - Uspokajał się w duchu.
     Tan Arnold miał zresztą własne zdanie i własne zamiary.
     - Młoda Wilczyca tak czy inaczej twojej mocy nie dostanie – kontynuował. - Za to nam bardzo się ona przyda. Nie po to zerwaliśmy rozejm i stoczyliśmy tę bitwę, żeby z niej teraz rezygnować. Chyba to rozumiesz, chłopcze? A moja Aurora w niczym tej krwawej dziwce nie ustępuje. Pokazała to dzisiaj wszystkim! I dlatego dasz jej moc najszybciej, jak tylko zdołasz. Najlepiej już teraz, natychmiast. Potrzebujemy tej mocy my wszyscy. To również w twoim własnym interesie, bo kto wie, co tam jeszcze wymyślą?
     - Panie, minęło jednak niewiele czasu. Nigdy dotąd nie oddawałem mocy tak często.
     - To przynajmniej postaraj się, jak tylko potrafisz. Aurora chętnie ci w tym pomoże, prawda?
     - Tak, ojcze. - Dziewczyna nie wydawała się wcale zakłopotana.
     - To bierzcie się do dzieła. - Zaśmiał się rubasznie tan, zdmuchnął lampę i wyszedł z komnaty, zamykając za sobą drzwi.
     - Wiesz... Ja naprawdę nigdy nie robiłem tego aż tak często – zaczął niepewnie.
     - Marta powiedziała, że podczas kąpieli wcale nie okazywałeś słabości. - Bardziej wyczuł niż dostrzegł w zapadłym już mroku jej uśmiech. - A i podczas bitwy posłałeś silne uderzenie, nie tak znowu długo po tym, gdy oddałeś moc.
     - Nie wiem jak to się dzieje, dawniej tego nie potrafiłem.
     - Może to ja tak na ciebie działam, Marcusie? Z pewnością uczono cię prawić komplementy, mógłbyś więc wykorzystać tę umiejętność, zamiast mnożyć trudności.
     - Myślisz, że księżna naprawdę nie żyje?
     - Tak właśnie sądzę, ale w tej chwili nie ma to nic dorzeczy. Mocy potrzebujemy tak czy inaczej. Przecież ty umiesz tylko ciskać ogniem, a to nie wystarczy.
     - Właśnie, mogłabyś pokazać mi, jak rzucać inne czary. Jak stawiać osłony. Gdybym to potrafił, mógłbym bardziej ci dzisiaj pomóc.
     - Nie mogę.
     - Nie możesz, czy nie chcesz?
     - Nie mogę i nie chcę. Bardzo nam dzisiaj pomogłeś, to prawda. Ale aż tak ci nie ufam. A zresztą, prędzej czy później zdradziłbyś się w jakiś sposób. I ojciec chciałby cię zabić. A tak, jesteś tutaj bezpieczny.
     - Bezpieczny i bezsilny, zupełnie jak w Siedmiu Bramach!
     - Pamiętaj, że musiałam przekonać Martę, żeby milczała w sprawie tych drzwi. Nie mów więc, że nic dla ciebie nie zrobiłam.
     - Jeśli chodzi o ścisłość, to jednak ja zrobiłem dla ciebie o wiele więcej!
     - Wiem... Dlatego chcę ci pomóc. Ale nie w taki sposób. Przynajmniej poprosiłam ojca, żebyś mógł zajmować się swoim koniem. Zgodził się.
     - Ale jeździć mi na nim nie pozwoli, czyż nie?
     - Może i pozwoli, jeżeli ja pojadę z tobą. Posiadając moc. I to też jest powód, dla którego lepiej, żebyś tymczasem nie znał zbyt wielu zaklęć.
     - Bo aż tak bardzo mi nie ufasz – dokończył z goryczą. - Dokąd miałbym uciekać? Do żony, która chciała mnie zabić?
     - Teraz mogłaby zmienić zdanie w tej sprawie, jeżeli Wilczyca naprawdę nie żyje.
     - A niby dlaczego ona miałaby zaufać mi bardziej niż ty? Prędzej skorzysta już z mocy mężów starej księżnej, jeżeli zajdzie taka potrzeba. - Nie potrafił powstrzymać się przed wygłoszeniem tej uwagi, chociaż wiedział, że wkracza na grząski grunt.
     - Sam widzisz, że musimy trzymać się razem. - Aurora wcale nie wydawała się zdziwiona. - Ty masz moc, a ja znam odpowiednie czary.
     - I dlatego nie chcesz mnie ich nauczyć. Bo straciłabyś tę przewagę.
     - A ty stałbyś się wtedy zbyt niebezpieczny. Prawdę mówiąc, już teraz jesteś niebezpieczny.
     - I nie boisz się przebywać w moim towarzystwie? Widziałaś, co potrafię.
     - Marcusie, naprawdę byłbyś zdolny do tego, żeby spalić mnie ogniem? Nie wierzę.
     - Mam cię przekonać? - Miało to zabrzmieć groźnie, ale sam usłyszał w swoim głosie brak chęci dokonania tak strasznego czynu. - Masz rację. Nie potrafiłbym zrobić czegoś takiego, nie bez naprawdę ważnego powodu. Musiałbym cię znienawidzić, a nie czuje do ciebie żadnej nienawiści.
     - I dzięki niech będą za to Dobrym Bogom – odparła szczerze. - Skoro tak, to pokaż co potrafisz, zapalając knot tej lampy. Przekonamy się, czy twoja moc rzeczywiście wróciła. I zresztą... Nie po to szykowałam się na nasze spotkanie, żeby teraz ukrywać się w ciemnościach.

6 555 czyt.
100%5214
nefer

opublikował opowiadanie w kategorii erotyczne i fantasy, użył 3386 słów i 19014 znaków.

14 komentarze

 
  • AnonimS

    AnonimS · 8 lutego

    Aurora jest konkretna. Nie zwodzi , nie oszukuje tylko jasno stawia sprawę.  Szczerość bywa podstawą dobrej znajomości. Marcus powinien się zastanowić. Nie ma ochraniacza i wcale nie mniej swobody jak u małżonki. Pozdrawiam

  • Asano

    Asano · 8 lutego · 210931549

    Aaa i zapomnialem o najwazniejszym- Nefer- jestes mistrzem! Takich opowiadan dawno nie czytalismy- Pani dwóch krajow przeczytana w 3 wieczory- REWELACJA! Czekamy na wiecej i wiecej i ...

  • Asano

    Asano · 8 lutego · 210931549

    I cisza... ani   ani  ... jak to rozumiec...??

  • Lolek2

    Lolek2 · 6 lutego

    Od jutra bedziesz dostawal lapki w dol  

  • Lolek2

    Lolek2 · 6 lutego

  • Lolek2

    Lolek2 · 4 lutego


    Brak pracy domowej = dop.

    Sesja nie zaliczona.

  • Lolek2

    Lolek2 · 31 stycznia

    Neferze, obijasz sie.  Prosze odrobic lekcje bo nie dostaniesz obiadu

  • Mmakao

    Mmakao · 25 stycznia

    Tak klasycznie
    Kiedy następny rozdział?
    A tak na serio to co Ty oglądasz przy pisaniu?
    Polsat, nie ma to jak przerwa w fabule

  • Mily

    Mily · 22 stycznia · 193944193

    Szósty

  • Ningru

    Ningru · 22 stycznia · 230360661

    Mam pytanie. Która szlachetna pani jako pierwsza skorzystała z ,,mocy'' Marcusa???

  • Almach99

    Almach99 · 18 stycznia

    Ach ten nasz Markus. Nieopierzony, niedouczony, niedoswiadczony...  
    Przynajmniej stara wiedzma jest nieco osmolona 😃 zobaczymy w ktora strone intryga sie skieruje tym razem. Osobiscie przewiduje nieorzewidziany zwrot kierunku akcji.

  • emeryt

    emeryt · 18 stycznia · 202091556

    @nefer, jak zwykle - wspaniale.  
    trochę myślałem że może wtrącisz wątki zaczerpnięte z podróży. Lecz zacząłeś kontynuować w tym specyficznym, swoim stylu. Niech będą dzięki twojej muzie, oby tak dalej. przesyłam pozdrowienia w tym nowym roku.

  • Chudy

    Chudy · 18 stycznia · 287366653

    No w końcu bo już się bałem że to koniec stanowczo za rzadko kolejne części a czyta się super

  • Lolek2

    Lolek2 · 18 stycznia

    Piereszy