Nowy Świat Czarownic, cz. 11

11

     Wyruszyli późnym rankiem. Na dziedzińcu stawiła się cała rodzina, ale ku uldze Marcusa obyło się bez długich pożegnań. Nie czuł takowej potrzeby, nawet wobec sir Doriana. Wystarczy, że zdołał przebrnąć przez wczorajsze przyjęcie po ceremonii zaślubin. Tylko życzenia pomyślności mistrza Matteo wydały mu się wówczas naprawdę szczere. Potem zaszedł jeszcze do stajni, kwater gwardzistów i służby łowieckiej. Tam zawsze czuł się najlepiej, tam też żegnano panicza, teraz już sir Marcusa, z prawdziwym żalem.
     - Bądź taki jak zwykle, po prostu sobą, a wszystko dobrze się ułoży. - To Tamara próbowała dodać mu otuchy. - Nic nie wiem o tej księżniczce Berenice, ale ona po prostu nie zdoła cię nie polubić. I pamiętaj, że zawsze możesz ufać Sudrun. Wiem, że obiecałeś jej Demona. To szalona dziewczyna, ale na pewno nigdy cię nie zdradzi. - Na koniec ucałowała dawnego podopiecznego w sposób jako żywo przypominający ich śmiałe igraszki.
     Obecnie nie oczekiwał podobnie wylewnych przejawów uczuć.
     - Życzę ci szczęścia, sir Marcusie. Jesteś synem krwi Międzyrzecza i z pewnością okażesz się jej godnym. Pomyślnej podróży... Tobie także, księżno.
     Słowa margrabiny stanowiły właściwe podsumowanie kilkunastu spędzonych na zamku lat życia. Wreszcie opuścili dziedziniec, a po pewnym czasie oddali się też od znajomych wzgórz i łęgów, po których tyle razy puszczał się galopem, polował z sokołami czy ścigał się z Sudrun. Teraz to ona dosiadała Demona. On sam zmuszony był zadowolić się spokojniejszym wierzchowcem, którego dało się opanować także z męskiego siodła. Podróżowali z taką akurat szybkością, że powodował swoim koniem bez trudu. Domyślił się, że tempo dostosowano do jego aktualnych możliwości i zżymał się tym przez jakiś czas. Wszyscy taktownie zostawiali młodego małżonka w spokoju, łącznie z samą księżną. Podeszła dopiero wówczas, gdy wczesnym popołudniem stanęli na popas nad jakimś strumieniem. Ponownie występowała w stroju wojowniczki, tylko tym razem już z bronią, ze sztyletem przy boku oraz oszczepem w dłoni. Nie mogło to dziwić, skoro oczekiwała ich przeprawa przez góry. Co prawda, w bardziej dzikie ostępy mieli zagłębić się dopiero za klika dni.
     - Jak mija ci podróż, książę? Wiem, że ani pożegnanie, ani dzisiejszy ranek nie wypadły pewnie najlepiej, ale może zdołam jednak w jakiś sposób poprawić twój nastrój? Nie chciałabym przywieźć do Złotej Bramy kogoś tak jawnie nieszczęśliwego.
     - Do twojej stolicy pewnie jeszcze daleka droga, dostojna pani, zdążę z tą zmianą.
     - To prawda, ale przecież kiedyś tam dojedziemy.
     - Tymczasem tylko opóźniam cały orszak, zresztą jak każdy szlachetnie urodzony w podróży. Równie dobrze mogłaś sprowadzić dla mnie powóz albo lektykę!
     - Lektyka... Nie mamy takich zabawek w Siedmiu Bramach, ale jeśli naprawdę chcesz i jeżeli poprawi ci to humor, to każę taką wykonać. Rozumiem, że ma być bardzo ozdobna? A może od razu kilka, wtedy ja też skorzystam i urządzimy sobie wyścigi?
     - Wybacz, pani, ale pewnie nie wiedziałabyś, jak usiedzieć w czymś takim. Ja chyba też nie... - Roześmiał się mimo woli, wyobrażając sobie stojącą przed nim wojowniczkę w podobnej sytuacji.
     - Już lepiej, Marcusie... A skoro o wyścigach mowa... Nie przesadzałeś zachwalając Demona, to bardzo piękny koń i wygląda na dzielnego rumaka. A twoja gwardzistka na odważną i wprawną amazonkę...
     - Sudrun znakomicie jeździ konno.
     - Chętnie to zobaczę. Mam tu kilku naprawdę dobrych jeźdźców z szybkimi wierzchowcami pod siodłem... Skoro i tak teraz odpoczywamy, to może urządzimy małą gonitwę? Twoja dziewczyna i dwóch moich ludzi?
     - Zmęczą konie bez potrzeby.
     - Mamy kilka zapasowych luzaków, wystarczy dla nich trojga.
     - Dlaczego nie? - Poczuł, jak mimo woli budzi się w nim zainteresowanie tą rywalizacją. Demon i Sudrun na pewno nie przegrają!
     - Ale obiecaj, że jeżeli Siedem Bram zwycięży, wtedy zrezygnujesz z tej kwaśnej miny, książę. To będzie moja nagroda.
     - Postaram się, szlachetna pani... Ale sprawiedliwość nakazuje, bym i ja otrzymał coś w razie zwycięstwa Sudrun.
     - Jesteś mistrzem dyplomacji, Marcusie. Cóż to za fant, na który miałbyś ochotę?
     - Jeżeli ona wygra... Wtedy... Wtedy... Jeżeli urządzimy kolejny wyścig, pozwolisz, żebym i ja wziął w nim udział...
     - Wiesz, co to oznacza, książę? - Spojrzała poważnym wzrokiem.
     - Wiem, szlachetna pani... Wiem też, że możesz to  teraz uczynić, jeśli zechcesz...
     - Obiecuję, że się nad tym zastanowię. Jeżeli Sudrun zwycięży, zastanowię się...
     - Chyba to musi mi w tej chwili wystarczyć, dostojna pani... Przyjmuję twoją obietnicę.
     - A zatem zaczynajmy. Niech ścigają się od tamtego dębu do tej sosny przy lesie... Pięć okrążeń, zgoda?
     - Zgoda, start i meta przy naszym obozowisku.
     Lady Berengaria przyzwała swoich reprezentantów, a Marcus ruszył ku gwardzistce. Również nieco markotna, oporządzała na uboczu konia.
     - Sudrun, dostojna księżna zaproponowała odbycie wyścigu. Ty i Demon przeciwko dwóm ludziom z jej świty, których wybierze. Pięć okrążeń pomiędzy tymi dwoma drzewami. Co ty na to?
     - Ooo... – Oczy dziewczyny rozbłysły. - Chętnie pokażę tym zarozumialcom, że i my w Międzyrzeczu coś potrafimy!
     - Ci dwaj to z pewnością znakomici jeźdźcy...
     - Demonowi żaden koń nie dorówna, paniczu. Sam dobrze o tym wiesz. A ja też umiem niejedno! - W widoczny sposób wróciła jej zwykła zadziorność, wiedział, że zawołana amazonka nie zdoła oprzeć się takiemu wyzwaniu.
     - Sudrun, to dla mnie bardzo ważne, żebyś zwyciężyła... Założyliśmy się o wynik i księżna obiecała coś, na czym bardzo mi zależy... Obiecała, że sam dosiądę wtedy Demona... - powiedział cicho.
     - W takim razie muszę wygrać, paniczu. Nie obawiaj się, tamci nie mają żadnych szans!
     Przygotowania nie trwały długo, popas nie mógł ciągnąć się w nieskończoność. Wszyscy członkowie orszaku z ochotą przyjęli okazję do niespodziewanej rozrywki. Zawarto kilka zakładów, zwykle nie doceniając jednak dziewczyny z Międzyrzecza. Dosiadała wspaniałego wierzchowca, ale przecież przeciwko sobie miała doświadczonych, zaprawionych w walkach wojowników. A i konie z Północy odznaczały się silną budową i wytrzymałością. Księżna przypomniała szybko zasady, zawodnicy zajęli pozycje i Marcus za zgodą szlachetnej pani dał znak rozpoczęcia gonitwy. Początkowo wszyscy troje pognali tuż obok siebie, nie ustępując rywalom. W ten sposób odbyli pierwsze i drugie okrążenie, zajeżdżając sobie drogę przy zwrotach i usiłując przy tej okazji wyprzedzić konkurentów, zdobyć przewagę. Sudrun radziła sobie dzięki zwrotności i zręczności własnej oraz Demona, chociaż przeciwnicy zdawali się występować przeciwko niej wspólnymi siłami. Marcus zacisnął pięści, tego mógł się przecież spodziewać. Dziewczyna znalazła jednak najlepszy możliwy sposób na te zagrywki. Na trzecim okrążeniu wyszła z kolejnego zakrętu jako pierwsza i wbiła pięty w boki wierzchowca. Ten, rozumiejąc potrzebę amazonki, pognał cwałem. Rywale zostali w tyle! Najpierw jeden odpadł o dwie, wkrótce już trzy długości, po chwili zaczął odstawać także drugi. Uwolniona od ścisku Sudrun wykonała zręcznie kolejny objazd, zyskując dodatkową przewagę. Marcus dostrzegł jej triumfalny uśmiech, gdy przemknęła obok obozowiska. Na czwartym okrążeniu nie była już w stanie utrzymać najwyższej prędkości, zdawała się jednak kontrolować sytuację, przeciwnicy też nieco osłabli, wyraźnie tracili dystans, pierwszy z nich próbował jeszcze na nowo przyspieszyć, drugi ustępował o dobrych dziesięć, dwanaście długości. Rozpoczęli ostatni objazd. Najpierw sosna pod lasem, potem samotny dąb. Dziewczyna ciasno wzięła zakręt, zachowując trzy długości przewagi nad pierwszym z przeciwników. Kierowała się już ku drugiemu z drzew, gdy nagle dalszy z rywali stracił panowanie nad własnym wierzchowcem. A przynajmniej tak to z daleka wyglądało. Zbliżał się dopiero do sosny i wtedy jego koń nagle skręcił, zwracając się prosto ku nadjeżdżającej już z naprzeciwka gwardzistce. Ta również musiała gwałtownie zmienić kierunek, Demon odruchowo uskoczył, unikając zderzenia. Sudrun zachwiała się w siodle... Bliższy z przeciwników ominął obydwu konkurentów szerokim łukiem i pognał ku dębowi. Marcus przygryzł wargi... To nie mógł być przypadek! Dziewczyna odzyskała dosiad, nie zmieniając kroku Demona. Ruszyli z dużą prędkością, licząc teraz na własną zręczność przy ostatnim nawrocie. Nadrabiali wprawdzie dystans, ale stracili go już tak dużo, że tam tylko mogli jeszcze żywić nadzieję na zwycięstwo. Rywal objechał dąb szeroko, z pnia odchodziły rozłożyste konary, z powodu wczesnej pory roku pozbawione liści. Nisko rozpostarte, zmuszały do ostrożności i zachowania odległości. Koń wojownika z Północy nie chciał pchać się w taki gąszcz, a i jeździec nie zamierzał ryzykować. Zostawili sporo miejsca. Sudrun dostrzegła swoją szansę. Przylgnęła do grzbietu Demona, zsuwając się w lewo, w kierunku zwrotu. Rumak skręcił ciasno, posłuszny woli amazonki. Niezbyt grube, na szczęście, gałęzie niebezpiecznie przeczesały włosy pochylonej dziewczyny. Większych konarów zdoła uniknąć. Stracili wprawdzie nieco prędkości, ale zyskali dystans. Z zakrętu wypadli na prowadzeniu! Sudrun wyprostowała się i wypuściła Demona do ostatniego biegu. Przejeżdżając przed Marcusem oraz Lady Berengarią wydała okrzyk triumfu. Zwyciężyła!
     Nie bacząc już na nic, podbiegł do gwardzistki i Demona, gdy zdołali wreszcie wyhamować. Przytulił głowę do szyi konia, wciągnął jego zapach... Jeżeli księżna dotrzyma słowa, będzie jeszcze mógł go dosiąść. Pogalopuje niczym Sudrun. Przecież często z nią wygrywał! To wszystko dzięki niej! Uniósł spojrzenie.
     - Nic ci się nie stało? To było niebezpieczne...
     - Musiałam zwyciężyć, paniczu Marcusie. Obiecałam! A tamci dwaj...
     - Wiem, oszukiwali. Nie daruję tego! Zażądam, żeby zostali ukarani. On celowo zajechał ci drogę! Księżna też wszystko przecież widziała!
     - Lepiej zostawić tę sprawę... Jeżeli nawet tak uczyni, nic na tym nie zyskamy, ani ty, ani ja...
     - Ale przecież...
     - Kto wie, czy nie dostali takich rozkazów, paniczu? Lepiej udawać, że nic takiego się nie stało. Będzie twierdził, że stracił panowanie, bo koń potknął się na jakiejś nierówności albo coś w tym rodzaju.
     - Przecież dobrze wiesz, że to niemożliwe. Gdyby nawet naprawdę się potknął, to oboje zwaliliby się na ziemię, a nie ruszyli akurat na ciebie!
     - I co z tego? Jesteśmy tu obcy i jedziemy do ich kraju. A ja i tak sobie poradziłam – dodała z dumą.
     - Tak, poradziłaś sobie znakomicie... Dziękuję!
     - Wiem, że bardzo ci na tym zależało. Jeśli masz już upomnieć się o coś u Dostojnej Pani, to lepiej o to, żeby dotrzymała swojej obietnicy.
     - Gdyby nie ty, nie miałbym o co się upominać.
     Sudrun zeskoczyła z Demona, bo oto zbliżała się sama Lady Berengaria, a nie wypadało przecież, by zwykła gwardzistka spoglądała na panią Siedmiu Bram z wysokości siodła. No może na polu bitwy, ale przecież tutaj nie toczyła się żadna bitwa, prawda?
     - Świetnie się spisałaś, dziewczyno. To był pokaz znakomitej jazdy. A i konia masz niezrównanego, opiekujesz się nim dla sir Marcusa?
     - Szlachetna pani, obiecałem go Sudrun na własność, jeżeli nie masz nic przeciwko temu.
     - To prawdziwie książęcy dar, sir Marcusie. Nie mnie jednak decydować w tej sprawie. Jako część twego wiana wierzchowiec przejdzie w posiadanie twojej małżonki, księżniczki Bereniki. To ją musisz poprosić o zgodę, chociaż powiem, że uważam, iż Sudrun w pełni na to zasługuje. Moja córka ma wiele koni.
     - Ale na pewno nie drugiego takiego jak Demon – wyrwał się nieopatrznie.
     - Może i nie... Wiedzcie jednak, że możecie oboje liczyć na wstawiennictwo pani Siedmiu Bram. A w tej chwili... Sudrun, przyjmij jako dowód swojej wygranej i mojego uznania ten oto znak.
     Ściągnęła z szyi zawieszony na cienkim, srebrnym łańcuszku oraz wykonany również ze srebra medalion z godłem księstwa, bardzo kunsztownej roboty. Gwardzistka nie kwapiła się jednak z odebraniem daru i ręka Lady Berengarii zawisła przez chwilę w powietrzu.
     - Sudrun, zasłużyłaś na nagrodę, a teraz to również mój herb.
     Pospiesznie wypowiedział te słowa i wskazał na własną obrożę, by ratować sytuację. Ku jego uldze, wyciągnęła w końcu dłoń, przyjęła i nałożyła ozdobę. Naprawdę, szalona dziewczyna. Ale dzięki niej zyskał szansę odzyskania Demona, przynajmniej na jakiś czas. Jeżeli księżna dotrzyma obietnicy.
      - A teraz, wypijmy wszyscy przed odjazdem po kubku piwa – zadysponowała Lady Berengaria. - To był przyjacielski wyścig i Sudrun znakomicie się spisała. Zasłużyła na to zwycięstwo.
     Żołnierze przyjęli rozkaz z ochotą, zapewne podobne okazje nie trafiały się zbyt często podczas pełnienia służby. Kilku z nich zgarnęło srebro z zakładów i ci od razu zapałali do dziewczyny sympatią, innych uradowało przynajmniej piwo. Nawet obydwaj rywale pojawili się z gratulacjami. Może rzeczywiście to zajechanie drogi przydarzyło się skutkiem jakiegoś nieszczęśliwego przypadku? Bardziej prawdopodobne jednak, że ludzie z Północy wykonywali otrzymane polecenia. Ale przynajmniej zdawali się nie żywić urazy. Marcus spodziewał się, że gustująca raczej w dobrym winie księżna nie skorzysta z poczęstunku. Wypiła jednak razem z innymi, potrafiła zyskiwać sobie sympatię żołnierzy. Porcje nie okazały się zresztą zbyt duże, chociaż dysponowali jeszcze zabranymi z zamku zapasami i nadal podróżowali po kraju zamieszkałym. Z wiadomych względów z piwem w siodle nie należało przesadzać. Na więcej przyjdzie może czas na wieczornym postoju. Czy księżna spełni wtedy złożoną obietnicę? Pomimo tego, że nie spodziewała się raczej zwycięstwa Sudrun i może próbowała nawet w nim przeszkodzić?

6 801 czyt.
100%3410
nefer

opublikował opowiadanie w kategorii erotyczne, użył 2495 słów i 14425 znaków.

10 komentarze

 
  • kaszmir

    kaszmir · 9 lipca

    Witam
    Brawo Sudrun! Dziewczyna wykazała się dużą znajomością jazdy w siodle. Też myślę, że to był zamierzony wybieg jeźdźców ze wskazaniem na Księżną. Pani Siedmiu Bram doskonale gra. Czy postawi swoich koniarzy do raportu? Przecież mieli wygrać za każdą cenę. Sudrun też stoi nad przepaścią i jet bardzo dobrą rozgrywającą, że az strach co może się stać. Tutaj nie ma żadnych zasad i nic nie jest do końca jasne. Marcus powinien po tej akcji wiedzieć, że tam gdzie podąża nie ma zadnych zasad. Bo tam gdzie kobiety walczą o władzę tam jest niebezpiecznie.  
    Pozdrawiam

  • Lolek2

    Lolek2 · 3 lis 2017

    Piatek panie Neferze !!  Juz czas
    W zeszlym tygodniu mialem zly hunor to sie nie odzywalem i nie poganialem. Ale dzisiaj nie podaruje hehe..  <zarty>

  • edi

    edi · 31 paź 2017 · 193361027

    ok wszystko w reku nefera popapral troche z zakonczeniem Pani! ale  na razie znowu radzi sobie dobrze z Markusem   Mam nadzieje na niespodzianki Pozdrowienia Neferze

  • Robert72

    Robert72 · 25 paź 2017

    Świetne ! To świat magi, może księżniczka z północy nie lubi nie wiedzy . Anita i księżniczka to jedna osoba ?

  • anonimS

    anonimS · 24 paź 2017 · 201440698

    Ramol podał ciekawe pomysły co zresztą zauważył Autor. Więc ja się nie będę tym razem silił. Ta historia wciąga bo jest niebanalną. Daje wiele możliwości kontynuowania  z czego Autor pewnie skorzysta. Wszystko to napisane lekkim poprawnym językiem jak zwykle u Nefera. Brawo

  • Ramol

    Ramol · 23 paź 2017

    @nefer - widzę czarne chmury nad Sudrun, może ów naszyjnik przekazuje rozmowy, myśli i obrazy noszącego toto ustrojstwo? Zięć ma być jedynie "dojną krową" (że tak tą funkcję delikatnie nazwę). Czy wybawcą może okazać się stary nauczyciel, czy też podszywająca się pod służącą  Anita? Wszystko wszak w rękach (i głowie) Autora!

  • Funkykoval197

    Funkykoval197 · 22 paź 2017

    Oj nieładnie księżno, nieładnie.  
    Nadal jej nie lubię.

  • Ramol

    Ramol · 22 paź 2017

    Hmmm... -> to ocena księżnej. Brawo, lubię Twe opowiadania -> choć nadal to jeszcze z pewnością start!

  • Milady

    Milady · 22 paź 2017

    No, wreszcie jestem na bieżąco. Trzeba mieć tupet, żeby zakończyć odcinek pytajnikiem. I chyba nie jesteś tylko człowiekiem  

  • POKUSER

    POKUSER · 22 paź 2017

    Pięknie opisane, poczułem się, jakbym tam był