Paź królowej – 28| Już nigdy nie będziesz spokojna

Paź królowej – 28| Już nigdy nie będziesz spokojnaWpatrywałam się w pusty sejf, czekając, aż zaśmieje mi się w twarz.
Gdzieś głęboko w środku mnie rozpoczynała się panika.
Jak mogłam nie zauważyć, że sejf był otwarty? Kiedy to się stało? Był tu, pod moim nosem, a nie spojrzałabym na niego, gdyby nie alerty i powiadomienia o tej cholernej seks taśmie.  
Kto mógł to zrobić? I jak?
Gorączkowo myślałam. Nikt nie znał szyfru. Co najwyżej Dan mógł widzieć, jak coś tam chowałam, ale… Przecież nie byłby w stanie go otworzyć.  
A może jednak?
Dopiero, gdy bliżej przyjrzałam się zamknięciu, zobaczyłam, że nikt nie odgadł kodu. Zamek rozwalono jakimś ciężkim narzędziem. Najszybszy, najłatwiejszy sposób, by mieć dostęp do moich sekretów.
Tylko kto mógł to zrobić? Komu aż tak zależało na tym, co skrzętnie skrywałam? Miałam wielu wrogów, trudno było zgadnąć.
Jednak tylko Hannah miała dostęp. Nie musiała się zbytnio trudzić. Mogła zakraść się do pokoju pod moją nieobecność. Nienawidziła mnie, to było jasne, jednak nie sądziłam, że byłaby zdolna do czegoś takiego. Myślałam, że jej specjalnością było podkulanie ogonka i drżenie ze strachu.  
Pożałowałam, że nie zainstalowałam w pokoju żadnej kamerki, tak jak zrobiłam to w poprzednim mieszkaniu. Gdybym to nagrała, miałabym materiał dowodowy. Mogłabym ją oskarżyć o włamanie, o zniszczenie cudzej własności. W tej sytuacji nie miałam czym się podeprzeć. Do diabła, przed chwilą obiecałam, że nic jej nie zrobię, o ile nie powiadomi policji. Gdybym miała dowód, mogłabym ją zniszczyć, tymczasem to ona wygrywała.
Ona wykradła pendrive’a, moją własność, moją seks taśmę i upubliczniła to, by mnie upokorzyć. By doszczętnie zniszczyć mi życie.
Mój telefon znowu zaczął wibrować. Przeniosłam na niego spojrzenie, pewna, że to szef. Tym razem dzwonił Matteo.  
Szczerze mówiąc, już o nim zapomniałam. Nawet nie pamiętałam, kiedy widziałam się z nim ostatni raz. Nie zależało mi na nim. Był tylko środkiem do celu, do zranienia Anny – tylko że ja to ja miałam zdecydować, kiedy i jak nasza seks taśma ujrzy światło dzienne.
Nie odebrałam połączenia. Czekałam, aż przelecą wszystkie sygnały, aż to się skończy. W końcu ekran zgasł, by po chwili się rozświetlić z powiadomieniem o wiadomości na poczcie głosowej. Z ciężkim sercem przyłożyłam komórkę do ucha.
– Mamma mia, Alessia! Coś ty zrobiła?! Nagrałaś nas? Opublikowałaś w internecie? Jesteś nienormalna! Wszyscy mnie rozpoznali! Moja restauracja już traci klientów! Zniszczyłaś mi życie i zapłacisz za to!
Był wściekły. Nie, to za mało powiedziane. Byłam przekonana, że gdyby stał obok, zacząłby mnie dusić. Każde jego słowo było przesiąknięte nienawiścią, wściekłością, którą czułam nawet przez telefon. Nie miało znaczenia, że to była od początku jego wina, że to on zdradzał narzeczoną. Nie, on nie patrzył na to w ten sposób. Uważał, że to ja byłam wszystkiemu winna. To ja miałam za to zapłacić.
Zrobiło mi się zimno.  
Kolejna osoba, która chciała mnie skrzywdzić.
Kolejne zagrożenie.
Przyszła kolejna wiadomość – tym razem od szefa. On nie krzyczał. Mówił spokojnie, tak spokojnie, że przeraziło mnie to bardziej niż krzyki Matteo. Jego zimny głos kojarzył mi się z ostrzem noża.
– Amelia, właśnie zobaczyłem twój filmik z tym Włochem. O ile dobrze pamiętam, był figurantem. Mam tego dość. Złamałaś zasady, kolejny raz. Miałaś drugą szansę i wszystko spierdoliłaś. Nie jesteś godna tej pracy. Nie nadajesz się. Nie wiem, co mnie podkusiło, by cię zatrudnić. Nie dostaniesz wynagrodzenia za ostatnie zlecenie. W razie gdyby nie było to jasne – jesteś zwolniona ze skutkiem natychmiastowym. Na zawsze.
Cholera.  
Panika zaczęła krążyć w moich żyłach, nie mogłam się jej już pozbyć.
Straciłam pracę. Bezpowrotnie. To, w czym byłam tak dobra, właśnie zostało mi sprzątnięte sprzed nosa. Wzbierała we mnie wściekłość. Tego już nie mogłam odbudować. Szef nie da mi kolejnej szansy, choćbym robiła mu loda każdego dnia.
To mocno komplikowało sprawę. Ta praca była dla mnie wybawieniem. Przy każdym figurancie zmieniałam tożsamość, osobowość, wygląd. Idealne, by się ukryć. Idealne, by nikt mnie nie znalazł. Nie mogłam iść do normalnej pracy, nie mogłam zostać rozpoznana. Krąg osób, które chciały mnie skrzywdzić, tylko się powiększał.
Ale nie miałam oszczędności. Zmiana wyglądu kosztowała. Usługi hakerskie także. A mieszkanie? Nie mogłam tu mieszkać za darmo, jak zapewne robiła to Hannah. Jeśli miałam nie dostać wynagrodzenia za ostatnie zlecenie, moja sytuacja wyglądała jeszcze gorzej.  
Nie wiedziałam, co mam zrobić.
Jeszcze nigdy nie czułam się tak bezradna.
Matteo jeszcze kilkanaście razy próbował się do mnie dodzwonić, a ja dziękowałam sobie w duchu, że nigdy mu nie powiedziałam, gdzie mieszkałam.
Miałam ochotę wyjść z pokoju i zmierzyć się z Hannah. Nie mogłam jej zabić, ale nie pogardziłabym solidnym policzkiem w twarz. Zapewne była ode mnie silniejsza – te kilogramy musiały jej coś dawać – ale była też tak mną przerażona, że zapewne nawet by się nie ruszyła. Tak bardzo chciałam ją uderzyć. Powalić na ziemię, przydeptać, grozić, by w środku cały czas się zastanawiała, kiedy w końcu zostawię ją w spokoju. Chciałam jeździć po jej ciele zimnym ostrzem noża, by ciągle biła się z myślami, czy postanowię go wbić.
Nienawidziłam jej, ale jednak zostałam na swoim miejscu.
Nie wyszłam.
Nie dałam jej tej satysfakcji.
W tym momencie mój telefon wydał z siebie głośne piknięcie. Dostałam wiadomość. Dobrze wiedziałam od kogo, nie mogłam sobie pozwolić na skasowanie tego numeru.
Anna.
Nie wierzyłam, że sama się do mnie odezwała. Zawsze wydawała się równie przerażona co Hannah. Powoli podniosłam komórkę do oczu, nagle składając wszystko w całość.  
To nie była Hannah.
To była ona.
ANNA: Musiałaś zapłacić za to, co zrobiłaś nam wszystkim.
Wpatrywałam się tępo w wiadomość, czując, jak zbliżam się już do granicy.
Miałam dość. Dość ciągłych wrogów. Przeszkód. Osób, które niszczyły mi życie.
Nagle komórka zadzwoniła. Automatycznie odebrałam.
– Ty suko – rzuciłam, choć brakło mi tchu.
– Mnie nazywasz suką? – Anna jak zwykle miała cichy, spokojny głos, choć tym razem kryła się w nim jakaś determinacja. – Więc jak nazwiesz siebie? Przespałaś się z moim narzeczonym. Nagrałaś was. To… takie obrzydliwe...
– A ty powiedziałaś, że to rozumiesz, bo sama zraniłaś mnie w przeszłości – syknęłam, podnosząc się z podłogi, na której siedziałam. Nogi mi zdrętwiały i prawie się przewróciłam. – Wiedziałam, że kłamiesz.
– To za bardzo bolało – odparła po chwili. – Choć nie jestem z tego dumna, chciałam się zemścić. Jeszcze do niedawna wierzyłam, że gdzieś głęboko jest w tobie dobro, ale teraz…
– Jak w ogóle dostałaś się do mojego pokoju? Włamałaś się? Jesteś aż tak głupia? – Obrażanie jej wcale mnie nie uspokajało. Serce waliło mi jak młotem. Skroń pulsowała niebezpiecznie, czułam zimno w całym ciele. Jej kolejne słowa mogły zmienić całe moje życie.
– Nie musiałam się włamywać. Wystarczyło, że dogadałam się z twoją współlokatorką. – Na chwilę umilkła. – Nie wiem, co jej zrobiłaś, ale ona tak cię nienawidzi… To było aż za proste. Nie trzeba było jej namawiać, by zniszczyć ci życie.
Czyli jednak ta tłusta żmija za tym stała. Sama nie zebrałaby się jednak na odwagę. Potrzebowała do tego Anny, która miała jeszcze większy motyw niż ona.
– Więc opublikowałaś filmik, na którym bzykam się z twoim narzeczonym? – warknęłam. – Upokorzyłaś jedynie siebie.
– Nie patrzę na to w ten sposób. Ja jestem tylko ofiarą. Wszyscy mi współczują. Nie zrobiłam nic złego. Matteo… on już mnie nie obchodzi. Ty natomiast… pewnie straciłaś pracę, prawda? – Ton jej głosu nagle się zmienił. – Wiedziałaś, że ją stracisz, jeśli prześpisz się z figurantem. Mogłaś to ukryć, ale zamiast tego nagrałaś seks taśmę. Niezbity dowód. Więc powiedz mi, która z nas jest głupia?
Zacisnęłam rękę tak mocno, że paznokcie wbiły mi się w skórę, niemal ją przecinając.  
Jak ja jej nienawidziłam.
Gdyby tu była, bez wahania poderżnęłabym jej gardło.
Pistolet to za mało. Chciałam czuć jej krew na swoich rękach.  
– Właśnie przyznałaś się do wszystkiego – powiedziałam tak spokojnie, jak tylko potrafiłam. – Zadzwoniłaś do mnie ze swojego własnego numeru, przyznałaś się do wszystkiego, co zrobiłaś, wydałaś wspólniczkę. A ja nagrywam tę rozmowę. – Nie nagrywałam. Ale Anna nie musiała o tym wiedzieć. – Chyba właśnie strzeliłaś sobie w kolano.
– Nikomu o tym nie powiesz – rzuciła nagle ostrym tonem. – Nawet się nie waż tego nikomu zgłaszać.
– Bo co? – Czy ta blond kukła naprawdę myślała, że mnie powstrzyma? – Nakrzyczysz na mnie?
– Zabrałam z sejfu wszystko. Wiem więcej, niż myślisz. Mam twoje zdjęcia, pistolet… i ten album… – Wzięła głęboki oddech, a ja miałam wrażenie, że serce opadło mi gdzieś w okolicy żołądka. – Wiem, że go zabiłaś – dodała, a głos jej drżał, jakby miała się zaraz rozpłakać.
Nie odpowiedziałam od razu. Nic już nie wiedziałam. Nie byłam w stanie myśleć.
– Nigdy nie wierzyłam, że to było samobójstwo. Gdy cię spotkałam… wszystko stało się jasne. – Odetchnęła. – Tak więc nie udostępnisz nikomu naszej rozmowy, bo inaczej przekażę policji wszystko, co zabrałam z twojego sejfu. Dowiedzą się, że zabiłaś Caleba. Innych pewnie też. Powinno się ciebie zamknąć!
– A jaką mam mieć pewność, że nie oddasz policji tych rzeczy? – W głowie mi dzwoniło. Miałam wrażenie, że lada chwila zemdleję. Nie potrafiłam już jasno analizować sytuacji. – Skąd mogę wiedzieć, że nawet jeśli cię nie wydam, to im tego nie przekażesz?
– Nie możesz wiedzieć – odparła spokojnie Anna. – I to właśnie jest tu piękne. Nigdy nie będziesz pewna. Już nigdy nie będziesz spokojna. Poczujesz się tak jak ja. – Wzięła głęboki oddech. – Niepewna jutra, wiecznie bijąca się z myślami. Samotna.  
Nie mogłam jej dłużej słuchać. Rozłączyłam się, raptownie łapiąc oddech, jakbym dusiła się pod wodą przez dłuższy czas. Przed oczami miałam mroczki.  
To koniec?
Przegrałam?
Nie mogłam jej skrzywdzić, nie krzywdząc przy tym siebie. Czegokolwiek bym nie zrobiła, tkwiłam w pułapce. Nie mogłam zabić Hannah. Nie mogłam powiedzieć nikomu o tym, co zrobiła Anna. W każdej chwili mogła donieść na mnie na policję. Matteo był wściekły, mógł mnie znaleźć i chcieć zemsty. Straciłam pracę. Byłam bez grosza. Nie wiedziałam, jak zapłacę za jedzenie, za mieszkanie, za podstawowe rzeczy do życia. Mogłam sprzedać trochę rzeczy, ubrań, biżuterii, ale na dłuższą metę…
Jak miałam uciec? Kolejny raz?
– Amelia?
Podniosłam głowę, którą nawet nie wiedziałam, kiedy opuściłam. Policzki pokrywały łzy. Nie zauważyłam, kiedy wypłynęły.
Dan siedział tuż naprzeciwko mnie i przyglądał mi się z troską.
– Dobrze się czujesz?
Zachowywał się tak, jakby nie wiedział, co się stało – a przecież jeszcze nie tak dawno deklarował się, że mnie obserwował i wiedział wszystko.
Nie wiedziałam już, co było prawdą, a co kłamstwem. Nie chciało mi się nad tym zastanawiać.
– Nie. – Powoli pokręciłam głową. – Czuję… że przegrałam.
– Jak mogę ci pomóc?
Wydawał się taki szczery, taki autentyczny. Chciałam, by wziął mnie w ramiona i zapewnił, że wszystko będzie dobrze.
Że wszystko naprawi.
– Nie wiem – powiedziałam, czując się jak małe zagubione dziecko. – Dan… co ja mam robić?
– Co masz na myśli?  
– Mam uciekać?  
Po jego twarzy przemknął jakiś cień.
– Co rozumiesz poprzez ucieczkę, Amelio?
– Nie mam już pieniędzy – wyszeptałam. – Nie mogę wyjść do ludzi. Nikt nie może rozpoznać. Nie wiem, co robić, jak uciec…
– Cóż, z mojego doświadczenia… – Wziął mnie za rękę, po czym przysunął się jeszcze bliżej, a jego usta znalazły się przy moim uchu. Wyszeptał złowrogo: – Śmierć jest najlepszym rozwiązaniem.
– Co? – szepnęłam.
Ścisnął mnie mocniej.
– Śmierć, Amelio. Tylko ona cię wyzwoli.  
Nie odezwałam się, ale jakiś głos z tyłu głowy szepnął, że Dan miał rację.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii thriller i erotyczne, użyła 2309 słów i 12803 znaków.

1 komentarz

 
  • agnes1709

    Grubo, ja pierdzielę. "Nosił wilk razy kilka..." :whip: