Paź królowej – 24| Za dużo wszystkiego

Paź królowej – 24| Za dużo wszystkiegoMinął... prawie miesiąc od ostatniego rozdziału! Ależ jest mi wstyd 🙈 ale co zrobić, wena mi gdzieś uleciała i wrócić nie chciała. Mam nadzieję, że teraz będzie jej troszkę więcej. Na swoje usprawiedliwienie mam przykry fakt, że wydanie mojej książki "Tylko jeden błąd" zostało niestety nieodwracalnie odwołane. Wydawnictwo Jaguar nie wywiązało się ze swojej obietnicy. Było mi bardzo przykro i musiałam wrócić do siebie.



Obudziło mnie łaskotanie. Nie chciałam otwierać oczu, bo po raz pierwszy od dawna dobrze mi się spało. Wkrótce jednak skórę pokryła gęsia skórka i musiałam się podrapać. Otworzyłam oczy i zamglonym spojrzeniem spojrzałam na Dana, który trzymał w palcach jakieś piórko i przeciągał nim delikatnie po moim policzku, dziwnie się przy tym uśmiechając.
– O co chodzi? – Zsunęłam z siebie kołdrę i przeniosłam się do pozycji siedzącej. – Dlaczego budzisz mnie jakimś piórem, co najmniej jakbyśmy byli w romantycznym związku?
– Łamiesz mi serce, Amelio, byłem przekonany, że właśnie w takim jesteśmy. – Dan westchnął teatralnie. – Ileż pogardy w twoim głosie. Czy romantyczny związek to najstraszniejsza rzecz na świecie?
– Wracam do spania – burknęłam i opadłam na poduszkę.
– Nie radziłbym. – W jego głosie kryło się coś, co zmusiło mnie do spojrzenia na niego podejrzliwie. – Obudziłem cię, ponieważ pewien ptaszek szepnął mi coś do uszka. Musisz potwierdzić, czy to prawda. Niestety, sam nie mogę otworzyć laptopa…
– O czym ty mówisz? – Jego gadanie nie miało sensu. Byłam zmęczona. Chciałam po prostu wrócić do spania, jednak jego ton nie dawał mi spokoju. Po co był mu laptop? Kto mu coś szepnął? – Obudziłeś mnie w połowie pięknego snu i wygadujesz jakieś bzdury.
– Piękny sen? Musiał być o mnie. – Uśmiechnął się szeroko.
– Nie schlebiaj sobie – warknęłam. – Powiesz mi w końcu, o co chodzi?
– Włącz laptopa. – Wzruszył ramionami. – Sama się zorientujesz.
Rzuciłam mu nieprzychylne spojrzenie i wściekle odrzuciłam pościel. Bosymi stopami podeszłam do stolika, na którym leżał laptop. Zanim wzrok przyzwyczaił mi się do światła, system już się załadował.  
– Czego niby mam szukać? – rzuciłam, gapiąc się na pulpit.
– Zrób swój podstawowy research na mój temat. – Dan położył się na łóżku, zakładając splecione dłonie za głowę. – Ten co zawsze. Na pewno będziesz wiedziała, o co chodzi.
Zrobiło mi się zimno. Czym prędzej wpisałam w Google jego imię i nazwisko. Zimno zastąpiło gorąco, gdy zobaczyłam nowy wpis. Nowe zdjęcie. Przedstawiające mnie, na wystawie Dana.  
Opublikowane przez – oczywiście – Sharlene.
– Co to ma być? Dlaczego ona publikuje takie zdjęcia? Jakim prawem?! Skąd o tym wiedziałeś?! – Wstałam i posłałam w stronę Dana piorunujące spojrzenie, a on uniósł ręce do góry.
– Hej, nie zabijaj posłańca. – Wstał z łóżka i podszedł do laptopa. Jego twarz powoli rozświetlił szeroki uśmiech. – O, to z mojej wystawy. Nie wiedziałem, że na niej była – dodał nostalgicznym tonem, wpatrując się w zdjęcie, jakby było ósmym cudem świata.
– Skup się! – warknęłam wściekle. – Kogo obchodzi, czy tam była, czy nie?! Dlaczego publikuje moje zdjęcia, sugerując, że mam coś wspólnego z twoim zniknięciem?! Kto jej dał do tego prawo? Zwraca na mnie uwagę wszystkich zainteresowanych!
– No i co z tego?  
Otworzyłam szerzej oczy.
– To z tego… – wycedziłam przez zęby. – Że może wydać się to podejrzane, nie sądzisz? Sharlene ukazuje mnie jako twoją bardzo bliską przyjaciółkę, która w dodatku jako jedyna nie wypowiadała się o twoim zniknięciu!  
– Och… w sumie tak. – Na twarz Dana nagle wpłynęło błogie zrozumienie. – Rzeczywiście, masz przechlapane.
Miałam ochotę rwać włosy z głowy.  
– Ona musi to usunąć! – Z powrotem usiadłam przy laptopie. – Albo ją znajdę i osobiście wyrwę jej kłaki! – Zaczęłam czytać tekst pod zdjęciem. – Czy to może być tajemnicza przyjaciółka Dana? Ta, o której nigdy nic nie mówił, a jednak była obecna w jego życiu? Czarnowłosa piękność, która zawróciła mu w głowie, która nadała nową duszę jego fotografiom. Stała nieco z boku, ale jednak tam była. Zawsze tam była. Tylko gdzie podziewa się teraz? Czy ona jest poważna?! – Czułam, jak rośnie mi ciśnienie. – Po jaką cholerę wpycha nos w nie swoje sprawy?! Żeby zaraz i ona tajemniczo nie zniknęła – prychnęłam, wpatrując się w ekran z nienawiścią.
– To groźba?
– A jak ci się zdaje? – Posłałam mu mordercze spojrzenie. – Twoja urocza przyjaciółeczka przegina. Uważa, że może bezkarnie wypowiadać się na mój temat i snuć spekulacje?  
– A właściwie… – Dan wyglądał, jakby nagle mu się coś przypomniało. – Dlaczego nigdy się nie wypowiadałaś o moim zniknięciu?
– Słucham? – prychnęłam. – Mówisz poważnie?
– Śmiertelnie poważnie – rzucił, mocno akcentując pierwsze słowo. – No, dlaczego? Nie, poczekaj, nie mów – dorzucił nagle. – Niech zgadnę, to przez twoją matkę.
– Odpierdol się od mojej matki – wycedziłam, czując przyspieszone bicie serca.  
– Nigdy nie brała odpowiedzialności za nic, co zrobiła – ciągnął Dan, nie zważając na moje słowa. – Uważała, że wie wszystko najlepiej, a oboje wiemy, że jabłko nie upadło daleko od jabłoni…
– Nie mieszaj do tego mojej matki! – Gwałtownie wstałam.
– Niby dlaczego? Chętnie bym o niej porozmawiał. Dowiedział się w końcu, jaka historia kryje się za twoim ślicznym tatuażem na kostce. – Wskazał na kolorowego motyla, który błyszczał w promieniach słońca wpadającego przez okno. – Czemu akurat motyle?
Nie. Na pewno nie zamierzałam o tym rozmawiać. Na pewno nie z Danem. On by tego nie zrozumiał. Byliśmy podobni, ale on… wypowiadał się o mojej matce z pewną kpiną w głosie. Jakby był lepszy od niej.
Ode mnie.
A nie był.  
Nie musiał poznawać historii mojego życia. Mógł sobie gadać ile chciał.
– Nie wypowiadałam się o twoim zniknięciu, bo nie miałam nic do powiedzenia – skwitowałam tylko.
– Naprawdę? Więc zamiast tego wolałaś wyjechać, zaszyć się w jakimś mieszkaniu ze współlokatorką, co jest naprawdę poniżej twoich możliwości… – Zaczął wyliczać na palcach. – Co dalej? Znalazłaś sobie inną pracę, ucięłaś wszystkie znajomości, przefarbowałaś włosy, zmieniłaś kolor oczu… Udajesz, że jesteś kimś innym, jednocześnie twierdząc, że wcale się nie zmieniłaś. Naprawdę w to wierzysz? – Nie zaczekał na moją odpowiedź. – Nawet twoja „groźba” w stosunku do Sharlene brzmi jak coś, co powiedziałoby dziecko w przedszkolu! – parsknął śmiechem, a ja zaczęłam się trząść z wściekłości. – Co się z tobą stało?
Ze mną? Co się ze mną stało?
Byłam bliska obłędu.
Nie widział tego?
A może to właśnie przez niego się tak działo?
Spychał mnie w czarną dziurę szaleństwa, z której nie miałam się już jak wydostać.
Widziałam Dana, czułam go, choć od dawna gnił w ziemi.
Czym to było, jeśli nie kompletnym, ostatecznym szaleństwem?
Nawet nie zauważyłam, kiedy do mnie podszedł.
– Od kiedy to uciekasz przed problemami, Amelio? – wyszeptał z ustami tuż przy moich wargach. – Od kiedy nie stawiasz im czoła?  
Odepchnęłam go najmocniej jak umiałam.
– Przestań – wywarczałam.  
– Dlaczego mam przestać? – Już się nie uśmiechał. – Naprawdę chcę wiedzieć, co masz do powiedzenia. No, wyduś to z siebie! Choć raz w życiu bądź ze mną szczera!
– I kto to mówi? – wycedziłam. – Okłamywałeś mnie od samego początku. Nawet nasze pierwsze spotkanie było przez ciebie zaaranżowane! I ty, hipokryto, śmiesz mówić mi o szczerości?
Dan puścił moje słowa mimo uszu.
– Gdybyś tylko zachowywała się normalnie po tym, jak zniknąłem… Nie musiałabyś uciekać. Mogłabyś zagrać rolę swojego życia i przestać się martwić. Nie musiałabyś niczego zmieniać. Więc dlaczego?  
Nie wytrzymałam.
Za dużo pytań.
Za dużo presji.
Za dużo wszystkiego.
– A co miałam powiedzieć?! – wrzasnęłam, zaciskając bezsilnie pięści. – Nie mogłam się zdemaskować! Przecież to przeze mnie! To ja cię zabiłam! To właśnie miałam powiedzieć? Dodać, że mnie to osłabiło, bo zastrzeliłam osobę, w której się zakochałam, a która chciała mnie skrzywdzić?! Masz w ogóle pojęcie, jak to wpływa na człowieka? Dlaczego, Dan?! – Byłam bliska łez. – Dlaczego musiałeś okazać się kolejną osobą, która chciała mnie jedynie zranić?
To bolało. Bardziej, niż kiedykolwiek.  
Bardziej, niż byłam w stanie to do siebie dopuścić.
Moja mama…  
Charlie…
Dan.  
Wszyscy inni byli bez znaczenia.
– Miłość? – zapytał cicho. – Miłość cię osłabiła?  
Zacisnęłam zęby, nie chcąc odpowiadać.
– Amelia… – Jego zimne palce owinęły się mocno wokół mojego nadgarstka. – Skoro mnie kochałaś, to dlaczego mnie zabiłaś?
Miałam ochotę go spoliczkować.
– A ty kochałeś mnie. Więc dlaczego chciałeś mnie zabić? – wykrztusiłam, po czym przepchnęłam się do szafy, wyciągnęłam z niej pierwszą lepszą sukienkę i ubrałam się w kilka sekund, po czym wypadłam jak burza przez drzwi. Dan nie zdążył nic powiedzieć. Nawet nie chciałam, by się odzywał.  
Swoimi pytaniami rujnował mój i tak kruchy nowy wizerunek, a ja bardzo nie chciałam, by ta Amelia zniknęła.
Skoro nie mogłam mieć dawnej siebie, pozostała mi tylko ona.

🦋  

Nie poszedł za mną. Nie pojawił się w żadnym momencie.
Miałam nowe zlecenie, więc postanowiłam się nim zająć. Dopiero po chwili uświadomiłam sobie jednak, że nie umyłam twarzy, zębów, nie miałam makijażu. Nie żeby to obniżało moje szanse, czułam się jednak niekomfortowo. Trudno. Zlecenie mogło poczekać. Wbrew temu co mówił szef, nadal miałam niezłe wyniki. Po prostu teraz trudno było mi się na tym skupić.
Dotarłam do jakiejś kawiarni i zamówiłam espresso. Czekając, odsłuchałam wiadomość na poczcie głosowej. Nie poprawiła mi humoru.
Prosiłaś, bym dał ci szansę i zrobiłem to. Pamiętasz, co mi obiecywałaś? Miałaś znowu mieć dobre wyniki, a masz coraz gorsze! Zaczynam żałować, że przyjąłem cię z powrotem! Jeśli się nie poprawisz, wylecisz na zbity pysk i tym razem na dobre. Ostrzegałem cię.
Głęboko westchnęłam i skasowałam wiadomość.
Poczułam się jeszcze gorzej, choć to nie szefem się martwiłam.
Czułam się, jakbym traciła kontrolę nad samą sobą.
Wszystko mi się wymykało.
Prawie nie pamiętałam już poprzedniego życia.
Nathan? Już nie pamiętałam, jak smakował.
Matteo? Zwykła zemsta.
Anna? Czym ja się przejmowałam?
Skupiłam na nich całą swoją energię, której teraz mi brakowało.  
Nie wiedziałam, jak ją odzyskać.  
Nie czułam się sobą, czułam się, jakby moje życie było filmem, tylko nikt mi nie powiedział, kogo miałam grać.
W kogo się wcielić.
Gdzie zniknęła dawna Amelia? Umarła razem z Danem?
Czy już część siebie zostawiłam tam, na klifie, kiedy popchnęłam Caleba w dół?
Caleb.
Czy on też tu był? Też mnie obserwował?
Dan mówił, że Caleb nie chciał mnie widzieć, ale może skłamał. Może Caleb po prostu się nie ujawniał, ale był obok.
Skupiłam całą swoją uwagę na myśli o nim, tak jakby samo to miało sprawić, że zaraz usłyszę jego głos.  
Teraz już wiedziałam, że to nie on mnie nękał. To Dan chciał mnie wystraszyć. Gdy już to przetrawiłam, chciałam go zobaczyć. Chętnie bym się z nim spotkała. Mogłabym mu powiedzieć, co wtedy czułam. Jak to bolało, gdy widziałam go z Anną.
Mówiłabym mu to, aż by to zrozumiał.
Zrozumiałby, dlaczego go zabiłam.
Nagle pomyślałam o Nicoli. Czy teraz była szczęśliwa? Była z bratem. W końcu tylko tego chciała.
Wyświadczyłam jej przysługę.
Wyświadczyłam przysługi im wszystkim, a oni mnie zniszczyli.
Powoli podniosłam się z krzesła. Espresso nadal nie dotarło, ale miałam to gdzieś.
Odeszłam, gapiąc się w niebo, jakby miał się tam pokazać jakiś znak.
Gdzie była moja dusza?
Gdzie uleciał mój duch?
Bo właśnie tak się czułam.
Jakbym była tu tylko ciałem. Pustą skorupą.
Bez czegoś, co przypominałoby mnie.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka i thrillery, użyła 2203 słów i 12561 znaków.

Dodaj komentarz