Paź królowej – 26| Oszalałaś?

Paź królowej – 26| Oszalałaś?Nie powinnam była mówić Danowi o tym, że byłam bezpłodna.
Wyleciało to ze mnie niekontrolowanie, wręcz samo, jakbym utraciła władzę nad swoimi ustami i nad tym, co wypowiadały.
Nigdy w życiu nie zamierzałam się mu do tego przyznawać.
Nikt o tym nie wiedział i tak powinno zostać.
Wiedziałam, że nie zapomni.
Próbowałam spać, ale nie mogłam, bo wciąż czułam na sobie świdrujące spojrzenie Dana. Tak intensywne, że aż mnie paliło.
– Do ciężkiej cholery! – jęknęłam w końcu, przewracając się na drugi bok i zapalając lampkę. Dan siedział na podłodze, oparty o szafę i nadal na mnie patrzył. – Naprawdę nie masz nic lepszego do roboty? Nie masz jakiejś imprezy ze swoimi nieżywymi kumplami? Nie idziecie na piwo czy pograć w bilarda? Musisz non stop tu być? Musisz się tak na mnie gapić?! Doprowadzasz mnie do szaleństwa!
– Nieżywi kumple poczekają – powiedział powoli. – A ja mam sporo do przemyślenia.
– Niby na jaki temat?
– Twój. To, co mi powiedziałaś, wiele wyjaśnia…
– Nic nie wyjaśnia – warknęłam i zgasiłam lampkę, ale to w niczym nie pomogło.
Dan ciągnął dalej:
– To wyjaśnia, dlaczego wszystkich odpychałaś. Dlaczego nie chciałaś nikogo pokochać, dlaczego się tak przed tym broniłaś. Być może matka dała ci tak zły przykład, że nie byłaś w stanie normalnie funkcjonować. Ale może podświadomie chciałaś być lepsza od niej? Nie miałaś rodziny, więc chciałaś sama ją sobie stworzyć, ale odkryłaś, że jesteś bezpłodna i że to niemożliwe…
– Zrobiłeś w piekle licencję psychologa? – syknęłam w ciemność. – Przestań się bawić w analizowanie mojego życia. Nie wiesz nawet połowy. Nie masz prawa…
– Nie trzeba być psychologiem, żeby to zrozumieć, Amelio, to całkiem dobrze nakreśla całą sprawę.  
– Gówno nakreśla.
– Zachowujesz się jak dziecko, ale w sumie… – Westchnął ciężko. – Temu też trudno się dziwić.
– Zamilcz. – Nasunęłam poduszkę na głowę, starając się przycisnąć ją maksymalnie do ucha, ale w tym momencie laptop położony na stoliku gwałtownie się rozjarzył. Byłam przekonana, że go wyłączyłam. Zacisnęłam powieki, gdy uderzył w nie snop jasnego światła. – Cholera, co znowu?
– Hm… Mam pewne przypuszczenia. – Wyczułam, że się podniósł z podłogi.
– W dupie mam twoje przypuszczenia! – Zirytowana, odrzuciłam kołdrę, bojąc się tego, co zobaczę na ekranie. – Od zawsze byłeś taki enigmatyczny czy robisz to tylko po to, by mnie wkurwiać?  
Nie odpowiedział. Doczłapałam się do stolika i z przerażeniem patrzyłam na ekran. Kolejne alerty, kolejne artykuły. Nie wiedziałam, czy powinnam się nimi przejmować, bo pod nimi w sekcji “Komentarze” wyświetlało się duże zero, niemniej jednak Sharlene się rozkręcała. Analizowała mnie i moją znajomość z Danem. Wiedziała, że pracowałam w wydawnictwie. Nie pisała żadnych konkretów, ale za to wstawiła dużo zdjęć. Skąd tyle ich miała – nie wiedziałam. Niemal wszystkie pochodziły z wystawy Dana, poza jednym – ktoś sfotografował nas, gdy rozmawialiśmy przy stoisku z kawą na mieście. Gdy jeszcze nie wiedziałam, że to on stał za wszystkim. Byłam spanikowana, myślałam, że coś mu się stało. Z mojej winy.
Ależ byłam naiwna.  
– Pamiętam to – odezwał się nagle cicho, stając za moimi plecami, a ja drgnęłam gwałtownie. – A ty?
– Każde słowo – mruknęłam wściekle. – Mogłem cię kochać, Amelio. Tak, jak zawsze powinnaś być kochana. Ale zniszczyłaś to – wyrecytowałam kpiąco jego słowa, nie mając odwagi się odwrócić. – Kłamałeś. A jednocześnie obwiniałeś o wszystko mnie. Cóż, wyraźnie ciągnie swój do swego.
– Nie kłamałem. – Poczułam jego dłoń na moim barku. – Gdyby nie Caleb…
– Nie chcę o tym rozmawiać! – Strząsnęłam jego dłoń. – Chcę, żeby twoja przyjaciółka w końcu się ode mnie odpierdoliła. Nie ma własnego życia? Po co grzebie w przeszłości? Skąd ma to zdjęcie? Śledziła cię? – W końcu się odwróciłam i spojrzałam na Dana. – Może była w tobie zakochana, a ty…
– A ja co? – odparł spokojnie. – Byłem zaślepiony żądzą zemsty? Być może. – Pochylił się i delikatnie pocałował mnie w szyję. – Ale nawet mimo tego nie zwracałem uwagi na żadną... poza tobą.
Tak bardzo chciałam oprzeć się na tych słowach, chciałam się w niego wtulić i odtwarzać je w głowie bez końca, ale coś mi mówiło, że nie powinnam tego robić. Nie powinnam mu do końca ufać.
Przecież gdyby mnie kochał… czy chciałby mnie zabić?
– Wiem, o czym myślisz – szepnął nagle. – Więc przypominam ci, że ty też mnie kochałaś, a jednak mnie zabiłaś. Można to połączyć. Można czuć miłość, ale wybrać siebie.
Nadal mnie całował, więc zamknęłam oczy i odpłynęłam.

🦋  

Następnego dnia czułam dziwny wewnętrzny spokój. Nie wiedziałam, skąd napływał, bo miałam raczej powody do niepokoju, ale postanowiłam się tym nie przejmować. Dana nie było obok, ale nie przeszkadzało mi to. Szykowałam się do spotkania z figurantem, za wszelką cenę chcąc udowodnić szefowi, że nadal byłam profesjonalistką, za jaką mnie niegdyś uważał. Eleganckie czarne rajstopy, czarna dopasowana sukienka, makijaż smokey eyes. Byłam w swoim żywiole. Dokładnie wiedziałam, jak podejść faceta, który był od teraz moim celem. Uzyskałam solidne informacje od podejrzliwej narzeczonej i byłam w pełni gotowa, by wrócić do pracy. Nic nie mogło mi zepsuć tego dnia.
Puk, puk, puk.
Zmarszczyłam brwi i spojrzałam na drzwi, zastanawiając się, kto to mógł być. Hannah by nie pukała. Jackson? Jakoś nie wierzyłam, że wrócił. Odłożyłam szczotkę na łóżko i poszłam otworzyć. Nieźle się zdziwiłam, gdy zobaczyłam właściciela mieszkania.
– Dzień dobry – powiedziałam odruchowo, zastanawiając się, co go tu przywiało.
– Mogę wejść? – zapytał bez przywitania, patrząc się na mnie dziwnie.
Wpuściłam go, czując się coraz dziwniej. Miałam złe przeczucia.
– Nie będę owijał w bawełnę – powiedział, stając przy oknie i kierując na mnie wzrok. – Gdy wynajmowałaś tu pokój, byłem przekonany, że nie będziesz sprawiać kłopotów…
– A sprawiam je? – przerwałam mu, unosząc wysoko brwi.
– Hannah wyraziła… pewne obawy – powiedział chłodno. – Dotyczące mieszkania z tobą. Prawdę mówiąc, przyznała wprost, że się ciebie boi. To naprawdę urocza dziewczyna, nie mam pojęcia, o co ci chodzi, czy się pokłóciłyście, czy… – Machnął ręką. – Nieważne. Przyszedłem porozmawiać o twoim zachowaniu. Nie będę tolerował emocjonalnego znęcania się nad lokatorami. Jeśli nie zmienisz swojego nastawienia, będę zmuszony wypowiedzieć ci umowę.  
Nie wytrzymałam i wybuchłam śmiechem.
– Emocjonalnego znęcania się? – powtórzyłam z rozbawieniem. – Z całym szacunkiem, ale nie przyszło panu do głowy, że Hannah może przesadzać? Owszem, nie przepadamy za sobą, ale to nie powód, by wyrzucać mnie z mieszkania! Skoro to ona ma ze mną problem, niech jej pan wypowie umowę. Zatrudniła pana na swojego prywatnego ochroniarza czy co?
Oczy właściciela zwęziły się.
– Jest moją siostrzenicą – powiedział chłodno, a ja wzniosłam oczy do nieba. Wszystko jasne. – Znam ją od dziecka i zapewniam cię, że nie przesadza. Jeśli twierdzi, że się nad nią znęcasz i twoje zachowanie jest niepokojące, to nie mam żadnego powodu, by jej nie uwierzyć. Tak więc… – Ruszył ku drzwiom. – Popracuj nad swoim zachowaniem albo się pożegnamy. Rozumiemy się?
Cholerny buc. Cholerny nepotyzm. Obrońca uciśnionych grubasek. Miałam ochotę zatrzasnąć mu drzwi przed nosem. Ciśnienie rosło mi z każdą sekundą. A Hannah? Ile miała lat, do cholery, by skarżyć się wujkowi na złą Amelię? Gdyby miała choć krztynę odwagi, by zawalczyć o samą siebie, może dałabym jej spokój. Może nawet miałabym do niej trochę szacunku. Ale skoro ten wielki, oślizgły babsztyl chciał wszystko załatwić poprzez wujaszka… sama się prosiła.  
Poczekałam, aż właściciel wyjdzie, a Hannah w końcu wyczłapie się z łazienki, w której się ukryła. Myślała, że jest sprytna. Myślała, że wystraszę się jej wujka, którego wysłała na akcję.  
Powoli przeszłam do części kuchennej, wysunęłam szufladę ze sztućcami i przez chwilę szukałam wzrokiem najostrzejszego noża, jaki miałyśmy. Podniosłam go, czując, jaki jest ciężki. Już wyobrażałam sobie, jak wtapia się w jej tłuszcz, jak zanurzam go coraz głębiej, a on wchodzi głębiej jak w masło. Myślała, że ma prawo wywalić mnie z mieszkania? Że tupnie nóżką, a ja potulnie się wyprowadzę i będę milutka?
Przeliczyła się.
Oparłam się o blat i czekałam. Zrobiło się całkiem cicho, przez co Hannah mogła podejrzewać, że wróciłam do swojego pokoju. Usłyszałam westchnienie, drzwi się otworzyły, światło zgasło. Małe oczka Hannah skierowały się w moją stronę i spoczęły na rękojeści noża.
Z prędkością, jakiej nigdy się po niej nie spodziewałam, rzuciła się w stronę okna. Popędziłam za nią i choć brzydziłam się jej dotykać, złapałam ją za koszulkę od tyłu i mocno pociągnęłam. Nie była lekka, ale przez swoją niezdarność potknęła się i upadła na podłogę. Natychmiast zaczęła się cofać na czworakach i plotła coś niezrozumiałego, patrząc na mnie z absolutnym przerażeniem.
–  Dlaczego to robisz? Oszalałaś?– pisnęła, przywierając plecami do blatu.  
– Oj, Hannah. Pytanie brzmi – czy ty oszalałaś? – Wycelowałam ostrze noża prosto w jej serce. – Nagadałaś na mnie właścicielowi, który akurat okazał się być twoim wujkiem… i sądziłaś, że puszczę ci to płazem? Mogę przez ciebie i twój pieprzony brak asertywności stracić mieszkanie, a ty masz czelność się pytać, dlaczego to robię?! – wrzasnęłam, a ona skuliła się ze strachu. – Od początku działałaś mi na nerwy. Próbowałam być miła. Pamiętasz jeszcze, jak ci pomogłam wybrać ciuchy na randkę? I co? Tak mi się odpłacasz? – Obracałam nóż w dłoniach, czując rosnącą satysfakcję. Hannah zaczęła płakać. – Mam cię serdecznie dosyć. Dosyć tolerowania ciebie i twojej tłustej dupy zawadzającej mi w mieszkaniu, szpiegującej, co robię i z kim rozmawiam. Chyba to ja powinnam się obawiać ciebie. – Ukucnęłam, powodując, że Hannah pisnęła i jeszcze bardziej wbiła się w ścianę blatu. – Lubisz mnie śledzić, co? Lubisz mieć poczucie, że jesteś częścią mojego życia? – mówiłam spokojnie, wiedząc, że uderzam w czuły punkt. – Bo prawda jest taka, Hannah, że nigdy nie będziesz taka jak ja. Choćbyś nie wiem jak się starała.
Podniosłam nóż, starając się zebrać wystarczająco dużo siły i odpowiednio go wycelować. W serce? Czy może w tętnicę szyjną? Kilka sekund i będzie po sprawie. Wykrwawi się, zanim zdąży powiedzieć ostatnie słowo.
Już opuszczałam nóż, gdy nagle za plecami usłyszałam stanowczy głos:
– Amelia, nie rób tego.
Moja ręka zamarła w powietrzu. Jakby ktoś unieruchomił ją żelaznym uściskiem. Straciłam kontrolę nad ciałem. Cała zdrętwiałam.
Unieruchomione palce puściły nóż, który opadł na podłogę. Hannah wrzasnęła i uciekła chyłkiem w bok.
Odwróciłam się, czując przyspieszone bicie serca i wzbierające łzy.
Nie sądziłam, że jeszcze kiedykolwiek usłyszę jego głos.
Że jeszcze go zobaczę.
Caleb.
On… wrócił.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii thriller i erotyczne, użyła 2086 słów i 11785 znaków.

Dodaj komentarz