Paź królowej – 08| Punkt dla mnie

Paź królowej – 08| Punkt dla mnie– Nie, szefie, nie mam pojęcia, co tam się stało… Połączenie się zerwało? Może sprzęt się zepsuł? Padły baterie? Cholera… co za pech… No nic, wpadnę do agencji i wymienicie wszystko. Nie powinno już być problemów. Na szczęście nic straconego, nie działo się nic ważnego… mhm. Wiem, szefie. Tak, dzisiaj zaczynam szkolenie. Nie mogę się doczekać.
Krążyłam po pokoju, roznoszona energią. Popijałam kawę i tłumaczyłam się szefowi z nagłego zerwanego połączenia podczas rozmowy z figurantem. Nic trudnego, łykał moje słowa jak młody pelikan. Nawet, gdyby nie uwierzył, wystarczyłoby zapewne mu obciągnąć i bez słowa rzuciłby mi nowe urządzenia szpiegowskie. Na szczęście rozmowa telefoniczna w pełni mu wystarczyła.  
– No dobrze. Ale powiedz, czy cokolwiek w zachowaniu Davida wydaje ci się podejrzane? Dzwoniła jego żona, chciała sprawdzić postępy.
– Na razie jeszcze nie mogę tego rozstrzygnąć. To twardy orzech do zgryzienia, ale prędzej czy później dam sobie radę. – Dopiłam kawę i odstawiłam kubek na parapet, jednocześnie przeglądając się w lustrze. Dzisiejszy dzień był dla mnie wyjątkowo łaskawy – włosy ułożyły się w idealne delikatne fale, a twarz była rześka i wypoczęta. Nie potrzebowałam nawet makijażu. – Mówił, że czuje się niekochany, ale nie sądzę, by dogadzał sobie na boku. Wygląda na to, że jest wierny, ale może nie chciał odkrywać wszystkich kart od razu. Muszę poszperać głębiej.
– Zgoda. Masz rację, oczywiście. W takim razie przyjedź jak najszybciej, żeby chłopaki mogli sprawdzić twój sprzęt i w razie czego podmienić na nowy. I… powodzenia na szkoleniu.
Tak jakby mnie to interesowało. Szkolenie było tylko dla picu. Miałam nadzieję, że nie zmarnuję na nim zbyt dużo czasu, bo miałam dużo innych zajęć.  
Dużo bardziej opłacalnych.  
David w końcu raczył wyleczyć kaca i porządnie wziął się za sesje zdjęciowe. W końcu mogłam znowu pokazać się przed kamerą. Jackson nadal stroił fochy i robił różne miny, ale nie denerwowałam się tym, bo wciąż przypominałam sobie wściekłość na jego twarzy, gdy złapałam go za krocze. Mógł gadać, co chciał i ile chciał, ale jego ciało mówiło wszystko.  
To, że tego nie chciał, tylko czyniło sytuację jeszcze bardziej zabawną.
Nie pokazywałam tego po sobie, ale im dłużej byłam obok niego, tym ciężej było mi się powstrzymać. Wiedziałam, że muszę być cierpliwa, ale nie dało się ukryć, że przydałby mi się ktoś do obniżenia ciśnienia, szczególnie w nocy. Choćby w takich chwilach opłacało się mieć przy sobie Nathana. On może i dużo gadał, ale ostatecznie zawsze ustępował.
David nagle zrobił się dziwnie milczący w stosunku do mnie, co nawet mi pasowało. Wykorzystywałam to, by nieco przybliżać się do Jacksona w trakcie sesji – oczywiście, nie zapominając o profesjonalizmie. Gdy już zapomniałam o swoich obiekcjach i wyrzuciłam z głowy Dana, wyśmienicie się bawiłam. W końcu wracałam do dawnej siebie i dziwiłam się, jak Dan mógł kiedykolwiek mi przeszkadzać. Był teraz zimnym truchłem, które zostało zapamiętane jako mierny, acz ambitny fotograf – i tyle.  
I niby to miałoby mnie powstrzymać od dalszego życia?
Podczas kolejnej zmiany ciuchów, niby przypadkiem pozwoliłam, by zakrywający mnie parawan lekko się przesunął. Wiedziałam, że Jackson stał tuż obok. Choć byłam odwrócona plecami, czułam na sobie jego palący wzrok.  
Liczyłam sekundy.
Przy jedenastej nagle złapał mnie mocno za przedramię i wepchnął głębiej za parawan.
– Co ty odwalasz? – warknął, a jego wzrok prześlizgnął się po moim biuście.
– O co ci chodzi? – Udałam głupią. – Przebieram się. A ty? Czemu tak tu wbijasz jak do siebie? – Dźgnęłam go mocno w nagą klatkę piersiową. – Czemu się tu czaisz? Spodnie masz znowu za ciasne, czy co? A nie, poczekaj… – dorzuciłam kpiąco, śmiejąc się pod nosem. – Jak to szło… Nie jestem w twoim typie, tak?
– Prowokujesz mnie. Mam tego dość. Chyba powinienem ci powiedzieć, żebyś dała sobie spokój… raz na zawsze. – Patrzył na mnie z niesmakiem, ale jego wzrok wędrował szybko po moim ciele. – To, że będziemy widnieli razem na reklamach, nie znaczy, że mamy się przyjaźnić.  
– Ale ja nie chcę się przyjaźnić – prychnęłam, akcentując mocno ostatnie słowo. – Nie przyszło ci to do głowy?
– Nie będę wsadzał penisa tam, gdzie już go wsadzał szef. – Uśmiechnął się kpiąco.  
Czyli myślał, że David i ja… och, jak miło.  
Wyraźnie mu się to nie podobało.  
Postanowiłam nie wyprowadzać go z błędu.
– Zdziwisz się, jak szybko zmienisz zdanie – rzuciłam tylko, po czym szybko położyłam mu rękę na klatce piersiowej i wypchnęłam go za parawan.
Punkt dla mnie.

🦋  

Reszta dnia przebiegła w miarę spokojnie, jeśli nie liczyć Amy, która przyszła w połowie sesji, jak zwykle rzucając swoje wdzięczne uśmiechy na prawo i lewo. Ciśnienie podniosło mi się, gdy tylko ją zobaczyłam, ale przynajmniej byliśmy w trakcie zdjęć, więc nie mogła jak zwykle przykleić się do Jacksona, co wyraźnie jej się nie podobało. Świdrowała mnie wzrokiem, może mając nadzieję, że po kolejnym jej spojrzeniu ucieknę, gdzie pieprz rośnie.
Biedna, naiwna dziewczynka.
Nie rozumiałam tej ich relacji. Wszystko wyglądało na to, że to Amy rzuciła Jacksona, a on wyraźnie chciał do niej wrócić. Skoro ona tego nie chciała, dlaczego ciągle rzucała w moją stronę śmiercionośne spojrzenia i desperacko pragnęła zaznaczyć swoje terytorium? Sytuacja prawie taka sama jak z żoną Davida.
Czy wszystkie związki na tej planecie były jakieś popieprzone?
Satysfakcja, którą czułam, pozując do zdjęć z Jacksonem, podczas gdy Amy tylko stała z boku i na to patrzyła – bezcenna. Uwagi Davida, pełne zachwytu, dopełniały całości. Nie mogłam powstrzymać uśmiechu. Nie dość, że zabrałam jej tę robotę, to jeszcze mogłam wykonywać ją z facetem, którego chciała. Cokolwiek ich poróżniło, działało na moją korzyść. Jackson też nie pozostawał dłużny; podczas zdjęć nieznacznie się do mnie przysuwał, prawie niezauważalnie – ale ja to zauważałam. Czułam. Może chciał tylko wywołać zazdrość Amy, ale jeszcze nie wiedział, że każdy taki ruch był kolejnym krokiem zbliżającym go w moją stronę.  
W moją zasadzkę.
Choć odganiałam głos Dana jak tylko mogłam, nie potrafiłam nie słyszeć jego słów w głowie, nawet mimo faktu, że jak szalona przykładałam się do zdjęć i pragnęłam skupić się tylko na nich.  
Nie, Amelio. To nie ja wpadłem w twoje sidła… To ty wpadłaś w moje.
Byłam tak zajęta wyganianiem tego głosu z mojej głowy, że dopiero po chwili zanotowałam, że Jackson się ode mnie odsunął.
– Co robisz? – zapytałam, marszcząc brwi.
Wywrócił teatralnie oczami i spojrzał na mnie z politowaniem.
– David zarządził przerwę. Nie słyszałaś? Byłaś zbyt zajęta gapieniem się na to, czego nie możesz mieć?
W tej samej chwili przydryfowała do nas Amy, sunąc tak, jakby się unosiła w powietrzu. Oczywiście zaraz przyssała swoją rękę do brzucha Jacksona, a ja miałam ochotę zwymiotować, gdy doleciał do mnie jej zapach tanich perfum.  
– Taaak… – odparłam, przeciągając samogłoskę. – Dokładnie tym byłam zajęta. Chyba znasz to z autopsji? – dodałam, zerkając znacząco na blondynkę. – Tak w ogóle, co ty tu robisz?  
Posłała mi lekceważące spojrzenie.
– Mam prawo tu być, takie samo, jak ty.
– Tylko że ja tu jestem potrzebna… nie to co ty. – Uśmiechnęłam się szeroko. – Może idź sprawdzić, czy cię nie ma gdzie indziej, co?
Amy tylko mruknęła coś pod nosem, a Jackson spojrzał na mnie wzrokiem, który mógł zabijać, ale nie zwróciłam na niego uwagi.
– Tak? Co mówiłaś? Nie dosłyszałam. – Zbliżyłam się odrobinę.
– Daj jej spokój – warknął nagle Jackson, stając między mną a Amy, jakby chciał ją obronić. – Zachowujesz się, jakbyś była u siebie i chyba trzeba ci przypomnieć, że jeśli jeszcze raz powiesz o jedno słowo za dużo, wylecisz stąd szybciej niż weszłaś i nawet David ci tu nie pomoże.
– A ty się niby nie zachowujesz, jakbyś był u siebie? – prychnęłam z rozbawieniem i zadarłam głowę, by spojrzeć Jacksonowi prosto w oczy. – Czemu się tu tak rządzisz? David mi nie pomoże? – zacytowałam kpiąco. – Przecież to jego studio, jego zdjęcia, jego decyzje. Tylko on może mnie stąd wyrzucić, a chyba sam widziałeś, że się na to nie zapowiada. Choć wypadałoby szepnąć mu słówko, żeby zajął się lepszą selekcją ludzi, którzy tu wchodzą. – Ponownie skierowałam swój wzrok na Amy, a jej wyraz twarzy wynagradzał mi każde słowo z ust Jacksona. – Jeszcze tu jesteś?
Jackson już otwierał usta, by coś powiedzieć, gdy nagle Amy odezwała się bezbarwnym tonem:
– W porządku, Jackson. Nie trzeba. Pójdę na chwilę do Davida, muszę z nim coś omówić. – Odwróciła się, ale i tak jeszcze usłyszałam, jak mamrocze pod nosem: – Dziwka.
Jackson lekko wytrzeszczył oczy, wyraźnie zdumiony jej doborem słownictwa, ale ja tylko roześmiałam się serdecznie, przyłożyłam dłoń do serca i powiedziałam słodko:
– Och, dziękuję.
Jackson spojrzał na mnie ze zdumieniem i też odszedł, coś cicho burcząc. Pławiłam się przez chwilę w tym wspaniałym uczuciu wygranej, po czym zerknęłam na zegarek. Szkolenie niedługo się zaczynało. Jeśli chciałam na nie zdążyć i nie słuchać potem wykładów od szefa, musiałam się pospieszyć. Ruszyłam w kierunku, w którym odeszła Amy, by porozmawiać z Davidem.
Szukałam go przez całe pięć minut, ale nigdzie go nie widziałam. Zaczynałam się irytować. Ta przerwa była dziwnie długa i w dodatku zaczynała kolidować z moimi planami. Gdzie był ten David, do cholery?
Poszłam do nieoświetlonej części studia, rozglądając się dookoła – i wtedy to usłyszałam. Ciche jęki i mlaskanie. Zachciało mi się śmiać, ale zmusiłam się, by być cicho i podejść bliżej. David właśnie masował jedną ręką piersi Amy, przyciskając ją do ściany, a drugą miał na jej biodrze. Ona w pewnym momencie oderwała się od jego ust i ugryzła go w szyję, powodując, że jęknął – i to całkiem głośno.
Chciałam natychmiast uwiecznić ten obrazek – nie dla samego rozwiązania sprawy, ale choćby po to, by móc pokazać to Jacksonowi. Wszystko wskazywało na to, że David nie mógł dłużej znieść ciasnoty w spodniach, a Amy być może wcale nie chodziło o byłego chłopaka, tylko właśnie o Davida. Piękny obrazek; wszystko idealnie się składało. Choć i tak miałam przy sobie wszystkie niezbędne urządzenia, szybko wyjęłam komórkę z kieszeni i zrobiłam zdjęcie. Dopiero wtedy zawołałam:
– Co wy wyprawiacie?!
Odkleili się od siebie w błyskawicznym tempie; na twarzy Davida ponownie zagościło zmieszanie i przerażenie, a ja z jednej strony byłam wściekła – doszło do zdrady, co prawda nie ze mną, ale jednak miałam żywy dowód przed oczami. Moja sprawa została zakończona. Figurant zdradził żonę, a ja, zgodnie z regulaminem agencji, miałam teraz zniknąć z jego życia.  
Ale przecież nie mogłam tego zrobić.
Jednak z drugiej strony… Mogłam to pokazać Jacksonowi, który w końcu przejrzy na oczy i zobaczy, kto tu był kłamliwą i problematyczną suką.  
To nie byłam ja.  
– Amanda, ja… – David jąkał się i kajał, podchodząc do mnie. Amy miała wyraz twarzy godny kota, który właśnie zwymiotował kłak sierści. – Ja przepraszam… to… nie miało tak być… ja nie chciałem! To...
– Czemu mi się tłumaczysz? – przerwałam mu. – Może powinieneś wytłumaczyć się żonie.
– Ja…
– A ty… – Przeniosłam wzrok na Amy, która dalej stała za jego plecami. – Nic tylko pogratulować. – Uśmiechnęłam się ironicznie. – Sądziłaś, że w ten sposób dostaniesz moją posadę?
– Wracamy do pracy czy nie? – Usłyszałam za sobą zniecierpliwiony głos Jacksona i momentalnie się ucieszyłam. – Bo… Co tu się dzieje?
– Świetnie, że pytasz. – Obróciłam się i posłałam mu współczujące spojrzenie. – Bo David właśnie obściskiwał się z twoją byłą dziewczyną.
– Co? – warknął Jackson. W ciemności ledwo widziałam jego twarz, ale spojrzenie, które posłał Amy, było aż nadto wymowne. – O czym ona mówi?
Wątpiłam, że Królowa Blondynek cokolwiek z siebie wydusi, zwłaszcza, że David ciągle mamrotał:
– Nie wiem, jak to się stało, nie chciałem tego… Jackson, zrozum, nie chciałem cię urazić w żaden sposób!
– Mnie? – zapytał Jackson ironicznie. – A co na to twoja żona?
– Czemu wszyscy non stop o niej wspominają?! – David nagle wybuchnął, a jego twarz poczerwieniała. – Ta zimna kobieta bez serca nie ma prawa nazywać się moją żoną, a ja nie mam obowiązku tkwić w tym żałosnym małżeństwie! – Kopnął reflektor, który stał obok i odszedł gdzieś na tyły studia.  
Zostaliśmy we trójkę. Amy przyglądała się Jacksonowi z lekkim niepokojem, on był wyraźnie zniesmaczony, a ja… cóż. Choć podobała mi się ta scena, musiałam się zbierać.
– Wyjaśnijcie to sobie – odezwałam się i oboje na mnie spojrzeli. – Choć dla mnie już wszystko jest jasne. Dziwka? – Uśmiechnęłam się słodko do Amy. – Chyba mówiłaś wtedy o sobie.
Po tych słowach odwróciłam się i bez słowa odeszłam, by wyjść ze studia.  
Miałam sprawę do zakończenia.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii thriller i erotyczne, użyła 2480 słów i 13807 znaków.

1 komentarz

 
  • agnes1709

    "Amy miała wyraz twarzy godny kota, który właśnie zwymiotował kłak sierści".  :lol2: Bo jak to sobie wyobrażę...  :smiech2: Za mało, czytałabym i czytała  :przytul:

  • candy

    @agnes1709 ślicznie dziękuję, jak zawsze <3