Paź królowej – 25| Coś mi obiecałaś

Paź królowej – 25| Coś mi obiecałaśW końcu musiałam wrócić do mieszkania, starając się nadrabiać miną.
Zastanawiałam się, co się stało z hakerem, który do tej pory był na każde moje zawołanie, a ostatnio jakby zapadł się pod ziemię.  
Nie miałam co liczyć na to, że skasuje zdjęcie, które opublikowała Sharlene.
Zresztą, kończyły mi się środki na koncie, a jego usługi nie należały do najtańszych.
Dobijało mnie to wszystko. Praca w wydawnictwie była stabilniejsza. Ja byłam wtedy stabilniejsza. Może popełniłam błąd, wyjeżdżając. Szef nigdy w życiu by mnie nie zwolnił. Miałam ciepłą posadkę, którą porzuciłam w imię ucieczki.
Teraz zaczynałam tego żałować.
Otwierając drzwi, zastanawiałam się, co zastanę w środku. Przywitała mnie głucha cisza. Nie było Hannah, nigdzie nie widziałam Dana. Nie wnikałam, gdzie był, kiedy znikał, czy chodził do piekła i z powrotem. Nie interesowało mnie to. Wyjątkowo cieszyłam się, że go nie było. Chciałam być sama.
Chciałam poczuć się jak normalny człowiek.
Rzadko zajmowałam się mieszkaniem, rzadko sprzątałam, rzadko cokolwiek mnie obchodziło. Nie byłam typową panią domu, nie miałam dla kogo gotować ciepłych obiadków. Nie zrywałam się rano, by przygotować romantyczne śniadanie dla dwojga. Sama wizja wydawała mi się idiotyczna. To było zbyt normalne, poniżej mojej godności.
Jednak dziś zapragnęłam być po prostu zwyczajną kobietą. Bez zmartwień.
Przebrałam się w znoszoną koszulkę, której nie nosiłam całe wieki, i dżinsy. Z pewną werwą zabrałam się za odkurzanie, później zmieniłam pościel. Psikałam meble odpowiednim środkiem i ścierałam z nich kurz, tak jakbym metaforycznie miała tym zetrzeć z siebie wszystkie moje zmartwienia. Nie czułam, by ktoś mnie obserwował, co nie znaczyło, że nie czułam się dziwnie. To nie był mój dom. Miałam dość tych czterech ścian. Chciałam się z nich wyrwać, znowu poczuć się wolna, ale nie miałam jak.
Z zamyślenia wyrwało mnie pukanie do drzwi. Skonsternowana, zatrzymałam się wpół kroku. Kto to mógł być? Hannah miała swoje klucze. Dan nie pukał. Nikogo innego się nie spodziewałam.
Ściągnęłam z dłoni rękawiczki i poszłam otworzyć, gdy nagle na drodze stanął mi Dan. Pojawił się tak szybko, że serce podskoczyło mi gwałtownie.
– Chcesz, żebym dostała przez ciebie zawału? – warknęłam, przykładając dłoń do piersi i patrząc na niego krytycznie. – Chyba muszę ci przyczepić jakiś dzwoneczek.
– Twój chłopak przyszedł – oznajmił Dan, zgrzytając zębami.
– Co? – Jackson? Skąd wiedział, gdzie mieszkam? – Skąd wiesz?
Dan tylko wywrócił oczami, jakby odpowiedź na moje pytanie była oczywista.
– Wiem więcej, niż myślisz. Chyba powinnaś się już zorientować. – Odsunął się lekko w bok i wysunął rękę w zapraszającym geście, jakby otwierał przede mną wejście do pałacu. – No, Amelio, nie dajmy mu czekać.
Łypnęłam na niego podejrzliwie, ale pukanie rozległo się ponownie. Otworzyłam i usiłowałam wyglądać na zaskoczoną, kiedy faktycznie zobaczyłam Jacksona.
– Cześć. Nie spodziewałam się ciebie.
Jackson powoli przesunął po mnie wzrokiem. Nie wyglądał na zadowolonego.
– Wziąłem twój adres od Davida. Unikasz mnie, a musimy porozmawiać. – Nadal na mnie patrzył. – Wyglądasz… inaczej. Nie sądziłem, że masz coś takiego jak domowe ciuchy.
– O czym chcesz porozmawiać? – spytałam, ignorując jego dalszą wypowiedź.
– Mogę wejść?  
Przytaknęłam. Jackson śmiało przekroczył próg i rozglądał się po mieszkaniu. Być może czekał, aż zaoferuję mu kawę, ale nie miałam najmniejszego zamiaru tego robić. Skoro nie chciał uprzedzić o swojej wizycie, musiał się zadowolić samym faktem, że go tu wpuściłam.
– To będzie ciekawe – usłyszałam Dana gdzieś z boku. Zerknęłam na niego i zmarszczyłam brwi, widząc, że wskoczył na blat kuchenny i usadowił się na nim wygodnie, przyglądając się nam ze złośliwym uśmieszkiem.
– Może porozmawiamy w pokoju – rzuciłam szybko, ciągnąc Jacksona za rękę. Wiedziałam, że niczego tym nie zyskam, bo Dan magicznie pojawił się na parapecie i dalej się nam przyglądał. Dopiero zauważyłam, że na stoliku miałam otwartego laptopa, a na nim widniało moje zdjęcie, opublikowane przez Sharlene. Nie pamiętałam, żebym je otwierała, ale czym prędzej zamknęłam laptopa.
– Słuchaj… – Jackson wyglądał jakby sam nie wiedział, po co tu przyszedł. – Nie wiem, co właściwie między nami jest, ale wiem, że chcę to skończyć.
Z wrażenia aż zamrugałam.
Czy ja się przesłyszałam?
– Że co? – zapytałam chłodno.
– Daj spokój – żachnął się. – Nie można tego nawet nazwać związkiem. Nigdy nie odbierasz telefonów, nie odpisujesz na wiadomości, praktycznie się nie widujemy. Szczerze mówiąc, ciężko mi się z tobą rozmawia nawet twarzą w twarz. Jest w tobie coś… – Szukał przez chwilę słowa. – Niebezpiecznego.
– Ha! – prychnął Dan z parapetu. Po jego głosie słychać było, że był niezmiernie rozbawiony. – A to dobre.
– Tak, to dobre określenie. Od początku byłaś dziwna, ale zrzuciłem to na twój osobliwy urok. Teraz jednak… – Jackson wzruszył ramionami. – Mam tego dość. Nie chcę związku, w którym przez większość czasu tej drugiej osoby nie ma obok.
– Co ty mówisz? – wyszeptałam, gorączkowo myśląc, jak to powstrzymać. Kolejny motyl wymykał mi się spod kontroli. Nie mogłam do tego dopuścić. Może jeszcze mogłam to uratować. – Przestań. Wiem, że ostatnio byłam trochę zajęta, ale…
– Zajęta? – prychnął głośno. – Olewasz mnie praktycznie cały czas, odzywasz się tylko, gdy tobie jest to na rękę.  
– Ma gość trochę racji – wtrącił się Dan.  
– Zamknij się – mruknęłam cicho.
– Nawet teraz mnie nie słuchasz! Ciągle tylko coś mruczysz i patrzysz gdzieś w bok. – Jackson wyraźnie zaczynał się wkurzać. – Jeśli masz jakieś problemy ze sobą… od tego jest terapeuta. Nie ja. Nie będę tracił na to czasu. – Ruszył do drzwi, ale zagrodziłam mu drogę, wyciągając jednocześnie rękę do zapięcia jego spodni. – Przestań – syknął.  
– Nie.
– Proszę... – Westchnął ciężko. – Przestań. Nie mam ochoty.
– Skoro chcesz odejść… – Już wpychałam mu rękę w spodnie. – To niech to będzie ostatni raz. Pożegnalny.
Zacisnął mocno szczękę, ale wyraźnie brakowało mu siły, by odejść, więc tylko pocałował mnie mocno. Już po chwili leżeliśmy na łóżku. Miałam nadzieję, że po całej akcji oprzytomnieje i cofnie swoje słowa.  
Starałam się nie zauważać Dana, który w międzyczasie zszedł z parapetu i umiejscowił się na łóżku, tuż obok nas, przyglądając się z ciężkim do określenia wyrazem twarzy.
– Myślisz, że on zmyśla? – szeptał mi do ucha, gdy unosiłam się w górę i gwałtownie opadałam w dół, dysząc. – Mówił samą prawdę. Jak sądzisz, dlaczego ciężko mu się z tobą rozmawia? Czy on wie o tobie cokolwiek? Zna twoje prawdziwe imię? Czy on wie… – Poczułam jego usta na płatku swojego ucha. – Że dotykasz go tymi samymi rękami, którymi dotykałaś mnie?
Dyszałam coraz głośniej, starając się zagłuszyć jego głos, ale na marne. Jackson też coś mówił, jęczał z rozkoszy, ale nie byłam w stanie rozróżnić słów. Byłam o krok od przepędzenia Dana ręką, ale skoro Jackson już coś podejrzewał… Nie mogłam tego zrobić. Samymi oczami próbowałam mu przekazać, by się zamknął i zniknął.
– Przestań, Amelio. Uważasz, że masz go w garści? Że on cię pokocha…? – Dan skierował swoją chłodną dłoń między moje nogi. – Nikt cię nie pokocha – wyszeptał mi prosto do ucha.
– Przestań! – wrzasnęłam, a Jackson zamrugał gwałtownie.
– Co? Zrobiłem coś nie tak?
– Nie… – wydyszałam, za wszelką cenę próbując nie dopuścić do tego, by wstał i wyszedł.  
Poczułam, jak zalewa mnie falą nasienia, a chwilę później już się ubierał. Ja zostałam na łóżku, obok Dana. Ponownie czułam się, jakbym coś traciła, choć Jackson nie znaczył dla mnie aż tak wiele.
– Naprawdę wychodzisz? – zapytałam pusto.
Zasunął rozporek i spojrzał na mnie smętnie.
– Żałuję. Ale… – Wzruszył ramionami. – Nie zmienię zdania. – Sięgnął do klamki. – Pa.
Za chwilę trzasnęły drzwi wejściowe, a Dan spojrzał na mnie z uniesionymi brwiami.
– Serio, co ty w nim widziałaś?
– Daj mi spokój – warknęłam. Podciągnęłam kolana do klatki, skrzyżowałam na nich ręce i powoli opuściłam głowę, opierając ją na ramionach. Zaczynało mi być zimno, ale nie chciało mi się ubierać.  
– Co planujesz, Amelio? Miałaś jakieś plany związane z nim, że jesteś taka załamana? – Usłyszałam jego ironiczny ton. – Czy był tylko kolejnym do odhaczenia na liście? Kolejną pozycją w albumie? – Nie odpowiedziałam, więc ciągnął dalej: – Zamierzasz w ogóle założyć kiedyś rodzinę? Czy któryś z nich zostanie z tobą na zawsze? Nie chciałabyś… być mamą? – Dotknął mojego ramienia. – Wolisz spędzić resztę życia tak jak teraz?
Nie. Na pewno nie zamierzałam rozpoczynać tej rozmowy. Wywoływała bolesne wspomnienia, o których nie chciałam pamiętać.
Nie będziesz stawiała warunków! Jestem twoją matką i to ja tu rządzę!
– Wiadomo, że każdy musi się wyszaleć w młodości… – ciągnął dalej. – Ale serio, czy to jest plan na resztę życia? Nie chciałabyś się ustatkować? Chcesz wiecznie tak żyć? Wiecznie goniąc za czymś, czego nie zdobędziesz?  
– Nie chcę mieć dzieci – warknęłam, podnosząc głowę i posyłając mu ostre spojrzenie. – Więc zakończ ten temat.
– Może myślisz, że nie byłabyś dobrą matką, zwłaszcza biorąc pod uwagę to, jaki miałaś przykład, ale uważam, że…
– Nie mogę być matką! – wrzasnęłam w końcu, wściekle podrywając się do pozycji siedzącej i wkładając w te słowa cały mój ból. – To chciałeś usłyszeć?! Teraz dasz mi spokój?! Nie mogę mieć dzieci! Jestem bezpłodna!
W końcu. Powiedziałam to.  
Na twarzy Dana wymalował się autentyczny szok.  
– Ale… – Zmarszczył brwi. – Przecież… popraw mnie, o ile się mylę… przecież brałaś tabletki. Zawsze to powtarzałaś. Nigdy nie chciałaś prezerwatyw… ale skoro żadna z tych metod nie była ci potrzebna, to po co…?
– A co? Miałam tłumaczyć każdemu facetowi z osobna, że nie mogę mieć dzieci? Rozdrapywać to i powtarzać za każdym pieprzonym razem? – Warga mi zadrżała, więc ją przygryzłam. – Tabletki mają też inne korzyści. Nie przeszkadzało mi, że je biorę. Za to pozwalały unikać niezręcznych rozmów.
Gdy wyjawiłam swój sekret, poczułam się całkiem odsłoniona, mimo że byłam naga od kilkunastu minut. Nie potrafiłam spojrzeć Danowi w oczy. Jego pytanie wywołało całą masę innych wspomnień, o których chciałam zapomnieć.
– Idź już – odezwałam się, patrząc w ścianę. – Proszę.
Nie wiedziałam, czy mnie posłuchał.
Oglądałam wspomnienia niczym film.
Znałam zasady matki na pamięć, ale był czas w moim życiu, kiedy w ogóle mnie one nie obchodziły.
Znalazłam moją pierwszą miłość i chciałam spędzać z nim każdą sekundę. Nie chciałam się z nikim nim dzielić.
A już na pewno nie mogłam dopuścić do tego, by mama nas przyłapała. Nie zrozumiałaby. Dla niej mężczyźni byli czymś, co należało niszczyć.
Wiedziałam to, a jednak… on był inny. Naprawdę. Kochał mnie, a ja kochałam jego. Musiałam odczekać, zanim wszystko wyjaśnię mamie. Wierzyłam, że to zrozumie, gdy tylko odpowiednio jej to przekażę.
Mieliśmy swoje miejsce spotkań, w połowie drogi od mojego domu do jego. Mała polana przy strumyku, na której zawsze kładliśmy koc i przynosiliśmy jakieś przysmaki. Leżeliśmy, wpatrując się w niebo, słuchając płynącej wody. Czas nie istniał. Był tylko on. Kochałam go całym sercem. Nie obchodziło mnie, że ktoś by to określił mianem “dziecinnej miłości”. Oni nas nie rozumieli. Nie czuli tego, co my.
Czułam się gotowa, by oddać mu całą siebie.  
– Pragnę cię – wyszeptał Alan, gdy leżeliśmy na kocu, a wokół nas zapadał mrok.
Po polanie nigdy nie kręcili się żadni ludzie. Nie czułam wstydu, jedynie pożądanie. Zaczęłam podciągać do góry jego koszulkę, a on rozpinał mi spodnie. Wiedziałam, że to zrobię, że już nikt mnie nie powstrzyma.
– Amelia? – Usłyszałam nagle zimny jak brzytwa głos matki.
Oderwaliśmy się od siebie gwałtownie. Moja mama stała parę kroków od nas, ze wzrokiem pełnym nienawiści. Nie mogłam pojąć, jak mnie znalazła. Skąd wiedziała, że tu jestem?
– Co ty tu robisz? – syknęła, podchodząc. Gwałtownie zakryłam koszulką rozpięte spodnie. – I to z chłopakiem?
– Ja… – Zaschło mi w ustach.
– Czy niczego cię nie nauczyłam?! – Pochyliła się i chwyciła mnie za ramię, tak mocno, że jej palce wpiły się w moją skórę.  – Za mało razy ci powtarzałam, jak ich traktować?!
– Puść mnie! – Zaczęłam się z nią szarpać. – Nic takiego nie zrobiłam!
– Coś mi obiecałaś, Amelio! Teraz się od tego nie odwrócisz!
Kątem oka widziałam, jak Alan szybko podnosi się z koca i ucieka. Serce mało mi nie pękło na ten widok. Czyżby mama miała jednak rację? Jak mógł uciekać? Dlaczego mi nie pomógł?
Jeszcze nigdy nie widziałam mamy tak rozwścieczonej. Przypominała wściekłego psa. Szarpała się ze mną, ciągnęła mnie za sobą, wrzeszcząc.  
– Naprawdę myślałaś, że możesz uciekać i kłamać? Że on cię pokocha?! Czy nie tłumaczyłam ci już milion razy, jacy są mężczyźni? Zdradziłaś mnie! Mnie i moje zasady!
– Właśnie! To twoje zasady, nie moje! – wrzasnęłam, zapierając się nogami. – Pozwól mi żyć po swojemu!
– Jesteś idiotką, jeśli wierzysz, że znajdziesz miłość! Ja wiem lepiej, dlatego musisz się mnie słuchać! Nie będziesz stawiała warunków! Jestem twoją matką i to ja tu rządzę!
Nienawidziłam jej w tym momencie. Nienawidziłam tego, jak narzucała mi swoje zasady. Chciałam żyć według swoich, a ona wszystko mi psuła. Przez nią Alan uciekł. Przez nią już nie mogliśmy być razem. Nie po tym, co zobaczył. Pewnie pomyślał, że jestem taka jak ona.
– Daj mi w końcu spokój! Przestań narzucać mi swoje zasady, mam je gdzieś! – W końcu wyszarpnęłam się z jej uścisku. – Nienawidzę cię – syknęłam. – Właśnie zniszczyłaś mi życie!
Mama tylko się zaśmiała i posłała mi kpiące spojrzenie.
– Dopiero mogę je zniszczyć. Porozmawiamy o tym, jak wrócimy. Już nigdy nie spotkasz się z tym chłopakiem. – Spojrzała na mnie wyczekująco. – Do domu. Już.
Poczułam się niczym pies. Cała aż buzowałam od nienawiści. Miałam dosyć tego, jak matka mną rządziła, jak mnie niszczyła. Nigdy nie mogłam być wolna. Nie, kiedy ona była obok.
Bardzo powoli skierowałam spojrzenie na pokaźną kolekcję głazów, które leżały na polanie. Skały, które były niebezpieczną częścią krajobrazu, dlatego kręciło się tu mało ludzi. Potężne, ogromne, z ostrymi krawędziami. Upadek na coś takiego z pewnością mocno by zabolał… Przy użyciu odpowiedniej siły…
– Głucha jesteś?! – Matka podniosła głos. – Powiedziałam: do domu!
Zebrałam całą swoją siłę. Całą nienawiść. Ze łzami w oczach rozpędziłam się i najmocniej jak umiałam, popchnęłam mamę prosto na ostry głaz. Obserwowałam, jak jej czaszka z głuchym łoskotem ląduje na twardej powierzchni, jak rozpryskuje się jej krew. Przestała się ruszać.  
Wtedy spłynęło na mnie cudowne uczucie wolności.
Nikt mnie o nic nie oskarżył. To był wypadek. Matka się potknęła.  
Zostałam sama. Wszyscy postrzegali to jako tragedię, ale dla mnie było to wyzwolenie.
Zostało mi parę lat do pełnoletności, więc przyjęła mnie rodzina zastępcza, ale nigdy nie czułam się z nimi związana. Leżąc nocami w nowym łóżku, zastanawiałam się nad tym, co zrobiłam. Nie żałowałam tego, ale zaczynałam rozważać, czy mama aby na pewno nie miała racji.
Alan uciekł. Nigdy już się potem do mnie nie odezwał. Nie zapytał, czy wszystko w porządku.
Czy powinnam była rozerwać go na strzępy?
Dlaczego tak się zachował?
W końcu, bardzo niechętnie, musiałam to przyznać przed samą sobą: mama faktycznie wiedziała lepiej. Poznała się na moim ojcu i zapewne na wielu innych. Gdybym tylko jej posłuchała… serce nie pulsowałoby mi teraz ogromnym bólem.
Miała rację.
Dlatego, gdy tylko skończyłam osiemnaście lat i uzbierałam wystarczającą ilość pieniędzy, poszłam wytatuować sobie na kostce kolorowego motyla.
By już nigdy, przenigdy nie zapomnieć o słowach mamy.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii thriller i erotyczne, użyła 3029 słów i 17122 znaków, zaktualizowała 14 paź o 21:54.

Dodaj komentarz