Paź królowej – 10| Ktoś chciał mnie zniszczyć

Paź królowej – 10| Ktoś chciał mnie zniszczyćRobiąc sobie kawę, zalogowałam się na swoje konto bankowe i uśmiechnęłam sama do siebie. Dostałam wypłatę za kolejne zlecenie. Była to całkiem niezła suma. Pomyślałam, że powinnam założyć sobie jakieś konto oszczędnościowe, by odpowiednia kwota pieniężna na nowe mieszkanie sama się odkładała. Miałam już powyżej uszu Hannah i jej ciągłych ukradkowych spojrzeń, dziwnego zapachu, jaki roznosiła. Choć i tak starałam się spędzać w mieszkaniu jak najmniej czasu, ona jakimś cudem zawsze znajdowała sposób, by mnie złapać w swoje tłuste łapska i prowadzić gadkę szmatkę.
O wilku mowa – właśnie otworzyły się drzwi od łazienki, z której wyczłapała Hannah, łypiąc na mnie niepewnie. Już miałam odepchnąć się od blatu i iść do swojego pokoju, gdy wymamrotała nagle:
– Jak wyglądam?
Spojrzałam na nią ze zdumieniem, które szybko zmieniło się w zmarszczone brwi i czystą pogardę. Nie widziałam celu tego pytania, ale z pewnością wyglądała inaczej – przede wszystkim nie miała na sobie brudnych i domowych ubrań, ale to wcale nie poprawiało sytuacji. Obcisłe zielone spodnie i wściekle żółta bluzka na ramiączka wciąż pozostawiały wiele do życzenia, nawet jeśli rozpuściła i chyba umyła włosy. Jej małe oczka świdrowały mnie uważnie, a ja miałam ochotę się roześmiać.
– Wyglądasz jak słonecznik na sterydach – odparłam po chwili, a ona natychmiast spojrzała w dół, jakby już zapomniała, co miała na sobie. – A co? Idziesz na randkę?
Pokiwała szybko głową.
Nie potrafiłam ukryć swojego zdumienia.  
Moje pytanie było żartem i nawet do głowy mi nie przyszło, że odpowie na nie twierdząco.
– Z facetem? – zadałam kolejne pytanie.
Kolejne kiwnięcie głową, jeszcze szybsze i jeszcze bardziej spanikowane.
Teraz to dopiero się zdziwiłam.
Jaki facet chciałby się umówić z nią?
Może to jakiś czterdziestolatek, z równie nieumytymi włosami, brzuchem sięgającym do kolan, wciąż zalegającym na kanapie u mamusi, która podtyka mu jedzenie pod nos.
– A nie byłaś przypadkiem lesbijką? – zapytałam ze zdumieniem i pobłażliwym uśmiechem, a Hannah zaczerwieniła się gwałtownie.
– Nie – burknęła, jakby kurcząc się w sobie. – Jestem… jestem bi.
– Mhm. – Ta informacja w ogóle nie była mi potrzebna do życia. – Cóż, jestem pewna, że będziecie żyć długo, tłusto i szczęśliwie. – Chciałam ją wyminąć, ale chrząknęła:  
– Słonecznik na sterydach? Co masz na myśli?
Westchnęłam ciężko.
– A widziałaś się w lustrze? – zapytałam ironicznie. – Bo mam wrażenie, że ślepy wybierał ci ciuchy. Spójrz na siebie. Kompletnie nietrafione kolory, a te ubrania… – Chrząknęłam, by zamaskować śmiech. – Bardzo źle dobrane do twojej… hmm, figury. – Zaakcentowałam ironicznie ostatnie słowo. – Naprawdę myślisz, że jak facet zobaczy te wylewające się fale tłuszczu, to mu stanie?
Hannah coś wymamrotała pod nosem i wbiła wzrok w swoje skarpetki. Patrzyłam na nią przez chwilę, czując coś w rodzaju politowania i litości. W końcu ciężko westchnęłam.  
– No dobra – rzuciłam w końcu. – Mam dobry nastrój, więc… mogę ci pomóc. – Wywróciłam oczami, sama się sobie dziwiąc, ale ostatecznie i tak nie miałam co robić.  
Hannah zaświeciły się oczy, jakbym oznajmiła, że kupiłam jej prezent.
– Naprawdę? – pisnęła. – Mogłabyś? Byłoby super! Bo ty się tak super ubierasz…
No cóż, choć jedna z nas miała gust.
– No, ale chyba nie oczekujesz, że ci pożyczę moje ciuchy? I tak byś się nie zmieściła.
Znowu poczerwieniała.
– No tak, oczywiście…
– Poczekaj – przerwałam jej, postawiłam kubek z kawą na blacie i pochyliłam się, by wyciągnąć z dolnej szuflady lateksowe rękawiczki. Włożyłam je, po czym spojrzałam na Hannah, która wytrzeszczała oczy tak, jakby miały jej wypaść. – A teraz pokaż mi, co masz w szafie.
Następne dwadzieścia minut spędziłam na przeglądaniu jej ciuchów, które były tak wielkie, że mogłabym zrobić z nich namiot. Nie mogłam pojąć, skąd wzięła tak okropne ubrania i że miała odwagę, by pokazywać się w nich ludziom. Żadna z tych szmat nie nadawała się na randkę, ale w końcu odkopałam jakąś sukienkę, mając nadzieję, że nie będzie jej ubierać przy mnie. Później zarządziłam, by pokazała mi swoje kosmetyki. Nie zamierzałam jej malować, ale ostatecznie mogłam powiedzieć, co i czym miała zrobić. Czułam się jak jakaś wolontariuszka i irytowało mnie to, ale byłam też rozbawiona spojrzeniami Hannah – pełnymi podziwu, jakbym spadła jej z nieba. Podobało mi się to, że nad nią górowałam – wiedzą, wyglądem i wszystkim innym. Mogłam śmiać się jej w twarz, a ona i tak była za to wdzięczna.
– Tak się cieszę, że ze mną zamieszkałaś – wymamrotała w końcu, a ja zwróciłam uwagę, jak okropnie zduszony miała głos przez tłuszcz okalający jej szyję. Wpatrzona w lustro, jeździła sobie po policzku pędzlem, zostawiając na nim okropnie pomarańczową smugę. – A… ty? – Spojrzała na mnie w lusterku.
– A jak sądzisz? – Wywróciłam oczami. – Czy moja twarz wyraża szczęście? Musiałam z kimś zamieszkać i padło na ciebie. Ale spokojnie. Niedługo się wyprowadzę.  
– By mieszkać z chłopakiem?
Choć nie sądziłam, że Hannah kiedykolwiek powie coś, co mnie zmrozi do szpiku kości, musiałam przyznać, że się pomyliłam. Posłałam jej ostre spojrzenie, a ona aż upuściła pędzelek.
– Jakim chłopakiem? – zapytałam chłodno. – Widziałaś tu jakiegoś chłopaka?
– No… nie…
– To skąd taki wniosek?
– Bo ostatnio chyba wyskoczyło mi gdzieś twoje zdjęcie z takim jednym… – Odwróciła się w moją stronę z przerażeniem na twarzy. – Jesteś sławna?
Byłam pewna, że cała krew odpłynęła mi z twarzy.
– Z jakim jednym? Gdzie ci wyskoczyło? Gdzie to widziałaś?  
– Ja… chyba nie…
– Mów! – wrzasnęłam, wbijając w nią wzrok mordercy.
Dolna warga zaczęła jej drżeć, jakby miała się rozpłakać, ale wzięła do ręki swoją komórkę i zaczęła coś klikać na ekranie swoimi grubymi palcami. W końcu podsunęła mi telefon pod nos, a ja szybko go złapałam i wpatrzyłam się w artykuł.
Nie.  
Niemożliwe.
Skąd to się wzięło?!
Dobrze wiedziałam, kiedy i gdzie zostało zrobione to zdjęcie. Poznawałam tą sukienkę, moje jeszcze długie włosy, zaplecione w gruby warkocz…
To był dzień wystawy Dana. Wystawy, którą ja mu zorganizowałam, po tym, jak zniszczyłam jego fotografie. W pewnym momencie skryłam się w bibliotece, by nie być na zewnątrz, poczekać, aż Dan do mnie przyjdzie – i przyszedł. Rozmawialiśmy. Byłam tak skupiona na nim, że nawet nie zauważyłam, że ktoś robił nam zdjęcia.
Skąd to wzięło się w Internecie? Kto był na tyle głupi, by to tu wrzucać?
Właśnie tego próbowałam uniknąć.  
Nigdy nie robiłam sobie zdjęć z Danem.
Nikt nie mógł mnie z nim powiązać.
Tymczasem istniało zdjęcie, uwieczniające nas razem. Ktoś tak po prostu zrobił z niego fotkę do artykułu.
To jedno pieprzone zdjęcie mogło mnie zniszczyć.
Spuściłam wzrok na tekst.
Kim jest tajemnicza czarnowłosa piękność?
O tajemniczym zniknięciu Dana Hartleya wciąż nie wiemy zbyt wiele, ale to zdjęcie całkiem zmienia nasze postrzeganie początkującego fotografa, który nigdy nie dzielił się szczegółami ze swojego życia prywatnego – a jednak, wygląda na to, że komuś udało się uwiecznić jego muzę. Kobieta widoczna na zdjęciu pojawiała się na wielu fotografiach Hartleya, choć nie wszystkie ujrzały światło dzienne. Nie ulega wątpliwości, że nadawała się świetnie zarówno na modelkę, jak i na muzę dla fotografa – bo spójrzmy prawdzie w oczy, czy te oczy mogą kłamać? – jednak pozostaje pytanie, co stało się z tajemniczą czarnowłosą i czy zapadła się pod ziemię tak samo, jak Hartley.

Czytając artykuł, bezwiednie zacisnęłam pięści tak mocno, że pewnie przecięłam sobie skórę. Zapadła się pod ziemię – co za okrutnie ironiczny dobór słów.  
Serce waliło mi tak niespokojnie, jakby chciało się wyrwać z piersi.
Kto napisał ten artykuł?  
Skąd mieli takie informacje? Skąd wiedzieli, że byłam na wielu fotografiach?
Musieli mieć informacje z pierwszej ręki. Ale od kogo? Kto, oprócz Dana i Nicoli, wiedział o wszystkim?
Kto śledził mnie wtedy na ulicy?
Przeniosłam spojrzenie na Hannah, która dalej miała przerażony wzrok.
Czy ona wiedziała?
Czy świat wiedział?  
– Dobrze się czujesz? – wymamrotała. – Zbladłaś… to naprawdę twój chłopak? Ale piszą, że zaginął… to prawda?
Nie mogłam znieść jej gadania. Rzuciłam komórkę na łóżko i wymamrotałam z zaciśniętymi ustami:
– Zamknij się. Idź już lepiej na tą swoją randkę.  
Zapomniałam o kawie. Nie była ważna. Odwróciłam się i czym prędzej poszłam do pokoju, zatrzaskując za sobą drzwi. Oparłam się o nie plecami i powoli zjechałam w dół, mając mroczki przed oczami.  
Nie wiedziałam jeszcze jak, ale musiałam natychmiast usunąć to zdjęcie.
Jedna osoba już wiedziała. Nie mogłam pozwolić, by to się rozprzestrzeniło.
To jedno zdjęcie nie mogło mnie zniszczyć.
Nie po tym, co przeszłam.

🦋

Zanim ochłonęłam, minęło dobre parę minut, ale w końcu wrócił mi zdrowy rozsądek. Odszukałam imię i nazwisko autora artykułu. Nic mi nie mówiły, ale i tak zapisałam je sobie w komórce. Potem poprosiłam o pomoc pewnego hakera, z którego usług korzystałam już wcześniej. Był w stanie usunąć artykuł i zdjęcie – oczywiście, nie za darmo, co spowodowało znaczne zmniejszenie mojej wypłaty, jednak było to warte każdych pieniędzy. Zrobiłabym wszystko, byle tylko to zdjęcie zniknęło z Internetu. Na szczęście artykuł został zamieszczony dość niedawno, w dodatku na mało popularnej stronie, więc nie było żadnych komentarzy. Wyświetlić jednak mogło sporo osób i to mnie martwiło. Odetchnęłam z ulgą dopiero wtedy, gdy po raz kolejny odświeżyłam stronę i ujrzałam chmurkę ze smutną miną, informującą, że dany artykuł nie istnieje.
To mnie uspokoiło, ale nie do końca.
Ktoś coś wiedział.
Ktoś był zdecydowanie za blisko Dana.
Ktoś chciał mnie zniszczyć.
Usiłowałam się jednak uspokoić. Tylko spokój mógł mnie uratować.
Resztę wieczoru spędziłam w łóżku, a gdy Hannah wróciła do mieszkania, na wszelki wypadek zamknęłam drzwi od pokoju na klucz. Nie było słychać żadnych tłustych jęków, więc chyba wróciła sama. W ogóle mnie to nie dziwiło i byłam jedynie wdzięczna losowi za to, że nie musiałam słuchać obijania się o siebie dwóch spoconych i za ciężkich ciał.
Przeżyłam niespokojną noc, szukając w Internecie innych podobnych artykułów o Danie, ale na szczęście nie znalazłam nic nowego. Wiedziałam jednak, że od teraz będę musiała trzymać rękę na pulsie i kasować wszystko, co będzie się od tej pory pojawiało i co będzie mogło mnie z nim połączyć.  
Nie wiedziałam, przeciwko komu gram, ale nie zamierzałam się poddać.
Już raz to przeżyłam – i wygrałam.
Rano wstałam i pojechałam na szkolenie, a później zajrzałam do studia. Nie spodziewałam się żadnej sesji, bo David o niczym mnie nie informował, ale nie mogłam ot tak zniknąć – musiałam się przypomnieć, choćby i symbolicznie. Dzięki Bogu, nie widziałam nigdzie Królowej Blondynek. Był za to Jackson, wysoki i przystojny jak zawsze. Cicho westchnęłam, patrząc na niego tęsknie, gdy rozmawiał z makijażystką, odwrócony do mnie plecami.
Nagle, jakby poczuł na sobie mój wzrok, odwrócił się i wbił we mnie ostre spojrzenie.
Czekałam, aż podejdzie i rzuci jakąś kąśliwą uwagę – ale nic takiego się nie stało. Jego twarz rozświetlił uśmiech, który nie był ani trochę złośliwy. Wyglądał znowu jak drapieżnik, który namierzył swoją ofiarę.  
Ofiarę, która bardzo mu się podobała.
Która – choć jeszcze tego nie wiedział – miała wkrótce chwycić za ster.
Zbliżył się do mnie nieznacznie, a ja byłam cholernie ciekawa, co powie.
– Oczywiście – mruknął, a kącik jego ust lekko uniósł się do góry. – Dzień bez ciebie w studiu to dzień stracony.
Cóż za zmiana w jego nastawieniu.
Cokolwiek ją wywołało, pojawiło się w samą porę.
– Cieszę się, że w końcu zacząłeś to zauważać – odparłam, starając się zbytnio nie uśmiechać. – Nie wygląda, jakbyś był bardzo zajęty. Gdzie David?
– Chyba gdzieś się tu kręci. Nie wiem. Mam to gdzieś.
– Unikasz go – stwierdziłam, a Jackson jedynie się nachmurzył. – Czy Królowa Blondynek jest tego warta?
– Nie nazywaj jej tak – rzucił szybko, ale po chwili wziął głęboki oddech i na nowo się uśmiechnął. – A najlepiej w ogóle o niej nie wspominaj. Wyrzuciłem ją z głowy.
– Naprawdę? Próbujesz przekonać mnie czy siebie? – Jakoś nie wierzyłam, żeby Jackson ot tak się odkochał. Raczej nie chciał nic słyszeć o Amy, by jakoś kontrolować swoje emocje. Chciał wmówić samemu sobie, że już go nie obchodziła, podczas gdy w rzeczywistości było zapewne inaczej.  
Irytowało mnie to.
Irytowały mnie wszystkie blondynki, które wciąż stawały mi na drodze.
Czemu Jackson był tak oporny?
Owszem, jego bariera zaczynała się właśnie kruszyć, ale i tak stało się to za późno. Nie mogłam jednak zaatakować mocniej, bo wtedy całkiem by się wycofał.  
– Siebie nie muszę. Ale jeśli ty masz jakieś wątpliwości… – Przybliżył się lekko, aż poczułam zapach jego perfum.
– To co? – zapytałam cicho.
– To chyba będę musiał cię jakoś przekonać – odpowiedział, a jego błękitne oczy świdrowały mnie na wylot.
Minutę później przycisnął mnie do ściany w ciemnym kącie, a jego ręce powędrowały pod moją bluzkę. Choć nie spodziewałam się tego akurat teraz, musiałam przyznać, że to był dobry ruch. Amy nawet nie miała świadomości, że popchnęła Jacksona ku mnie. Cholera wiedziała, o co jej tak naprawdę chodziło, i o kogo – Jacksona czy Davida – ale to ja stałam na wygranej pozycji. To ja wpychałam język do ust Jacksona, ciężko dysząc, gdy czułam jego twardego penisa na biodrze.  
W sumie nie planowałam uprawiać seksu w studiu pełnym ludzi, ale właściwie… dlaczego nie?
Sięgnęłam ręką do jego krocza, cholernie podniecona tym, co miało się za chwilę stać. Miałam stanowczo za długą przerwę. Jackson nadawał się do tego idealnie. Wiedziałam, że w końcu pęknie.  
Nagle jednak złapał mnie za rękę i przytrzymał, unieruchamiając ją. Nie zdążyłam nawet dotknąć go w kroku, a on oderwał się ode mnie i uśmiechnął się dziko.
– Co robisz? – zapytałam z niezadowoleniem.  
– Nie chcesz, żebym przerywał? – Uśmiechnął się jeszcze szerzej. – Oj, chyba nie chcesz. – Przesunął wzrokiem po moich rozsuniętych wargach i dekolcie. – Jaka szkoda.
– O czym ty mówisz? – warknęłam.  
Nagle przestało mi się to podobać.
Przysunął się odrobinę, by jeszcze raz dotknąć ustami moich ust, po czym ponownie się odsunął i mruknął:
– Nie warto. – Puścił mnie gwałtownie i posłał w moją stronę złośliwy uśmiech. – Nie z tobą.
Poczułam, jak gdzieś w środku mnie rozpala się płomień wściekłości, który był tak silny, że mógłby spalić wszystko dookoła.  
Czy on właśnie powiedział to, co usłyszałam?
Nie warto?
To była gierka?  
Co niby chciał tym osiągnąć?  
Już otwierałam usta, by obrzucić Jacksona stekiem wyzwisk, gdy zadzwonił mój telefon. Odepchnęłam Jacksona gwałtownie, by wyciągnąć komórkę z kieszeni. Dzwonił szef. Nie miałam najmniejszej ochoty odbierać, ale mogło chodzić o nowe zlecenie, więc nie mogłam tego zignorować. Musiałam jak najszybciej uzupełnić braki w zapasach pieniędzy i w końcu wynieść się w cholerę od Hannah.
Na Jacksona jeszcze przyjdzie czas.
– Pożałujesz tego – syknęłam, patrząc mu prosto w oczy. – Nie myśl, że ujdzie ci to na sucho. – Wyminęłam go gwałtownie, przy okazji uderzając barkiem w jego klatkę piersiową i jednocześnie odbierając telefon. – Tak, szefie?  

🦋  

Napędzana wściekłością, szłam na spotkanie z klientką. Nie mogłam odrzucić zlecenia, choć nadal ziałam ogniem. To, jak Jackson mnie potraktował, przekraczało wszelkie granice. Miałam też nieodparte, okropne wrażenie, że zmiękłam. Śmierć Dana mnie zmieniła, ale wmawiałam sobie, że nie na tyle, by mieć wpływ na resztę mojego życia i pozostałe relacje z kolejnymi motylami. Nie powinno tak być. Powinnam już dawno zapanować nad Jacksonem – a tymczasem on śmiał mi się w twarz. Bawił się mną. A ja na to pozwalałam.
Niedoczekanie.
Choćbym miała walczyć o to do ostatniego tchu, wytłuc resztę osób, które mi zagrażały – zamierzałam wrócić do tej osoby, którą byłam.  
Musiałam zacząć od wyprowadzki i od wymierzenia Jacksonowi kary, na którą zdecydowanie zasłużył.
Choćby miały to być umazane i posklejane krwią włosy pewnej blondynki.
Dla mnie nie istniały granice, a Jackson zasłużył, by przekonać się o tym na własnej skórze.  
Siedziałam w słońcu, w ogródku przed kawiarnią, z nasuniętymi na nos okularami przeciwsłonecznymi. Klientka się spóźniała, co tylko jeszcze bardziej napełniało mnie wściekłością. Byłam gotowa wstać i wyjść, olać to zlecenie, kiedy nagle usiadła przede mną jakaś kobieta. Podniosłam na nią wzrok i zamarłam.
– Dzień dobry. Przepraszam za spóźnienie. – Wyciągnęła w moją stronę filigranową dłoń. – Byłyśmy umówione. Jestem Anna.
Czułam się, jakby poraził mnie prąd. Patrzyłam na nią i czułam, jak zalewa mnie panika, pomieszana z nieokiełznaną furią.
Anna.  
Nie zapomniałam jej twarzy, mimo że minęło już dużo czasu, odkąd widziałam ją ostatni raz. Doskonale pamiętałam ten niski wzrost, te blond włosy.  
Kobietę, która ukradła mi Caleba.
Miałam wrażenie, że przestałam oddychać.  
Anna oparła się wygodnie o krzesło i spojrzała na mnie niepewnie.
– Możemy zaczynać?  
Pokiwałam głową ze ściśniętym gardłem, choć miałam ochotę stłuc filiżankę kawy, byle tylko mieć coś, czym mogłabym pociąć jej skórę. Chciałam upuścić jej krwi, patrzeć, jak umiera w męczarniach i jak uchodzi z niej życie.
Przez nią straciłam wszystko.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii thriller i erotyczne, użyła 3366 słów i 18715 znaków.

1 komentarz

 
  • agnes1709

    "– Wyglądasz jak słonecznik na sterydach". Zamordujesz mnie :lol2:

  • candy

    @agnes1709 hahah xD tylko na to zwróciłaś uwagę??  :rotfl:

  • agnes1709

    @candy Za dużo by pisać :D