Paź królowej – 23| Kłamczucha

Paź królowej – 23| KłamczuchaObudziło mnie krzątanie Hannah. Przez chwilę leżałam nieruchomo, starając się wsłuchać w odgłosy zza drzwi. Wydawało mi się, że rozmawiała z kimś przez telefon. Mówiła cicho, więc nie byłam w stanie rozróżnić słów. Wstałam z łóżka i nago, na palcach podeszłam do drzwi, po czym maksymalnie się do nich przybliżyłam.
– Zaraz wychodzę… tak, jeszcze śpi. Ostatnio mało wychodzi z pokoju. I bardzo dobrze. – Głos zaczął jej drżeć. – Myślałam, że gdy minie trochę czasu, to się zaprzyjaźnimy… ale ona jest dziwna. Była od początku, a teraz… sama nie wiem. Zachowuje się coraz dziwniej. Boję się jej. W nocy słyszałam jakieś dziwne odgłosy. Nie wiem, co tam robiła, ale brzmiało jak ostra masturbacja.  
Nie trzeba było geniusza, żeby się domyślić, że mówiła o mnie.
Z jednej strony czułam rozbawienie – bała się mnie, choć specjalnie się o to nie starałam – ale z drugiej zaczynałam się irytować.
Rozmawiała o mnie?
Uważała, że miała prawo wygłaszać jakieś opinie na mój temat?
Miałam ochotę otworzyć drzwi i powiedzieć jej, żeby nie wtykała nosa w nie swoje sprawy. Żeby się zamknęła i nie rozpowiadała o mnie znajomym. Żeby zamiast się wypowiadać na mój temat, spojrzała wreszcie w lustro. I żeby nie dopieprzała się do mojego życia, tylko zajęła się swoim grubym tyłkiem, który psuł mi humor co rano.
Ale nie zdążyłam, bo czyjaś chłodna ręka owinęła się wokół mojego nadgarstka.
– Dzień dobry – mruknął Dan, przyciskając wargi do mojego prawego ucha. – Dobrze spałaś?
Irytację zastąpiła błogość. Odwróciłam się do niego z uśmiechem.
– Za dużo to nie spałam tej nocy – odpowiedziałam zgodnie z prawdą, a on uśmiechnął się szeroko.
Stał przede mną nagi. Nigdy się tak nie prezentował; zazwyczaj to ja czułam się na tyle lubieżnie, by paradować bez ubrań. Wtedy Dan tylko siedział i się na mnie patrzył.  
Teraz zaczynał się do mnie upodabniać.
Ciało przy ciele. Skóra przy skórze.
Cudowne uczucie, które wywoływało przyjemne ciarki.
W tym momencie postanowiłam porzucić wszelkie wątpliwości i pytania.
Kogo obchodziło, dlaczego Dan tu był i dlaczego czasami zachowywał się jak żywy człowiek, a czasami był niematerialną postacią?
Nie mnie.
Już nie.
Najważniejsze było tylko to, że był obok. Pomagał mi. Wspierał mnie. Był obok zawsze, kiedy go potrzebowałam.
– Twój telefon wibrował – stwierdził i podał mi komórkę. Nawet nie zauważyłam, że trzymał ją w ręce. – Twój chłopak chyba się za tobą stęsknił.
Jackson. Jak mogłam o nim zapomnieć? Ostatnio w ogóle nie czułam się sobą. Miałam na głowie Dana i konfrontację z ojcem. Jakimś cudem Jackson spadł na dalszy plan.  
Musiałam to zmienić.  
Musiałam znowu przypomnieć sobie, kim byłam.
Nie odpisałam mu na smsy i pewnie był wściekły.
Zerknęłam na ekran. Byłam zdeterminowana.
JACKSON: Hej. Masz dziś czas na kawę?
Ignorując wzrok Dana, od razu odpisałam:
AMELIA: Mam nawet czas na dużo więcej.
Nie musiałam długo czekać na odpowiedź.
JACKSON: Chcesz do mnie wpaść?
Chciałam. Chciałam do niego wpaść i chciałam jeszcze jednej rzeczy, której oboje się spodziewaliśmy, że się wydarzy.
Mimo że dopiero dotykał mnie inny mężczyzna.
Dan też to wiedział i przyglądał mi się w milczeniu.
– Naprawdę do niego pójdziesz? – zapytał cicho, gdy w końcu na niego spojrzałam. – Akurat do niego? Dlaczego?
Nie miałam ochoty na tłumaczenie Danowi tej samej rzeczy po raz setny.
Wyglądał znowu tak jak kiedyś, kiedy go olewałam i szłam do Nathana.
Zbity piesek.
Zraniony, bo jego pani nie zwracała na niego uwagi.
Kiedyś zaśmiałabym się mu w twarz, machnęła włosami i poszła, nie oglądając się za siebie.
Teraz jednak gdzieś głęboko czułam żal.
Taki malutki.
Teraz na pewne sprawy patrzyłam trochę inaczej.
Te trzy śmierci, których byłam powodem, zmieniły mnie.
Ale zamierzałam walczyć z samą sobą – na śmierć i życie – by znowu stać się tą Amelią, którą byłam wcześniej. Którą planowałam być przez całe życie.
Którą obiecałam sobie i mamie.
Tatuaż na kostce nagle mnie zapiekł, tak jakbym świeżo wyszła od tatuażysty.
Coś mi obiecałaś, Amelio! Teraz się od tego nie odwrócisz!
Ze stoickim spokojem odpisałam Jacksonowi, żeby napisał mi adres i że będę u niego za godzinę. Potem spojrzałam Danowi prosto w oczy.
– Bo właśnie tego chcę – odparłam, blokując ekran komórki. – I to właśnie zrobię. Sądzisz, że mnie powstrzymasz?
– Chciałbym cię powstrzymać. – Znowu chwycił mnie za rękę. Jego dotyk był lodowaty. – Nadal aż tak mało dla ciebie znaczę, Amelio?
W tych słowach czaiło się coś mrocznego, niebezpiecznego. Jego oczy pociemniały. Nagle poczułam strach i szybko wyrwałam się z jego uścisku.
– Sam się o to postarałeś, chcąc mnie zabić – powiedziałam spokojnym tonem.  
Jego oczy rozszerzyły się gwałtownie, a ja tylko się odwróciłam.
Nie było tu czasu ani miejsca na żal.
Musiałam odzyskać swoje życie.

🦋  

Jackson otworzył drzwi i posłał w moją stronę lekko krzywy uśmiech.
– Cześć. Cieszę się, że przyszłaś.
– Ja też. – Śmiało przekroczyłam próg i cmoknęłam go w policzek. Zaczęłam rozglądać się po mieszkaniu. Spodziewałam się czegoś większego, zważywszy na to, że Jackson chyba zarabiał całkiem sporo, ale musiałam zadowolić się kawalerką, w której sypialnia i kuchnia były jednym pomieszczeniem.  
Nie kryłam niesmaku i Jackson natychmiast to zauważył.
– Spodziewałaś się luksusów? – zapytał cierpko.  
– Nie – odparłam odruchowo, bo nie chciałam wdawać się z nim w dyskusję. Nie po to tu przyszłam. – To… bardzo ładne mieszkanie.
– Mieszkanie to trochę za duże słowo. – Wzruszył ramionami. – Ale szczerze mówiąc, wolę przemęczyć się w takiej kawalerce i odkładać pieniądze, niż wydawać nie wiadomo ile kasy na jakieś zachcianki.
– Mhm – skwitowałam tylko, udając, że porusza mnie jego podejście, ale tak naprawdę zastanawiałam się, jak najszybciej zaciągnąć go do łóżka, bez zbędnej gadki. Poprzednio nie skończyło się to dobrze, ale chyba teraz już byliśmy na tym właściwym etapie. Postanowiłam od razu przejść do rzeczy. Podeszłam do Jacksona i lekko go popchnęłam, tak, że oparł się plecami o ścianę. – Tęskniłeś za mną?
Jego twarz rozświetlił powolny uśmiech.
– Może – mruknął, odgarniając mi kosmyk włosów z twarzy. – Ostatnio mało się odzywałaś. Chciałaś mnie ukarać? Zmusić do czegoś?
– Może – powiedziałam uwodzicielsko, przeciągając paznokciem po jego ramieniu w kierunku krocza. – I co? Podziałało?
Przez chwilę patrzył mi prosto w oczy, po czym warknął:
– Owszem. – W jednej sekundzie chwycił mnie i rzucił na łóżko. W szaleńczym tempie zaczął zrywać ze mnie ubrania, a ja przygryzłam wargę z radości. W końcu. Tyle na to czekałam. Jackson był trudnym orzechem do zgryzienia, ale ostatecznie i on pękł. Musiałam go tylko zignorować. Stało się to w sumie samo. Nie planowałam tego. Powrót Dana pokrzyżował większość moich planów, a to, co działo się teraz, było miłym efektem ubocznym.
Przez chwilę byłam przekonana, że Dan pojawi się gdzieś obok i będzie się na nas patrzył. Znowu rzuci w moją stronę smutne spojrzenie i zapyta: dlaczego, Amelio? Dlaczego właśnie on?
Ale się nie pojawił, a ja nie zamierzałam mu tłumaczyć moich wyborów. Nie musiał ich rozumieć.  
Skupiłam się na pocałunkach Jacksona, na jego dotyku, który tym razem nie znikał po chwili tak jak wtedy, gdy się ze sobą drażniliśmy. Podniecenie rosło z każdą sekundą. Znowu mogłam go dotknąć. Gdy ścisnęłam lekko jego krocze, tym razem nie zamierzałam go puszczać.
Widziałam, jak z trudem nad sobą panował. Jego ruchy stawały się coraz bardziej gwałtowne, a jego oddech coraz szybszy. Wiedziałam, że jeszcze nie przeżył czegoś takiego.
W tej chwili uświadamiał sobie, że byłam lepsza od Amy i wszystkich innych dziewczyn, z którymi kiedykolwiek był.  
Byłam jedynym słusznym wyborem.
Przymknęłam oczy, kiedy we mnie wchodził. Przez chwilę czułam maksymalne podniecenie i chciałam więcej, chciałam, by ten pierwszy moment trwał wiecznie.  
To uczucie jednak nagle zniknęło.  
Bez ostrzeżenia.
Otworzyłam oczy, kiedy Jackson wtulał twarz w zagłębienie mojej szyi, dyszał ciężko i poruszał się gwałtownie. Usiłowałam przywrócić te motylki w brzuchu, ale bezskutecznie. Leżałam tylko jak kukła, poruszana ruchami Jacksona i zastanawiałam się, co się stało.
Dlaczego nie czułam tego, co powinnam?
Kiedy seks przestał dawać mi przyjemność?
Fajerwerki zniknęły.
Nie czułam nic.
Oprócz wściekłości.
Co się ze mną działo? Przecież właśnie chciałam wrócić do dawnego życia. Walczyłam o dawną siebie. Tymczasem działał na mnie jedynie seks z duchem, a ten z żywym człowiekiem pozostawiał wiele do życzenia. Czy to była moja wina? Czy Jacksona? Czyżbym wybrała źle?  
Czyżbym po raz pierwszy wybrała złego motyla?
Czy to był efekt mojej zmiany?  
Zaciskałam zęby i tylko czekałam, aż skończy.
W końcu stoczył się ze mnie, wciąż ciężko oddychając i posłał w moją stronę szeroki uśmiech.
– Było warto na ciebie czekać – stwierdził, pochylił się i pocałował mnie w brzuch.
Nie odpowiedziałam.
Może na mnie warto było czekać, ale na niego – nie.
Życie wzięło mnie podstępem i byłam bardzo niezadowolona z rezultatu.

🦋  

Wracając do siebie, powłóczyłam nogami, mając wrażenie, jakbym coś straciła.
Cel w życiu.
Swoją osobowość.
Siebie.
Nie rozumiałam, co tam się stało. Rzuciłam jakąś wymówkę i czym prędzej uciekłam, jak zbrukana kochanka, która musiała się wymknąć przed powrotem żony.
Przecież ja nie uciekałam. Powinnam tam zostać. Wskoczyć na Jacksona i ujeżdżać go, aż nam obojgu zabrakłoby tchu. Tymczasem na samą myśl o tym czułam niechęć.
Czułam też przerażającą pustkę.
Zapanowałam nad nim – oczywiście, że tak. Ale czy powinnam robić robić to dalej? Jaki był w tym sens, skoro nie czerpałam z tego przyjemności? Choć mogłam go już dodać do albumu Motyli, i tak za każdym razem, gdy patrzyłabym na jego zdjęcie, czułabym smak nieuzasadnionej porażki.  
Musiałam wziąć się w garść.
Nie mogłam pokazać Danowi, że to spotkanie nie poszło po mojej myśli.
Miałam dziwne przeczucie, że zacząłby triumfować. Jeszcze pomyślałby sobie coś, co nie było prawdą.
Gdy mijałam Hannah, siedzącą na swoim łóżku, rzuciłam jej spojrzenie wyrażające czystą pogardę. Nie musiałam nic mówić. Skuliła się i wbiła wzrok w laptopa, na którym zauważyłam oferty pokoi na wynajem.
Świetnie. Krzyżyk na drogę.
Zatrzasnęłam drzwi i niemal od razu usłyszałam pytanie:
– I jak było?
Milczałam. Powoli zapaliłam lampkę, żeby oświetliła pokój i dała mi chwilę do namysłu. Dan wyłonił się z ciemnego kąta, niczym morderca, który czekał, aż ofiara wróci do domu.
– Jak było? – powtórzył, gdy nie odpowiedziałam.
Przeniosłam na niego wzrok i zmusiłam swoje usta do uśmiechu.
– Było wspaniale.
Nawet kłamstwo nie wyszło mi w połowie tak dobrze jak zawsze. Miałam ochotę rwać sobie włosy z głowy.
Udawałam, że nie widzę jego kpiącego spojrzenia.
– Kłamczucha – wyszeptał.
– Odwal się – warknęłam, odwracając się w jego stronę. – Co, może tam byłeś i sobie podpatrzyłeś co nieco?
– Spasowałem. Poza tym… wątpię, że było na co patrzeć. – Przybliżył się do mnie. – Chcesz mi powiedzieć, że cokolwiek tam robiliście… było to choć w połowie zbliżone do tego, co robimy my? – wyszeptał mi wprost do ucha, a mnie zaczęło robić się gorąco.
– Nie twój interes – wykrztusiłam.
Dan tylko się zaśmiał, a jego ręka przesunęła się do zapięcia moich spodni.
– Może jednak mój. – Jednym wprawnym ruchem rozpiął guzik i rozsunął rozporek, a jego chłodna ręka wślizgnęła się do środka, zahaczając o krawędź bielizny. Przymknęłam oczy, mając ochotę jęknąć z rozkoszy. Nie chciałam jednak dawać mu tej satysfakcji. – Bo wątpię, że twój blond chłoptaś umiał cię odpowiednio zaspokoić.
– Nie wiesz o czym mówisz.
Jego zimne palce wślizgnęły się pod majtki i zatopiły w moim wnętrzu. Nie mogłam się powstrzymać i jęknęłam głośno.
– Nie wiem? – Wcisnął je jeszcze głębiej, przyciskając usta do mojej szyi. – A może właśnie to tylko ja wiem, jak sprawić ci przyjemność. – Nacisnął palcem na czuły punkt, który sprawił, że wygięłam się z rozkoszy. – Gdzie cię dotykać, żebyś dyszała tak jak teraz. – Popchnął mnie, bym opadła na łóżko. Położył się na mnie, dalej z ręką zatopioną w moim wnętrzu. – Co i jak robić, żebyś… – Gwałtownie ruszył ręką, a ja aż krzyknęłam.
Nie obchodziło mnie, że Hannah była za drzwiami.
Nie obchodził mnie Jackson.
Ze mną nic nie było tak.
Po prostu… wybrałam źle. Ten jedyny raz.

🦋  

Choć dostałam w pracy następne zlecenie, oprócz tego chciałam skupić się też na innych rzeczach. Leżąc w łóżku podczas kolejnej bezsennej nocy stwierdziłam, że najlepszym pomysłem na powrót do dawnego życia będzie rzucenie się w wir dawnych zajęć. Jak niby miałam poczuć się sobą, skoro przez większość czasu siedziałam tylko w pokoju z Danem? To była tylko namiastka życia, zarówno prawdziwego, jak i tego dawnego. Potrzebowałam pracy, kontaktu z innymi ludźmi. Zaczynałam nawet tęsknić za czasami, gdy na mojej drodze stawały kolejne blondynki do pokonania. Wtedy przynajmniej coś się działo, miałam w życiu jakiś cel. Teraz wszystko zrobiło się zbyt łatwe. Jackson był tego dowodem. Gdy w końcu mogłam go mieć, przestało mi zależeć.
Co nie znaczyło, że zamierzałam odpuścić.  
Kazałam Danowi znikać. Od czasu do czasu. Zwykle mnie słuchał, jednak potem pojawiał się nieoczekiwanie w najmniej spodziewanych momentach. Najczęściej w takich, gdy Jackson zanurzał się między moimi nogami.
Nie zależało mi już na panowaniu nad nim. Tę część miałam załatwioną. Przeraził mnie jednak mój brak intensywnych uczuć. Ta pustka.  
Przecież to nie byłam ja.
Czułam podniecenie od pierwszego momentu, gdy na mnie spojrzał.  
Dlaczego więc zniknęło?
Nie mogłam się poddać. Wyznaczyłam sobie zadanie – uprawiać seks z Jacksonem tak długo i tak często, aż to uczucie znowu się pojawi.
Jednak zamiast uczucia pojawiał się Dan – tak jak obawiałam się tego na samym początku. Za każdym razem zaciskałam powieki i usiłowałam przekonująco jęczeć, ale gdy tylko otwierałam oczy, widziałam Dana. Stał przed łóżkiem, zwykle z rękami wciśniętymi w kieszenie spodni i patrzył na nas.
Nic nie mówił.
Tylko patrzył.
Wzrokiem pełnym potępienia.
Zaczynałam myśleć, że właśnie to odbierało mi przyjemność.
Dan.
Jego wzrok.
Mój strach przed nim.
Ilekroć próbowałam zbliżyć się do Jacksona, Dan wiecznie był obok. Wszystko komplikował.  
Choć perspektywa bycia obserwowaną podczas seksu była kusząca i powinna podniecać, było inaczej.
Byłam przerażona.
On mnie przerażał.
I to nie było wszystko.
Albo zaczynałam wariować albo Dan powoli zaczynał czuć do mnie to, co za życia – zarówno miłość, jak i nienawiść.
Wiedziałam, że mnie kochał, ale czasem zachowywał się… No cóż, gdybym była jedną z tych typowych, zwyczajnych dziewczyn, po niektórych jego słowach zapewne płakałabym zamknięta w łazience. Czasami miałam wrażenie, że znów byliśmy w tamtej jaskini, gdy w końcu pokazał mi swoją prawdziwą twarz.
Tę, która mnie nienawidziła.
Która pragnęła mojej śmierci.
Jackson wysunął się ze mnie kolejny raz – już przestałam liczyć, który, bo był tylko kolejnym, podczas którego nic nie poczułam. Chciał mnie przytulić, ale szybko wstałam z łóżka i zaczęłam się ubierać, czując na sobie baczny wzrok Dana. Miałam ochotę na niego wrzasnąć, ale zamiast tego starałam się posyłać mu znaczące spojrzenia, by w końcu zniknął.
– Już idziesz? – Jackson wychylił się i złapał mnie za rękę. – Ostatnio ciągle tak robisz. Zostań choć trochę. Mogę włączyć jakiś film…
– Nie mogę – przerwałam mu. – Przykro mi.
– Tylko tyle masz mi do powiedzenia? – Zmarszczył brwi i zeskoczył z łóżka, stając naprzeciwko mnie. – Mam wrażenie, że jestem ci potrzebny tylko do seksu. Zaczynam czuć się jak jakiś dziwkarz. Zostań trochę, porozmawiaj ze mną. Gdzie się tak patrzysz? – Zmusił, bym na niego spojrzała.
– Nie mam dziś czasu. – Wyswobodziłam się z jego uścisku i cmoknęłam go w policzek. – Następnym razem. Obiecuję.
Usłyszałam śmiech Dana za swoimi plecami.
– Jak chcesz – burknął Jackson, z powrotem padając na łóżko, wyraźnie obrażony.
Było mi to na rękę. Czym prędzej założyłam buty i wyszłam, starając się nie słuchać Dana, który nie odstępował mnie na krok.
– Warto było? – zapytał kpiąco, gdy szliśmy ciemną alejką.
– Nie wtrącaj się – warknęłam, idąc jeszcze szybciej. – Zresztą, nie przypominam sobie, żebym cię zapraszała.
– Na takie przedstawienie warto było wprosić się samemu – odpowiedział z rozbawieniem. – Serio, to było przezabawne, patrzeć, jak on stęka, dyszy i wykrzywia twarz, kiedy dochodzi, a ty… – Parsknął śmiechem. – A ty umierałaś z nudów! Nie wiem, jakim cudem on tego nie widział. Chyba dawno nikogo nie zaliczył i nasienie zalało mu gałki oczne…
– Dość! – wrzasnęłam w końcu, zatrzymując się na środku chodnika i odwracając w stronę Dana. – Rozumiem, że bawiłeś się świetnie, ale o ile nie chcesz, żebym przetarła ulicę twoją gębą, sugeruję, byś się już uciszył!
– Ugh, ale się boję. – Udał, że się wzdryga. – A tak na serio… nie rozumiem, po co nadal się tak starasz, Amelio. – Jego głos zlodowaciał. – On cię nie pokocha.
– To nieprawda. – Mocno przygryzłam wargę.
– Nic nie poczujesz, choćbyś nie wiem, jak się starała. – Wbił we mnie zdeterminowany wzrok. – Nie da ci tego, czego potrzebujesz. Nawet się o to nie stara. Nie dostrzega prawdziwej ciebie.
– Zamknij się! – wrzasnęłam, cała się trzęsąc. Zacisnęłam dłonie w pięści. Miałam ochotę go uderzyć. Gdybym tylko mogła…  
Patrzył na mnie przenikliwie z kpiną w oczach, a ja czułam, że znowu tracę grunt pod nogami.
Byłam wściekła, bo Dan właśnie wypowiedział na głos wszystkie moje obawy.
W dodatku miałam wątpliwości co do niego samego.
Mówił, że wrócił dla mnie.
Bo mnie kochał.
Ale zaczynałam myśleć, że nawet on był przeciwko mnie.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii thriller i erotyczne, użyła 3396 słów i 19148 znaków, zaktualizowała 11 wrz 2020.

1 komentarz

 
  • agnes1709

    W końcu nadrobiłam, wybacz, że tak długo. :kiss: Co myślę, to wiesz ;)

  • candy

    @agnes1709 spoko, kochana, moja wena i tak się gdzieś ulotniła :D