Paź królowej – 15| Moja wolność

Paź królowej – 15| Moja wolnośćMusiałam stąd zniknąć.
Nie było już czasu na budowanie bezpiecznego wizerunku. Już nie byłam bezpieczna. Przeszłość dogoniła mnie nawet tutaj i było tylko kwestią czasu, aż Anna wszystkiego się domyśli.  
W pierwszym odruchu chciałam wrzucić wszystkie rzeczy do walizki i wynieść się stąd w cholerę, ale czekały mnie jeszcze formalności.
Po pierwsze – musiałam złożyć wypowiedzenie mieszkania. Być może musiałam zapłacić właścicielowi, by wynieść się stąd natychmiast i nie czekać jeszcze miesiąca lub więcej – ale byłam skłonna się poświęcić.
Po drugie – musiałam pojechać do studia i w końcu zakończyć współpracę z Davidem. Za pierwsze zdjęcia reklamowe dostałam solidną pensję, więc byłam całkiem zadowolona. Chciałam to kontynuować, ale to już nie wchodziło w grę. Było zbyt niebezpieczne. Ten jeden raz musiałam odpuścić. Musiałam zaakceptować fakt, że nie zapanowałam do końca nad Jacksonem. To już niestety nie było możliwe.
Byłam ważniejsza od wszelkich facetów świata – ja i moje bezpieczeństwo. Może nawet życie.  
Moja wolność.
Musiałam też zrezygnować z pracy, choć na samą myśl ogarniało mnie coś w rodzaju smutku. Lubiłam ją. Nie mogłam wyobrazić sobie lepszej. Ryzykowałam jednak zbyt wiele. Anna mogła uznać, że nie ma już nic do stracenia i mimo mojej groźby, mogła powiedzieć agencji o tym, że przespałam się z Matteo. Mogłaby mnie zdemaskować.  
Mogła wpakować mnie do więzienia.
Nie chciałam myśleć, że poziom jej intelektu był wystarczający, by domyśliła się, że to ja zabiłam Caleba, ale nie mogłam wykluczyć żadnej opcji.
Jeśli znowu chciałam żyć, musiałam zacząć od nowa.  
Jeszcze raz.

🦋  

Właściciel mieszkania nieco kręcił nosem, że chciałam się wyprowadzić w ciągu tygodnia, a nie miesiąca, i że zignorowałam wspomniany w umowie okres wypowiedzenia, ale wystarczyło mi jedno spojrzenie, by wiedzieć, że był człowiekiem, który wracał do pustego domu, a jego jedynymi towarzyszami były butelki piwa i pudełko chusteczek. Szybkie obciąganie na szczęście załatwiło sprawę. Pozostawało już tylko zrezygnować z pracy oraz ze zdjęć u Davida.
Postanowiłam najpierw udać się do niego, bo wydawało się to łatwiejsze do zrealizowania.
Gdy wchodziłam do studia, minęłam Amy. Dawno jej nie widziałam, ale tylko zaszczyciłam ją przelotnym spojrzeniem. Ona za to spojrzała na mnie i westchnęła ciężko.
– To znowu ty.
– Tak, to znowu ja – odparłam, kładąc rękę na klamce. – Zabawne. Miałam to samo powiedzieć o tobie. Po co wciąż się tu przyczołgujesz? Próbowałaś już zdobyć moją robotę i nie udało ci się. Znowu próbowałaś zaliczyć Davida czy może po raz kolejny zamydliłaś Jacksonowi oczy, że w końcu do siebie wrócicie? – ironizowałam.
Królowa Blondynek tylko spojrzała na mnie ze złością.
– Tak jakbyś ty stosowała inne metody, by dostać to co chcesz – rzuciła ostro.
No proszę. Nie doceniłam jej. Może wcale nie była taka głupia.  
Przynajmniej miała na kim się wzorować.
– Jak widać u mnie to działa. U ciebie już niekoniecznie – prychnęłam i spojrzałam na nią ostatni raz, jak na małą, wredną, brzydką pchłę. – Cóż, nie zamierzam już na ciebie więcej wpadać. Poznanie ciebie nie zmieniło mojego życia w najmniejszy sposób. Do niezobaczenia – rzuciłam i pchnęłam drzwi, by wejść do środka.  
Poszłam na górę i weszłam do studia, w którym wyjątkowo panował spokój. Widziałam tylko Davida, który siedział przy stoliku i coś pisał na laptopie. Gdy weszłam, podniósł na mnie wzrok.
– Cześć. Co tu robisz? Dziś nie ma zdjęć.
– Wiem. Przyjechałam ci powiedzieć, że rezygnuję.
– Co? – Gwałtownie odsunął się od stolika i podszedł do mnie. – To żart?
– Niestety nie.
– Ale dlaczego? – Złapał mnie mocno za przedramię.
Wcale tego nie ułatwiał.
– Wyjeżdżam. Przepraszam. – Zrobiłam skruszoną minę. – Też jest mi przykro. Nawet nie wiesz jak.
– Przecież… ledwo zaczęliśmy. Wspaniale się z tobą pracuje. Mimo paru… przykrych incydentów… – Skrzywił się, jakby połknął cytrynę. – Od początku wiedziałem, że nadasz się do tego jak nikt inny. Musisz wyjeżdżać?
– David, proszę cię. Mnie też jest szkoda, ale to siła wyższa. Nie mogę… – przerwałam, bo nagle otworzyły się drzwi. Odwróciłam się i zobaczyłam Jacksona, trzymającego dwie kawy. – Cześć.
– Cześć – powiedział, zbliżając się do nas powoli. – Co się dzieje?
– Amanda kończy współpracę – odezwał się David martwym głosem.
Zorientowanie się, o kim mówił, zajęło mi parę sekund. Już zdążyłam zapomnieć o fałszywym imieniu, które mu podałam. W jego ustach brzmiało obco.  
– Dlaczego? – Jackson zmarszczył brwi i odstawił kawy na stolik, by na mnie spojrzeć. Wyglądało, jakby naprawdę się tym przejął. – Przecież tak chciałaś dostać tę robotę.
– A ty tak usiłowałeś mi ją obrzydzić – odparłam sucho.
– A więc to przez Jacksona? – David klepnął go po plecach, niby przyjacielsko, ale odrobinę za mocno. – Wiesz, wszystko da się naprawić…
– Nie, to nie przez Jacksona. – Przeniosłam wzrok z powrotem na Davida. – Tak jak mówiłam, jest mi przykro, ale wyjeżdżam. Nic nie mogę na to poradzić. Chciałam podziękować wam za współpracę. Kto wie, może jeszcze kiedyś… – Uśmiechnęłam się i przyłożyłam Davidowi dłoń do klatki piersiowej, po czym odwróciłam się i zaczęłam odchodzić. Jacksona zignorowałam. Nie musiałam go zapamiętywać. Nie musiałam patrzeć w jego oczy, tak jak patrzyłam w oczy Dana, póki jeszcze była w nich dusza. Miałam go na zdjęciach, ale nie chciałam przypominać sobie o tej porażce.  
Wyglądało na to, że musiałam o nim zapomnieć.
Byłam już przy drzwiach, gdy usłyszałam szybkie kroki i nagle ktoś złapał mnie za rękę.
– Poczekaj. Porozmawiaj ze mną.
Jackson wypchnął mnie za drzwi, choć zrobił to delikatnie. Nadal trzymał mnie za nadgarstek, uniemożliwiając ruch.
– Dlaczego wyjeżdżasz? – zapytał cicho, przyciskając mnie do ściany.  
– Sprawy osobiste. Nie znamy się chyba na tyle dobrze, bym ci się z nich zwierzała – odparłam chłodno, lecz w duchu cieszyłam się, że za mną poszedł. Może mój wyjazd był właśnie tym, czego potrzebowałam, by popchnąć Jacksona do działania. Był czynnikiem, który sprawił, że w końcu zaczynał walczyć o swoje.
– A jeśli ci powiem, że chciałbym się z tobą umówić? – wypalił nagle, przybliżając swoją twarz do mojej.
Musiałam ukryć uśmiech satysfakcji.
– Odpowiedziałabym, że chyba nie warto. – Przywołałam nasz nieśmiertelny tekst, który wciąż wywoływał u mnie wściekłość i uczucie upokorzenia. – Znowu chcesz mnie wykorzystać? Dziękuję, nie jestem zainteresowana.
– Przyznaję, że to był błąd, ale odpłaciłaś mi pięknym za nadobne. – Wpatrywał się we mnie wyczekująco. – I tym razem moja propozycja jest jak najbardziej poważna. Chcę się z tobą umówić. Wyjść z tego studia i trochę cię poznać. Masz charakterek i to mnie kręci. Jeśli tylko zostawiłaś już tego Włocha…
– Przeszkadza ci on? – Uśmiechnęłam się ironicznie.
– Umów się ze mną – powtórzył, wpatrując się we mnie tymi niebieskimi jak ocean oczami.
Aż poczułam ciepło w kroczu.
– Cóż… – mruknęłam. – Możliwe, że mogę nieco przesunąć wyjazd. – I tak nie miałam jeszcze konkretnych planów. – Ale jeśli znowu odwalisz coś takiego jak poprzednio… – Wyciągnęłam rękę i lekko ścisnęłam jego krocze, nadając swojemu głosowi surowy ton: – To tym razem możesz stracić zdolność do prokreacji, rozumiemy się? To był pierwszy i ostatni raz, gdy mnie tak potraktowałeś.
– Zrozumiano – przytaknął, a jego źrenice lekko się rozszerzyły. – Już nigdy więcej tak nie zrobię.
Wyglądało na to, że zrozumiał.
Z uśmiechem zabrałam rękę.
– A więc dokąd mnie zabierasz?

🦋  

– Rezygnujesz? – Szef spojrzał na mnie z przerażeniem w oczach. – Mimo swoich świetnych wyników?
– Przykro mi, ale wyjeżdżam – powtórzyłam po raz setny tego dnia. – Zakładam, że nie ma co pytać o zlecenia na odległość, bo tym zajmują się już inne agencje. Jest mi naprawdę przykro.
– Jesteś naszą najlepszą testerką. Nawet jeszcze przed szkoleniem… – Westchnął ciężko i mocno klepnął się w kolano. – Mogę cię jakoś przekonać? Chcesz wyższej pensji? Może uda się to załatwić.
Dobrze wiedział, jak mnie skusić, ale musiałam być twarda.
– Przykro mi – powtórzyłam. – Dam sobie jeszcze tydzień, może dwa, więc jeśli wpadnie jakieś zlecenie, to będzie moim najszybszym. Później jednak wyjeżdżam. Zrozum, muszę.
Znowu westchnął.
– Świetnie. Najgorsza wiadomość dnia. – Sięgnął po kubek z kawą i wypił spory łyk. – No cóż, w takim razie nie pozostaje mi nic innego, jak cię pożegnać. – Odstawił z powrotem kubek, wstał i wyciągnął rękę. – Jeśli pojawi się jakieś zlecenie, oczywiście prześlę ci wszystko.
– Miło się pracowało – odparłam, ściskając jego dłoń, po czym wyszłam z biura, nie oglądając się za siebie.
Mogłam zatrudnić się w innej agencji, robić to samo, tylko z innymi ludźmi i w innym miejscu, ale nie tego chciałam. Chciałam zostać tutaj.
Pieprzona przeszłość nie odpuszczała.  
Dogoniła mnie nawet w tym miejscu.

🦋  

– Alessia, to moja piąta wiadomość. Piąta. Mam dość gadania z twoją automatyczną sekretarką. Mamma mia, oddzwoń do mnie wreszcie.  
Piąta i ostatnia wiadomość od Matteo, którą odsłuchałam z ciężkim westchnieniem. Miałam aktualnie za dużo na głowie, by przejmować się jeszcze nim. Najwyraźniej czuł się samotny i potrzebował towarzystwa. Wiedziałam, że raczej nie odpuści, dlatego w końcu do niego oddzwoniłam. I tak musiałam mu rzucić jakąś wymówkę i w końcu zniknąć, tak jak miałam to zrobić już jakiś czas temu.  
Umówiłam się z nim wieczorem, jeszcze tego samego dnia – ponownie w jego “fałszywym” mieszkaniu.
– W końcu! – Pocałował mnie mocno, gdy tylko mnie zobaczył, a jego ręka od razu powędrowała na mój tyłek. – Gdzie się podziewałaś? Myślałem, że zniknęłaś z powierzchni ziemi.
– Nie tak prędko – mruknęłam.
– Co?
– Muszę wyjechać – powiedziałam, a Matteo lekko się odsunął i zmarszczył brwi. – Przemyśleć to wszystko, co się ostatnio wydarzyło…
– To znaczy co?
– Byłam kimś, z kim zdradziłeś narzeczoną – odparłam delikatnym głosem, decydując się na odegranie małej scenki. – Przeze mnie czyjś związek się rozpadł.
– To nie tak, chicca. To nie była twoja wina.  
– Mimo wszystko… – Westchnęłam ciężko. – Źle się z tym czuję. Sprawiłam, że jakaś kobieta przeze mnie cierpi.
– Jeśli aż tak się tym przejmujesz, to wygląda jak problem na krótką terapię przy mocnym winie i dobrym makaronie, a nie na wyjazd. – Stanowczo złapał mnie za biodra i popchnął na łóżko. Przycisnął mnie swoim ciałem i zaczął podwijać bluzkę. – Nie odejdziesz ode mnie. – Zaczął składać pocałunki na moim brzuchu, lekko przygryzając skórę. – Nie pozwolę ci.
Pozwoliłam, by jego usta zsunęły się jeszcze niżej, by jego ręce rozpięły spodnie i zsunęły bieliznę. Gdy jego język zagłębił się w moim wnętrzu, postanowiłam potraktować to jako osobiste pożegnanie.
Gdy zapadła już noc, wstałam z łóżka, zapaliłam lampkę i zaczęłam się ubierać. Zza pleców dobiegł mnie zaspany głos:
– Naprawdę musisz wyjeżdżać?  
– Naprawdę. – Odwróciłam się lekko, zapinając biustonosz. – Przecież wiesz, że zostałabym, gdybym tylko mogła.
Kłamstwa, kłamstwa.
Chociaż – czy na pewno?
Zostałabym. Ale nie dla niego.
– W takim razie… – Podźwignął się do pozycji siedzącej i przeczesał włosy, wzdychając ciężko. – Mogę ci jakoś pomóc? Potrzebujesz czegoś? Masz wystarczająco dużo pieniędzy?
– Nie przejmuj się tym. – Specjalnie powiedziałam to w dość smutny sposób. – Jakoś sobie poradzę.
– Jesteś pewna? Może… może mogę cię jakoś wspomóc.
– Nie biorę jałmużny – rzuciłam ostro.
– To nie jałmużna – prychnął, wstając. Podniósł swoje spodnie z podłogi i wyjął z kieszeni portfel. – To… powiedzmy, że rekompensata za moje zachowanie. – Wyciągnął ze środka parę banknotów i podał mi je. Wzięłam je z udawanym wahaniem. – Choć tyle mogę dla ciebie zrobić.
– Dziękuję – odparłam cicho, w duchu zacierając ręce.  
Facetami można było tak łatwo manipulować; nawet nie zdawali sobie z tego sprawy.
– Będę za tobą tęsknić, chicca – powiedział po chwili. Podszedł i objął mnie mocno. – Jesteś naprawdę wyjątkowa. Jeśli kiedyś tu wrócisz…
– Odezwę się do ciebie – przerwałam mu. Uścisnęłam go krótko i z pewnym żalem puściłam. Zaczęłam w pośpiechu zakładać buty. – Grazie, Matteo. Za wszystko.
Gdy wracałam do domu, zadzwoniła moja komórka.
– Tak, szefie?
– Przepraszam, że dzwonię tak późno, ale skoro wyjeżdżasz, to sama rozumiesz… nie chcę tracić czasu. – Szurał jakimiś papierami. – Wpłynęło nowe zlecenie. Ponoć starszy facet, około czterdziestki, ale lubi młodsze. Piszesz się na to?
Moje ostatnie zlecenie.
Grzechem byłoby go nie przyjąć.
– Piszę się. Wyślij mi szczegóły – powiedziałam i się rozłączyłam. Spojrzałam na oświetlone budynki i poczułam dziwny ucisk w brzuchu.
Nie sądziłam, że po raz kolejny będę musiała uciekać.
Czy moje życie już zawsze miało tak wyglądać?

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii thriller i erotyczne, użyła 2384 słów i 13962 znaków.

1 komentarz

 
  • agnes1709

    "Szybkie obciąganie na szczęście załatwiło sprawę". No tak, to jej wychodzi najlepiej :smh: Jackson dał dupy, nie doczekam się chyba twardziela, który w końcu zrobi z niej durnia :sad::whip:

  • candy

    @agnes1709 nie mów hop :D

  • agnes1709

    @candy Podniosłaś mnie na duchu. Pożyczyłam fona, nie mogłam dłużej czekać:D :danss: A komp stoi i może się obrazić:D