Paź królowej – 12| Przerzucasz się na obcokrajowców?

Paź królowej – 12| Przerzucasz się na obcokrajowców?Następnego dnia obudziłam się zdeterminowana, by wdrożyć mój plan w życie. Miałam już nowy profil na Facebooku i nową tożsamość – Alessia Bianchi. Nie zamierzałam udawać Włoszki dorastającej w kraju, ale mogłam powiedzieć, że po prostu się tam urodziłam, a później przeprowadziłam na inny kontynent. Nie wychowałam się tam. Zapewne agencja wiedziała o obywatelstwie figuranta i być może uznali, że gdy zobaczy rodowicie brzmiące imię i nazwisko, będzie bardziej skłonny do kontaktu ze mną. Właściwie mogłam uchodzić za Włoszkę – czarne włosy były niewątpliwym atutem, choć takowych miał zapewne na pęczki. W końcu nie bez powodu poleciał na blond włosy Anny.
Ilekroć o niej myślałam, znowu dopadała mnie furia. Jej twarz ciągle wpychała się nieproszona do mojej głowy, wywołując przykre retrospekcje z Calebem. Wszystkie sytuacje, gdy widziałam ich razem, gdy mnie okłamywał, a był z nią. To dzięki tym momentom miałam w sobie dość skumulowanej siły, by w ostatecznym momencie się nie zawahać i zepchnąć go z klifu.  
Jeden, jedyny pozytyw z całego morza sytuacji łamiących serce.
Już sobie postanowiłam, że to zlecenie będzie dla mnie najważniejsze. Zamierzałam nawet na chwilę usunąć z głowy Jacksona. Przebywanie z nim i tak było obecnie ponad moje siły. Choć Anna wytrąciła mnie z równowagi, nie zapomniałam o tym, co zrobił. Uważał, że mógł się mną bawić kiedy chciał? Amy zrobiła mu niezłe pranie mózgu. Najwyraźniej to na mnie odreagowywał to, na co ona pozwalała sobie z nim.  
Może myślał, że mu się upiecze, ale nie byłam w nastroju do dobrych uczynków. Dni dobroci się skończyły.
Teraz musiałam zająć się zleceniem i nawet dobrze się składało – Jackson mógł sobie przemyśleć swoje idiotyczne zachowanie. Jeśli przez parę dni nie zjawię się w studiu, może jakiś trybik zaskoczy w jego mało domyślnym męskim mózgu i zorientuje się, że przegiął. David i tak niczego ode mnie chwilowo nie wymagał, wręcz kajał się, bylebym tylko nie pomyślała o nim źle przez ten incydent z Królową Blondynek. Nim nie musiałam się przejmować.
Wyciągnęłam z szafy czerwoną sukienkę z falbankami na ramiączkach, przepasaną cienkim czarnym paseczkiem. Do niej dobrałam czarne szpilki. Na szczęście dzień wydawał się ciepły, więc być może nie musiałam zakładać żadnego żakietu. Włosi – jak to faceci – lubili trochę ciała na wierzchu, więc nie mogłam się zbytnio zakrywać. Po prysznicu wymodelowałam sobie włosy na szczotce i pieczołowicie je wyprostowałam, tak, że idealnie okalały moją twarz. Zrobiłam lekki makijaż i byłam gotowa.  
Przez chwilę przyglądałam się sobie w lustrze, rozmyślając nad moim planem. Miałam adres restauracji, w której pracował Matteo. Zamierzałam tam wpaść, zamówić coś, po czym zażądać widzenia się z kucharzem pod pretekstem jakiejś skargi. To wydawało się w obecnej chwili najłatwiejszym rozwiązaniem i najlepszym sposobem, by szybko wpaść mu w oko.
Musiałam podjechać taksówką, bo restauracja znajdowała się na drugim końcu miasta. Zapłaciłam sporo, ale powtarzałam sobie, że mi się to opłaci.  
Restauracja zaskoczyła mnie masą ludzi. Była wypełniona po brzegi, choć godzina była raczej wczesna. Niemal każdy stolik był zajęty, a wszyscy w środku gadali tak głośno, że miałam ochotę wcisnąć sobie do uszu słuchawki. Patrząc po zgromadzonych i wsłuchując się w rozmowy, od razu zauważyłam, że większość gości to byli po prostu Włosi. Głośno krzyczeli, gestykulowali, ich śmiech świdrował mi bębenki. Widocznie ta restauracja przypominała im dom. Mnie tylko irytowała. Ledwo udało mi się znaleźć wolny stolik. Jakiś niski facet przecisnął się obok mnie z głośnym śmiechem, niemal wylewając na mnie czerwone wino. Skwitował to jeszcze głośniejszym rykiem i odszedł, nawet nie przepraszając. Co za naród.  
Wciąż sobie powtarzałam, że to mi się opłaci. Wizja zranienia Anny była tego warta. Kusiła mnie jak nic innego.
Jeśli kiedykolwiek musiałam dopiąć swego, to właśnie teraz.
Przyciągnęłam do siebie menu i przeglądałam je przez chwilę. Nie byłam zbytnio głodna, ale musiałam zamówić cokolwiek, by mieć się do czego “przyczepić”. Wybrałam małe calzone z mięsem i warzywami, a później czekałam jeszcze dziesięć minut, aż podejdzie do mnie kelnerka. W końcu zamachałam jej przed twarzą, gdy obsługiwała stolik obok, by w końcu zwróciła na mnie uwagę. Byłam coraz bardziej zirytowana i musiałam naprawdę się starać, by nie wyjść stamtąd w tej sekundzie.
Na jedzenie musiałam czekać pół godziny i gdy je w końcu dostałam, byłam już naprawdę głodna. Pochłonęłam zawartość talerza, jednocześnie stwierdzając w duchu, że calzone było wyśmienite. Nie miałam się do czego przyczepić, ale musiałam. Musiałam zażądać widzenia z kucharzem, bo inaczej cały misterny plan spaliłby się na panewce już w pierwszym podejściu.
– Smakowało? – Kelnerka pojawiła się znikąd, zabierając z szerokim uśmiechem mój prawie pusty talerz – zostawiłam na nim tylko mały kawałek.
– Niezbyt. – Odchyliłam się na oparcie krzesła i skrzyżowałam ręce na piersi, patrząc, jak jej uśmiech powoli znika. Wyraźnie było to pytanie retoryczne, na które nie oczekiwała odpowiedzi, a już zwłaszcza nie negatywnej. – Mięso było suche, a w środku znalazłam czarny włos. Jak to pani wytłumaczy?
– Może to był pani włos – mruknęła kelnerka, unikając patrzenia mi w oczy.
– Słucham? – Pochyliłam się do przodu, wbijając w nią ostry wzrok. – Mój włos? Tak się właśnie traktuje tu klienta? Sugeruje pani, że tylko ja w tej restauracji mam czarne włosy? Nie ma najmniejszej możliwości, że to kucharz jest na tyle nieuważny, że postanowił zostawić w tym calzone kawałek swojego DNA?
– W takim razie gdzie jest teraz ten włos? – zaatakowała mnie kelnerka, próbując odbić pałeczkę. – Nie widzę go na talerzu.
– Na podłodze – odparłam zgryźliwie. – Żebyście mogli dosłownie zetrzeć swoją niekompetencję. Żądam rozmowy z kucharzem – dodałam. – I nie wyjdę stąd, dopóki osobiście mu o tym nie powiem.  
Kelnerce wyraźnie brakowało autorytetu, więc dziesięć minut później zaprowadziła mnie do kuchni. Starałam się ukryć uśmiech satysfakcji i wyglądać na naprawdę niezadowoloną z jedzenia, które, oczywiście, było przepyszne. W końcu jednak zobaczyłam Matteo i zrobiło mi się gorąco.
Maria, che c’è? – zwrócił się po włosku do kelnerki.
Dziewczyna zaczęła mu coś bardzo szybko odpowiadać, również po włosku, ale nie zrozumiałam ani słowa. W końcu wskazała na mnie palcem, wzruszyła ramionami i wyszła z kuchni. Mężczyzna w białym fartuchu zwrócił się teraz do mnie, krzyżując ręce na klatce piersiowej.  
Musiałam przyznać, że robił wrażenie. Widziałam już zdjęcie, ale nie umywało się do widoku na żywo. Nieco ciemniejsza skóra, wyraziste usta, czarne włosy, lekko opadające na czoło, ciemne oczy, piękny akcent. Wysoki, smukły, ale umięśniony. Całkiem inny od Caleba, ale może Anna potrzebowała odmiany. Ciężko było się oprzeć takiemu mężczyźnie. Nawet ja musiałam popracować nad wyrazem twarzy.  
– Ponoć ma pani uwagi do swojego zamówienia – odezwał się gardłowym głosem, mówiąc płynnym angielskim, w którym jednak krył się włoski akcent.  
– Owszem. – Spojrzałam prosto w jego ciemne niebezpieczne oczy. – Mięso było suche i za słone, a całości dopełniał czarny włos. Zgaduję, że z pańskiej głowy. – Spojrzałam niby krytycznie na jego bujną fryzurę.
– Najmocniej przepraszam. – Miałam wrażenie, że chciał przewrócić oczami, ale jako szef restauracji nie mógł sobie na to pozwolić. – Choć nie wiem, jak to mogło się stać, bo podczas robienia pani calzone miałem na głowie czepek.  
– Teraz go pan nie ma.  
– Bo chwilowo nic nie gotuję – odparł z filuternym uśmieszkiem. – I równie dobrze to mógł być włos z pani głowy.  
– To wasz uniwersalny argument? – Wywróciłam oczami. – Bo już drugi raz to słyszę, a powinnam usłyszeć coś, co zrekompensowałoby mi ten posiłek.  
– Tak, ma pani rację. – Oparł się o srebrny kuchenny blat, zerkając na mnie z ciekawością. Zatrzymał na chwilę spojrzenie na mojej talii i biuście, a potem powoli przesunął je w górę. – Mogę zaoferować pani dwie rzeczy. To już od pani zależy, co pani woli.
– Słucham uważnie. – Zaczynało się robić ciekawie. Wokół nas krzątali się pozostali kucharze, ale żaden nie zwracał na nas uwagi. Może to były częste sceny, a może drżeli ze strachu przed szefem i nie chcieli natrętnie go obserwować.  
– Propozycja numer jeden to zniżka na następne zamówienie.
– A jeśli więcej tu nie wrócę? – Uśmiechnęłam się ironicznie. – Chyba może się pan bardziej postarać. Bardziej odpowiedni byłby brak zapłaty za to, co pan nazwał calzone.
– Dobrze. Widzę, że umie się pani targować. – Jego uśmiech jeszcze się poszerzył. – W takim razie albo nie płaci pani za posiłek albo… – Zawiesił głos.
– Albo? – Pospieszyłam go. – Niech pan w końcu wydusi z siebie opcję numer dwa.
– Albo umawia się pani ze mną na randkę.  
Szybko poszło. Musiałam ukryć uśmiech. Udałam, że jego propozycja mnie oburzyła.
– Naprawdę? Randka za potrawę z włosem? – Wywróciłam oczami. – To nie wróży dobrze. Ani nie zachęca.  
– Ocenia mnie pani na podstawie tego jednego jedynego dania, choć nie może mi pani w żaden sposób udowodnić, że to był akurat mój włos?  
– Co poradzić, jestem oceniającą osobą. – Uśmiechnęłam się ironicznie. – Chyba że chce mi pan ugotować coś jeszcze, by naprawić swój błąd. Wtedy będę mogła pana oceniać na podstawie dwóch dań.  
Cholernie podobała mi się ta niby uprzejma, acz ironiczna wymiana zdań, zwracanie się do siebie per “pan” i “pani”. Musiałam przyznać, że mnie to podniecało. Napięcie między nami było wręcz namacalne. Aż na chwilę zapomniałam o Jacksonie, o chęci zranienia Anny – o wszystkim. Mogłam tylko patrzeć w te ciemne, niebezpieczne oczy i powoli odpływać.
– Przystanę na tę propozycję. – Ściągnął z prawej ręki lateksową rękawiczkę i wyciągnął ją w moją stronę. – Jestem Matteo.
– Alessia. – Uścisnęłam jego dłoń, czując, jak przelatywał między nami prąd.
– Alessia? Tak myślałem, że wyczułem bratnią duszę. – Nadal trzymał mnie za rękę. – Ale nie mówisz z akcentem.
– Urodziłam się we Włoszech, ale zaraz po tym przeniosłam się z rodzicami tutaj – skłamałam gładko. – Znam tylko parę słów po włosku.
– Tak? – Odepchnął się od blatu i podszedł do mnie. – Bo, choć mówię całkiem płynnie po angielsku, to lubię czasem wplatać do rozmowy rodowicie brzmiące słowa, bella.  
Żigolak i podrywacz jak się patrzy. Wyglądało na to, że znajomi Anny mieli rację. Zachowywał się tak z każdą ładną dziewczyną, którą spotykał? Czy kiedy jakaś przychodziła ze skargą, od razu wyjeżdżał z randką? Może miał to we krwi, a może po prostu reagował na mnie dokładnie tak, jak powinien.
– A więc, Matteo… – W końcu uwolniłam rękę. – Kiedy mogę się spodziewać kolejnego popisowego dania? – Zastanawiałam się, jak on sobie to wyobrażał. Skoro on i Anna byli już zaręczeni, zapewne mieszkali razem. Zamierzał gotować dla mnie w ich mieszkaniu?
– Podaj mi swój numer, to prześlę ci wolne terminy – odparł z butnym uśmiechem.
– Trzeba wpisać się w twój grafik jak na audiencję? – Wywróciłam oczami.  
– Jestem zajętym człowiekiem, ale dla takiej kobiety jak ty… uwierz, znajdę czas. – Uśmiechnął się jeszcze szerzej, po czym wyciągnął z kieszeni komórkę, coś na niej kliknął i mi ją podał. – Prego.
Wpisałam swój numer i oddałam mu komórkę. Część mnie chciała zostać i również wziąć do niego kontakt, ale wiedziałam, że trzeba uruchomić jego instynkt łowcy. Rzuciłam mu ostatni uśmiech i powiedziałam:
– Nadal uważam, że to był twój włos, fico.
Okręciłam się na obcasach i wyszłam z kuchni, mocno kręcąc pośladkami. Uśmiechałam się sama do siebie. Opłacało się przewertować włoski słownik i znaleźć w nim parę użytecznych słówek.  
Już miałam go w garści.

🦋

Musiałam przyznać, że zepchnęłam Jacksona na dalszy plan. Skupiłam się całkowicie na Matteo i na fakcie, że na sam jego widok miałam motyle w brzuchu. Oczywiście, był mi potrzebny tylko do zranienia Anny. To musiało mi wystarczyć. Nie mogłam przecież odejść, wiedząc, że Jackson wciąż nie był pod moim wpływem.  
Zanim jeszcze zdążyłam dotrzeć do mieszkania, dostałam smsa od Matteo, który oczywiście zawierał już całującą emotkę. Zaproponował, że wyśle mi adres mieszkania, ale nie zamierzałam ułatwiać mu zadania. Skoro chciał się popisywać, musiał się najpierw postarać, żebym w ogóle się tam znalazła. W dodatku był to świetny sposób, by wywołać w Jacksonie zazdrość – zamierzałam przejść się do studia i oczywiście, skierować tam Matteo, by Jackson widział, co stracił. Byłam pewna, że nasze sesje zdjęciowe zostały odroczone na jakiś czas, bo nie dostawałam żadnych nowych informacji od Davida. Podejrzewałam, że jego żona w końcu postanowiła wykorzystać zdobyte informacje i wystąpić o rozwód – a jeśli nie, pewnie miał w domu sporo awantur. Średnio mnie to interesowało. Moim celem nigdy nie był David czy obecność na zdjęciach, tylko Jackson.
Gdy przyjechałam, oczywiście pierwszą osobą jaka rzuciła mi się w oczy, był Jackson, ale ledwo zaszczyciłam go spojrzeniem. Powinien wiedzieć, że to była jego kara za ostatni wybryk. Rozgorączkowany David wyjaśniał, że i tak zamierzał po mnie dzwonić, ale skoro już tu byłam, może moglibyśmy cyknąć parę fotek. Przewidziałam taki scenariusz, dlatego kazałam Matteo przyjechać dopiero za godzinę. Skinęłam głową z uśmiechem i poszłam do makijażystki. Wyczuwałam, że Jackson przyglądał mi się z daleka.  
Nie podszedł do mnie ani też nie odezwał się, dopóki nie stanęłam obok.
– Udajesz, że mnie nie znasz?
Przeniosłam na niego leniwy wzrok.
– Przepraszam, a warto cię znać? – prychnęłam z uśmiechem, byle tylko nie pokazać po sobie, jak bardzo wkurzyło mnie jego ostatnie zachowanie. – Bo chyba nie.  
– To była tylko gierka. – Uśmiechnął się krzywo. – Nie sądziłem, że się tak przejmiesz.
Ja się przejęłam? Czym? – Znowu prychnęłam. – Oj, Jackson… – Przesunęłam palcem po jego klatce piersiowej, ignorując polecenia Davida dotyczące następnęgo ujęcia. – Jesteś słodki. I taki naiwny. Myślisz, że mam czas się przejmować tobą i twoimi gierkami? Wybijać ci z głowy Królową Blondynek? – Z każdym moim słowem czułam, jak rosnę w siłę, a mina Jacksona stawała się coraz mniej pewna. – Otrząśnij się. Mam za dużo spraw na głowie, by zajmować się jeszcze tobą.
Odwróciłam się, kierując wzrok na Davida. Choć zapadło milczenie, czułam, że zbiłam Jacksona z tropu – i to mocno. Chciało mi się śmiać. Chyba musiałam podziękować Annie – obudziła moją dawną wersję. Obudziła bestię. Tymi paroma słowami odzyskałam władzę, którą myślałam, że utraciłam.
Przypomniała mi, kim byłam.  
Mogłam być jej wdzięczna – jak dziwnie to brzmiało.
Mogłam być wdzięczna, ale to nie zmieniało faktu, że chciałam ją skrzywdzić jak jeszcze nikogo na tym świecie.
Jackson przestał się odzywać, dzięki czemu zdjęcia skończyliśmy szybciej, niż przewidywaliśmy. Przyglądałam się przez chwilę Davidowi, który miał włosy w nieładzie i zbuntowaną minę, ale nie zamierzałam wdawać się z nim w gadki szmatki. Zerkałam na zegarek, czekając, aż zjawi się Matteo, gdy nagle ktoś złapał mnie za przedramię i pociągnął w kąt za tłem.  
– Delikatniej – syknęłam, kiedy Jackson w końcu mnie puścił, wbijając we mnie sfrustrowany wzrok. – Myślisz, że możesz mnie łapać i zawlekać, gdzie tylko ci się spodoba? – Strzepnęłam z bluzki niewidzialny pyłek. – Nie zrozum mnie źle, mocniej też lubię. – Uśmiechnęłam się szeroko, wiedząc, że Jackson właśnie zaczynał sobie zdawać sprawę z tego, co tracił. – Tylko gdzie indziej. I z kimś innym.
– Dobra, wygrałaś – warknął, przybliżając się. – Wcześniej się tylko zgrywałem…
– Co ty nie powiesz.
– ...ale nie możesz teraz udawać, że cię nie obchodzę. Szkoda na to czasu. – Popchnął mnie tak, że plecami wylądowałam na ścianie, po czym przyparł mnie swoim ciałem, wsadzając mi język do ust. Poczułam przyjemne mrowienie i nielichą satysfakcję, ale to nie był jeszcze koniec. Nie skończyłam się mścić. Myślał, że podziałają na mnie te słówka i kolejne zagrywki? Już myślał, że wygrał?
Sięgnęłam ręką do guzika jego spodni i rozpięłam go jednym ruchem. Po sekundzie rozsunęłam rozporek, zsunęłam bokserki i wyciągnęłam na wierzch jego penisa. Musiałam stłumić jęk podniecenia, które mnie ogarnęło, gdy go dotknęłam. Objęłam członka palcami i zaczęłam nim szybko poruszać. Oddech Jacksona zrobił się ciężki i całował mnie tak, że brakowało mi tlenu. Było ciężko, bardzo ciężko, ale obiecałam sobie, że nie dam mu kolejnej okazji do pomiatania mną. Musiałam doprowadzić karę do końca.
Cierpliwie czekałam, aż będzie bliski orgazmu, po czym gwałtownie zabrałam rękę. Oderwał się ode mnie ze zdumieniem i lekko wytrzeszczył oczy.
– Co… ty… – wydyszał, wyraźnie niezdolny do wyartykułowania poprawnego gramatycznie zdania.
– Nie warto – stwierdziłam zimnym tonem, odpychając go od siebie. – Nie z tobą. – Powtórzyłam dokładnie te same słowa, które on ostatnio wypowiedział do mnie. Uśmiechnęłam się, widząc jego zdumioną minę, po czym wyprostowałam się i odeszłam, słysząc, że trzasnęły drzwi od studia. Przyszedł Matteo. Widziałam, jak rozglądał się dookoła, szukając mnie wzrokiem.
Ciao – rzuciłam, zbliżając się do niego.
Jego oczy rozbłysły i pocałował mnie w policzek.
– Trochę się zdziwiłem, że musiałem przyjechać akurat w takie miejsce. Jesteś modelką, carina?
– Można tak powiedzieć. – Widziałam kątem oka, że Jackson wyszedł zza tła z pochmurną miną. Pozwoliłam, by zobaczył mnie stojącą przy Matteo. Dałam mu kilka sekund na przeżycie kolejnego szoku. – Ale już skończyliśmy na dzisiaj. Poczekaj, wezmę tylko torebkę i możemy iść. – Oddaliłam się w kierunku krzesełka, na którym została moja torba. Jackson podszedł do mnie szybkim krokiem i przytrzymał.
– Co to miało być? – warknął.
– Tylko gierka. – Uśmiechnęłam się słodko. – Nie sądziłam, że się tak przejmiesz.
– Chyba sobie żartujesz. – Wbijał we mnie nienawistny wzrok, a ja rozpływałam się na myśl, że pewnie miał niezłe ciśnienie w spodniach. Przeniósł wzrok na Matteo. – Teraz przerzucasz się na obcokrajowców?
Byłam niesamowicie zadowolona, że zadał to pytanie. Dzięki temu mogłam zadać ostateczny cios.
– Z miejscowymi nie warto – powiedziałam delikatnym tonem i roześmiałam się niewinnie. Chwyciłam szybko torebkę i odeszłam, pławiąc się w cudownym uczuciu wygranej.
– Idziemy? – zapytał Matteo z błyskiem w oku, wyciągając rękę w moją stronę.
– Jasne. – Ujęłam jego ramię i wyszłam razem z nim ze studia, czując na sobie palący wzrok Jacksona.  
O tak.
Znowu byłam sobą.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii thriller i erotyczne, użyła 3550 słów i 20065 znaków.

3 komentarze

 
  • Wili

    Użyje tylko pięciu słów CUDO ^^

  • candy

    @Wili oo dziękuję pięknie :D

  • agnes1709

    No nareszcie, już zaczynałam się wkurzać :D Cudownie, ale za szybko przeczytałam i chcę JESZCZE <3 :przytul: Dalej prosimy, prędziutko :D

  • candy

    @agnes1709 no dlaczego wkurzać? Przecież wleciał o regularnej porze :D <3

  • agnes1709

    @candy Jakis mi się dłużyło :D Ja bym chciała od razu całość, ale tak sie nie da, niestety :sad:

  • candy

    @agnes1709 o kochana, ja też bym chciała taką wenę mieć żeby całość trzasnąć od razu  :rotfl:

  • agnes1709

    @candy Z ta weną ostatnio krucho, co wkurza. Ale Ty dasz radę, wierzę w Twoją moc :ciuch:

  • candy

    @agnes1709 a bo sesja się zbliża, zdalna też przeraża  :boje:

  • agnes1709

    @candy Dasz radę ;)

  • Iga21

    Czyli jednak miałam rację, to jest dla niej najważniejsze zlecenie 🙂
    Szybko jej poszło, tym razem z tym uwodzeniem. No, ale cóż i tak czasem bywa.  
    I znowu tydzień czekania?  
    Mam nadzieję, że szybko zleci 🙂

  • candy

    @Iga21 niestety, coś mi wena nie sprzyja. Jeszcze dzisiaj kończyłam ten rozdział. A co do uwodzenia, nie będzie tak prosto  :faja: