Paź królowej – 03| Mama byłaby ze mnie dumna

Paź królowej – 03| Mama byłaby ze mnie dumna– Gdzie wychodzisz?  
O mało co nie dostałam zawału. Właśnie się przebierałam, by wyjść na spotkanie z klientką. Dzień był raczej zimny, dlatego wyciągnęłam z szafy długie spodnie i czarny sweter Dana. Leżał jeszcze na łóżku, podczas gdy ja zapinałam dżinsy i biustonosz. Było mi wszystko jedno, kto mnie oglądał, ale nawet nie przypuszczałam, że Hannah będzie tak bezczelna, by mimo zamkniętych drzwi włazić mi chamsko do pokoju.
Odwróciłam się rozjuszona w jej stronę.
– Nikt cię nie nauczył pukać? – warknęłam, a ona zatrzymała wzrok na moich piersiach, jednocześnie chrupiąc jakieś ciastko.  
Lesbijka? Jeszcze tego mi brakowało.
Nadawała się najwyżej do zgromadzenia świń, a nie LGBT.  
– U mnie w domu nikt nigdy nie pukał – oświadczyła, a okruchy z ciastka spadły i przyczepiły jej się do szyi. Byłam o krok od spryskania jej płynem dezynfekującym. – Byliśmy otwartą rodziną.
– Super. Ale tu bądź mniej otwarta, a bardziej zamknięta. Tak samo jak te drzwi. Jak są zamknięte, to nie wchodzisz, jasne? – Ona naprawdę zaczynała mnie irytować. Całkowicie nie ogarniała życia. Chyba musiałam sprowadzić ślusarza, by zamontował mi zamek w drzwiach. To, jak tu wlazła, przywołało jedynie nieprzyjemne wspomnienia tego, jak Dan wchodził sobie do mojego mieszkania i robił wszystko, bym zwariowała – wypuszczał Leah z klatki, zostawiał otwarte drzwi, machał kpiąco do kamery, którą zainstalowałam…
Zabił tam Leah. Zadźgał ją, by ubrudzić podłogę jej krwią i obserwować, jak powoli wariuję.
Zamyślona, nie od razu zauważyłam nagły ruch Hannah. W ostatniej chwili zobaczyłam, jak wyciągała swoje tłuste łapska po sweter, który wciąż leżał na łóżku.
– Jaki ładny! Mogę przymierzyć?
– Ani mi się waż! – Szybko chwyciłam sweter i przycisnęłam do ciała, wzdrygając się z obrzydzeniem na myśl, że jeszcze chwila, a ta gruba idiotka by go dotknęła. Chciała go przymierzać? Przecież nawet w jednej dziesiątej by na nią nie pasował. – Jezu, kobieto, gdzie ty żyłaś? W jakiejś dziczy? – warknęłam, chcąc ją zasztyletować. Hannah zamrugała niewinnie oczami. – Trzeba ci to przeliterować, żebyś zrozumiała? Nie wchodź do mojego pokoju i nie ruszaj moich rzeczy!
Burknęła tylko coś pod nosem, po czym zwiesiła głowę i wyszła, zamykając za sobą drzwi. Wzdrygnęłam się z obrzydzeniem i szybko założyłam sweter.  
Jak najszybciej musiałam się stąd wyprowadzić. Tak się nie dało żyć, nawet, jeśli to miało być tymczasowe. Szukając mieszkania, przez chwilę miałam nawet pomysł, żeby wynająć to, które zajmował Dan, ale nie mogłam tak ryzykować. To mogłoby mnie w jakiś sposób z nim połączyć, a to było ostatnie, czego potrzebowałam.
Gdy wychodziłam, Hannah leżała rozwalona na kanapie, chrupiąc tym razem czipsy, wgapiona w ekran laptopa. Ominęłam ją szerokim łukiem, zastanawiając się jednocześnie, czy ona cokolwiek robiła w życiu, czy jej jedynym zajęciem było żarcie wszystkiego, co zawierało w sobie wysoką ilość węglowodanów. Pewnie miała około trzydziestu lat, ale przez dodatkowe kilogramy sprawiała wrażenie nieszczęsnej, samotnej, niedoruchanej czterdziestki.  
Miałam spotkać się z klientką w kawiarni. Weszłam do środka pewnym krokiem. Godzina była dość późna, ludzi było już mało, dlatego od razu wiedziałam, do kogo podejść. Przy oknie siedziała samotnie rudowłosa kobieta, na oko trzydziestopięcioletnia. Wystrojona, szykowna, sprawiała wrażenie, jakby przyszła na herbatę do królowej. Stanęłam obok i zapytałam delikatnie:
– Pani Griffin?
Drgnęła i popatrzyła na mnie przeszklonymi oczami.
– Tak. To ja.
– Jestem Amelia.  
– Jesteś bardzo ładna – powiedziała, uważnie taksując mnie wzrokiem. – Ale nie w typie mojego męża…
Musiałam powstrzymać prychnięcie.  
Ja byłam w typie każdego.
Może to po prostu ona nie była w typie swojego męża i dlatego siedziała tu teraz przede mną.
Usiadłam naprzeciwko niej, odrzucając do tyłu krótkie włosy. Chwilami nie mogłam się przyzwyczaić do tej dziwnej lekkości na głowie.  
– Może darujmy sobie formalności. Mogę mówić do pani po imieniu?
– Proszę. – Ledwo zauważalnie skinęła głową.  
– A więc, Lydio… – Wyjęłam z torby laptopa i położyłam go na stoliku, włączając go. Od razu uruchomiłam notatnik. Zamierzałam zebrać jak najwięcej szczegółów o mężczyźnie, którego musiałam sprawdzić. – Podejrzewasz, że twój mąż cię zdradza. Opowiesz coś więcej?
Kobieta zaczęła opowiadać o mężu, który ostatnio nie miał dla niej czasu, był wiecznie zajęty i oddalony. Mówił jej, że po pracy chodził dużo na basen i może nawet było to prawdą, bo jego sportowa torba ciągle pachniała chlorem. Jednak Lydia nie miała pewności, czy aby na pewno tylko tam pływał. Ponoć pracowała tam atrakcyjna blondynka, do której jej mąż zawsze miał słabość.
– Normalnie bym się tym nie przejmowała, ale widzę, jak mój mąż się obecnie zachowuje w stosunku do mnie… jakbym była mu obca… jest młodszy ode mnie od parę lat, więc czasami nadal lubi się pobawić i poudawać, że ma dwadzieścia lat...
Jej żale były mi obojętne. Chciałam tylko dowiedzieć się, gdzie spotkam tego faceta i jakimi detalami zdobędę jego zaufanie.  
Gdy w końcu doszłyśmy do konkretów, moje zadanie okazało się dziecinnie proste. Praktycznie wszystko miałam załatwione przez agencję – po zdobyciu informacji, jakie na przykład kobiece ubrania lubił mąż klientki, od razu dostałam od nich odzież właśnie w takim stylu. Fałszywy profil na Facebooku, nawet fałszywy apartament, w razie gdyby mężczyzna miał mnie odwiedzić “w domu” – nieporównywalny do śmierdzącego i małego przytułku, który musiałam dzielić z Hannah. Tu mogłam choć poudawać życie w luksusie. Mogłabym się do tego z łatwością przyzwyczaić.
Parę dni później czekałam już pod pływalnią, do której chodził mąż Lydii, Malcolm. Niby przypadkiem wpadłam na niego, gdy wychodził. Już wcześniej udało mi się dowiedzieć, że faktycznie pracowała tam atrakcyjna blondynka. Jeśli wierzyć Lydii, to właśnie był typ jej męża, ale nie dało się nie zauważyć, jak jego oczy zaświeciły się na mój widok. Byłam ubrana w mocno obcisłe spodnie z wysokim stanem oraz krótką zwiewną koszulkę na ramiączka, zasłaniającą piersi, ale odsłaniającą ramiona i kawałeczek brzucha. Malcolm był tylko prostym facetem, dlatego od razu prześwietlił mnie wzrokiem. Przeprosił, że na mnie wpadł i zapytał, czy często tu przychodzę. Klasyczny tekst.  
Pogawędziłam z nim chwilę, sama nie dowierzając własnemu szczęściu. Ostatecznie robiłam to, co przez całe swoje życie – tylko że teraz w dodatku miałam na tym zarabiać. Kontakt z różnymi mężczyznami też miał swoje plusy. Nie było mowy o nudzie. Podobało mi się to wcielanie w różne role, zmienianie wyglądu, dostosowywanie się, by złapać kolejnego motyla w pułapkę.  
To było nawet lepsze niż to, co robiłam do tej pory. Teraz mogłam wykorzystywać nowe możliwości, zmieniać się, dopasować. Każdy motyl był do złapania, jednak nie na każdego działało to samo. Wabik też musiał być oryginalny.  
Mama byłaby ze mnie dumna. To było wystarczającą nagrodą.
Malcolm miał około trzydziestu lat i był całkiem przyjemny dla oka – ale jeśli zdradzał żonę, był skończonym ścierwem. Mężczyźni nigdy się nie uczyli, nawet na własnych błędach. Caleb też się nie nauczył, dlatego w pełni zasłużył na to, co go spotkało. Nie mogłam każdemu wymierzać sprawiedliwości w taki sposób, w jaki wymierzyłam jemu, ale mogłam chociaż dać im nauczkę. Kobiet się nie zdradzało i kropka. Czemu faceci rozumieli to dopiero, gdy odebrało się im już wszystko?
Malcolma rozpracowałam w tydzień. Spotkaliśmy się na basenie, a później na kawie. Czwartego dnia wyszliśmy wieczorem na wino, a później poszliśmy do “mojego” mieszkania. Z tyłu głowy miałam słowa szefa – nie mogłam iść z figurantem do łóżka. To byłby ostateczny dowód zdrady, ale na pewno nie jedyny. Dzięki wszelkiemu oprogramowaniu, które dostałam, by nagrywać nasze spotkania i ewentualne dowody, i bez seksu miałam Malcolma w garści. Wystarczyło sobie pooglądać, jak na mnie patrzył, jak wyciągał łapy w stronę mojego tyłka, co do mnie mówił. Widać było jak na dłoni, że był skłonny do zdrady. Trochę żałowałam, że nie wolno mi było uprawiać seksu z figurantem, bo w końcu minęło już tyle czasu… Bardzo chętnie pozwoliłabym komuś się mną zająć.  
Nie chciałam jednak stracić pracy. Była w tym momencie najważniejsza. Malcolm najprawdopodobniej i tak nie był tego wart.  
Po tygodniu przekazałam wszystko agencji, a oni pokazali to Lydii. Nie było mnie przy ujawnieniu niewierności partnera, ale to musiało zaboleć. Mężczyzna rzekomo preferujący blondynki, poleciał na seksowną czarnulkę i – jeśli wierzyć jego słowom na nagraniach – mógłby patrzeć na mnie do końca swoich dni.  
Kwitowałam te słowa uśmiechami, ale nie zaskoczeniem. To było oczywiste od samego początku. Grunt, że szef zobaczył, że byłam w tym dobra – i tak zapisał mnie na szkolenie, ale przynajmniej przestał się czepiać. Dostał pieniądze i wspaniałą pracownicę. Ja też byłam zadowolona. Choć dręczenie Nicoli w wydawnictwie też było zabawne, bycie testerką wierności opłacało się dużo bardziej – a to był dopiero początek.
Z żalem oddałam fałszywy apartament i wróciłam do nory, w której – oczywiście – jak zawsze siedziała Hannah, teraz w dodatku z koleżanką, która była równie gruba i obleśna. Nie zaszczyciłam ich nawet spojrzeniem, ale oczywiście Hannah na mój widok od razu podskoczyła, ciągnąc koleżankę za sobą.
– Mary, to jest moja współlokatorka, Amelia. – Przedstawiła mnie grubej, człapiąc w moim kierunku, gdy w kuchni nalewałam sobie wody do szklanki. – Jest… – urwała nagle, patrząc na mnie pytająco. – Kim ty właściwie jesteś?
Spełnieniem twoich najgorszych koszmarów, suko.
– W sensie, co robisz? – dodała, pociągając nosem.
Cokolwiek. W odróżnieniu od ciebie.
– Jestem testerką wierności – odparłam, patrząc na nią z góry. Jej koleżanka stała za nią i dziwnie podrygiwała. – Nie żeby miało to kogokolwiek obchodzić.
– Testerką wierności? – pisnęła Mary ze zdumieniem w głosie. – To znaczy, że chodzisz z facetami do łóżka za pieniądze?
Co za tłuk.  
Kończyła mi się cierpliwość. Musiałam wstrzymywać oddech, gdy stały obok mnie. Przysięgłam sobie, że gdy tylko uzbieram wystarczająco dużo pieniędzy ze zleceń, natychmiast się stąd wyprowadzę.
– Coś ci się chyba pomyliło, koleżanko – wycedziłam. – Testerki wierności nie chodzą z nikim do łóżka, za to zgarniają dużo kasy, w przeciwieństwie do niektórych. – Wzięłam szklankę i przepchnęłam się obok nich, idąc do pokoju. Słyszałam jeszcze szeptanie za plecami:
– Jezu, jaka ona niemiła!
– Tak, jest dziwna… ale chociaż ładna.
Wzdrygnęłam się tylko i czym prędzej zatrzasnęłam w pokoju, krzywiąc się z obrzydzenia. Nagle zatęskniłam za Danem – za chwilami, gdy u niego mieszkałam, siedząc w jego swetrze, a on robił mi jedzenie i troszczył się o mnie.
Wszystko to było kłamstwem.  
Iluzją.
Pewnie nawet w tamtym momencie planował, jak mnie zabić.  
Nie wygrasz, Amelio. Musisz w końcu zapłacić za to, co zrobiłaś nam wszystkim.
Te słowa wracały do mnie w snach. Mimo upływu czasu, wyraźnie słyszałam jego głos.  
Naprawdę mogłem cię pokochać. Ale zniszczyłaś to.
Kłamał. On już mnie kochał.  
A ja kochałam jego. Przez tę miłość nawet teraz nie czułam się w pełni sobą. Musiałam o tym zapomnieć, zapomnieć o nim. Musiałam powrócić do dawnej siebie.  
W końcu miałam tylko to.  
Nie mogłam liczyć na nikogo innego.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii thriller i erotyczne, użyła 2177 słów i 12235 znaków, zaktualizowała 7 kwi 2020.

2 komentarze

 
  • nefer

    Ruszyłem wczoraj z lekturą. Początek odrobinę zniechęcił, zbyt długim monologiem wewnętrznym bohaterki, który złożył się na cały pierwszy (w numeracji "zerowy";) rozdział. Potem jest już jednak znacznie lepiej, akcja nabiera dynamiki, a Amelia rozwija skrzydła. Pięknie ukazujesz jej egoizm, arogancję, pogardę dla innych. Wypadło to szczególnie dobrze w dialogach z Hannah (czyli w działaniu), może mniej potrzebne ciągłe wtręty monologu wewnętrznego. Ale i tak gratuluję kreacji wyrazistej bohaterki, palce lizać, że tak powiem.  :devil:  Zapowiada się ciekawie.
    Język na ogół porawny, ale niedoszlifowany. To znaczy nie ma błędów gramatycznych, składniowych, interpunkcyjnych  czy, broń Boże, ortograficznych. Do tego właściwy zapis didaskaliów w dialogach, to już wyższa szkoła poprawności.To olbrzymie plusy, jeśli spojrzy się na standardy większości tekstów na Lol. Twój czyta się na ogół gładko. A dlaczego niedopracowany? Otóż zbyt wiele czasownika "być". Chociażby w tym odcinku mamy całe akapity, w których króluje, pojawiając się dosłownie w każdym zdaniu. "Być" to słowo wytrych, pasujące na każdą okazję. I dlatego używamy go często w mowie potocznej, stąd w dialogach jeszcze ujdzie. Ale w narracji świadczy o pewnym ubóstwie języka, należy starać się zastępować ten "wytrych" innymi czasownikami, gdy tylko się da. Wymaga to niekiedy przebudowania konstrukcji zdania, ale warto poświęcić trochę czasu i zwrócić na to uwagę. Można też oszczędniej korzystać z zaimków, np. w zdaniu: "Wyjęłam z torby laptopa i położyłam go na stoliku, włączając go" mamy aż dwa "go" za dużo. "Wyjęłam z torby laptopa, położyłam na stoliku i uruchomilam." Sens dokładnie taki sam, ale stylistycznie wypada lepiej. Jak już wspomniałem, warto zadbać o takie szczegóły.
    Pozdrawiam

  • candy

    @nefer bardzo dziękuję za długi komentarz. Cieszę się, że akcja się rozwinęła i się podoba :) i dziękuję za zwrócenie mi uwagi na te szczegóły, na pewno będę teraz uważniej czytać rozdziały po napisaniu :D

  • agnes1709

    Już swędzi? Niech ją napalona Hanka w nocy zaatakuje, będzie ubaw. Albo lunatyczka i wlezie jej do wyra, będzie ubaw. Lub jej poda GHB i wykorzysta, będzie ubaw:D