Paź królowej – 02| Mężczyzn należało niszczyć

Paź królowej – 02| Mężczyzn należało niszczyćMoje nowe mieszkanie w niczym nie przypominało poprzedniego – zwłaszcza, że tym razem miałam dzielić je z drugą osobą. Nie byłam zadowolona z tego rozwiązania, ale było w miarę bezpieczne. Na chwilę wolałam się ukryć, wniknąć między ludzi, zaoszczędzić trochę pieniędzy, gdybym miała w pewnym momencie zaplanować ucieczkę. Nie był to prawdopodobny scenariusz – zadbałam o wszystko – ale gdzieś z tyłu głowy tkwił mi dziwny lęk, który nakazywał ostrożność i rozwagę, przynajmniej przez jakiś czas.  
Gdy pchnęłam drzwi i przekroczyłam próg mieszkania, w nozdrza uderzył mnie smród nie wietrzonego od dawna pokoju oraz starego jedzenia. Ledwo powstrzymałam się od zwymiotowania na podłogę, kiedy otworzyły się drzwi pokoju i na korytarz wytoczyła się jakaś dziewczyna. Spojrzała na mnie i wykrzyknęła radośnie:
– Hej!
Grymas obrzydzenia, który wykwitł na mojej twarzy, wyraźnie jej nie odstraszył, bo ruszyła w moją stronę niczym buldożer. Po raz kolejny musiałam powstrzymać odruch wymiotny. Dziewczyna była niska i tak otyła, że ledwo toczyła się na swoich króciutkich, pulchnych nóżkach. Ciemne tłuste włosy miała wciśnięte w rozwalający się kok, na twarzy jakąś czerwoną plamę, a to, co miała na sobie, nie nadawało się nawet na szmatę do podłogi. Nie wierzyłam, że można było tak wyglądać nawet w swój najgorszy dzień, a co dopiero codziennie.  
Odsunęłam się, gdy podeszła stanowczo za blisko, szczerząc zęby jak idiotka.
– Jestem Hannah – oświadczyła radośnie, rozkładając ręce. – Tak się cieszę, że ze mną zamieszkasz!
Hannah. Idealne imię dla takiej dziewczyny jak ona. Hannah dziwaczka, gruba jak beczka, Hannah, z której wyśmiewają się w szkole. Spojrzałam z politowaniem na jej radosne oczy, tak kontrastujące z resztą ciała. Nie dotknęłabym jej nawet kijem. Żaden facet na pewno też nie.  
Przy niej wydawałam się tak normalna, tak niepozorna, że nawet jeśli jakimś cudem ktoś powiązałby mnie ze sprawą Dana czy nawet Caleba, patrząc na mnie i na nią, na pewno nie skierowałby podejrzeń akurat na moją osobę. To jej psychopatyczny uśmiech sugerował, że byłaby zdolna kogoś zabić tą swoją ekscytacją.
– Może ogranicz swój entuzjazm – rzuciłam lekko, patrząc na nią z góry – górowałam nad nią nawet i bez szpilek. – I, z łaski swojej, odsuń się trochę. Nie słyszałaś o czymś takim jak przestrzeń osobista? – warknęłam.
Hannah rozszerzyła oczy, ale posłusznie odsunęła się w tył. Przynajmniej reagowała na rozkazy – jak posłuszny piesek. Po chwili jednak znowu szeroko się uśmiechała, a ja miałam ochotę wiać.
– Przepraszam. Po prostu lubię ludzi. – Wzruszyła lekko ramionami. – No więc… – Rozejrzała się dookoła, jakby nagle niepewna, co ma zrobić i gdzie się w ogóle znajdowała. – Tu mieszkam. Zajmuję osobny pokój. Ty możesz rozłożyć się tutaj. – Machnęła głową w stronę rozkładanej kanapy, która stała w mini saloniku – oczywiście pomieszczenie połączone z aneksem kuchennym. Klasyk. – Czasem wychodzę w nocy do łazienki, ale nie sądzę, że będę cię budzić…
– Nie będę tu spała – powiedziałam zimnym tonem. – Skoro masz problem z nietrzymaniem moczu, ty powinnaś tu spać. Nie zamierzam się budzić w nocy, bo twój pęcherz będzie kwiczał.
– Ale ja… – Jej krzaczaste brwi podjechały do góry.
– Zaczekam tu, aż wyniesiesz swoje rzeczy – rzuciłam, mijając ją i siadając na kanapie. Założyłam nogę na nogę i wbiłam w Hannah ostry wzrok.  
Byłam ciekawa, czy się postawi, ale widocznie była zbyt tchórzliwa. Wpatrywała się we mnie przez chwilę wzrokiem pełnym przerażenia, aż w końcu zwiesiła głowę i podreptała do pokoju. Brakowało jej tylko ogonka, który mogłaby podkulić. Była zbyt niepewna siebie, by mi się postawić. Uśmiechnęłam się lekko, jednocześnie krzywiąc się na myśl, że zamieszkam w pokoju, który wcześniej zajmowała ta istota. Będę musiała wszystko porządnie odkazić.  
Po dłuższej chwili Hannah wychyliła się z pokoju, trzymając w rękach jakieś torby, wypchane po brzegi ubraniami. Przemknęła obok, łypiąc na mnie spode łba. Podniosłam się lekko i przeszłam z walizką do miejsca, które miało być moim nowym azylem. Na szafkach leżało jeszcze parę rzeczy, które wzięłam w palce z obrzydzeniem i rzuciłam na kanapę. Ignorując minę Hannah, wróciłam do pokoju. Ku mojej uldze, nie był kompletną tragedią. Był całkiem ładny, z drewnianą podłogą, meblami utrzymanymi w podobnym tonie, z białym łóżkiem. Nie śmierdziało tu aż tak jak w przedpokoju, ale i tak miałam zamiar pobiec do sklepu po środki dezynfekujące. Popatrzyłam na łóżko i zatrzymałam na nim wzrok przez dłuższą chwilę. Wyobraziłam sobie Dana obok mnie, leżącego w pościeli. Westchnęłam ciężko. Jeszcze niedawno realia, teraz będące jedynie marzeniem. Pomyślałam o jego ciele, zimnym, rozkładającym się pod ziemią. O tych zielonych oczach, których już pewnie tam nawet nie było. Rogówka zmatowiała, gałka oczna zwiotczała, zapadła się w oczodół. Musiały wystarczyć mi jedynie moje własne wspomnienia.
Słyszałam Hannah mamroczącą coś gniewnie pod nosem, ale zdecydowanym ruchem zamknęłam drzwi i odetchnęłam głęboko. Musiałam to przetrzymać. Znieść chwilową niedogodność, by móc potem żyć w spokoju.  
Wyciągnęłam z walizki mały, przenośny sejf. Kosztował sporo, ale był wart swojej ceny. Czułam, że będzie mi potrzebny – zwłaszcza teraz, z tą wścibską, lubiącą ludzi współlokatorką. Otworzyłam go, by się upewnić, że wszystko w nim było – album motyli, pistolet, którym zabiłam Dana, wszystkie fotografie, jakie kiedykolwiek mi zrobił. W pierwszym odruchu chciałam też schować tam dziennik Caleba, ale ostatecznie zdecydowałam się go zniszczyć. Nie był mi potrzebny. Każde słowo i tak wypaliło mi się w mózgu. Ilekroć na niego patrzyłam, czułam wściekłość. Cholerny Caleb faktycznie opisał każdy szczegół. To ten dziennik kosztował mnie mój spokój, a Dana – jego życie. Gdyby nie to, może nie musiałabym go zabijać. Może o niczym by się nie dowiedział i moglibyśmy być razem.
Nie musiałam zatrzymywać czegoś, co by mi o tym przypominało.
Wyszłam do kuchni, by znaleźć jakieś szmatki i środki do czyszczenia. Hannah układała właśnie ubrania w małej szafie przy oknie i już nie wydawała się tak zachwycona moją obecnością. Czułam na sobie jej wzrok, ale w żaden sposób nie zareagowałam. Jak dla mnie, mogłaby nie istnieć. Miałam tylko nadzieję, że szybko zdążę zarobić wystarczająco dużo pieniędzy, żeby móc stąd zniknąć.  
Miałam już nawet pomysł na nową pracę i wiedziałam, że byłam idealna do tej roli.
Została mi jeszcze tylko jedna rzecz.
Poszłam do fryzjerki, która miała lokal niedaleko mojego nowego mieszkania. Nie chciało mi się biegać po całym mieście. Zależało mi tylko na jednym – lekkiej zmianie wizerunku. Moje kruczoczarne włosy nie należały już tylko do mnie. Te gęste, długie włosy należały też do Dana, jednak nie mógł już wpleść w nie ręki czy za nie pociągnąć. Chciałam się ich pozbyć. Musiałam.
Musiałam zmienić wszystko, by wrócić z powrotem do siebie.
Fryzjerka trochę jęczała, jak mogę ścinać tak piękne włosy, aż w końcu zapytała, czy chciałabym je oddać na zrobienie peruki dla dzieci z rakiem. Szczerze mówiąc, było mi wszystko jedno, ale ostatecznie... Dzieci nie były niczemu winne. Mogłam podarować im moje włosy. Wzruszyłam ramionami i podpisałam zgodę, patrząc jednocześnie na swoje odbicie. Ta czarna burza pofalowanych pasm już nie okalała mojej twarzy w tak dziki sposób. Zmieniły się nagle w pieczołowicie wyprostowane czarne kosmyki, sięgające obojczyków. Na pierwszy rzut oka trochę ciężko było mnie poznać – ale może to i lepiej. Mogłam się skryć, uciec przed spojrzeniami osób, które być może mnie kojarzyły. Teraz już nie było tak łatwo mnie rozpoznać, a to działało tylko na moją korzyść.
Mogłam na nowo rozpocząć życie – już nic nie stało mi na przeszkodzie.

🦋  

Sama się dziwiłam, że wcześniej nie pomyślałam o takiej pracy. Wydawnictwo było wygodną opcją, zwłaszcza, jeśli miało się takiego szefa jak ja – ale to było o stokroć lepsze. Nie było oficjalnej, otwartej rekrutacji, ale znalazłam kontakt do szefa jednego z takich “przedsiębiorstw” i uparłam się, że chcę się z nim spotkać. Wiedziałam, że jak mnie zobaczy, już mi się nie oprze, a wszelkie “ale” od razu wylecą z jego głowy.
I miałam rację. Ubrałam się w krótką, obcisłą sukienkę w kolorze czerwieni oraz czarne szpilki. Oczy pomalowałam tuszem oraz narysowałam sobie na powiekach długie, cienkie kreski. Czułam się coraz lepiej w nowych włosach. Nie uszło mojej uwadze, jak facetowi na mój widok opadła szczęka, choć wyraźnie starał się opanować.  
– Widzę, że wzięła sobie pani do serca warunek “nienagannej aparycji” – wykrztusił, gdy opadłam na krzesło i prowokacyjnie założyłam nogę na nogę. – Nadaje się pani idealnie. Mężczyźni będą jeść pani z ręki.
O, tak. To już wiedziałam. Uśmiechnęłam się szeroko, wiedząc, że już mam tę pracę. Testerka wierności – oto, kim miałam od dzisiaj być. Miałam w końcu oficjalnie udowadniać to, czego od zawsze uczyła mnie mama. Mężczyźni byli niebezpieczni. Kłamliwi. Nie należało im ufać. Większość kobiet łudziła się, że miłość mogła odmienić ich facetów – ale to było kłamstwo. Mężczyzn należało niszczyć. I ja miałam je tego nauczyć.  
– ...pisała pani, że chciałaby zacząć pracę od razu. Naturalnie, ja to rozumiem, jednak mimo idealnego wyglądu, nie jest jeszcze pani w pełni przygotowana…
– Do rzeczy – przerwałam mu słodkim głosikiem, a mężczyzna uśmiechnął się z zakłopotaniem, jednocześnie zerkając na mój biust. Był wysoki i muskularny, może trochę za stary, jak na mój typ, ale coś w sobie miał. Nawet ciekawie mi się na niego patrzyło.
– Chodzi o to, że każdy tester musi przejść obowiązkowe szkolenie. Tu nie chodzi tylko o fizyczne kuszenie. Mamy zasadę, że tylko prowokujemy; nigdy jednak nie dochodzi do faktycznych zbliżeń. Działamy bardziej na psychikę, dlatego każdy tester zaczyna pracę dopiero po szkoleniu z zakresu programowania neurolingwistycznego…
Patrzyłam na mężczyznę, na jego wargi i wzrok ślizgający się po moim ciele, udawałam, że go słuchałam, podczas gdy w głowie już planowałam, jak go przekonam, by zdecydował się dopuścić mnie do pracy nieco szybciej.
– Oczywiście, pójdę na to szkolenie – odezwałam się w końcu, a mężczyzna umilkł, wpatrzony we mnie jak w obraz. – Ale naprawdę pan sądzi, że nie dałabym sobie rady już teraz? – Podniosłam się powoli i obeszłam biurko, podchodząc do niego. Odchylił się na fotelu i uważnie przetaksował mnie wzrokiem. – Uważa pan, że nie umiałabym nikogo uwieść? – Pochyliłam się nad nim, wydymając lekko pomalowane na czerwono usta. Zniżyłam się, jakbym chciała dotknąć jego szyi, ale w ostatniej chwili się odsunęłam, by dalej kontynuować wycieczkę po jego ciele. Słyszałam jego przyspieszony oddech. Byłam pewna, że jego spodnie już zrobiły się za ciasne.  
– No cóż, robi pani wrażenie – wykrztusił w końcu, gdy lekko się odsunęłam, rozsuwając jednocześnie kolanem jego nogi. – Ale…
– Ma pan jakieś zlecenie? – przerwałam mu, przysuwając kolano do jego krocza. – Może jest jakiś niewierny mężczyzna, którego trzeba sprawdzić? – Uśmiechnęłam się szeroko, lekko obciągając sukienkę. Jego wzrok oczywiście natychmiast podążył w tamtą stronę.  
– Mam, ale…
– Świetnie. – Oblizałam delikatnie dolną wargę i wyprostowałam się. – W takim razie czekam na szczegóły. Mój adres mailowy i numer komórki już pan ma. I, oczywiście, zapiszę się na szkolenie – dodałam, puszczając do niego oczko. – Wtedy moje umiejętności osiągną już maksimum. Proszę pomyśleć, jaka wtedy będzie zabawa.  
Tak jakbym potrzebowała jakiegoś szkolenia – ale dla świętego spokoju szefa mogłam udawać, że mimo wszystko mi się przyda. Na szczęście moje sztuczki podziałały i wyraźnie uległ, bo parę dni później otrzymałam już pierwsze zlecenie. Miałam spotkać się z klientką na kawie i dowiedzieć się wszystkiego o jej mężu, którego podejrzewała o skoki w bok.
Usta same mi się uśmiechały. Nie mogłam się doczekać.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii thriller i erotyczne, użyła 2276 słów i 12841 znaków.

3 komentarze

 
  • kaszmir

    Zaskoczona mieszkaniem i współlokatorką. Duże mniemanie o sobie. Współczuję Hannah. Nie szata zdobi człowieka. Stanowcze decyzje od samego początku i pokazanie swojej władczości. Aż trudno zrozumieć, że taka zołza lubi motyle? Rozpoczęcie nowego życia ze zmianą fryzury.  
    programowania neurolingwistycznego… ciekawe szkolenie.  
    Testerka wierności zaczyna dobrze swoją pracę od uwodzenia szefa. Ma dziewczyna dobre podejście do życia. Wszystkim pokazuje, gdzie ich miejsce… w piachu  :smiech2:

  • candy

    @kaszmir haha, dokładnie :D

  • agnes1709

    Testerka wierności  -  oż Ty! Tylko w jakim celu? Chce pomóc kobietom? Wątpię. Takie "testerki"  kończą w w wiadomym momencie, a ta tu rura, jak jej chłop wpadnie w oko, szybko mu dupę wystawi. Boże, zmiłuj:smh: :D

  • candy

    @agnes1709 no jak to w jakim celu? Przecież Amelka jest super pomocna! :D

  • agnes1709

    @candy Tak, jak ktoś ma za małe ciśnienie :lol2:

  • Iga21

    Faktycznie idealna praca jak dla kogoś takiego jak Amelia😀
    Ciekawi mnie tylko czy jednak ten brak kontaktu fizycznego zostanie zachowany.
    Chociaż sam szef ledwo się powstrzymał😀
    Czekam na ciąg dalszy 😃

  • agnes1709

    @Iga21 Tak, zostanie zachowany. Pochowany raczej :lol2: ;)

  • Iga21

    @agnes1709 😀 i kolejne ciało do kolekcji 😀

  • candy

    hahaha :D ta już chce kogoś chować! Dajcie dziewczynie odetchnąć!