Paź królowej – 11| Odebrałaś mi wszystko

Paź królowej – 11| Odebrałaś mi wszystkoPatrzyłam na kobietę, przez którą parę lat temu moje życie stanęło do góry nogami.  
Która ukradła mi moją pierwszą miłość, a potem wszystkie wydarzenia potoczyły się już lawinowo.
Anna. Kobieta, z którą Caleb się spotykał, będąc jeszcze ze mną. Ta, dla której chciał mnie zostawić, bo twierdził, że ona dawała mu szczęście, jakiego nigdy nie zaznał.
Pragnęłam pociąć jej twarz, zabić ją na miejscu, skoro już miałam ją tak blisko.
A z drugiej… skoro była moją klientką, to znaczy, że miała faceta do sprawdzenia.
Mogłam to wykorzystać. Potrzebowałam tylko więcej informacji.
– Możemy zaczynać – oznajmiłam, choć gardło miałam nagle wysuszone. Choć nie chciałam tego przyznać nawet przed samą sobą, oblał mnie zimny pot. Czy Anna wiedziała, kim jestem? Czy Caleb kiedykolwiek jej mnie pokazywał? Nie robiliśmy sobie żadnych zdjęć – no, oprócz tych, którymi go szantażowałam. Wątpiłam, by pokazywał je komukolwiek. Na pewno się ich wstydził. Nie pokazał ich nawet Danowi, więc Annie pewnie tym bardziej. Pewnie nie chciał jej wystraszyć i przyznać się, że szantażowała go inna kobieta. Jeszcze by uwierzyła zdjęciom, a nie jemu. Takich rzeczy nie wyciągało się na światło dzienne.
Niewykluczone jednak, że coś o mnie wspominał – opisał mój wygląd, podał moje imię. Podziękowałam sobie w duchu za ścięcie włosów i nałożenie okularów przeciwsłonecznych. Nie mogłam ich zdjąć. Nie mogłam jej pokazać mojej twarzy. Pod żadnym pozorem nie mogła się domyślić, kim byłam.  
– Przepraszam… nie zapamiętałam twojego imienia. Mówili mi w agencji, ale miałam głowę gdzieś indziej… Możesz mi je przypomnieć? – Popatrzyła na mnie wyczekująco.
Dzięki Bogu. Sama się prosiła, by ją okłamać.  
Mogłam podać jakiekolwiek imię, ale skoro mówili jej w agencji, musiałam wybrać takie, które zaczynało się na “A”, by zminimalizować ryzyko.
– Abigail – odparłam tonem bez wyrazu.
Anna jedynie skinęła głową, po czym wzięła głęboki oddech.  
– A więc… chciałabym sprawdzić mojego narzeczonego. – Lekko uniosła do góry palec, na którym błysnął pierścionek. – Nie mam co do niego podejrzeń, ale moi znajomi już tak. Dosłownie każdy, komu go przedstawiam, twierdzi, że jest w nim coś podejrzanego i żebym mu nie ufała... Jest Włochem, więc ma stereotypową opinię żigolaka i podrywacza. Ja tego nie widzę, ale może jestem zaślepiona. – Zacisnęła rękę na krawędzi stołu. – Jest szefem i kucharzem we włoskiej restauracji, którą tu otworzył. Lubi chodzić na imprezy i się bawić, temu nie mogę zaprzeczyć. Przyciąga spojrzenia kobiet. Broniłam się przed tym, ale słowa znajomych nie dają mi spokoju. Wolę go sprawdzić. Gdy się dowiem, jak jest naprawdę, zasnę spokojniej. Muszę tylko wiedzieć, jak Matteo się zachowuje, gdy nie ma mnie obok.  
Jednym uchem jej słuchałam, udawałam, że zapamiętuję informacje, ale nie mogłam zatrzymać retrospekcji. Przyglądałam się Annie, jakby była duchem. Poniekąd tak było – była jak duch z przeszłości, jeszcze mniej wyraźny niż Caleb czy Dan. Wyrzuciłam ją z głowy już dawno temu. Nie potrzebowałam o niej myśleć. W końcu zemściłam się za jej szczęście z Calebem. Odebrałam go jej, a jemu ją. Odebrałam mu też życie. Nie byli razem, Anna zapewne przeżyła traumę, gdy jej chłopak zaginął… a ja?
A ja dostałam to, czego chciałam.
Jak zawsze.
Nie sądziłam, że jeszcze kiedykolwiek będę musiała ją oglądać.
Jej widok sprawił mi już wystarczająco dużo bólu.
Siedziałam schowana tak, by para siedząca parę stolików dalej pod żadnym pozorem mnie nie dostrzegła. Choć miałam nasunięte na nos okulary przeciwsłoneczne, byłam pewna, że wszyscy widzieli wściekłość w moich oczach.  Miałam wrażenie, że cała aż od niej wibruję.
Jeszcze raz spojrzałam na komórkę, na której widniał sms od Caleba:
CALEB: Pracuję dziś do późna. Nie dam rady do Ciebie wpaść. Spotkajmy się jutro.
Pracował do późna – dobre sobie. Wcisnął mi kit, że był w pracy, a tymczasem siedział w restauracji z blondynką, z którą go ostatnio widziałam. Udawałam, że nic nie wiem. Że wcale ich nie zobaczyłam. Że Caleb nie zasługiwał na wszystko, co najgorsze.  
Zdradzał mnie i jeszcze miał czelność patrzeć mi po tym wszystkim prosto w oczy.
Okłamywał mnie. Bezkarnie.
To musiało się zmienić.
Trzymał ją za rękę i z czegoś się śmiał. W pewnym momencie nachylił się, by ją pocałować.  
Zacisnęłam pięść tak mocno, że paznokcie wbiły mi się w skórę i rozcięły ją. Małe półksiężyce zaczęły powoli wypełniać się krwią.
Pragnęłam zabić ich oboje. Tu, na miejscu. By ci wszyscy klienci byli świadkami, jak wymierzam sprawiedliwość temu, który zasłużył na karę.
Musiałam jednak zachować tę myśl dla siebie, bo prawdziwe życie tak nie działało. W prawdziwym życiu zostałabym oskarżona o morderstwo, a ci wszyscy ludzie zeznawaliby przeciwko mnie w sądzie. Nie pomógłby argument, że Caleb mnie zdradzał, okłamywał, oszukiwał na każdym kroku. Nie – to ja byłabym tą złą. Bo mężczyznom zawsze wszystko uchodziło na sucho.
Urodziłam się po to, by zacząć wymierzać im sprawiedliwość.
Podniosłam się bezszelestnie i wyszłam z restauracji. Zaczynał ogarniać mnie spokój. Już wiedziałam, co zrobię.
Zemsta sama wskoczyła mi do głowy i była słodka jak diabli.

– Abigail?  
– Słucham cię – odparłam automatycznie, kierując wzrok na swój notes. Nawet nie pamiętałam, kiedy go wyjęłam. – Więc tak naprawdę te podejrzenia są oparte tylko na tym, co mówią twoi przyjaciele?
– No… tak… Wolę dmuchać na zimne. – Anna wyglądała, jakby sama nie była pewna, po co tu przyszła. Miałam ochotę ją spoliczkować za marnowanie mojego cennego czasu. – Ciągle mówią mi, że może on ma dziewczynę lub żonę we Włoszech, a ja jestem tylko skokiem w bok. Już kiedyś weszłam w czyjś związek jako trzecia osoba. To nie jest miłe uczucie, nawet jeśli… – Wzięła głęboki oddech. – Nawet jeśli ten związek i tak chyli się ku upadkowi.
Czy ona mówiła właśnie o mnie i o Calebie? Miała świadomość, że rozbiła nam związek – i jeszcze miała czelność powiedzieć, że to nie było miłe uczucie?  
A co ja miałam powiedzieć?
Ukradła mi moją pierwszą miłość. Zbudowała swoje szczęście na cudzym nieszczęściu i teraz grała męczennicę?  
– To nie jest miłe uczucie? – powtórzyłam po niej zjadliwym tonem, lekko pochylając się do przodu. – A co ty możesz o tym wiedzieć, skoro ostatecznie i tak to ty zdobyłaś tego faceta? Pomyślałaś kiedyś o tej drugiej kobiecie? O tym, co ona musiała czuć? Ona była tam pierwsza. To był jej chłopak, jej związek, jej rola. Zniszczyłaś jej szczęście, ale jednak to z siebie robisz ofiarę? – Zaczynałam krzyczeć. Ogarniała mnie taka furia, że byłam o krok od przewrócenia stolika i złapania Anny za jej łabędzią szyję. – Odebrałaś mi wszystko, suko! To przez ciebie straciłam ich obydwu!  
Oczywiście, nie mogłam tego powiedzieć. Nie mogłam nic wykrzyczeć.
Wzięłam głęboki oddech i spojrzałam na nią.
– Rozumiem. Czy jest jeszcze coś, o czym powinnam wiedzieć? Co jeszcze mówią twoi znajomi? Twoi rodzice go akceptują?  
Anna znowu zaczęła mówić, ale niezbyt uważnie jej słuchałam. W głowie już układałam sobie plan podejścia tego całego Włocha. Choćby na podejrzeniach miało się skończyć i Matteo wcale nie był aż takim podrywaczem, na jakiego go kreowali – ja miałam zamiar stworzyć z niego zdrajcę. Skoro był gorącokrwistym Włochem z krwi i kości, nie powinno być trudno.  
Zapowiadało się ciekawe zlecenie.
– Potrzebuję adresu jego mieszkania oraz restauracji, w której pracuje. Jego zdjęcie, grafik, lista miejsc, do których często chodzi… wszystko, co przyjdzie ci do głowy. Nawet najmniej znacząca rzecz może mi się przydać.
W końcu spotkanie dobiegło końca. Patrzyłam, jak Anna oddala się w kierunku, z którego przyszła. Zastanawiałam się, czy to był jakiś kosmiczny żart, czy może jednak okazja od losu, bym w końcu zemściła się w pełni. Może jednak zabicie Caleba było niewystarczające. Jak widać, Anna pozbierała się na tyle, by zaręczyć się z przystojnym Włochem. I niby dlaczego to ona miała zyskać swoje szczęśliwe zakończenie, skoro – jak sama powiedziała – kiedyś rozbiła komuś związek?  
Wlazła z buciorami w moje życie – teraz zamierzałam odwdzięczyć się jej tym samym.
Zemszczę się za Caleba. Za ból, który mi sprawiła. Za każdy pocałunek, każdy sms zawierający stek kłamstw. Za każdy dzień, który Caleb spędził z nią, a nie ze mną.
Zemszczę się za Dana. Gdyby nie ona, Caleb nie chciałby ode mnie odchodzić. Nie musiałabym go szantażować, a on nie wygadałby się kumplowi. Dan nigdy nie czułby potrzeby, by pomścić swojego przyjaciela; nawet, jeśli by mnie znalazł, to nie byłby negatywnie nastawiony. Mógłby kochać mnie jeszcze bardziej, a ja mogłabym nad nim zapanować.  
To wszystko musiało jednak pozostać w sferze niespełnionych marzeń, bo przez Annę żadna z tych rzeczy nie była możliwa.
Dwaj mężczyźni mojego życia – obaj nie żyli. Obaj mnie zdradzili.
Przez nią.
Czas, by w końcu poznała, jak to jest.

🦋  

Wróciłam do mieszkania, w którym w końcu mogłam uspokoić nerwy, bo na szczęście było puste. Otworzyłam szeroko okno, by wpuścić do środka trochę powietrza. Miałam do zrobienia swoje codzienne zadanie.  
Przyciągnęłam do siebie laptopa, by przeszukać popularne strony plotkarskie lub inne tego typu, w razie gdyby komuś ponownie zachciało się pisać artykuły o Danie. Zwykle szło to dość szybko – po prostu wpisywałam w wyszukiwarkę jego imię i nazwisko i patrzyłam, czy pojawiło się coś nowego. Serce zawsze przyspieszało mi podczas tych kilku sekund ładowania wyników. Nie miałam ochoty się tym zadręczać, ale nie potrafiłam przestać. Wciąż musiałam być czujna. Skoro ktoś miał nasze zdjęcie z wystawy, może miał też moje zdjęcia, te zrobione przez Dana? One też mogły mnie z nim powiązać.  
Myślałam, że zadbałam o wszystko. Jeszcze przed przyjazdem tutaj wynajęłam hakera, któremu słono zapłaciłam za włamanie się na strony reklamujące stare wystawy oraz na poczty wszystkich ludzi, którzy dostawali zaproszenia. Miał wykasować maile, które zawierały moje zdjęcia – te, które swego czasu tam umieściłam, by skusić Nathana do pojawienia się na wystawie. Haker spełnił swoje zadanie. Nie miałam jak sprawdzić maili, ale reklamy wystaw już tak. Moje zdjęcia, robione przez Dana, zniknęły z sieci. Częściowo przez to nie było mnie stać na wynajęcie czegoś samej i to dlatego byłam zmuszona do dzielenia mieszkania z Hannah, ale byłam w stanie to przetrzymać, bo wiedziałam, że wydałam pieniądze w słusznym celu.  
Tymczasem ktoś posiadał fotki moje i Dana; cholera wiedziała, ile ich było i czy zamierzał nadal je udostępniać. Czy wiedział co się stało, czy był tylko marnym, amatorskim pseudodziennikarzem, który chciał zabłysnąć.  
Gdzieś głęboko w środku nadal czułam niepokój. Minęło już tyle tygodni. Dana pewnie już w połowie zjadło wszelkie robactwo. Minie jeszcze sporo czasu, zanim pozostaną z niego tylko kości. Tak czy inaczej, nie był już problemem, więc dlaczego ludzie uparcie chcieli pozostawić go przy życiu?
Ile jeszcze musiało minąć czasu, by w końcu przestali się nim interesować na dobre?  
Kiedy mogłam w końcu odzyskać spokój?

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii thriller i erotyczne, użyła 2138 słów i 11854 znaków.

2 komentarze

 
  • agnes1709

    :dancing:  <3

  • Iga21

    No ładnie. Cała Amelia, wieczna chęci zemsty. No cóż ciekawe jak się to potoczy, to będzie dla niej chyba najważniejsze zlecenie.
    O tak właśnie sobie pomyślałam, że wspominałaś w poprzedniej części o jej mamie. Ale o ojcu sobie nie przypominam.
    Możesz o nim coś wspomnieć?  
    Zostawił ich? Zmarł? Czy coś innego się z nim stało?  
    Mało ważne niby, ale mimio tego chciałabym wiedzieć 🙂
    Czekam na kolejną część i mam nadzieję, że będzie szybko 🙂

  • candy

    @Iga21 pisałam o tym w pierwszej części. Mama Amelii miała podobną opinię o mężczyznach co jej córka, dlatego Amelia nigdy nie poznała swojego ojca ;) a następny rozdział będzie za tydzień :)

  • Iga21

    @candy A nie da rady w wcześniej? 😁

  • candy

    @Iga21 to zależy od tego jak szybko się napisze druga połowa rozdziału :D

  • Iga21

    @candy mam nadzieję, że napiszę się w jak najszybszym tempie.
    Ale jak ma Ci się nie podobać, tak jak nie podobała się Agnes gdy ją po goniałam przy jej opowiadaniu, to już wolę zaczekać niż potem miałabyś mieć do mnie pretensje.

  • candy

    @Iga21 no bez przesady, jakie pretensje :D mogłabym mieć co najwyżej do siebie ;)