Paź królowej – 13| Masz się nie powstrzymywać

Paź królowej – 13| Masz się nie powstrzymywaćWyjątkowo się zmobilizowałam i na szybkości napisałam rozdział, więc wrzucam go wcześniej, mimo że jutro mam zaliczenie, na które nie umiem absolutnie nic, w dodatku nie wiem też, co mam umieć i czego się uczyć - nawet nie wiem, co się działo na tych zajęciach 😂 to zdalne studiowanie mnie dobija, więc baaaardzo proszę o trzymanie za mnie kciuków jutro, bo potrzebuję dobrych fluidów ❤️️



Rozglądałam się uważnie po mieszkaniu, do którego przyprowadził mnie Matteo. Paplał coś wesoło, momentami wtrącając włoskie słówka, ale niezbyt uważnie go słuchałam. Ciekawiła mnie kwestia mieszkania i to na tym skupiłam się w pierwszej kolejności. Szukałam śladów Anny lub w ogóle jakiejś kobiety, ale mieszkanie było czyściutkie. Dosłownie – wyglądało tak, jakby dopiero co wyszła z niego ekipa sprzątająca. Wydawało mi się to dziwne, bo może i niektórzy mężczyźni byli pedantami, ale na pewno nie aż takimi. Pachniało nowością, płynami do mycia i byłam pewna, że mogłabym przejechać po blacie ręką w białej rękawiczce i nie zostałaby na niej nawet odrobina kurzu.  
– Bardzo tu ładnie – powiedziałam, niby podziwiając wystrój, a tak naprawdę szukałam czegoś, co wyjaśniałoby taką czystość w tym mieszkaniu i dziwną atmosferę. Podeszłam do stołu, podczas gdy Matteo zdejmował buty. Na podkładce leżał rachunek z kwotą za sprzątanie. Uniosłam lekko brwi. Wynajął ekipę sprzątającą? Nie, raczej nie. Żaden facet by się tak nie poświęcał. Wystarczyło mi jednak kilka spojrzeń więcej, by rozgryźć, co tu się działo. To nie było jego mieszkanie. Pewnie nie było nawet czyjeś. Wyglądało jak apartament do wynajęcia na parę nocy. Nie był to hotel i standard także nie był stricte hotelowy, bo wnętrze było naprawdę ładne i kolorowe, a nie utrzymane w tonie surowej bieli. Wchodziło się wprost do części kuchennej, która była cała czarna – tylko kawałek blatu i stół był w kolorze jasnego drewna, a lodówka mocnej czerwieni, co świetnie komponowało się z resztą. Czarne szafki, czarny piekarnik, czarny czajnik, szuflady, ściana, na której wisiała listwa magnetyczna z zestawem noży. Pod stołem znajdowały się specjalnie wbudowane szafki, w której znajdowały się garnki i patelnie. Całości dopełniały czarne podkładki na stół i zielone rośliny. Podobało mi się tu. Mogłabym mieć taką kuchnię. Nie po to, by gotować obiadki dla rodziny, ale seks w takiej kuchni, w tej całej czerni… Byłby czymś pięknym.
– Wyjdziesz z tej kuchni czy już chcesz moje kolejne popisowe danie? – zaśmiał się Matteo, nagle stając tuż za mną. – Jest jeszcze reszta do obejrzenia.  
Wywróciłam oczami, ale pozwoliłam zaprowadzić się do łazienki i sypialni. Łazienka była utrzymana w kolorach jasnego beżu – nic niezwykłego. Sypialnia miała białe ściany, dużą, szarą szafę, łóżko z kolorowymi poduszkami i obrazem miasta tuż nad ramą łóżka. Obok czarna sofa i dywan w czarno-białe pasy – ten widok tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że to był apartament na wynajem. Typowe rzeczy i dekoracje kupione w popularnych sklepach, by było na czym zawiesić oko i by całość ładnie się prezentowała. Kolorowe, uniwersalne, ale ostatecznie nijakie. Żaden facet by takich nie wybrał. O ile kuchnia swoją kolorystyką pasowała do ciemnych i niebezpiecznych oczu Mattea i całej jego aparycji, o tyle ta sypialnia mogła równie dobrze należeć do jakiejś kobiety.  
Tyle że na pewno żadna tu nie mieszkała. Pewnie miał inne mieszkanie, w którym mieszkał z Anną albo Bóg wie z kim jeszcze. Być może wynajął je specjalnie na moją wizytę, a może była to jego rezerwa, w razie zaproszenia na randki innej naiwnej. Musiałam przyznać, że nieźle to rozegrał. Nawet jeśli nie doszłoby do zdrady, już samo to powinno mocno zaniepokoić Annę. Który facet miał w zapasie inne mieszkanie?
Na pewno nie wierny.
– No dobrze, mieszkanie obejrzane. – Spojrzałam na Matteo z uśmiechem. – A teraz czekam na twój popis w kuchni.  
– Tak od razu?  
– A co jeszcze byś chciał? – odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
– Może porozmawiać – odparł z uśmiechem. – Właściwie to się nie znamy, chicca.
– Możemy porozmawiać przy jedzeniu, jeśli tym razem będzie zjadliwe – rzuciłam, lubując się tym, jak bardzo chciał mi zaimponować, a ja wbijałam w jego ego delikatne szpileczki. – I jeśli masz wino, będziemy mogli posiedzieć, odrobinę wypić i… kto wie, co jeszcze. – Posłałam mu jeden z moich najśliczniejszych uśmiechów, po czym wyszłam z sypialni. Przeszłam do kuchni, odsunęłam jedno z wysokich krzeseł przy stole, który pełnił też funkcję blatu i usiadłam, patrząc wyczekująco na Matteo, który wyszedł za mną i roześmiał się.
– Jaka głodna! W porządku. Skoro tak bardzo chcesz mieć szefa kuchni, to będziesz go miała. – Podwinął rękawy koszuli i spojrzał na mnie wyczekująco. – Co powiesz na ręcznie robiony makaron carbonara, Alessia?
– W porządku. Nie będę wybrzydzać. No chyba że coś w nim znajdę. – Założyłam prowokująco nogę na nogę i wbiłam w Matteo wyczekujące spojrzenie. Tylko się zaśmiał i podszedł do zlewu umyć ręce.
Przez następne kilkanaście minut patrzyłam, jak wyrabiał ciasto i musiałam przyznać, że byłam pod wrażeniem. Nigdy nie widziałam własnoręcznie robionego makaronu i było to całkiem przyjemne dla oka. Widać było, że Matteo wkładał w to całe swoje serce; wszystko robił z niebywałą precyzją. Zaczęłam się zastanawiać, czy on w ogóle uwierzył, że znalazłam w tym calzone jakiś włos, czy może jedynie przyjął to do wiadomości i wykorzystał, by mnie tu zwabić. Nie mogłam tego wykluczyć, bo Matteo nie wyglądał na naiwnego. Musiał też umieć dobrze kłamać, skoro Anna przez tyle czasu nie zorientowała się, co robił za jej plecami.  
Kuchnię wkrótce wypełnił tak smakowity zapach, że byłam bliska złapania patelni gołymi rękoma i zjedzenia z niej wszystkiego. Poczekałam jednak cierpliwie, aż dostanę swój makaron w pięknej, głębokiej misce. Matteo przyglądał mi się z butnym uśmiechem, który sugerował, że był absolutnie pewien swojego dania i oczekiwał pochwały. Nie chciałam dawać mu satysfakcji, ale moje oczy i burczenie w brzuchu mówiły wszystko. Zaczęłam jeść powoli, ale już pierwsze kęsy były wyśmienite. Nie mogłam teraz narzekać.
– Cóż… – mruknęłam, odkładając na chwilę widelec. Przeniosłam wzrok na Matteo, który dalej się uśmiechał, tym razem nieco ironicznie. – Nie widzę tu żadnych włosów.
– Dzięki Bogu.
– I nie mogę się też przyczepić do tego, że jest suche. – Spuściłam wzrok na makaron, który był cudownie wilgotny. – Ale nie jest też zbyt mokre i makaron nie pływa, czego gratuluję. Widzę, że nie użyłeś śmietany.
Mamma mia, Alessia! – Udał, że łapie się za serce. – Prawdziwa carbonara nie zawiera śmietany. Nie wiem, jakie makarony jadłaś wcześniej, ale wyraźnie przygotowywali je sami partacze. Gwarantuję ci, że to najlepsza carbonara, jaką kiedykolwiek jadłaś.
– Dobrze. Wygrałeś. – Z powrotem wzięłam widelec i zaczęłam jeść, bo byłam zbyt głodna, żeby poprzestać na kilku kęsach. – Przyjmuję do wiadomości, że tamto calzone było tylko wyjątkiem od reguły.
– Nie dostanę nagrody za ten przepyszny makaron? – Pochylił się ku mnie z błyskiem w oku. Oparł ręce na blacie i zerkał na mnie tak, że gdybym była zwyczajną dziewczyną, powinnam się już rumienić na całego.  
– Dostaniesz. Oto ona: dziękuję. – Uśmiechnęłam się szeroko.  
Matteo tylko wywrócił oczami.
Dai, Alessia, chyba stać cię na coś więcej.
Dobrze wiedziałam, co sugerował i zastanawiałam się, czy olać wszystko i po prostu to zrobić, czy jeszcze się wstrzymać. Te usta mnie kusiły, nie mogłam zaprzeczyć. Dla jego akcentu mogłabym dać się pokroić – ale na tym musiałam przestać. To nie było zwykłe zlecenie. Nieważne, jak bardzo pociągał mnie Matteo, był tylko narzędziem. Narzędziem do zranienia Anny oraz do zdobycia Jacksona. Gdybym teraz go pocałowała, zbyt szybko wszystko bym zakończyła.  
Musiałam to przedłużać, jak tylko się dało.  
Upiec dwie pieczenie na jednym ogniu.
Zdobyć Jacksona. Zranić Annę tak, jak ona zraniła mnie.
Nic więcej się nie liczyło.
Pochyliłam się ku niemu i bardzo powoli zbliżyłam usta do jego ust, po czym w ostatniej chwili obróciłam głowę, by pocałować go jedynie w policzek.
– Przykro mi, amore – rzuciłam, siadając z powrotem na krześle. – Tylko na tyle zasłużyłeś do tej pory. Pokaż mi coś więcej, a może i więcej otrzymasz.
Jego uśmiech się poszerzył.
– Umiesz się bawić, chicca. Podoba mi się to. – Odepchnął się od stołu i podszedł do jakiejś szafki, z której wyciągnął butelkę czerwonego wina, dwa kieliszki i korkociąg. Otwierając wino, spojrzał na mnie. – Więc co powiesz na to, bym pokazał ci od razu?

🦋  

Minęły dwa tygodnie, który wypełnione były spotkaniami z Matteo i wpadaniem do studia, gdzie czekały na mnie pochmurne spojrzenia Jacksona. Cieszyły mnie one, ale też martwiły, bo nie podejmował żadnej akcji. Powinien wziąć to, co jego, jak mężczyzna. Gdy widział mnie z Matteo, na jego twarz wstępowała kpina i wściekłość, ale nie było żadnej ponurej determinacji. Nic nie robił. Irytowało mnie to. Powinien zacząć działać. Nawet Dan w pewnym momencie pozbył się swojej postawy pewnej uległości i po prostu robił, co chciał, brał, co było jego. Czemu Jackson tak nie potrafił?
Co do Matteo też byłam rozdarta. Pociągał mnie, nie było tu wątpliwości. Kusiło mnie, by w końcu pójść na całość, ale ciągle to odkładałam, bo wiedziałam, że im dłużej to pociągnę, tym więcej bólu zadam Annie. Nie umiałam się jednak w pełni tym cieszyć, bo wciąż irytowało mnie zachowanie Jacksona. Wpadłam w błędne koło, z którego ciężko było mi wyjść. Musiałam się też pilnować, by nikt z agencji nie przyłapał mnie na utrzymywaniu ciągłego kontaktu z Davidem, który pewnego razu przyszedł do studia z poszarzałą twarzą i oznajmił, że przeprasza za swój żałosny stan, ale jego żona wniosła pozew o rozwód. Szczególnie musiało to zszokować Królową Blondynek, która też zaczęła się znowu pojawiać w studiu. Od razu podpłynęła do niego ruchem godnym kaczki i zaczęła coś cicho do niego mówić. Widziałam, jak zaciągnęła go za tło. Byłam ciekawa, jaką strategię postanowiła obrać. Na pewno nie spodziewałam się usłyszeć krzyku:
– Daj mi spokój! Mam wystarczająco dużo problemów i bez twoich przerostów ambicji! Nie dostaniesz tej roboty i powinnaś się wreszcie z tym pogodzić!
David wyszedł zza tła z wściekłą miną, a za nim Amy z czerwoną twarzą. Szybko zabrała swoją torebkę i wybiegła ze studia. Nie było trudno odgadnąć, o jaką robotę jej chodziło. Od początku polowała właśnie na moją. David przez resztę dnia chodził wściekły, a Jackson spochmurniał jeszcze bardziej – właśnie dostał potwierdzenie, że Amy wcale nie chciała do niego wrócić, a chodziło jej jedynie o to, by dostać moją fuchę. Ja skwitowałam to jedynie szerokim uśmiechem. Nie po raz pierwszy z nią wygrałam.
Irytowała mnie pewna ciągłość i konsekwencja w przeszkodach, które ciągle pojawiały się na mojej drodze. Najpierw Anna, później Nicola, teraz Amy. Trzy idiotki, trzy blondynki, jakby świat chciał ze mnie zadrwić nawet i w tak błahy sposób. Zajęłam się Nicolą, Amy też powoli przestawała stanowić problem. Teraz tylko Anna wróciła niczym koszmar ze snów. Sama prosiła się o to, by skończyć jak jej były chłopak.
– O czym tak rozmyślasz, bella? – Matteo odgarnął mi kosmyk włosów z czoła.
Znowu byłam w mieszkaniu, które nazywał swoim, a ja udawałam, że wierzę w każde jego słowo. Nasze spotkania polegały głównie na tym, że przychodziłam tu i dostawałam kolejne popisowe danie, które zjadałam z wielkim apetytem. Później nalewaliśmy sobie wina, siadaliśmy na łóżku lub na kanapie i rozmawialiśmy. Nawet to lubiłam, choć oczywiście nie to było moim celem. Przynajmniej miałam zajęcie i nie musiałam siedzieć w mieszkaniu z Hannah. Właściwie wracałam tam tylko po to, by się umyć i przebrać.  
– O niczym. – Uśmiechnęłam się dla niepoznaki i dopiłam wino, by odłożyć kieliszek na szafkę obok łóżka. – Słucham cię, naprawdę.
– Tak? A co przed chwilą powiedziałem?
Nie słuchałam go. To było oczywiste.  
– Tyle tego było, że trudno to spamiętać. – Wywróciłam oczami. – Jesteś straszną paplą.
– Wypraszam sobie. Po prostu mam dużo do powiedzenia. – Też odłożył swój kieliszek i nagle złapał mnie za biodro. – Za to ty mówisz mało. Kusisz, ale nie dasz się lepiej poznać. Przybliżasz się, a potem mnie odpychasz. Chcesz, żebym przez ciebie zwariował, chicca?
No cóż, i tak długo wytrzymał.  
Udałam, że wcale nie zerkam na wybrzuszenie w jego spodniach.
– Może właśnie tego chcę – potwierdziłam cicho.
– Tak nie będzie – wymruczał, przyciągając mnie bliżej siebie. – Nie dam ci się zmanipulować. Nie będę dłużej potulny i posłuszny. Nie będę się powstrzymywał.
Musiałam powstrzymać śmiech. Czy on nie widział, że nawet w tym momencie robił to, co chciałam? Że zmanipulowałam go już dawno temu?
– Więc się nie powstrzymuj – powiedziałam po prostu i w następnej chwili zostałam przygnieciona jego ciałem, gdy gwałtownie mnie pocałował. O tak, czuć było ten włoski temperament. Wplótł rękę w moje włosy i je szarpnął, by odchylić moją szyję. Czułam narastające podniecenie. Bardzo chciałam pójść naprzód, ale przecież nie mogłam. W końcu dopięłam swego. Matteo nie był wierny. Mogłam w tej chwili wstać i wyjść.  
Tylko że pulsujące ciepło między nogami znacznie mi to utrudniało.  
W końcu przemogłam się, by wykrztusić:
– Muszę iść.
– Co? – Oderwał się ode mnie ze zdumieniem. Ciężko dyszał. – To żart?
– Nie. – Wysunęłam się spod jego ciała i poprawiłam sukienkę. – Po prostu muszę już iść.
Wybiegłam z mieszkania, jakby mnie ktoś gonił. Wyszłam na zewnątrz i przez chwilę stałam bez ruchu, wdychając powietrze i uspokajając tętno. Tak naprawdę chciałam wrócić na górę, rozłożyć nogi i pozwolić, by działo się to, na co oboje mieliśmy cholerną ochotę. Czułam niedosyt. Udowodniłam zdradę, ale co z tego? Nie czułam, że wygrałam. Jeszcze nie.

🦋  

Powiedziałam szefowi, że tym razem chcę być obecna przy przekazaniu materiałów dowodowych. Nie wnikał dlaczego.
Patrzyłam, jak Anna ogląda wszystko bez mrugnięcia okiem. Dopiero, gdy Matteo mnie pocałował, pisnęła cicho, a po jej twarzy zaczęły płynąć łzy. Jakby jej kanaliki łzowe odblokowały się dopiero teraz.
– A więc oni wszyscy mieli rację – wyszeptała, podnosząc ręce do ust. – On naprawdę mnie zdradził. Być może robił to nawet wcześniej, Bóg wie z iloma innymi kobietami…
– Bardzo mi przykro – mruknął szef, wyraźnie zakłopotany.  
Ja dalej stałam bez ruchu.  
– No cóż – wydusiła z siebie Anna, ocierając łzy i patrząc na mnie. – Wygląda na to, że wydane pieniądze nie poszły na marne. Proszę wybaczyć… – Wstała, cała się trzęsąc. – Ale muszę zostać teraz sama. Dziękuję za… za ujawnienie tego wszystkiego.
Patrzyłam, jak wychodzi i czekałam na satysfakcję, którą sobie obiecałam. Miałam poczuć, że ją zraniłam. Miałam poczuć, że wygrałam. Powinna cierpieć tak jak ja cierpiałam wtedy. Przecież udowodniłam zdradę. Anna już nigdy nie spojrzy tak samo na swojego “idealnego” Włocha. To mnie zachłannie całował, podwijając mi sukienkę. Ona może i nosiła na palcu ogromny kamień, ale była okłamywana i to być może od samego początku.
A jednak mi nadal to nie wystarczało.
Wyszłam z agencji niczym robot, jakbym była w transie. Chciałam wrócić do domu, być może zahaczyć po drodze o studio, ale nogi same powiodły mnie gdzie indziej. Nie miałam już przy sobie żadnego sprzętu, bo zlecenie było zakończone – ale chciałam to zrobić.
Musiałam to zrobić.
Zapukałam energicznie do drzwi.
Był w środku. Otworzył, zerkając na mnie z ciekawością.
– A jednak wróciłaś – skwitował krótko.  
– Przestań gadać. – Weszłam do środka, kopniakiem zamknęłam drzwi i popchnęłam Matteo w kierunku sypialni. Wylądował plecami na łóżku, a ja rzuciłam torebkę na szafkę. Wcześniej wyjęłam z niej malutką kamerę, praktycznie niewidoczną dla oka, którą szybko przykleiłam do komody, tak, by była skierowana na łóżko. Matteo i tak nic nie zauważył, bo wpatrywał się we mnie jak w obraz. – Powiem ci, jak teraz będzie – kontynuowałam, zdejmując powoli szpilki i sięgając do suwaka sukienki. – Nie musisz być już potulny i posłuszny. Masz się nie powstrzymywać. – Zdjęłam sukienkę, zostając w samej bieliźnie. Podeszłam do Matteo, który patrzył na mnie jak urzeczony. – Jasne?
Z jego gardła wydobył się groźny warkot i w następnej chwili złapał mnie w talii i rzucił na łóżko. W sekundę pozbył się mojej bielizny. Wsunął we mnie palce, drugą ręką rozpinając swoje spodnie. Wiedziałam, że jeśli się to wyda, mogę stracić pracę, ale zupełnie mnie to nie obchodziło. Musiałam to zrobić. Musiałam zranić Annę jak tylko się dało. No i miałam też swoje potrzeby. Zbyt długo upominały się o swoje. Zbyt wiele czasu minęło.  
Wyciągnął skądś prezerwatywę i szybko założył ją na sztywnego członka, którym po chwili wypełnił mnie od środka. Fakt, że nagrywała nas przyklejona na szafkę kamera, tylko jeszcze bardziej mnie podniecał. Jęknęłam głośno, gdy zaczął się we mnie energicznie poruszać.
– Dobrze, że wróciłaś – wymruczał nagle w zagłębienie na mojej szyi.
O tak.
Nawet nie masz pojęcia, jak dobrze.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii thriller i erotyczne, użyła 3303 słów i 18428 znaków, zaktualizowała 8 cze 2020.

2 komentarze

 
  • agnes1709

    Cudownie, kochana, kocham do szaleństwa :zakochany:  <3  Powodzenia na "przesłuchaniu" :D

  • Iga21

    Mogłaby podczas oddawania tego drugiego nagrania wcześniej zamazać sobie twarz.  
    Może i tak straci pracę, ale lepiej dla niej, żeby nie była jedną z gwiazd porno w internecie.
    Oczywiście, że zestaw jak najbardziej na tak.  
    I będę mocno trzymać kciuki, abyś zaliczyła, to zaliczenie 😘🙂

  • candy

    @Iga21 ale wtedy nie będzie wiadomo, że to ona, a bardzo chciała, żeby to akurat ona zraniła Annę i żeby było to wiadome :D

    dzięki! Każda pomoc się przyda :D

  • Iga21

    @candy wiem o tym. Tylko ona nie przemyślała sprawy głębiej. A co jak ta znowu będzie też chciała się zemści i tak nagranie wpłynie do sieci?  
    Ogarnie sobie Anna  nr prywatny do niej i wrzuci pod ten film z dopiskiem "Kto chętny? Proszę dzwonić 🙂" i coś tam jeszcze może sobie dopisać.  
    Może to dziecinne i banalne, ale w prawdziwym życiu mogłoby się takie coś wydarzyć.  
    Nie przemyślałaś tego w ten sposób ? 🙂

  • candy

    @Iga21 będzie się na pewno działo z tym nagraniem ;)