Paź królowej – 16| Metaforyczna krew

Paź królowej – 16| Metaforyczna krewDzisiaj rozdział wpada wcześniej - z okazji mojego ostatniego egzaminu i z takiej, że piąteczek 😃



Przeglądałam strony internetowe, szukając jakiegoś mieszkania do wynajęcia. Z nową, solidną dawką pieniędzy było mnie w końcu stać na małą kawalerkę, ale do tej pory jeszcze nie znalazłam takiej, która by mi się podobała. Sama nawet nie wiedziałam, gdzie chciałam wyjechać, ale na pewno musiałam się oddalić na tyle, by ślad po mnie zaginął.
Jackson siedział obok i przyglądał mi się uważnie.
– I co? Jest coś godnego zainteresowania?
– Nie – odparłam, przymykając lekko ekran laptopa.
Siedzieliśmy w kawiarni, właściwie za bardzo się do siebie nie odzywając, ale całkiem mi to pasowało. Musiał się ze mną oswoić. Dopiero niedawno zobaczyliśmy się poza studiem. I nawet jeśli nasza randka nie była zbytnio udana, postanowiłam wspaniałomyślnie nie zrażać się i spróbować podejść go inaczej. Od rana siedziałam nad filiżanką parującej kawy, podłączona do Wi-Fi w kawiarni, by znajdować się jak najdalej od cuchnącego Hannah mieszkania. Napisałam Jacksonowi, gdzie jestem, a on tak po prostu przyszedł i siedział ze mną. Nic nie mówił, po prostu na mnie patrzył, a ja pozwalałam na to, w międzyczasie ślęcząc nad ogłoszeniami.  
Może nie był to szczyt bliskości, jaki chciałam osiągnąć, ale czy był sens walczyć o więcej, skoro zaraz miało mnie tu nie być?
– Zostań – powiedział nagle Jackson, wyciągając rękę i dotykając mojego nadgarstka. – Sama widzisz, że nie ma nic ciekawego. Wiem też, że nie chciałaś rezygnować z pracy u Davida. Dopiero się poznajemy.  
Przeniosłam na niego wzrok i uniosłam lekko brwi.
– A wiesz, czemu to się dzieje dopiero teraz? – odparłam chłodno. – Przez Amy. Przez nią wszystko się skomplikowało i opóźniło. Byłeś zapatrzony tylko w nią. Teraz ja mam przez to zmieniać swoje plany?  
– Nie wkurzaj się. – Podniósł do góry ręce. – Tylko… tak nagle powiedziałaś o tym wyjeździe, że to aż podejrzane. W dodatku ciągle odmawiasz podania powodu. Skoro nie jest to takie pilne, to może odwołaj?
– Jest pilne. – Zgromiłam go wzrokiem. – To, że nie mówię ci, dlaczego wyjeżdżam, nie znaczy, że masz prawo wygłaszać opinie na ten temat i mądrzyć się, czy jest to dla mnie ważne czy nie – syknęłam.  
Nie zamierzałam się kłócić, ale Jackson wyraźnie chciał narzucić mi swoje męskie zdanie i mnie zdominować.
Jeszcze nie wiedział, że to działało dokładnie w odwrotną stronę.
– Chciałbym tylko spędzić z tobą trochę czasu – rzucił tonem, w którym nie było skruchy. – Bo coś w sobie masz. Nie chcę, żebyś wyjechała. To takie dziwne?
Coś w sobie masz?
Na ten etap było to dla mnie stanowczo za mało, ale musiało mi wystarczyć.
Nie miałam czasu na więcej.
– Wyjedź ze mną – powiedziałam nagle, zamykając całkiem laptopa i pochylając się w stronę Jacksona.
Popatrzył na mnie dziwnie, po czym się roześmiał.
– Co?
– Wyjedź ze mną – powtórzyłam. – Jeśli naprawdę chcesz mnie poznać i spędzić trochę czasu, to jedź ze mną.  
– Przecież to szalone! – Spojrzał na mnie jakbym zwariowała. – Nawet nie chcesz mi powiedzieć, dlaczego właściwie wyjeżdżasz, ale prosisz mnie, bym zostawił całe swoje życie i wyjechał za dziewczyną, o której nic nie wiem?
– Jak lepiej się poznać, jak nie podróżując razem?
– Podróż może oznaczać wakacje na dwa tygodnie z all inclusive, a nie przeprowadzka do miasta, z którego nie zamierzasz już wracać! – Lekko się odsunął. – Nie uważasz, że to jednak zbyt duży krok?
Westchnęłam ciężko, podniosłam laptopa i wsunęłam go do specjalnej torby, po czym dopiłam kawę i wstałam, patrząc na Jacksona z góry.
– Sam nie wiesz, czego właściwie chcesz – powiedziałam chłodno. – Może lepiej to przemyśl, zanim będzie za późno. A teraz wybacz, ale mam ciekawsze rzeczy do roboty, niż siedzenie tu z tobą i czekanie, aż się określisz. – Wyciągnęłam z torebki okulary przeciwsłoneczne i nasunęłam je na na nos, po czym odeszłam, stukając obcasami.
Mężczyźni.
Niby tacy zdecydowani, czego chcą od życia, a tak naprawdę błądzący jak dzieci we mgle.

🦋  

Ostatnie zlecenie.  
Te dwa słowa siedziały mi w głowie i nie chciały odejść.
Postanowiłam sobie, że postaram się i zrobię to najlepiej jak umiem.
Choć nie było już wizji zranienia kogokolwiek, byłam całkiem ciekawa. Facet koło czterdziestki lubiący młodsze – to brzmiało jak zabawa.  
Wyzwanie?  
Nie dla mnie.
Zastawiłam na niego sidła w sklepie z garniturami, w którym lubił robić duże zakupy. Podałam się za obsługę sklepu i doradzałam, co ma wybrać i w którym kolorze jest mu najlepiej. Przyglądałam mu się. Przystojny facet, nie było po nim widać wieku. Wysoki, smukły, czarnowłosy. Trochę przypominał mi Matteo. W sumie mógłby być jego starszym bratem.  
Niby niechcący zsunęłam z nadgarstka bransoletkę z koralikami, gdy poprawiałam mu koszulę. Upadła wprost pod jego stopy, a nacisk jego buta sprawił, że żyłka pękła i koraliki rozsypały się po całej podłodze. Zrobiłam smutną minę i oświadczyłam, że to nie jego wina, choć szkoda, bo była to pamiątka po mojej świętej pamięci babci. Facet – Charles, choć nalegał, by mówić mu Charlie – bardzo się tym przejął i w ramach rekompensaty zaprosił mnie na kolację i drinka.
Widziałam na jego palcu ślad po obrączce, którą najpewniej trzymał w kieszeni i zastanawiałam się, co w tej chwili robiła jego żona. Gotowała mu obiad? Zajmowała się dziećmi? Czy może czekała ze łzami w oczach i z kieliszkiem wina w ręce, aż wróci do domu i okłamie ją prosto w twarz.
To właśnie w obronie tych kobiet stawałam.
Żadna nie powinna czuć się poniżana przez mężczyznę.
Zdradzana.
Okłamywana.
Kobieta zawsze wie, gdy jest okłamywana. Gdy partner ją zdradza. Wyczuwa te drobne zmiany w jego zachowaniu, podczas gdy on uśmiecha się jak gdyby nigdy nic i sądzi, że zachowuje się jak zawsze. Ale coś się zmienia. Kłamiąc, obrażają naszą inteligencję, jednocześnie utwierdzając się w przekonaniu, że są tacy macho.
Popijając drinka, patrzyłam na Charliego i nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że coś tu było nie tak. Nie mogłam pojąć, o co chodziło. Był przystojny, chyba bogaty, wyraźnie na mnie leciał i zapowiadało się, że będzie to kolejne udane zlecenie. Nie mogłam się jednak zdobyć na to, by się do niego zbliżyć. Dlaczego? Przecież ja nigdy nie miałam takich problemów – a teraz musiałam załatwić to wyjątkowo szybko. Czyżby to był autosabotaż? Specjalnie zwlekałam, by zostać tu dłużej? Nie, przecież musiałam wyjechać. Musiałam uciekać, zanim Anna, dręczona myślami o mnie i Matteo, nagle połączy mnie ze zniknięciem Caleba.  
Próbowałam się przemóc. Upijałam się, ale nigdy do nieprzytomności. Zaglądałam mu głęboko w te brązowe oczy i naprawdę się starałam.  
Ale – niemal jakby ktoś rzucił na mnie klątwę – nie udawało mi się to.
Nie rozumiałam w czym rzecz i nie podobało mi się to.
– Hej! – Charlie zamachał mi gwałtownie ręką przed oczami. – Jesteś nadal ze mną?
– Jasne – odparłam automatycznie, sięgając po kieliszek z drinkiem.
– Chyba tylko ciałem, bo duchem nie. Odpłynęłaś na chwilę. – Spuścił wzrok na kolorowy napój w szkle. – Za mocny drink?
– No co ty – żachnęłam się, zakładając nogę na nogę. – Nie takie już piłam.
– Wybacz, po prostu wyglądasz na bardzo młodą. Jakbyś dopiero co mogła w ogóle pić alkohol. – Uśmiechnął się wesoło.
– Więc dlaczego zadajesz się z taką małolatą, Charles?
– Charlie – poprawił mnie. – Błagam, darujmy sobie te formalności. Codziennie masa ludzi zwraca się do mnie per “Charles”, dodając do tego jeszcze “pan”. Czuję się przez to strasznie staro.
– Dobrze więc. Charlie… – Dopiłam drinka jednym łykiem. – Odpowiedz na moje pytanie.
– A czy zadawanie się z kimś młodszym to grzech? – Wzruszył ramionami, unikając mojego wzroku.
– Widzę ślad po obrączce na twoim palcu. – Postanowiłam wyłożyć kawę na ławę. – I zastanawiam się, co w tej chwili robi twoja żona, podczas gdy ty siedzisz tu ze mną.
– Słuchaj… – Charlie wyraźnie się zdenerwował i rzucił mi speszone spojrzenie. – Nie jestem złym facetem. Kocham żonę, ale mój świat nie ogranicza się tylko do niej. Czy to dziwne? Chcę czasami pobyć bez niej, z kolegami albo… z nową znajomą na drinkach. – Zerknął na mnie znacząco. – Przecież jej nie zdradzam. Mogę mieć swoje życie.
Brzmiało logicznie, ale nie ze mną te numery.
Nie jestem złym facetem – ich nieśmiertelny tekst.
Wszyscy to powtarzali, zaraz po wypowiedzeniu zdania “To nie tak jak myślisz, kochanie” i soczystym policzku wymierzonym w ich twarze, które dopiero co zanurzały się we włosach i cyckach innej kobiety.  
– Więc mówisz mi, że twoja żona nie miałaby nic przeciwko temu, że tu ze mną siedzisz? – rzuciłam kpiąco. – I właśnie dlatego zdjąłeś obrączkę? Dla niewinnego spotkania, które ma na celu po prostu zobaczenie kogoś innego niż kobiety, której przysięgałeś wierność?
Chyba wyczuł zmianę w moim nastroju, bo lekko się odsunął i spojrzał na mnie z wahaniem pomieszanym ze złością.
– Chyba masz rację. Pora zakończyć to spotkanie – stwierdził. Szybkim łykiem dopił piwo i wstał, sięgając po marynarkę. – Miło było.
O, nie tak prędko.
Wybiegłam za nim, gdy wyszedł szybko przez drzwi baru. Na zewnątrz nie było ludzi, bo padał deszcz. Wszyscy schronili się w domach lub lokalach.  
– Stój!
Charlie odwrócił się, wyglądając jak zmokły pies. Czarne włosy przykleiły mu się do czoła. Spojrzał na mnie krzywo.
– Co? Wracam do domu, do żony. Chyba właśnie o to ci chodziło.  
Podeszłam do niego blisko, tak, że czułam jego alkoholowy oddech.
– Nie, wcale nie o to mi chodziło. Chciałam po prostu… – Stanęłam na palcach, by zbliżyć się do jego ust, ale nagle jakby poraził mnie prąd. Nie byłam w stanie tego zrobić. Poczułam ucisk w żołądku i musiałam od niego odskoczyć.
Stał na chodniku wśród wieczornych ciemności i patrzył na mnie wzrokiem bez wyrazu. Wzrokiem, w którym była pustka.
Nagle mój umysł przecięło – niczym nóż delikatną skórę – wspomnienie z przeszłości.
Wydobyło metaforyczną krew, łzy i uczucie pustki.
Miliony pytań, na które nigdy nie dostałam odpowiedzi.

– Mamo, co to jest?  
– O co chodzi? – Spojrzała na mnie smętnie znad patelni, w której coś mieszała.
– Znalazłam to na strychu w jakimś pudle. – Podeszłam do niej, trzymając w ręce zakurzone zdjęcie. Przyjrzałam mu się wcześniej uważnie i w tej młodej kobiecie rozpoznałam mamę, która uśmiechała się uroczo do obiektywu. Obok niej stał jakiś czarnowłosy mężczyzna. Obejmował ją, ale w jego oczach nie było szczęścia. Jego wzrok był pusty. Prawie jakby ktoś go zmuszał do stania obok niej. Prawie jakby… był uwięziony. – Kim jest ten facet?
Mama obróciła się szybko i wyrwała mi zdjęcie z rąk. Jej oczy rozszerzyły się gwałtownie.  
– Skąd to wzięłaś? – wyszeptała łamiącym się głosem, po czym wzięła głęboki oddech. – Nie. To nieważne. Nie chcę tego oglądać. I ty też nie powinnaś. – Jednym ruchem przerwała zdjęcie na pół.  
– Hej! – wrzasnęłam, zaciskając dłonie w pięści. – Nie możesz tego robić! Chciałam… – Musiałam wybiec za matką, która wypadła nagle przez drzwi frontowe i pobiegła do garażu. Gdy ją dogoniłam, grzebała w szufladzie, szukając czegoś. – Kto to jest? Kim jest ten facet? Czy to… – Nagle wpadła mi do głowy pewna myśl i powód, dla którego mama tak się zdenerwowała. – Czy to mój tata?  
– Milcz! – wrzasnęła mama, odwracając się w moją stronę. Na jej twarzy rozkwitła furia. Przez chwilę bałam się, że mnie uderzy. – Nie zadawaj mi takich pytań! O nic mnie nie pytaj! Twój ojciec był tylko dawcą spermy, plugawym mężczyzną, nic nie wartym śmieciem – jak każdy facet. Myślałam, że już dawno cię tego nauczyłam! – Z szuflady wyjęła zapalarkę do gazu i kliknęła nią parę razy. Ze środka wydobył się ogień, który natychmiast zajął podarte na pół zdjęcie. Matka upuściła papier na podłogę i patrzyła, jak się jarzy. W końcu przydeptała go. Gdy z nadzieją spojrzałam w dół, zobaczyłam tylko zwęglone kawałki.
Podniosłam wzrok na mamę.  
Byłam wściekła.
Tak wściekła, jak jeszcze nigdy wcześniej.
– To był mój ojciec – stwierdziłam zimnym tonem. – Pewnie jedyne jego zdjęcie, jakie istniało, a ty je zniszczyłaś! Nie pomyślałaś o tym, że może chciałam go poznać? Nie pomyślałaś o tym, że może się myliłaś? A może z nim byłoby mi lepiej, niż z tobą! – Wykrzyczałam jej prosto w twarz.
Sekundę później poczułam tak silne uderzenie, że zakręciło mi się w głowie i musiałam podeprzeć się ręką o ścianę, żeby nie upaść.  
Spojrzałam na matkę z niedowierzaniem, a ona odetchnęła głęboko.
– Nigdy więcej o nim nie wspominaj – syknęła, patrząc na mnie z nienawiścią. – Albo zostaniesz bez dachu nad głową, rozumiesz?
Wyszła z garażu i jak gdyby nigdy nic wróciła do domu.
Ja stałam w miejscu, patrząc na nią i rozmasowując policzek.
Spojrzałam z żalem na czarne pozostałości z tego, co jeszcze przed chwilą było jedyną pamiątką po moim ojcu.
Po paru sekundach już zapomniałam, jak wyglądała jego twarz.


Teraz sobie przypomniałam.
Gdy uświadomiłam sobie, kogo mam przed sobą, o mało co nie zwróciłam zawartości żołądka na chodnik.
Ojciec.
Mój ojciec.
Człowiek, którego widziałam tylko na tym zdjęciu i to przez kilka sekund.
Mózg dziecka szybko wymazał z pamięci jego twarz, ale podświadomość być może wiedziała – cały ten czas.  
Popatrzyłam na niego z niedowierzaniem. Nie mogłam uwierzyć, że akurat on był ostatnim figurantem, jakiego miałam sprawdzić.
Jakiego miałam nakłonić do zdrady.
Na samą myśl o tym, że miałabym go pocałować, poczułam silne mdłości.
– Nic ci nie jest? – Usłyszałam jego głos jakby z oddali. – Zbladłaś.
– Nie zbliżaj się do mnie! – wycharczałam, próbując zebrać myśli. Nagle wszystko zlało się w jedno. Całe moje dotychczasowe życie.
Dan. Nicola. Nathan. Caleb. Anna. Amy. Jackson. David. Matka. Motyl na mojej kostce. Po to, by zawsze o niej pamiętać. O każdej lekcji od niej.  
Ojciec.
Caleb, Nicola, Dan.  
– Nigdy, przenigdy nie nazywaj go tatą. Nie zasługuje na to. On po prostu cię spłodził. Koniec. – Mama patrzyła na mnie surowo. – I nigdy więcej o nim nie wspominaj. Rozumiesz, Amelio?
Charlie.
Ojciec.
Twarz, którą zapomniałam, patrzyła na mnie tym samym pustym wzrokiem co ponad dwadzieścia lat temu.
– Hej… – Próbował złapać mnie za rękę, ale odskoczyłam do tyłu.
– Precz z łapami! – warknęłam.
– Co z tobą? – W jego głos wkradło się zdenerwowanie. – Masz jakiś atak paniki? Pomogę ci… – Złapał mnie mocno za rękę, a jego dotyk podziałał na mnie jak prąd. Wrzasnęłam i tak mocno jak tylko mogłam, walnęłam go w krocze. Natychmiast mnie puścił, stęknął i zwinął się wpół.
– Co do… – wysyczał.
– Nigdy więcej się do mnie nie zbliżaj! – wykrztusiłam, czując, że mam w oczach łzy i że od wymiotów dzieli mnie ledwie parę sekund. – Rozumiesz? Nie chcę już nigdy więcej widzieć twojej pierdolonej twarzy!
Zauważyłam na jego twarzy szok i zdumienie, ale zanim zdążył coś odpowiedzieć, puściłam się szaleńczym biegiem po pustej, mokrej ulicy.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii thriller i erotyczne, użyła 2899 słów i 16039 znaków, zaktualizowała 15 lip 2020.

3 komentarze

 
  • agnes1709

    :eek:  :eek:  :eek: Oż  Ty! No grubo pojechałaś. Ale zamiast z nim pogadać, to uciekła, może wcale nie jest winny, że się nie poznali. Matka zbyt mądra nie była  :rolleyes: Choć rozumiem - szok popoznaniowy, pewnie wróci do tematu:D

  • candy

    @agnes1709 w sumie nieważne czy winny czy nie, ale byli na randce. Mogło to nieco skrzywić psychikę xd

  • Iga21

    O i jest konkretna rozmowa o ojcu. W formie wspomnienia, ale jest.
    Czekam na ciąg dalszy  :)

  • Wili

    o kurde.... no to teraz dowaliłaś ;D

  • candy

    @Wili tak się właśnie zastanawiałam czy dać ten wątek, ale uznałam że będzie mi super pasował do tego co mam zaplanowane na później :)