Paź królowej – 01| Nie byłam potworem

Paź królowej – 01| Nie byłam potworemCzułam, że dobrze robiłam, wyjeżdżając. Musiałam w końcu zmienić coś w swoim życiu. Zbyt długie pozostawanie w jednym miejscu nigdy nie wychodziło nikomu na dobre, a ja już bardzo długo niczego nie zmieniałam. To był mój czas. Czułam to. Byłam silniejsza niż kiedykolwiek. Widziałam to za każdym razem, gdy patrzyłam w lustro.
Ale jednak coś się we mnie zmieniło – i to też dostrzegałam, czy tego chciałam, czy nie. Z jednej strony, w moim spojrzeniu była determinacja, może nawet pewna mądrość życiowa – niczym starszego człowieka, który już swoje przeżył i wiedział. Miałam coś podobnego. Życie sporo mnie nauczyło, a ja odebrałam je aż trzem osobom. To zostawiło ślad, przed którym nawet nie wiedziałam, jak się bronić.  
Ale z drugiej… Czasem nachodził mnie pewien strach, lęk o moje życie – coś na kształt stresu pourazowego. W końcu przez dłuższy czas byłam śledzona i dręczona. Nie przywykłam do bycia ofiarą, a to odcisnęło swoje piętno. Niby wiedziałam, że ani Caleb ani Dan nie mogli mi już niczego zrobić, ale czasem budziłam się w środku nocy zlana potem, przekonana, że ktoś był obok, gotowy mnie zabić. Z utęsknieniem czekałam, aż ciało przyzwyczai się do tego, że jest już bezpieczne.  
Bo byłam bezpieczna. Sama o to zadbałam. Tym razem miałam pewność, że już żadne z tej trójki nie podniesie się z grobu.
Zanim wyjechałam, musiałam jednak jeszcze załatwić parę spraw.
Patrzyłam beznamiętnym wzrokiem, jak na ekranie telewizora pojawia się kobieta, której oczy straciły już cały blask. Wargi jej drżały, twarz miała szarą, oczy czerwone i podpuchnięte od płaczu. Wiedziałam, kim była. Po raz kolejny stawała przed kamerą, ale nie spodziewałam się usłyszeć od niej nic nowego.
– To po prostu… niewiarygodne – mówiła łamiącym się głosem, ocierając oczy zmiętą chusteczką. – Nikt nie myśli, że spotka go coś takiego, i to jeszcze dwa razy. Gdy umarł mój mąż, było ciężko… ale miałam moje kochane dzieci… Najpierw zniknął mój syn. Do dziś nie znaleźli jego ciała. Nigdy nie dowiedziałam się, co się z nim stało. – Głos zaczął jej się łamać. – A teraz… moja córka. Spotkał ją ten sam los. Jak to możliwe? Zwykły przypadek czy ktoś po prostu chciał zadać mi ból? Caleb… Nicola… – Zaczęła szlochać. Łzy wielkie jak grochy kapały na jej bluzkę. Musiała stanowić niezłą uciechę dla dziennikarzy. Była wspaniałą sensacją. – Teraz… zostałam sama. Straciłam nadzieję, że kiedykolwiek dowiem się, co się z nimi stało…
Wyglądała żałośnie i smutno, płacząc przed kamerą, szlochając za utraconymi dziećmi i mężem. Wszyscy pewnie wzruszali się, oglądając materiał i rzucali teksty w stylu: “Karma wraca”, “W końcu sprawiedliwość dosięgnie tego, kto im to zrobił”. Później jednak wyłączali telewizor i już nie myśleli o tej kobiecie, nawet, jeśli jej współczuli.
Ale ja nie współczułam. Jej szlochy kwitowałam jedynie uniesieniem brwi. Sama sobie na to zasłużyła. Źle wychowała swoje dzieci – najpierw Caleb, który wydawał się być spełnieniem marzeń, a okazał się kłamcą i zdrajcą. Nicola nie była wcale lepsza. Manipulantka, intrygantka, mydląca oczy swoimi ogromnymi cyckami, pozorująca na idiotkę, która w rzeczywistości wspólnie z Danem zmieniała mi życie w piekło. Oboje zasłużyli na to, co ich spotkało.  
Musiałam też zrezygnować z pracy. Gdy składałam wypowiedzenie, szef nie krył rozczarowania.
– Myślałem, że… – Podrapał się po głowie i westchnął ciężko. – Ostatnio przecież wróciłaś… w swojej szczytowej formie… Dlaczego odchodzisz? Amelio, bez ciebie to wydawnictwo już nie będzie takie samo…
Dobrze to wiedziałam. Z udawanym żalem delikatnie położyłam dłoń na ręce szefa, spoczywającej na biurku.
– Spotkało mnie tu zbyt wiele okropnych rzeczy. – Spuściłam wzrok i pochyliłam głowę. – Moja świnka morska… w dodatku to zaginięcie Nicoli… – Pozwoliłam, by w mój głos wkradł się lekki żal. – Gdy tu była, nie byłyśmy sobie szczególnie bliskie. Teraz tak bardzo tego żałuję…
Szef automatycznie ścisnął mocniej moją rękę, a ja miałam ochotę parsknąć śmiechem.
– Ależ Amelio, to całkiem naturalne. Nie ze wszystkimi można się przyjaźnić… oczywiście, to okropne, co się stało i rozumiem cię, ale… Na pewno nie namówię cię, byś została?
– Szefie, proszę. Tak będzie dla mnie lepiej. – Grałam bezbronną dziewczynkę, ale w środku byłam stanowcza. Nie zamierzałam tu spędzać choćby jednego dnia dłużej.
Wahałam się, czy w jakiś sposób żegnać Nathana. Nie widziałam go od dłuższego czasu. Pragnęłam, by się ode mnie odczepił, by zostawił mnie w spokoju. Zagroziłam, że jeśli się do mnie zbliży, pokażę policji nieistniejący filmik, jak dobijał się do drzwi mojego mieszkania. Posłuchał. Zostawił mnie, a ja dzięki temu mogłam skupić się na Danie. Nie potrzebowałam go za bardzo. Był tylko chwilowym, ładnym elementem w moim życiu, który zakurzył się jak cała reszta, a mnie nawet nie chciało się go polerować.  
Ale skoro już kończyłam wszystkie sprawy…  
Pewnej nocy nie mogłam zasnąć. Kręciłam się po łóżku i myślałam o tym, że jeszcze niedawno mogłam mieć kogo tylko chciałam – a teraz, gdy odezwały się moje prawie że fizjologiczne potrzeby, nagle byłam z nimi sama. Wtedy podjęłam decyzję. Ubrałam się i pojechałam prosto do Nathana. Przeczuwałam, że nieźle się zdziwi na mój widok i faktycznie tak było – gdy w końcu otworzył drzwi, jego brwi podjechały maksymalnie do góry.
– Nie rozumiem cię już! – rzucił, nie dając mi dojść do słowa. – Przecież kazałaś mi się odczepić! Dobra, wiem, że przesadziłem z tym dobijaniem się do ciebie… ale zrozum, byłem wściekły! Ty też nie zawsze byłaś fair. Tym bardziej nie rozumiem, co tu…
Nie dokończył, bo przycisnęłam usta do jego ust i popchnęłam go w głąb mieszkania. Nie dałam mu szansy na dalsze prowadzenie tego monologu. Potrzebowałam teraz kogokolwiek, kto na chwilę mógł sprawić, że zapomniałam o niedawnych zdarzeniach. Kto pomógłby mi rozładować napięcie, a ja mogłam sobie wyobrażać, że był kim innym.
Po wszystkim, gdy uspokajaliśmy oddech, Nathan wyciągnął rękę w moją stronę i przejechał palcami po moim policzku.
– Amelia… tęskniłem…
– Nie – powiedziałam po prostu, a on zamarł. Powoli odsunął dłoń.
– Co?
– Nie, Nathan. Daruj sobie te tęsknoty czy inne uczucia. – Wstałam i zaczęłam się ubierać. – Chciałam kutasa, a ty go masz. Proste. Nie zagłębiajmy się znowu w te chore relacje.
– Serio? – Uniósł się na łokciu i patrzył na mnie z niedowierzaniem. – Znowu chcesz mnie tak traktować? Po tym wszystkim? Amelia… stój. – Złapał mnie za ramię i mocno przytrzymał. – Poczekaj. Pogadajmy. Nie możesz przychodzić do mnie w środku nocy i oczekiwać, że nie będę miał pytań.
– Wyjeżdżam – powiedziałam krótko. Nathan zamrugał gwałtownie. – Potraktuj to jako osobiste pożegnanie.  
– Wyjeżdżasz? Ale gdzie? Dlaczego?
– Nie przyszłam tu na spowiedź – burknęłam, zapinając spodnie i posyłając mu ostatnie spojrzenie. Nathan. Drugi, co do którego myślałam, że był wyjątkowy na tyle, bym go oszczędziła – a po raz kolejny się pomyliłam. Ten chłodny dotyk, który otrzeźwił mnie wtedy w sklepie… już od dawna go nie czułam. Powinien się cieszyć, że dałam mu jeszcze tę ostatnią szansę zobaczenia mnie. Te miodowe oczy już nie robiły na mnie wrażenia. Oddałabym wiele, by zamienić je na pewne zielone tęczówki. – To ostatni raz, gdy się widzimy, Nathan. – Posłałam mu długie spojrzenie, gotowa na kolejne pytania, ale on milczał. Chyba w końcu zrozumiał, że nie miał tu nic do powiedzenia.
Często zastanawiałam się, czy ktoś będzie szukał ciała Dana – czy ktoś wpadnie na to, by mnie z nim powiązać. Czy on w ogóle miał kogoś, kto się o niego troszczył? Być może Nicola była taką osobą, ale raczej nie miała dużego pola manewru, leżąc razem z nim pod grubą warstwą piasku. Dan mówił, że jego ojciec odszedł, gdy był mały, a matka zmarła. Poza rodzicami i Nicolą chyba nie pozostawał już nikt, kto mógłby go szukać. Nie sądziłam, by miał kogoś innego, tak ważnego.
Przecież jedyną ważną osobą w jego życiu byłam ja sama.
Oczywiście, zaginięcie w miarę słynnego fotografa nie przeszło bez echa. Wiadomości szybko się rozchodzą. Ta wstrząsnęła wszystkimi, ale chyba żaden z fanów Dana nie był na tyle dociekliwy, by drążyć temat.
Przed zakopaniem Dana w ziemi, zabrałam mu dziennik Caleba. Zabrałam go ze sobą do domu i dokładnie przejrzałam. Na chwilę cofnęłam się w przeszłość i nie było to przyjemne. Przypominało mi ten czas, gdy byłam zakochana i słaba. To nie mogło się więcej powtórzyć.  
Chwilę później obserwowałam, jak dziennik płonął, raz na zawsze niszcząc wszelkie dowody wskazujące na moje powiązanie z Calebem, Nicolą czy Danem.  
Miałam bardzo mocne uczucie deja vu, gdy policja po raz kolejny rozpoczęła swoje poszukiwania. Wiedziałam, jak sprawdzali jego mieszkanie i studio, ale nie było tam nic, co mogliby znaleźć. Wszystko, co było wartościowe, już wcześniej zabrałam. Te wszystkie procedury były dla mnie już prawie automatyczne – kasowanie wiadomości, kontaktów, zdjęć, jeśli istniały… Nie było łatwo go ze mną powiązać. Wątpiłam też, że mówił komukolwiek o swoich planach. Jego powiernikiem była Nicola. Po co miałby komukolwiek mówić, że wybierał się na opuszczoną plażę? W końcu zamierzał mnie tam zabić. Też musiał zakrywać za sobą ślady.  
Zresztą – wnęka w klifie już dawno się zapadła. Choćby Dan chciał wstać z grobu – jak niby zrobił to Caleb – już by się stamtąd nie wydostał. Mogłam w końcu odetchnąć z ulgą.
Czasem jednak czułam się dziwnie, jak nie ja. Zakopałam w ziemi trzy trupy. To robiło wrażenie, nawet na mnie. Nie żałowałam – musiałam to zrobić. Oni wszyscy chcieli zabić mnie. Ale gdybym tylko mogła tego uniknąć… gdyby tylko istniało inne wyjście… nie zabiłabym Dana. Jakoś przejęłabym znowu nad nim kontrolę. Wyjaśniłabym wszystko. Wyrzuciłabym mu zemstę z głowy. Bylibyśmy szczęśliwi. Nie wiedziałam, po co był z Nicolą, ale na pewno nie z miłości. Była siostrą Caleba, a więc równie mocno pragnęła zemsty. Musiał mieć wspólnika. Może omotał ją udawanym uczuciem, ale ostatecznie jej nie kochał – tak samo jak Nathan. Obydwaj kochali tylko mnie.
Dan mógł mnie uszczęśliwić, a ja mogłam uszczęśliwić jego. Gdyby tylko tak nie pragnął zemsty… Nie było tak jak mówił – nie byłam potworem. To Caleb zdradził. Kłamał tygodniami, myśląc, że się nie zorientuję. Pozbawił mnie szczęścia, więc ja postąpiłam tak samo. Oko za oko. Ząb za ząb.
Życie za życie.
Z Nathanem nie było ciężko mi się pożegnać. Już dawno przestało mi na nim zależeć. Za to Dan… och, Dan. Wracał do mnie w snach. Tym razem nie były niczym zakłócane. Nikt mi nie zagrażał.
Bo to ja wygrałam. Zawsze wygrywałam.
Co nie zmieniało faktu, że serce drgało mi boleśnie, gdy myślałam o Danie. O miłości, która prawie mnie zniszczyła. Oddałabym wiele, by znów go zobaczyć.  
Ale nie wszystko. Nie siebie.  
Tylko ja mogłam wygrać.  
Z tą pewnością – już niezachwianą – wkraczałam w przyszłość.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii thriller i erotyczne, użyła 2128 słów i 11771 znaków.

2 komentarze

 
  • kaszmir

    No, no bezwzględna i mocna kobieta. Doskonale wtapia się w opowieść. Jednak nie ma zbrodni doskonałej. Przeszłość upomni się po swoje. Fascynujące, pożegnanie z Nathanem, ale moim zdaniem to nie koniec tej znajomości.  
    - automatyczne – kasowanie wiadomości, kontaktów, zdjęć, jeśli istniały… dobrze zorganizowana, ale motywy miała zbyt trywialne. - Oko za oko. Ząb za ząb.  
    Życie za życie.  
    Miłego :bravo:

  • candy

    @kaszmir czy ja wiem czy takie trywialne... najważniejsze tu było "życie za życie" ;)

  • agnes1709

    "Nicola nie była wcale lepsza. Manipulantka, intrygantka, mydląca oczy swoimi ogromnymi cyckami, pozorująca na idiotkę, która w rzeczywistości wspólnie z Danem zmieniała mi życie w piekło. Oboje zasłużyli na to, co ich spotkało". Oż, bladź!, jak to dobrze wykręcić kota ogonem. No wkur... mnie laska, coraz gorzej z nią. Na zakończenie do zakładu i tam trzymać. Godzinę dziennie tylko spacer, jak pod celą, i 23/h pod kluczem. Niech trochę poświruje, a co! Już to widzę oczami wyobraźni, jak wali piesciami w drzwi, bo pierdolca dostaje. O!  :dancing:

  • candy

    @agnes1709 hahahah :D piękne by to było!