Paź królowej – 05| Szykuj się

Paź królowej – 05| Szykuj sięObudziłam się z bólem głowy i dziwnie ciężkimi powiekami. Przez chwilę nie wiedziałam, gdzie byłam i co się działo. Zerknęłam na okno. Musiała być jeszcze noc albo bardzo rano, bo było dość ciemno. Z jękiem podźwignęłam się do pozycji siedzącej i zorientowałam się, że musiałam zasnąć z makijażem na twarzy. Włosy miałam potargane i czułam się jak ostatnie ścierwo.  
Było mi wstyd przed samą sobą. Nie chciałam nawet patrzeć w lustro. Nie chciało mi się ruszać z łóżka. Byłam przerażona swoim stanem. Mama zapewne patrzyła na mnie i załamywała ręce. Gdyby tu była, na pewno nie leżałabym tak jak kupka nieszczęścia. Co się ze mną stało?
Caleb i Dan.
To oni wyssali ze mnie życie i energię.  
Stało się dokładnie tak, jak chcieli.
Mimo że to Dan leżał pod ziemią w stanie rozkładu, a ja nadal żyłam, czułam się podobnie.
W końcu podźwginęłam się z jękiem i przeszłam do łazienki. Zmyłam dokładnie makijaż z twarzy, po czym poszłam do kuchni. Hannah nie było, dzięki Bogu. Na jej łóżku leżały jakieś ciastka, które umazały pościel.  
Robiąc kawę, gapiłam się bezwiednie w okno. Wspominałam czasy, gdy chodziłam po mieszkaniu nago, przy okazji torturując tym Dana. Zawsze był chętny i gotowy. Tęskniłam za tym. Za byciem obok kogoś, kto mnie pragnął, nad kim miałam władzę.  
Wiedziałam, że powinnam brać jak najwięcej zleceń, by jak najszybciej zarobić pieniądze i móc wynająć sobie coś swojego, bez ohydnej tłustej beczki, brudzącej wszystko dookoła siebie. Powinnam. Wiedziałam to. Więc dlaczego nie mogłam się przymusić do pracy? Przecież ją uwielbiałam. David zbił mnie z tropu swoją profesją i zaproszeniem do studia zdjęciowego.
Ostatnio zrobiłam to, by zdobyć Dana. Nie zamierzałam powtarzać tej historii.
Czy zdemaskowanie figuranta było tego warte?  
Przeszłam z kawą na mały balkon, do którego wejście znajdowało się obok szafy w saloniku. Było dość chłodno, więc wróciłam się, by założyć szlafrok i wyszłam ponownie, głęboko wdychając rześkie powietrze. To mnie otrzeźwiło.
Do cholery, byłam profesjonalistką. Już sobie przyrzekłam, że nie pokona mnie ktoś znajdujący się od dawna w stanie rozkładu. To mogło przyspieszyć moje sprawdzanie figuranta, a dodatkowo nie musiałabym siedzieć non stop w mieszkaniu, w którym przebywała Hannah. David nie był łakomym kąskiem. Nie potrzebowałam go zdobyć. Chodziło tylko o pracę. Ona była w tym momencie najważniejsza.
Dziewczyno, do roboty.  
Wyprostowałam się gwałtownie, jednym łykiem dopiłam kawę i wróciłam do środka. Odstawiłam kubek do zlewu i raźnym krokiem ruszyłam do łazienki. Szorowałam ciało, jakbym miała zmyć z siebie wszystkie złe wspomnienia i wątpliwości. Ściany prysznica zaparowały od wrzącej wody. Przetarłam zaparowane lustro i posłałam sobie długie, głębokie spojrzenie.
Nadal byłam sobą. Gdzieś pod tą powłoką wątpliwości, niechęci, tęsknoty i zagubienia, kryła się dawna ja. Musiałam ją tylko wydobyć. Jakoś to przetrwać.  
Ubrałam się we wściekle różową sukienkę na cienkich ramiączkach i czarne obcasy. Mimo że było chłodno, nie zakładałam rajstop. Zarzuciłam na siebie czarny żakiet, wzięłam torebkę i mogłam wychodzić. Lekko podkreśliłam oczy tuszem, ale nie robiłam pełnego makijażu – jeśli miałam pójść prosto na sesję zdjęciową, i tak miałam zostać porządnie pomalowana.
W drzwiach minęłam się z Hannah, która automatycznie skierowała wzrok na mój biust.  
Ugh.  
Odruch wymiotny po raz nie wiadomo który.
– Gdzie wychodzisz? – zaćwierkała.
– Nie twoja sprawa.
– Mogłabyś choć raz mi powiedzieć – mruknęła, dalej stojąc w drzwiach i blokując je.
– Przesuń się – wycedziłam, mając jej już po dziurki w nosie. – Albo sama cię przesunę.
Coś mruknęła pod nosem i wcisnęła się do środka. Wstrzymałam oddech, by przypadkiem nie doleciał do mnie smród jej nieumytych włosów i czym prędzej zbiegłam w dół schodów, jednocześnie wybierając numer Davida.
Odebrał po dwóch sygnałach.
– Halo?
– Cześć David, tu Ame... Amanda. – Już wychodziłam na zewnątrz i machałam ręką na taksówkę. – Przemyślałam twoją propozycję i bardzo chętnie przyjdę do studia. Podasz mi adres?
– Spadasz mi z nieba! – Wydawał się ucieszony. Bardzo dobrze. – Nie mogę się doczekać. Już wysyłam ci adres. Chcesz przyjechać od razu?
– Już wsiadam do taksówki. – Udzielił mi się jego entuzjazm. Uśmiechnęłam się, wsiadając do samochodu. Taksówkarz w średnim wieku wychylił się w moją stronę i od razu spojrzał mi między nogi. Sukienka rozchyliła mi się lekko, gdy próbowałam się wygodnie umościć na siedzeniu. Miałam na sobie stringi, więc biedak nie mógł niczego podejrzeć, ale i tak podciągnęłam lekko materiał do góry, by dać mu tę parę chwil szczęścia więcej.  
Kto wie, może po tym przedstawieniu da mi jakąś zniżkę.
Rozłączyłam się i podstawiłam kierowcy komórkę pod nos. Na ekranie widniała wiadomość od Davida z adresem studia. Niechętnie oderwał wzrok od mojego krocza i skierował go na drogę.  
Tak jak podejrzewałam, podał mi cenę co najmniej o połowę niższą, jaka powinna obowiązywać za ten kurs. Jechaliśmy około trzydziestu minut. Posłałam kierowcy buziaka w powietrzu i wysiadłam, kierując się do wejścia do studia. Moją historię oraz Dana stanowczo wyrzuciłam z głowy. To nie było to samo. Mój cel nie był ten sam. Teraz miałam inne życie.  
Wnętrze lekko mnie zaskoczyło, choć usiłowałam nadrabiać miną. W studiu Dana nigdy nie było tyle ludzi co tutaj – jak na “mało opłacalne hobby”, jak to nazwała żona Davida, kręciło się tu zadziwiająco dużo osób. Przez chwilę rozglądałam się dookoła, aż w końcu zauważyłam Davida, a on mnie. Rozpromienił się na mój widok i podszedł bliżej.
– Tak się cieszę, że jednak się zdecydowałaś – powiedział i pocałował mnie w policzek. Poczułam tanie perfumy, ale całkiem ładne. Mogłam przymknąć na to oko. – I wyglądasz pięknie.
– Dziękuję. – Uśmiechnęłam się do niego słodko, ale dalej rozglądałam się dookoła. Mój wzrok przykuł wysoki model, stojący akurat przy wysokim statywie, który także utkwił we mnie intensywne spojrzenie.  
Mocno przygryzłam wargę, przestając słuchać Davida. Musiałam przypatrzeć się jemu. Ciemne blond włosy, oczy, których nie mogłam dostrzec z odległości, świdrowały mnie uważnie. Mocno zarysowane kości policzkowe i oczywiście – absolutnie perfekcyjny sześciopak na brzuchu.  
Cholera.
Tego się nie spodziewałam.  
A mimo wszystko… poczułam delikatne łaskotanie między nogami. Mimowolnie podziękowałam samej sobie, że tu przyszłam. Miałam wątpliwości, musiałam to przyznać, ale one momentalnie wyparowały, gdy go zobaczyłam. Musiałam go poznać. Musiałam się do niego zbliżyć – a jak lepiej to zrobić, niż pozując do zdjęć razem z nim?
Moja wyobraźnia pracowała jak szalona. David mówił, że zaproponowano mu zrobienie zdjęć do reklamy i nie chciał tego spieprzyć. Ze mną jako modelką już miał sukces w kieszeni. W dodatku, gdybym znalazła się na tabloidach, poniekąd stałabym się popularną twarzą, osobą prawie że medialną. Nawet jeśli jakimś cudem ktoś kiedyś powiązałby mnie ze sprawą Dana, byłabym już na tyle znaną społecznie osobą, że nikt nie ośmieliłby się postawić mi jakichkolwiek zarzutów.  
– Przedstawisz mnie? – przerwałam Davidowi, który nadal coś mówił. Wzrok miałam cały czas utkwiony w modelu.  
– Pewnie. – Ujął mnie pod ramię i poprowadził bliżej. – Poznaj Jacksona. Kolega kolegi, który szczęśliwie zajmuje się też modelingiem. Zgodził się na zdjęcia do reklamy i…
Nie słuchałam go. Patrzyłam na Jacksona i rozkoszowałam się jego dotykiem na mojej dłoni, którą właśnie ściskał. Teraz, z bliska, w końcu dostrzegłam kolor jego oczu, w którym zatonęłam.  
Cholerny błękit. Jak morze o poranku; kolor fal uderzających o skały.  
Nie. Nie mogłam tego zrobić.
Miałam zadanie do wykonania.
Obiecałam sobie, że skupię się tylko na pracy.
Ale z drugiej strony…  
Mój wzrok ponownie zjechał na jego idealne mięśnie brzucha.
Minęło tyle czasu… A w końcu nie samą pracą człowiek żył. Nie miałam już obok Nathana, do którego mogłam iść, gdy mi się zachciało. Nie miałam też Dana, zwłaszcza tej jego początkowej wersji, która zawsze była chętna i gotowa. Przydałby mi się ktoś do rozruszania i obniżenia napięcia, ciśnienia, które wywoływała u mnie Hannah. A Jackson nie był figurantem, więc nie łamałam zasad agencji…
Powoli się uśmiechnęłam, mając ochotę oblizać jego piękny sześciopak.
O tak, przystojniaku.  
Szykuj się.  

🦋  

Pozwoliłam, by David oprowadził mnie po całym studiu i przedstawił pozostałym ludziom. Nie miałam nic przeciwko. Dzięki temu Jackson mógł mnie poobserwować z daleka. Już na niego nie spojrzałam – pozwoliłam, by sam połknął haczyk. Czułam na sobie jego wzrok i wyobrażałam sobie, jaki był w łóżku.  
Prawie zapomniałam o tym, co tak naprawdę tu robiłam – i o swoim zadaniu, które nagle stało się cholernie ciężkie. Trudno było udawać, że lecę na Davida, gdy kto inny przykuwał mój wzrok. Najwyżej to zlecenie będzie się po prostu różniło od poprzedniego – oświadczę klientce, że jej mąż nie był skory do zdrady. Będą żyli długo i szczęśliwie, a ja będę mogła w spokoju zająć się Jacksonem. Musiałam tylko odegrać parę scenek do zarejestrowania, jako dowody. David wyglądał na całkiem miłego faceta, więc może podejrzenia żony były po prostu wynikiem jej kompleksów, wymysłami.  
Postanowiłam skupić się na tym, co do mnie mówił. Chciałam mieć to z głowy jak najszybciej.
– ...ale musisz mi powiedzieć, czy jesteś pewna. Nie chcę jakiejś roboty na pół gwizdka. Jeśli się angażujesz, to na całego, dopóki nie skończymy zdjęć, jasne? Mogę na ciebie liczyć?
– Nadal się waham – odparłam po chwili, udając, że cały czas go słuchałam. – Nie jestem profesjonalną modelką. Nie chciałabym się zbłaźnić. – Westchnęłam z udawanym ubolewaniem.
– Amando, no co ty... – Wziął mnie pod rękę i przyciągnął do siebie. No proszę. Czyli może jednak był ścierwem, skłonnym do zdrady – choćby po to, by nakłonić mnie do pozowania do zdjęć. – Przestań. Nie zbłaźnisz się. Nie masz się czego wstydzić. Z twoją twarzą… – Sięgnął ręką do kosmyka moich włosów i zakręcił go sobie na palcu. – Mogłabyś sprzedać wszystko.  
Zerknęłam w bok, by się upewnić, że Jackson nadal na nas patrzył, po czym znowu skierowałam wzrok na Davida, który ciągle stał blisko mnie.
– Ale musisz szybko się decydować – dodał nagle, a ja zmarszczyłam brwi. – Bo jeśli się nie zdecydujesz, to zatrudnię kogoś innego na twoje miejsce. Choć osobiście wolałbym ciebie, ale sama rozumiesz…
Kogoś na moje miejsce? Niby kogo?
Kto mógł mnie zastąpić?
– To znaczy kogo? – Uśmiechnęłam się, starając się nie dać po sobie poznać, że się zirytowałam.  
– Dziewczynę na okresie próbnym. Jest bardzo ładna. Nie ma twojej charyzmy, ale jeśli nie będę miał wyjścia… Och, właśnie przyszła. – Wzrok Davida powędrował gdzieś za moje plecy. – Amy, witaj. Podejdź tu. – Nagle stanęła koło niego jakaś blondynka, a on pocałował ją w policzek. – Wspaniale, że już jesteś.  
Zmierzyłam wzrokiem tę dziewczynę, która właśnie posłała mi protekcjonalne spojrzenie. Była wysoka, wyższa nawet ode mnie. Patrząc na nią, miałam ohydne wrażenie déjà vu.  
Jej ciemne duże oczy bez dwóch zdań przykuwały wzrok, ale cała reszta...
Te cycki, te blond włosy…  
Słodka blondyneczka, mydląca facetom oczy, a tak naprawdę – wredna suka.
Jak Nicola.
Która udawała głupią, a chciała mnie zabić z zimną krwią.
I niby ona miałaby mnie zastąpić?
– ...to Amanda. Być może nasza nowa modelka. Właśnie ją oprowadzałem.  
– Miło mi. Amy. – Wyciągnęła w moją stronę ohydnie szczupłą dłoń, uśmiechając się arogancko.
Uścisnęłam jej rękę, mając nadzieję, że zmiażdżę jej kości.
Nagle ktoś pojawił się obok nas, powodując, że od razu zrobiło mi się gorąco.
– W końcu jesteś. – Jackson pochylił się i pocałował Amy w policzek. Odrobinę za długo jak na zwykłe przywitanie.  
Nastroszyłam się, patrząc, jak jego usta muskają jej skórę.
Dziewczyna na okresie próbnym? Dobre sobie.
Jeśli David jej nie pieprzył, gdy nikt nie patrzył, Jackson z pewnością to robił.
– Czyli jesteś chętna na zdjęcia do reklamy? – odezwałam się, skupiając na sobie jej uwagę. – Właściwie, co one mają konkretnie reklamować, jeśli ty na nich będziesz? Wypełniacze do powiększania piersi? – Uśmiechnęłam się słodko.  
Amy popatrzyła na mnie jak na zdechłego robaka, zmrużyła oczy, po czym nagle też się uśmiechnęła.
– Zabawne. – Niby od niechcenia przesunęła rękę na odsłonięty brzuch Jacksona. – A ja myślałam, że ty jesteś tu do zdjęć “przed” botoksem. Chyba trochę by ci się go przydało. Wyglądasz, jakbyś się czymś stresowała przez długi czas.
Gdybym tylko mogła, zabiłabym ją jednym ruchem. Tu i teraz. Ubrudziłabym nieskazitelnie czystą podłogę jej piękną czerwoną krwią.  
To ja powinnam dotykać Jacksona. Ja powinnam stać koło niego.
David wyglądał na zmieszanego, podczas gdy Jackson… roześmiał się.
Przeniosłam na niego ostry wzrok, a wtedy blondi dodała:
– Ale nie, raczej nie interesuję się zdjęciami do reklamy. Bardziej interesują mnie portrety. David ostatnio wpada na ciekawe pomysły. – Przeniosła wzrok na fotografa. – Mówiłeś chyba, że inspirowałeś się jakimś innym artystą?
– Tak, to prawda. Trochę przykra historia… – David podrapał się po głowie, po czym spojrzał na mnie. – Czekaj, zdaje mi się, że powinnaś go znać. On był chyba z twoich okolic? Chyba obiła mi się o uszy ta sama miejscowość. Znałaś Dana Hartleya? Nie był bardzo znany, ale jego prace robiły wrażenie.
Zaczęło dzwonić mi w uszach. Usiłowałam oddychać normalnie, ale przed oczami pojawiły mi się mroczki. Po raz kolejny miałam wrażenie, że to wszystko było jednym wielkim żartem.
Powiedział to specjalnie?
Wiedział?
Wiedział o Danie?
To jakiś test?
Wyjmie zaraz kajdanki i oświadczy, że wie, że go zabiłam?
Że zabiłam ich wszystkich?
– Dobrze się czujesz?
– Nie znałam go. – Odzyskałam głos, choć brzmiał pusto. Zmusiłam się, by stanąć prosto, spojrzeć każdemu prosto w oczy i zachować twarz. Cokolwiek by się nie działo, nie mogłam po sobie niczego pokazać. Czułam się, jakby Dan był gdzieś obok mnie, patrzył, słuchał, jak wypieram się swojej przeszłości, jak zaprzeczam swojej historii z nim. Ze ściśniętym gardłem dodałam: – Nigdy o nim nie słyszałam.

🦋

Wizyta w studiu poskutkowała potężnym bólem głowy, dlatego, gdy Amy w końcu znalazła sobie nowe zajęcie, które nie było sterczeniem obok mnie, postanowiłam, że wrócę już do mieszkania. Chciałam stąd zniknąć, choć mój wzrok nieustannie podążał w stronę Jacksona. David ciągle prosił, bym się zgodziła na zdjęcia do reklamy i naprawdę chciałam to zrobić. Miałam jednak na uwadze, że musiałam nadal być ostrożna. Amy nie była żadną konkurencją, ale i tak wolałam się jej pozbyć.
Tak dla pewności.
Powiedziałam Davidowi, że na razie idę do domu, po czym przeszłam do Jacksona, który właśnie zakładał koszulkę.
– Wygląda na to, że zobaczymy się za parę dni – powiedziałam, zatrzymując się w pewnej odległości od niego. Specjalnie ujęłam to tak, a nie inaczej – by się mnie spodziewał w studiu, mimo że jeszcze się nie zdecydowałam – a gdybym się nie zjawiła, by mnie wypatrywał.  
Spodziewałam się wszystkiego, ale na pewno nie tego.
Jackson ledwo na mnie spojrzał.  
Zaszczycił mnie spojrzeniem może przez dwie sekundy, po czym przeniósł wzrok na Amy, która dyskutowała zawzięcie z Davidem.
– Spoko – mruknął. – To cześć.
Odszedł, zostawiając mnie samą.
Ledwo łapałam powietrze z oburzenia.
Co on sobie myślał?
Że mógł mnie ot tak zignorować?
Nie, musiałam się opanować. To nie był problem. Nathan był na początku taki sam, a i tak przepadł. Musiałam tylko być cierpliwa. Zastosować tę samą taktykę, co przy nim. Doprowadziłam do tego, że nie umiał beze mnie żyć.  
Tak zrobię i teraz.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii thriller i erotyczne, użyła 3033 słów i 16886 znaków, zaktualizowała 21 kwi 2020.

2 komentarze

 
  • nefer

    Sprawy coraz bardziej się komplikują. Bardzo udana scena z konkurentką. Wybacz, że się powtarzam z tą uwagą warsztatową, ale w tym odcinku wyjątkowo dużo czasownika "być".

  • candy

    @nefer nie ma sprawy. W poprzednich rozdziałach na pewno jest tego sporo. Kiedyś to przejrzę i porządnie poprawię ;)

  • agnes1709

    To nie śmiech z tymi ciastkami. Też mi się kiedyś słodkości w nocy zachciało. Wstaję rano - poduszka, gęba i nawet łokieć umazane w czekoladzie. Słodkich snów :lol2: Cieszę się, że minęło 6, nie siedem dni i czekam na jeszcze. Jackson. Mam nadzieję, że będzie tym pierwszym, co ją w końcu kopnie w dupę.

  • candy

    @agnes1709 hahaha :D a może przepadnie jak wszyscy pozostali :)

  • agnes1709

    @candy Nie, to by było za proste ;)