Graffiti uczuć - prolog

Światła latarni odbijały się od przesiąkniętych niedawnym deszczem chodników, a lekkie podmuchy wiatru przenosiły niedbale resztki gazet pozostawione na pastwę losu przez śpieszących do domów przechodniów. Do przystanku zbliżał się autobus, a ludzie z utęsknieniem czekający na niego jak na  łódź ratunkową na pełnym morzu wpatrywali się w niego uważnie. Nikt nie ukrywał, że właśnie ta dzielnica miasta nie należy do spokojnych po zmierzchu, więc tym bardziej woleli znaleźć się już gdzie indziej. Pojazd zatrzymał się i wysiadła tu tylko jedna osoba, podczas gdy reszta wsiadła pośpiesznie do środka. Drzwi autobusu zamknęły się szybko i zaczął znikać powoli wśród innych samochodów jadących ulicą.  
Zimny wiatr powiał mocniej. Weronika dopięła płaszczyk pod samą szyję i wyciągnęła z torebki telefon. Kiedy spojrzała na godzinę zmarszczyła brwi. Chciała wrócić do mieszkania dużo wcześniej. Odgarnęła z twarzy długie czarne włosy i ruszając przed siebie biła się z natłokiem myśli. Zwykle wracała dłuższą, ale bardziej oświetloną drogą, jednak tego dnia postanowiła pójść na skróty. Idąc pomiędzy blokami przypomniała sobie wzrok matki, kiedy uparła się, że wynajmie mieszkanie. Miała dość słuchania ciągłych awantur rodziców, którzy nie mogli od kilku lat znaleźć ze sobą wspólnego języka. W dodatku młodsza siostra przechodziła czas nastoletniego buntu. To wszystko przechyliło szalę goryczy w tym jednym pamiętnym dniu. Już dawno rozmawiała o tym z koleżanką ze studiów, która zgodziła się aby przeprowadziła się do jej wynajmowanego mieszkania. Wzięła najpotrzebniejsze rzeczy i oznajmiła twardo, że wyprowadza się z domu. Spodziewała się innej reakcji rodziców, że będą ją zatrzymywać, że spróbują coś zmienić. Zamiast tego usłyszała kolejną awanturę między nimi, a jej siostra wpadając z telefonem jak uradowana zamknęła się w ich wspólnym dotąd pokoju, jakby zawsze na to czekała. Dziewczyna trzasnęła wtedy drzwiami jak nigdy i dzwoniąc zapłakana do koleżanki dała jej znać, że jedzie.  
Wiedziała, że nadal będzie mieszkała w tym samym mieście, ale w całkiem odmiennej dzielnicy. Przyzwyczajona do mieszkania na nowym ogrodzonym osiedlu ciężko znosiła zmianę miejsca pobytu. Bloki mieszkaniowe wyglądały na zaniedbane, w dodatku popisane niecenzuralnymi napisami, które próbowano zamalowywać. Z braku monitoringu również ławki i śmietniki doświadczyły wpływu przemocy. Wieczorami zbierały się grupy miejscowych chuliganów, których okrzyki nie raz wprawiały ją w szybsze bicie serca. Starała się ich unikać jak ognia.  
Pogrążona w rozmyślaniach skręciła w jedną z wąskich uliczek. Nagle podskoczyła na dźwięk sms-a. Idąc dalej chwyciła za telefon, żeby go odczytać „Wera co z tobą odpisz jest po 22.00 ...”. Zaczytana skręciła w lewo i wpadła z impetem na ubranego w ciemne kolory nieznajomego z kapturem na głowie, który trzymał w ręku farbę w sprayu. Telefon wypadł jej z ręki uderzając o ziemię. Dziewczyna z przerażenia chciała się wycofać, ale potknęła się o czyjś plecak i przewróciła się jak długa na zimny mokry chodnik tracąc na chwilę kontakt z rzeczywistością. Nagle wstając zauważyła, że zbliża się ktoś w jej kierunku wyklinając coś pod nosem. W bladym świetle latarni ciemna sylwetka nieznajomego wyglądała jeszcze bardziej przerażająco. Postać wyciągnęła do niej rękę, a ta nie wytrzymując ze strachu zaczęła głośno krzyczeć. Wtem zza rogu dobiegł jakiś inny zakapturzony chłopak w bluzie.
- Co jest!? Pobiłeś ją czy co? - odezwał się skołowany kolega.
Dziewczyna zaczęła jeszcze głośniej krzyczeć, przez co zaczęły się zapalać światła w kolejnych oknach. Nieznajomy zdenerwowany tym razem chwycił ją mocno za rękę i zaczął bez jej zgody podnosić z ziemi. Jej przestraszoną twarz zobaczył teraz w miejskim blasku bladego światła. Nagle w oddali słychać było coraz głośniejsze dźwięki syren policyjnych, ktoś zaniepokojony krzykami dziewczyny zadzwonił na odpowiednie służby.  
- Wiejemy! - ryknął jego kolega chwytając za plecak.
Dziewczyna korzystając z okazji pośpiesznie podniosła torebkę z ziemi i zaczęła uciekać jak najszybciej potrafiła. Zakapturzony nieznajomy chwytając za farby i chowając je szybko do plecaka podniósł też z ziemi telefon nieznajomej dla niego panny. Miał już uciekać, kiedy zauważył, że wypadły jej jakieś dokumenty, chwycił je i czmychnął za swoim kolegą gdzieś pomiędzy blokami. Na miejscu zjawiła się szybko policja, która zastała tylko zużyte puszki z farbami w sprayu i niedokończony malunek na ścianie.  
Tymczasem Weronika z bijącym jak oszalałe sercem dobiegła pod drzwi klatki schodowej, gdzie wynajmowała mieszkanie z koleżanką. Trzęsącymi się dłońmi pochwyciła za klucze i otwierając bramę wejściową wparowała do środka. Ciężko łapiąc powietrze zaświeciła światło na korytarzu. Szybko kierowała się na czwarte piętro, gdzie pod numerem 28 znajdował się jej upragniony dziś azyl. Otworzyła drzwi i od razu wpadła na swoją współlokatorkę.  
- Jak ty wyglądasz? Co się stało? - zauważyła od razu koleżanka.
- Daga, nie uwierzysz co mnie spotkało. - odparła ciemnowłosa zdejmując z siebie obłocony płaszcz.
Dziewczyna starała się jak najdokładniej opisać całe zdarzenie. Gestykulowała przy tym żywiołowo. Kiedy skończyła opowiadać zorientowała się, że coś jej brakuje.  
- O nie! Moja komórka, zgubiłam ją! - zawołała nagle.
Podbiegła do płaszcza przeszukując kieszenie, a potem do torebki, wtedy zauważyła, że nie tylko tego jej brakuje.  
- Nie ma dokumentów i legitymacji!
- Sprawdź czy masz portfel na pewno cię okradli. - dodała koleżanka zmartwiona.
Weronika wysypała zawartość torebki i z radością zauważyła, że pieniądze są na swoim miejscu, jedyne czego nie miała, to nieszczęsnych dokumentów i notatnika.  
- Idź to zgłoś. To nie są żarty. Kolesie mogą ci nieźle namieszać, a wiadomo co to za element? - odezwała się znowu krótkowłosa blondyna. - Czemu nie wróciłaś wcześniej?
- Pomagałam Julce z projektem i zagadałyśmy się, żaliła się na chłopaka, wiesz jak to ona potrafi, a potem uciekł mi autobus.
- Cała Julka. Dobra idę się położyć, jutro praca weekendowa, kocham to. - odparła z ironia w głosie Dagmara.
- Wyobrażam sobie. Idę się doprowadzić do ładu i też idę spać. - odparowała dziewczyna.
Idąc do łazienki nadal myślała nad niedawnym wydarzeniem. Strata tak ważnych dla niej rzeczy była dotkliwa, ale bardziej bała się wtedy o swoje zdrowie. Tych dwóch nieznajomych mogło jej zrobić krzywdę. W tej chwili zaczęła żałować, że postanowiła wyprowadzić się z rodzinnego domu.  
Jednak jedno nie dawało jej spokoju, dlaczego ten nieznajomy chciał jej pomóc wstać, żeby ją okraść? Nie wydawało się jej to możliwe, zwłaszcza że sam był zaskoczony tym co się działo. Pomyślała, że pójdzie w poniedziałek zgłosić zaginięcie dokumentów i telefonu, a o całym zdarzeniu zapomni starając się żyć jak dawniej. Tym razem postanowiła bardziej na siebie uważać. Umyła się i kiedy tylko położyła się w łóżku by usnąć, usłyszała dzwoniący telefon jej koleżanki. Za chwilę Dagmara wbiegła jak poparzona do jej pokoju świecąc światło oślepiając współlokatorkę.
- Co się stało? - spytała oszołomiona i zmęczona czarnowłosa dziewczyna.
- Ci kryminaliści dzwonili z twojego telefonu! Najpierw usłyszałam głos jakiegoś młodego chłopaka, ale kiedy chciałam spytać kto to, usłyszałam stertę wyzwisk i ktoś mu odebrał komórkę, chyba się szarpali. Usłyszałam, coś w rodzaju „oszalałeś, co ty robisz...” i sygnał się urwał.
Weronika usiadła starając się zebrać myśli. Nagle coś ją tknęło.
- Podaj mi swój telefon, zadzwonię może odbiorą.
Koleżanka podała jej komórkę.
- Włącz na głośnik chcę posłuchać. - odparła zaciekawiona.
Wtedy dziewczyna z bijącym sercem wykręciła swój własny numer telefonu. Najpierw długo nikt go nie odbierał, po czym ktoś odebrał, ale nie mówił ani słowa.  
- Odezwij się. Wiem, że to ty. - zaczęła rozmowę Weronika łamiącym się głosem.
- Wiem, mam twoje rzeczy, wiem że to wygląda … - zaczął mówić czyjś męski głęboki głos.
- Na kradzież? - dokończyła czarnowłosa.
- Może. Oddam ci je, ale nie dzwoń na psy. - odparł jej znów nieznajomy.
- Dobrze, jutro o 10.00 w centrum handlowym. - dodała stanowczo dziewczyna.
Koleżanka popatrzyła na nią dziwnie, kiwając przecząco głową, żeby tego nie robiła.
- Spoko. Zadzwonię na ten numer. Bywaj. - odparł graficiarz i sygnał się urwał.
- Dobrze ty się czujesz? Nie dam ci komórki, zapomnij. Gadałaś z tym kolesiem, jakbyś się umawiała na randkę. Wiesz, że mnie jutro nie ma. - protestowała Dagmara.
- W porządku, będę wśród ludzi, dam sobie radę. Jak się nie zjawi będę się martwić.
- Gorzej jak faktycznie przyjdzie. - odparła koleżanka chwytając się za głowę. - W sumie miał ciekawy głos przez telefon jak na chuligana, taki przyjemny.
Wtedy Weronika zrobiła błagalną minę, którą zawsze rozbrajała współlokatorkę. Widać, że bardzo jej zależało na odzyskaniu zagubionych rzeczy.
- No dobra, przestań. Pożyczę, ale jak i to zgubisz odkupujesz mi taką nową wypasioną ze wszystkimi bajerami.
- Ok, masz jak w banku. - odparła ucieszona dziewczyna.
Koleżanka pokazała na odchodnym, że uważa ją za szaloną, po czym wyszła z pokoju do siebie. Weronika pomyślała, że musi zaryzykować, w dodatku głos chłopaka wydawał się faktycznie ciekawy, głęboki, a zarazem łagodny. Chociaż oglądając seriale kryminalne nie jeden bandyta zdawał się wszystkim miłym człowiekiem, a potrafił być seryjnym mordercą. Ucieszyło ją jednak, że nieznajomy próbował naprawić swój błąd, postanowiła, że da mu tę jedną szansę i więcej nie będzie musiała go widywać . Pełna obaw i ciekawości zarazem usnęła.  
Co się stanie dalej, czy odzyska zagubione rzeczy, czy nieznajomy się zjawi? Może niedługo pozna odpowiedzi, a może los zaskoczy ją tym razem?

AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 1887 słów i 10402 znaków. Tag: #miłość

3 komentarze

 
  • Obca

    Ciekawie piszesz. Dobrze się czyta, kiedy nie trzeba myśleć nad tym, co jest napisane ;) łapka

  • AuRoRa

    @Obca dzięki

  • Almach99

    Calkiem ciekawie sie zaczyna. Moze tym razem bohaterowie nie Beda chodzacymi idealami, a bardziej zwykli, normalni

  • AuRoRa

    @Almach99 Zapraszam do śledzenia ich historii ;)

  • Almach99

    @AuRoRa Czytam, oczywiście, że czytam.  Jestem już przy części 6. Widzę, że bohaterowie będą się zmagać z zwykłymi problemami, typu praca, pieniądze, kłopoty rodzinne. A do tego ich rodząca się miłość - dwoje z pozoru nie pasujących do siebie młodych ludzi.

  • Somebody

    Fajnie. Widzę, że nie tylko mi udzielił się walentynkowy nastrój <3