Graffiti uczuć - Część 1

Głośny alarm budzika w telefonie wył jak oszalały na całe mieszkanie. Weronika zerwała się z pościeli i szybko chwyciła za komórkę, żeby wyłączyć nieznośny dźwięk. Było po dziewiątej rano. Niecała godzina do spotkania. Dziewczyna migiem wpadła do łazienki,  szykowała się jakby była spóźniona na wykład na uczelni, potem śniadanie w ekspresowym tempie. Wparowała z powrotem do swojego pokoju i przeszukując szafę znalazła przejściową kurtkę, gdyż nie mogła wyjść w zabłoconym płaszczu, po wczorajszym zdarzeniu. Ubrała przeciętne spodnie i bluzkę, po czym szybko zrobiła lekki makijaż. Upinając swoje długie czarne włosy spojrzała ponownie na godzinę. Było za dwadzieścia dziesiąta. Wyszła z mieszkania i szybkim krokiem kierowała się w stronę przystanku autobusowego. Pojazd szybko się zjawił, więc wsiadła do środka i usiadła z tyłu. Zostało jej dziesięć minut, pomyślała, że spokojnie zdąży. Nagle pojazd gwałtownie zahamował i zatrzymał się. Ledwo utrzymując się na miejscu spojrzała przed siebie. Samochód stuknął w przód autobusu. Kierowca wybiegł, żeby wezwać karetkę. Zaraz przez megafon oznajmił, że dalej nie pojadą. Weronika zdenerwowana wysiadła kierując się na pobliski przystanek tramwajowy. Wtem jej telefon zadzwonił. Odebrała.
- Siema – odezwał się męski głos.
- Hej jestem w drodze ale się spóźnię – zaczęła się tłumaczyć dziewczyna.
- Nie o to biega, w którym centrum handlowym mamy się spotkać? - zabrzmiał ponownie głos nieznajomego.
Weronika uderzyła się ręką w czoło. Faktycznie w okolicy były trzy takie obiekty. Rozejrzała się gdzie się znajduje, po czym odpowiedziała.
- W centrum Furora, wiesz gdzie to? - dopytała zakłopotana
- Ta.
- To przy fontannie z palmą za … - dziewczyna spojrzała na godzinę - … dziesięć minut?
- Nie jestem tak szybki – zaśmiał się nieznajomy. - Musisz na mnie poczekać sory.
- W porządku, zaczekam.

Wtedy sygnał się urwał. Dziewczyna bardziej spokojna, że dziwny graficiarz nadal się do niej odzywa wyruszyła w miejsce ich umówionego spotkania. Kiedy znalazła się w środku centrum handlowego rozglądała się dookoła. W sumie nie wiedziała jak nieznajomy w ogóle wygląda, a on niestety wiedział o niej dużo więcej. Podeszła do fontanny i znalazła wolne miejsce na ławce. Siedząc zaczęła zastanawiać się co ona właściwie tu robi. Serce jej biło mocniej kiedy przechodził jakiś człowiek w bluzie. Nagle zaczął się do niej zbliżać jakiś młody człowiek ubrany podobnie jak piszący po murze nieznajomy. Czuła zdenerwowanie i ciekawość. Wtedy zaczęła do niego biec jakaś wystrojona laska i rzucając mu się na szyję zaczęła całować się z nim. Odeszli gdzieś. „To nie on” pomyślała z ulgą. Siedząc dalej jak na szpilkach i rozglądając się jak detektyw czuła się głupio. Nikt się nie zjawiał od dłuższego czasu. Kiedy na komórce zauważyła, że jest już za dwadzieścia jedenasta, zaczęła tracić nadzieję. Już miała się zbierać, żeby zadzwonić, kiedy poczuła czyjąś rękę na swoim ramieniu. Odwróciła się za siebie przestraszona.  
- Siema – odezwał się nieznajomy uśmiechając się.

Dziewczyna była zszokowana. Spodziewała się ujrzeć jakiegoś kolesia w dresie i bluzie, ogolonego na łyso. Tymczasem stał przed nią ktoś zupełnie inny niż się spodziewała. Nieznajomy był wysokim krótko ostrzyżonym brunetem. Ubrany w ciemno-szarą kurtkę i dżinsy. Nie wyglądał co prawda jak model z gazet, ale miał w sobie coś intrygującego, co sprawiało, że nie dało się go nie zauważyć. Miał ze sobą plecak, który miał założony tylko na jedno ramię.  
- No hej. - odparła niepewnie zszokowana dziewczyna. - My się skądś znamy?
Młody uśmiechnął się lekko.
- Nie znamy się, ale nie po to tu jestem - odparł stanowczo. - mogę usiąść obok?
Czarnowłosa studentka lekko skrępowana pokiwała tylko głową na znak, że się zgadza.  
- Miejmy to za sobą – powiedział nieznajomy wyciągając z plecaka zawinięte w reklamówkę rzeczy. - Trzymaj, sprawdź czy czegoś nie brakuje.
Dziewczyna wyjęła z dokumenty i zaczęła je oglądać. Nic nie brakowało, był jej dowód osobisty, legitymacja, a nawet notatnik z wykładów. Ucieszyła się.
- To ja będę leciał nara – odparował i zaczął się zbierać.
- Stój! A komórka? - zawołała dziewczyna.
- Jaka dokładna – odparł uśmiechając się pod nosem. - Proszę oto i ona.
Podał jej telefon wyciągając z kieszeni kurtki.  
- A ty roztrzepany – zauważyła błyskotliwie
- Dobra lecę. Miło było nara. - odparował jakby gdzieś się bardzo spieszył.
Wstał z ławki i zarzucając sobie plecak na plecy zaczął zbierać się do drogi.
- Chwila – odezwała się po chwili czarnowłosa. - Znasz moje dane i telefon, a ja o tobie nie wiem nic, to nie fair. - oburzyła się.
Nieznajomy cofnął się jakby trafiły do niego te słowa.  
- Damian, jestem Damian, pasuje? - odparował
- Nie pasuje. Jesteś mi winien kawę i rozmowę. - dodała przekornie.
Sama się złapała na tym, że chce się dowiedzieć więcej o nieznajomym.
Młody graficiarz nie kryjąc zdziwienia spojrzał na dziewczynę.
- Jak na studentkę ekonomii masz gadane, ale nic z tego. Ugadałem się z kumplem, więc sory – odparował znowu nie wiedząc jak pozbyć się nieznajomej. - Ale czekaj, zostawię ci adres mojej strony internetowej, jeżeli interesujesz się graffiti to pooglądaj.
Wtedy na skrawku papieru zaczął coś pisać długopisem, po czym podał jej. Uśmiechnął się znów, po czym na pożegnanie jakby odruchowo przytulił do siebie.  
- Trzymaj się mała i nie łaź po nocach po osiedlu. Drugi raz możesz trafić gorzej. - odparował ironicznie

Ona chciała coś powiedzieć, ale ją zamurowało. Stała jak słup soli, podczas gdy nieznajomy zniknął gdzieś pośród tłumu ludzi. Zebrała swoje rzeczy i zaczęła iść w stronę wyjścia. Teraz już miała ze sobą zgubione dzień wcześniej przedmioty, ale poczuła się jakby nadal jej czegoś brakowało. Nagle złapała się na tym, że nadal myśli o nieznajomym. Starała się przegonić natłok myśli. Kiedy dotarła do mieszkania zabrała się za szykowanie obiadu. Chciała jakoś podziękować Dagmarze za pożyczenie telefonu. Ustawiła zupę na kuchence i usiadła przy stoliku pod oknem. Chciała uporządkować torebkę, kiedy spomiędzy notatnika wypadł skrawek papieru, na którym Damian zapisał jej adres swojej strony. Pobiegła po laptopa i szybko wklepała na klawiaturze wszystko co było tam napisane. Otworzyła się jej strona, na której było pełno różnych zdjęć malunków na murach. Zauważyła, że jest tam zakładka „kontakt”. Kliknęła. Był tam podany adres e-mail. Ucieszyła się. Zaczęła jeszcze raz oglądać zdjęcia, ale tym razem zaciekawiona rozwinęła komentarze pod fotografiami. Wszędzie przewijała się ksywa „Hypno”. Powiększając fotki dziewczyna spojrzała, że wszystkie te malunki były tak samo podpisane. Nagle usłyszała odgłos kluczy w zamku. Do kuchni weszła Daga zmęczona po pracy. Weronika zrobiła taki wyraz twarzy, że było widać, że wszystko przebiegło pomyślnie. Zaczęła opowiadać co się jej przydarzyło i jak pożegnała się z nieznajomym. Wtedy koleżanka wtrąciła się wreszcie.
- Damian mówisz nie jest łysy?
- Nie, za to zakręcony, ale nie chciał nic o sobie powiedzieć, zniknął jak duch.
- I dobrze. Lepiej nie zadawać się z takim elementem. - odparowała koleżanka.
- A skąd wiesz jaki on jest? Nie znasz go, a oceniasz! - oburzyła się Weronika.
- A ty wiesz coś o nim? Spoko, ale znasz tylko imię, a koleś najwidoczniej nie chciał z tobą nawet rozmawiać. Temat skończony! - krzyknęła Dagmara – Na uczelni są normalni ludzie, ciesz się, że nic się nie stało i tyle!
Dziewczyna zdziwiona wybuchem współlokatorki zamknęła laptopa i podchodząc do pokoju koleżanki wypaliła.
- Zupa jest na kuchence złośnico.
Sama poszła do siebie i zamykając drzwi zatopiła się w myślach. Nie mogła przestać się zastanawiać nad wydarzeniami ostatniego dnia i wieczoru. Pomyślała, że od dwóch lat jest sama jak palec. Od kiedy Rafał zakończył ich nastoletni niedojrzały związek, czuła się niedowartościowana. Ten nieznajomy wzbudził w niej emocje, których tak dawno nie odczuwała. Postanowiła, że nadal będzie śledzić jego stronę.  

Po trzech miesiącach codziennej rutyny w pewne ciepłe majowe popołudnie Weronika wracała z zajęć myśląc nad zbliżającymi się egzaminami. Nagle na jednej ze ścian budynku, który mijała, zauważyła malunek, podpisany przez Damiana. Niby nic szczególnego, ale jej serce zabiło mocniej. Nagle zza rogu zapachniało jej jedzeniem, czując głód postanowiła zajrzeć do małego lokalu. Usiadła przy obdrapanym stoliku biorąc do ręki spis dań. Nagle przez okno, które wyglądało na podwórze zobaczyła coś co ją wbiło w krzesło. Nie widziany dawno graficiarz dźwigał ciężkie skrzynki z napojami. Widać było na jego twarzy zmęczenie. Niesiona dziwnym impulsem wybiegła na zewnątrz i wpadając na podwórze za lokalem zawołała:
- Damian?!
Tamten wybity z rytmu potknął się. Skrzynki poleciały na ziemię robiąc dużo hałasu. Nieznajomy zdenerwowany zaczął podnosić co się dało ocalić. Z zaplecza wybiegł jakiś mężczyzna zdenerwowany.
- Obetnę ci to z pensji!
Dziewczyna podbiegła do graficiarza i zaczęła pomagać mu podnosić ocalałe butelki.  
- Ty to masz wyczucie! - krzyknął zdenerwowany nieznajomy.

AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 1737 słów i 9691 znaków. Tag: #miłosne

3 komentarze

 
  • Obca

    Heh fajnie się czyta. Niec tak nie budzi zainteresowania niż brak zainteresowania ;)

  • AuRoRa

    @Obca dzięki, też racja, trafne spostrzeżenie :)

  • ja1709niezalogowana

    Czytam i nadal chcę:D:bravo:

  • AuRoRa

    @ja1709niezalogowana ciesze się i dzięki :)

  • Black

    Ciekawie się zapowiada, czekam na więcej:)

  • AuRoRa

    @Black dzięki, będę pisać dalej cieszę się że jest zainteresowanie