Graffiti uczuć - Część 18

Widząc minę siostry, przypominającą przestraszonego dzieciaka, Weronika szybko wybiegła do kuchni. Wyciągnęła z lodówki sok pomarańczowy i nalała do szklanki. Na raz wypiła orzeźwiający napój i usiadła przy stole, żeby się uspokoić. Na nowo poczuła nieprzyjemne pieczenie pod bandażami, które przypomniało jej o niedawnym zdarzeniu. Za chwilę wparowała za nią Wiola patrząc z niedowierzaniem.  
- Wera, to nie Kamil tu był, co?
- Nie, a zresztą co ja ci będę się tłumaczyć.
- Kto ci to zrobił? - spytała pokazując na miejsca z opatrunkami.
- Rowerzysta na mnie wpadł, a wtedy on mi pomógł i zaprowadził do domu, a potem …
- Potem to ty mu dziękowałaś, tak? - zaśmiała się nastolatka – dziwne, bo nie wiesz kto to, ale okej.
- Wiola, to był Damian.
- Damian?! Przecież z wami koniec, tak mówiłaś.
Studentka wstała od stołu i bez słowa wyszła starając się poukładać myśli. Nadal czuła jego płomienne pocałunki i dotyk dłoni na swoje skórze. Zawsze pragnęła takiej bliskości, ale los ciągle nie dawał jasnej odpowiedzi. Zrozumiała, że gdy spytała o Zuzę, on kolejny raz zmienił temat. Miała do niego zadzwonić, ale kolejny raz powstrzymała się. Postanowiła poczekać tym razem na rozwój sytuacji.  

Usiadła przy laptopie i wklepała hasło „konkursy artystyczne”. Potem sprecyzowała czego konkretnie szuka, wpisała dane graficiarza i pojawił się artykuł ze zdjęciami. Zapisała jedno, na którym mężczyzna uśmiechnięty stoi przy namalowanym obrazie. Przybliżając fotografię spostrzegła, że praca została wykonana sprayem. To zdawało się niesamowite, poczuła się wyjątkowo, że to właśnie ją postanowił uwiecznić. Po pełnym wrażeń dniu, ciężko jej było zasnąć. Leżała na łóżku patrząc w sufit, podczas gdy siostra smacznie spała. Sprawdziła komórkę, czy przypadkiem nie przeoczyła telefonu, albo smsa, ale nic do niej nie przyszło. W końcu usnęła pogrążając się w błogim zapomnieniu.  
Minął tydzień od ostatniego spotkania z niedoszłym artystą. Rany powoli się zasklepiały, ale dla lepszego samopoczucia, Weronika musiała przyzwyczaić się do chodzenia w spodniach. Niestety tylko pozostałości na rękach nie wyglądały ładnie. Spokojnym krokiem zdążała do drogerii, gdyż chciała kupić parę drobiazgów do makijażu. Tego dnia było okropnie duszno, jakby zbierało się na burzę, ale dziewczyna nie brała parasola, bo zaraz miała wrócić z powrotem. Kiedy znalazła się w sklepie od razu odetchnęła z ulgą, pod przyjemną bryzą zbawiennej klimatyzacji. Szukała tuszu, kiedy usłyszała zza regału rozmowę dwóch dziewczyn.  
- I co teraz zrobisz? W końcu się połapią.
- Nikt się nie zorientuje, nie pierwszy raz to robię.
- Ale trzech kolesi? Zuza jesteś niewyżyta …
Teraz studentka oderwała się od swojej półki i zaglądnęła ukradkiem kto stoi po drugiej stronie. Kiedy ujrzała nastolatkę, przez którą miała same kłopoty, wróciła na swoje miejsce.

Przybliżyła się do regału i słuchała dalej z ciekawością.  
- … a co będę sobie żałowała, od każdego coś dostaję, zobacz ten naszyjnik mam od Kamila, a te kolczyki od Damiana, a pierścionek …
- Pokaż, ale zawalisty!
- Podoba ci się co? To od Krzyśka, on robi najdroższe prezenty, ale nie za darmo …
Studentka przysłuchując się dalej temu, nie mogła uwierzyć, że nastolatka działa w ten sposób. Wezbrała w niej wściekłość, ale nie mogła przecież się ujawnić.  
- Nie mogłabym tak, matka by mnie zabiła, mam szesnaście lat.
- Czemu? Spróbuj sama, nie będziesz musiała się nikogo o nic prosić. Ja mam na jesień osiemnastkę, wtedy spadam z domu.
- A dokąd pójdziesz?
- Do tego frajera Damiana, ma wolną chatę …
- Ale co będzie jak tamci cię zobaczą u niego?
- Nie zobaczą, zerwę z nimi.
- I co? Wyjdziesz za niego, czy jak?
- Pogięło cię?! Za ten czas poszukam kogo innego, proste, nie?
Studentka wybiegła z drogerii nie kupując kompletnie nic. Nagle wpadła na pomysł, że zacznie śledzić nastolatkę i pobawi się w detektywa. Sprawdziła, czy komórka jest naładowana, wtedy zaczaiła się przed sklepem. Kiedy tylko młode dziewczyny wyszły, pstryknęła im zdjęcia. Zuza trzymała torby z różnych markowych sklepów i obie bawiły się doskonale. Potem ruszyły dalej w miasto.  

Po pewnym czasie koleżanka pożegnała się i Zuza sama skierowała się na przystanek. Weronika poszła za nią, trzymając się na bezpieczną odległość. Dobrze, że miała kartę na wszystkie linie, więc nie miała problemu z jeżdżeniem po mieście. Wysiadła tuż za niespodziewająca się niczego małolatą. Skierowała się gdzieś między bloki, rozmawiając z kimś przez komórkę. Nagle weszła do starego, obdrapanego budynku, szybko zorientowała się, że Zuza musi ty mieszkać, bo otwierała bramę kluczem. Studentka usiadła na ławce pod blokiem i czekając jak kot na mysz, patrzyła ciągle na drzwi wyjściowe. Zrobiła zdjęcie, żeby zapamiętać adres. Czas dłużył się w nieskończoność, a upał dawał w kość. Kiedy już zrezygnowana miała zaniechać dalszego śledzenia, wtedy Zuza wyszła. Przebrała się oczywiście dość wyzywająco, co nie dziwiło wcale, po tym co o niej usłyszała. Teraz znów szła na przystanek, wsiadła za nią do autobusu. Wysiadła na jednym z osiedli, które nosiło reputację takiego, dla bogatszych mieszkańców miasta. Tam skierowała się w stronę domków jednorodzinnych. Zadzwoniła do jednego z nich i ktoś otworzył jej bramę. Nie było tam gdzie się specjalnie schować, więc studentka spacerowała w pełnym słońcu wzdłuż ulicy. Z nieba lał się żar, aż pożałowała swojego pomysłu. Wtem nastolatka wyszła w towarzystwie zupełnie nieznanego jej mężczyzny. Ukradkiem pstryknęła fotki zza stojącego nieopodal samochodu. Zuza całowała nieznajomego, jakby znali się latami. Mężczyzna wyglądał na takiego, co dobija trzydziestki. Lekki zarost i porządne ciuchy robiły wrażenie. Nagle on podszedł do auta i otwierając drzwi uśmiechniętej małolacie, sam także wsiadł do pojazdu uruchamiając silnik. Teraz Weronika nie miała żadnych szans, żeby ich dogonić. Zobaczyła jak zbierają się na niebie ciężkie granatowe chmury.  

Musiała szybko wracać do domu, nie chciała, żeby komórka jej przemokła. Nie po tym, co teraz upolowała. Jadąc do domu autobusem przeglądała zdjęcia jeszcze raz uśmiechając się do siebie. Wreszcie miała dowód, z którym ciężko było się kłócić. Usłyszała grzmoty w oddali, a po chwili na szybach autobusu pojawiły się pierwsze krople wody. Schowała telefon głęboko do torebki. Wysiadła smagana gęstym deszczem biegnąc w stronę  swojego azylu. Cała przemoczona wpadła do mieszkania od razu sprawdzając, czy komórka nie zamokła. Udało się, dotarła sucha. W domu nikogo nie było, więc zadzwoniła do siostry.  
Okazało się, że jest u koleżanki i wróci później. Tata pracował na popołudniową zmianę, więc korzystając z okazji zrzuciła mokre rzeczy i przygotowała sobie kąpiel. Ciepła woda odprężyła ją jak nigdy. Z uśmiechem na twarzy patrzyła w sufit. Teraz tylko musiała obmyślić, jak wykorzystać to, co zdobyła. Wyszła z wanny, wytarła się ręcznikiem, po czym przebrała się w domowe luźne ciuchy. Burza już powoli oddalała się, ale jej pomruki nadal dawały o sobie znać. Wtem zadzwonił telefon, więc czarnowłosa szybko doskoczyła do komórki. Na wyświetlaczu widniał numer Kamila. Odebrać, czy nie? Podkusiło ją, żeby sprawdzić o co chodzi.
- Tak?
- Wera nie uwierzysz …
- Dzwonisz do mnie? W jakim celu? Przecież nie chcesz ze mną rozmawiać …
- Miałaś rację, co do tej Zuzy.
- W czym niby miałam rację?
- Ona kogoś ma, podejrzewam to.
- Wilku, proszę, nie ośmieszaj się. Nie pamiętasz co mi powiedziałeś? Pewnie znów wróciła do Damiana, co w tym dziwnego?
- Nie, to nie Hypno, widziałem ją dzisiaj z kimś na mieście.
- I po co mi to mówisz?
- Masz czas aby się spotkać?
- Nie, nie mam czasu. Tak jak ty nie miałeś go dla mnie! - krzyknęła do słuchawki naciskając na czerwony przycisk.
Uśmiechnęła się lekko rozumiejąc, że powoli sytuacja się wyjaśnia. Kamil musiał ją widzieć z tym mężczyzną, którego uwieczniła na zdjęciu. Zdziwiła się, że ze strachu do niej zadzwonił. Tylko, że co ona teraz do tego miała, skoro sam ją skreślił miesiąc temu.

Usiadła przed telewizorem przełączając niespokojnie po kanałach. Zatrzymała się na jednym z seriali, tak tylko żeby oglądać, bo kompletnie nie wiedziała o co tam chodzi. Zagłębiając się we wspomnieniach znów przywołała w pamięci pocałunki, które przyprawiały ją o dreszcze. Nawet złapała się na tym, że chciałaby teraz widzieć Damiana, tym bardziej że nie ma nikogo w domu. Oczami wyobraźni widziała jego twarz i świdrujące, szelmowskie oczy. Rozmarzona usłyszała dzwonek do drzwi. Podskoczyła nie spodziewając się nikogo. Tata lub mama mieli klucze, podobnie siostra. Poczty też się nie spodziewała, a może to Damian? Pomyślała podbiegając uradowana do drzwi. Kiedy uchyliła wizjer, rozwiały się jej przypuszczenia, niczym mgła w pogodny dzień. Po drugiej stronie stał Kamil trzymając w ręku mały pakunek przewiązany wstążką. Nie wiedziała, czy otwierać, aż w końcu ciekawość wzięła górę. Przekręciła zamek w drzwiach.
- Co ty tu robisz? Nachodzisz mnie w domu? - powiedziała Weronika przez ledwo uchylone wrota.
- Możemy porozmawiać?
- Nie mam ochoty. Wracaj do domu. - powiedziała zamykając za sobą drzwi.
Za chwilę znów zadzwonił dzwonek. Kamil nadal stał w tym samym miejscu, czekając na jej reakcję. Zrezygnowana otworzyła.  
- Wejdź, ale mów szybko, bo zaraz wraca tata.
Wilku wślizgnął się do środka i od razu popędził do kuchni. Wręczył jej do reki pakunek.
- A to co? Jałmużna?
- Nie, otwórz.

Weronika odpakowała kolorowy papier i otwierając pudełko zobaczyła ten sam naszyjnik, którym rzuciła mu pod nogi, kiedy siedział z Zuzą.  
- Ty żartujesz żałośnie ze mnie! Weź sobie to z powrotem! - krzyknęła Weronika oddając podarunek jak niechciany śmieć.
- Nie chcesz?
- Pewnie, że nie! Po tym co mi powiedziałeś? Za kogo ty mnie uważasz?
- Wera ja zrobiłem błąd. Ona mówiła mi takie rzeczy, że uwierzyłem w nie. Wybiegłaś z domu jak strzała do tego szpitala. Pomyślałem, że was nadal coś łączy.
- Uwierzyłeś jej bez problemu, a mnie potraktowałeś jak śmiecia! Pokazać ci ile ona jest warta?
Studentka chwyciła za telefon przywołując zrobione dzisiaj zdjęcia. Nie wiedziała czemu, ale musiała to komuś pokazać. Wilku widząc Zuzę obściskującą się i całującą z innym oddał natychmiast komórkę dziewczynie. Usiadł na stołku chwytając za głowę rękami.  
- A więc to prawda, ona kogoś ma.
- Jak widać, ale ty wolałeś wierzyć jej niż mnie.
On wstał i chwycił studentkę, przytulając mocno do siebie.  
- Czyli to co mówiła było wymyślone? Ty nie całowałaś się z Damianem w szpitalu, tak?
- No nie, po drugie on był cały w bandażach i …
- Wera, wybaczysz mi?
Dziewczyna stanęła oszołomiona. W jej głowie kłębiły się oszalałe myśli. Niestety Damian nie dał jej do zrozumienia, że rzucił Zuzę. Jak ma wybaczyć Kamilowi, skoro sama tym razem całowała się z graficiarzem. Serce biło jej ze zdwojoną siłą, a ręce trzęsły się z nerwów.

567 czyt.
100%164
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 2173 słów i 11579 znaków

Komentarze (4)

 
  • AlexAthame

    AlexAthame 15 maj 21:00

    Bardzo fajna cześć. Jak ludzie sobie wszystko komplikują. Powinni od razu wiedzieć z kim buzi-buzi, tuli-tuli

  • AnonimS

    AnonimS 15 maj 11:59

    Pięknie piszesz jak skomplikować proste zdarzenia. Wzajemne rozgrywki, nieufność i podejrzenia komplikują na pierwszy rzut oka proste sytuację. Mnie nurtuje pytanie. Czy warto być z kimś komu się nie ufa?

  • Somebody

    Somebody 15 maj 10:38

    Czy tylko mnie irytuje Kamil? Ech, przyjemnie piszesz, zawsze miło mi się czyta twoje teksty

  • Margo1990

    Margo1990 15 maj 9:45

    Co dalej,.co dalej....Już sie nie mogę doczekać. Coraz bardziej mnie wciąga ta historia 😁😉