Graffiti uczuć - Część 24

W bladym świetle księżyca, które wpadało do środka, ledwo było widać kto atakuje Damiana. Kamil nie myślał teraz nad tym, tylko dzielnie skoczył na pierwszego z brzegu, częstując go smakiem swojej pięści. Za nim wbiegł do surowego pomieszczenia Patryk, który nie przebierał w środkach. Zaopatrzony w pałkę, którą nie raz nosił ze sobą na różne akcje, zdzielił kolejnego chojraka, aż z ręki wypadł mu nóż. Olek podbiegł do dzwoniącego po podłodze przedmiotu i zaczął nim grozić kolejnemu chłopakowi, który teraz zaczął się wycofywać powoli.  
- Hypno! Odezwij się! - krzyczał Wilku próbując podnieść kolegę, który nie prezentował się dobrze.
- Łapcie … ich. - wycedził Damian krzywiąc się w bólu.
- Wezwałem pomoc, zaraz tu będzie policja. Po drugie nasi kumple czekają na tych tchórzy na dole.  
Zuza na te słowa chciała uciekać, ale Olek złapał ją mocno. Jej koleżanka nawet się nie ruszała, bojąc się przejść obok rozgniewanych napastników. Komórka, którą trzymała małolata w dłoni, przez szarpaninę z kolegą Kamila, wypadła jej z ręki na beton. Wilku zbliżył się do zbuntowanej nastolatki, która z pogardą patrzyła na niego. Splunęła mu w twarz, jakby był jakimś nic nie znaczącym człowiekiem, bez godności.  
- Wiesz, że zniszczyłaś sobie życiorys?
- Nic na mnie nie macie!
- Mamy dowody, świadków – dodał pokazując na Damiana – a jak wybudzi się Wera, to wszystko powie, jak było.
- Nie zdechła? - prychnęła z nienawiścią w głosie.
Kamil miał ochotę odwinąć jej z ręki, ale powstrzymał się w ostatniej chwili.  
- Schodzimy na dół, policja już tu jedzie.

Patryk razem z Wilku wzięli graficiarza pod boki i sprowadzali w dół ostrożnie, gdyż było bardzo ciemno. Olek ledwo trzymał małolatę, która wyrywała się jak dziki zwierz. Wtem ugryzła go boleśnie w rękę i uciekła na górę.
- Powaliło ją! - ryknął Olek ściskając dłoń, która pulsowała.
- Przytrzymaj Damiana, zaraz ją złapię. - dodał Kamil biegnąc na górę.
- Wilku, zostaw ją! Ona jest niebezpieczna. - zawołał graficiarz zdenerwowany.
Niestety kolega nie zważał na te słowa, jakby wierzył jeszcze, że nastolatka ma dobre sumienie. Szukał jej najpierw na drugim piętrze, potem na trzecim. Ciemność nie ułatwiała mu zadania, ale nie poddawał się, w końcu postanowił zajrzeć na dach budynku. Wybiegł tam i osłupiał. Zuza stała na krawędzi wyciągając ręce ku niebu, balansowała po niskim murku, jakby była parę centymetrów zaledwie nad ziemią. Śmiała się przy tym do siebie, nie zwracając na nic uwagi.  
Chłopaki na dole, których złapali koledzy Patryka, patrzyli na całe widowisko przestraszeni. Kiedy Olek sprowadził Damiana, również skierował wzrok na dach.  
- Ona oszalała?
Damian zbolały również spojrzał w górę z niedowierzaniem.  
Tymczasem nadjechały służby mundurowe pod budynek, który wskazał im jeden z dzwoniących mężczyzn. Zaczęli wypytywać co się stało, nie mając jeszcze pojęcia, co dzieje się wysoko nad ich głowami.  

Kamil stał niedaleko nastolatki, która podśpiewywała, jakby była sama. Zrobił w jej kierunku kilka kroków, a ona usiadła na krawędzi wymachując nogami w powietrzu.  
- Zuza nie wygłupiaj się. Co ty chcesz zrobić?
- Nie pójdę do więzienia, wiesz, że w tym roku mam osiemnaście lat. Wreszcie będę pełnoletnia, wiesz? Będę mogła robić co chcę i matka guzik mi zrobi …
- Schodź, może Wera cię nie zaskarży – próbował przekonywać nastolatkę mężczyzna – ważne że żyje.
- A co jak ci powiem, że chciałam, żeby umarła? - dodała odchylając się niebezpiecznie w stronę przepaści.
- To nie możliwe, ty byś nikogo nie skrzywdziła. - mówił spokojnie Kamil przybliżając się do niej bardzo cicho.
- Nikt mnie nie zna, nie wie co przeżyłam, co się działo w moim domu! Chciałam się z tego wyrwać, potrzebowałam kasy. Teraz wiem jak ją zdobyć, wystarczy zakręcić tyłkiem i szukać chętnego.
- Skąd taki pomysł? Czemu nigdy nie mówiłaś, że potrzebujesz pieniędzy? Myślałem że mnie kochasz …
- Nie kocham cię, nie kocham Damiana, nikogo nie kocham … tylko kasę, bo ona daje mi szczęście.

Nagle Kamil był już na tyle blisko, że mógłby odciągnąć dziewczynę, kiedy ta odwróciła się w jego kierunku. Chciała wstać, kiedy naprawdę się zachwiała. Już miała runąć z wysokości, kiedy Wilku złapał ją za ręce. Na dole wszyscy patrzyli w osłupieniu, co się dalej stanie. Mężczyzna ciężko oddychając chciał podciągnąć nastolatkę, ale zaczęła mu się wyślizgiwać z rąk, które ze strachu się spociły.  
- Puść mnie! Nic nie ma sensu!
- Nie puszczę!
Ostatkiem sił zebrał się w sobie i zaczął wyciągać Zuzę, tylko drobne kawałki budynku kruszyły się spadając niedbale. Za ten czas na dach wbiegli funkcjonariusze, którzy pomogli Kamilowi szybko uratować dziewczynę. Za chwilę była bezpieczna, ale dwóch policjantów sprowadzało ją już z dachu. Wilku nie usłyszał nawet krótkiego „dziękuję”. Za chwilę sam znalazł się przed budynkiem, bijąc się z myślami. Zuza była jego pierwszą miłością, więc to co mu powiedziała, bolało go podwójnie. Zrozumiał, że musi o niej na zawsze zapomnieć, bo się pogubiła w życiu. Tak samo nie miał szczęścia do Weroniki, która najwyraźniej swoje uczucia ulokowała w Damianie. Kiedy byli wszyscy przed siatką ogrodzenia, a samochód z funkcjonariuszami prawa odjechał, Damian podziękował wszystkim za pomoc. Chcieli go zaprowadzić do szpitala, ale on bronił się przed tym jak przed ogniem, tłumacząc im, że da sobie radę. Wtem zadzwonił telefon graficiarza, odebrał migiem, uradowany spojrzał na kolegów.
- Ocknęła się … wreszcie. Muszę jechać do szpitala …
- Tak musisz jechać do szpitala, bo źle wyglądasz – zażartował Wilku.
- Mnie chodziło o Weronikę.
- Stary, z rana do niej pojedziesz, a teraz doprowadź się do porządku. - odezwał się Patryk wtrącając do rozmowy.
- Która godzina?
- Po północy, odwieziemy cię do domu.
- Odwieziecie? Jak, czym?
- Mam starego grata po tacie, miesiąc temu zdałem prawko. - dodał Patryk.
- Przyjechaliśmy z nim – dorzucił Kamil – zaparkowaliśmy niedaleko, chodźmy.

Koledzy dowlekli się do pojazdu i zapakowali Damiana do środka, ostrożnie zapinając mu pasy. Odwieźli go pod wieżowiec, w którym mieszkał, chcieli mu pomóc wejść do mieszkania, ale stanowczo odmówił wyganiając ich.  
Następnego poranka zapowiadał się kolejny gorący dzień. Słońce nie ustępowało, a na niebie nie było ani jednej chmurki. Damian obudził się czując obolałe mięśnie. Bandaż na ramieniu, i plastry na otarciach przypominały mu dotkliwie o wydarzeniach ostatniej nocy. Teraz liczyło się tylko spotkanie z Weroniką. Zjadł śniadanie na biegu, wziął potrzebne rzeczy i wyszedł z domu. Po drodze odwiedził kwiaciarnię, w której zakupił duży bukiet czerwonych róż. Niedługo dotarł do szpitala. Prędko odnalazł salę, którą pamiętał z wczoraj. Niestety nie widział tam nikogo znajomego. Zatroskani ludzie nie specjalnie zwracali na niego uwagę. Zdezorientowany wybrał numer do Wioli. Za chwilę po kilku sygnałach usłyszał głos siostry studentki.  
- Damian zapomniałam ci powiedzieć …
- O czym?
- Przenieśli ją na inni oddział, już ci mówię gdzie …
Mężczyzna szybko skierował się w miejsce, które mu poleciła Wiola. Była tam z ojcem, siedzieli na ławce.  
- Dzień dobry panu, jak się czuje Weronika?
- Słabo, ale zaczyna rozmawiać, to już dobrze rokuje.
- A co powiedział lekarz?
- Miała wstrząśnienie mózgu, usunęli jej krwiaka i ma złamaną rękę.
- Można ją odwiedzić?
Wtem siostra włączyła się do rozmowy.
- Za chwilę spytam lekarza, zaczekaj tu chwilę – odparła siostra biegnąc korytarzem.
Ojciec mierzył go wzrokiem, widząc bukiet kwiatów, który graficiarz trzymał w ręku.  
- Ty tak na poważnie myślisz o mojej córce? Nie chcę, żeby stała się jej krzywda.
- Proszę pana, jestem tego pewien, że kocham Weronikę.
- Ja też byłem przekonany, że kocham żonę, ale ona postanowiła odejść.
- Bardzo mi przykro.
- Życie nie jest proste, ale szanuj moją Weronikę, skoro chcesz z nią być.
- Będę, ale to także jej decyzja, chociaż widzę, że pan nie jest zachwycony.
- Co ja ci będę mówił i tak jak się uprze na coś, to jej tego z głowy nie wybiję …

Wtem przybiegła Wiola, a za nią przyszedł lekarz.  
- Kto chciał wejść w odwiedziny do pacjentki?
- Ja – odezwał się Damian.
- Niestety kwiaty muszą tu zostać, proszę ubrać ten niebieski kitel, takie są wymogi.
- Dobrze, rozumiem.
- Ja potrzymam bukiet – wyrwała się Wiola wąchając kwiatki.
Mężczyzna uśmiechnął się lekko i wszedł do pomieszczenia za pielęgniarką, która z ponurą miną zaprowadziła go do łózka, gdzie leżała dziewczyna. Podłączona do szeregu aparatur, kroplówki, nie prezentowała się zbyt dobrze. Zawinięta szczelnie głowa bandażami, wyglądała jak turban. Na rękach miała liczne sińce, a oczy były podpuchnięte, straciła dużo krwi. On nachylił się nad nią całując ją delikatnie w policzek. Usiadł na malutkim stołeczku i nie mógł się napatrzeć, że jego ukochana żyje. Wtedy ona spojrzała na rękę i twarz mężczyzny, zmieniła wyraz twarzy.
- Co ci się stało?
- To drobiazg, lepiej mów jak ty się czujesz?
- Wszystko mnie boli. Otworzyłeś prezent?
- O tak, nie mogłaś lepiej trafić. - uśmiechnął się.
- Zepsułam ci urodziny, prawda?
- Nie, to nie twoja wina Wera. Nie myśl tak nawet, zabraniam ci.
- Gdybym wtedy pod blokiem na ciebie nie wpadła, to miałbyś ode mnie spokój, nie znalibyśmy się wcale, a ty byłbyś z Zuzą i …
- Ani słowa o Zuzie, zapomnij o niej.
- Ona chciała mnie … o nie to było … straszne wiesz? - odparła studentka, czując jak zbiera się jej na łzy.
- Już dobrze, nikt ci nic nie zrobi, policja ją zabrała. Prędko nie wyjdzie.

Mężczyzna chciał przytulić Weronikę, ale bał się że zahaczy o kable lub kroplówkę. Zamiast tego pogładził ją lekko po policzku, a potem delikatnie złożył na jej spierzchniętych od gorączki ustach, czuły pocałunek. Na chwilę zapomniała o bólu, czując przyjemne ciepło.  
- Wiesz, że przez operację głowy, skrócili mi włosy? W jednym miejscu podobno muszą całkowicie odrosnąć.
- To nie problem, niedługo znów będziesz mieć takie same, mamy czas. Żyjesz, a to jest najważniejsze. Nie chcę nadużywać tego słowa, ale kocham cię mała. Zrozumiałem, że mogłem cię stracić na zawsze. Nigdy w swoim życiu nie spotkałem takiej dziewczyny jak ty. Cieszę się, że wtedy na mnie wpadłaś. Nie żałuję tej chwili, jedyne czego żałuję, to tego, że tak późno zrozumiałem co do ciebie czuję. Nie jestem ideałem, a pomimo tego ty mnie doceniłaś.  
- Ja też cię kocham, ale skrzywdziłam Kamila. On nie jest zły, powinniście się wreszcie pogodzić …
- Ale myśmy już wyjaśnili sobie wszystko. Jak stąd wyjdziesz, to wszystko ci opowiem. Wiem, że on jest samotny, to moja wina. Chciałbym mu jakoś pomóc, ale chyba nie umiem.
- Po prostu daj mu żyć swoim życiem i nie wtrącaj się.
- Dobrze. Będę cię odwiedzał, aż nie wyzdrowiejesz, a potem spędzimy razem czas jak dawniej.
Weronika uśmiechnęła się, patrząc na Damiana z czułością. Teraz nic więcej się dla niej nie liczyło, tylko to, że są razem. Za chwilę podeszła do nich pielęgniarka, informując, że policja przyszła i ma kilka pytań do dziewczyny. Musiała złożyć zeznania, przypominając sobie na nowo, ten tragiczny dzień.

AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 2158 słów i 11799 znaków. Tag: #miłość

4 komentarze

 
  • Almach99

    Sporo Sie dzialo. Dobrze, ze Nikt wiecej nie zostal poszkodowany. Moze to dziwne, ale troche mi szkoda Zuzy - ubzdurala sobie, ze pieniadze dadza jej szczescie. Dobrze, ze Weronika odzyskala przytomnosc 😃

  • AuRoRa

    @Almach99 no tak o Życie można by napisać osobne opowiadanie. Wera ma się lepiej  :)

  • AnonimS

    Podoba mi się to co piszesz więc czytam choć nieraz z opóźnieniem. Pozdrawiam

  • AuRoRa

    @AnonimS dzięki za zainteresowanie  :)

  • Somebody

    Urocza scena w szpitalu. Pięknie😊😙

  • AuRoRa

    @Somebody dzięki  :)

  • Margo1990

    Dobrze ci tak Zuza 😁😁

  • AuRoRa

    @Margo1990 dopadła ją sprawiedliwość