Graffiti uczuć - Część 2

Wokoło unosił się słodki zapach pomieszanych ze sobą napojów, a z zaplecza słychać było krzyki kierownika. Dziewczyna czuła się okropnie, nie tak wyobrażała sobie ich ponowne spotkanie. Wyciągnęła rękę po kolejną butelkę leżącą na ziemi i w tym samym czasie zrobił to samo Damian. Ich dłonie się spotkały. Wtedy Weronika nie wytrzymała.
- O której kończysz? - spytała cicho.
On spojrzał na nią przerywając na chwilę zbieranie ocalałych napojów. To pytanie go rozbroiło. Wyglądał, jakby chciał wybuchnąć i rzucić w jej stronę wiązankę przekleństw. Nagle zza drzwi zaplecza wyszedł młody pracownik przepasany fartuchem i z jasną chustą przewiązaną na głowie.  
- Damian, co to za laska? - spytał opierając się o framugę.
Dziewczyna wstała na równe nogi i nie chcąc przeszkadzać graficiarzowi sama powiedziała.
- Cześć jestem Weronika.
Pracownik kuchni patrzył na nią z góry na dół, po czym zapalając papierosa zaciągnął się.
- A ja Andrzej, co tu robisz, nigdy cię tu nie widziałem?
Dziewczyna już chciała się ponownie odezwać. Wtedy Damian podniósł z ziemi skrzynkę z pozbieranymi butelkami i uderzył nią kolegę wpadając do korytarza.  
- Powaliło cię? - wypalił kumpel .
Z głębi pomieszczenia dobiegał czyjś donośny głos, po czym młodzian wypadł na zewnątrz i podchodząc do dziewczyny odezwał się już spokojniej.  
- Zaczekaj na mnie tutaj.
Ona stała jak osłupiała, a kucharz nadal przyglądając się jej uważnie kończył wypalać fajkę. Panowało niezręcznie milczenie. Za chwilę już przebrany do wyjścia i z plecakiem na ramieniu pojawił się graficiarz.  
- A ty dokąd? - spytał zdziwiony kolega wyrzucając peta na ziemię.
- Nie twój interes. - odburknął

Wyszli z małego podwórka tuż na chodnik. Nieznajomy zaczął czegoś szukać na telefonie, a ona poczuła jak jej brzuch daje znać, że musi coś koniecznie zjeść.  
- Zaczekasz chwilę? Kupię coś do zjedzenia, nie jadłam nic od rana. - odparła kierując się z powrotem do lokalu, w którym z początku chciała jeść.
On chwycił ją za rękę zatrzymując w miejscu.
- To nie jest dobry pomysł, znam ten bar od kuchni. Chodź pokażę ci lepszą miejscówkę.
Narzucił plecak na drugie ramię i wyruszyli przed siebie. Pomimo tego, że kompletnie nie znała człowieka, czuła się przy nim dobrze. Nie spodziewała się, że dziś go zobaczy, a tym bardziej pójdzie z nim na miasto. Szli wzdłuż zatłoczonej ulicy, aż w końcu skręcili w stronę parku. Teraz dziewczyna poczuła niepokój.
- Czekaj, dokąd my idziemy? Tu nic nie ma. - protestowała
- Jest, tylko przejdziemy skrótem przez park. A co? Boisz się że cię napadnę? - odparł patrząc na nią.
- Skąd mam wiedzieć, nie znam cię. - dodała po chwili.
- Ja ciebie też nie znam i się nie boję. To ty mnie cały czas prześladujesz. Nie dasz popisać po murze w spokoju, popracować nie dasz. Podrzucasz mi komórkę, dokumenty, no jak tak można. - mówił ironicznie mężczyzna.
- Dobra jak stąd wyjdziemy i nie będzie jedzenia, to znikam.
Nieznajomy uśmiechnął się, po czym prowadził ją dalej. Weronika zrozumiała, że mieszkając od dziecka w tym mieście, była tu może ze dwa razy i to zimą. Teraz wszystko tryskało zielenią i unosił się zapach wiosennych kwiatów. W oddali słychać było samochody i inne odgłosy ulicy, a na rogu końcowej alejki stał mały budynek. Im byli bliżej, tym mocniej unosiły się stamtąd zapachy jedzenia.  
- Zobacz jest posiłek, a nie mówiłem?

Budynek wydawał się stary, ale właściciel odremontował go najlepiej jak potrafił. Kiedy weszli do środka ledwo znaleźli wolne miejsce do siedzenia. Widać było, że ta lokalizacja jest popularna. Dziewczyna zamówiła zestaw obiadowy, a graficiarz wielką zapiekankę z różnymi dodatkami. Oboje byli tak głodni, że zjedli wszystko w mgnieniu oka. Niestety było tam zbyt głośno, muzyka z głośników mieszała się z gwarem rozmów. Wyszli więc stamtąd idąc ponownie w stronę parku. Usiedli na ławce przy małym stawie, wokoło było pięknie i gdyby nie odgłosy jadących nieopodal samochodów, to można by się zrelaksować.  
- Wiesz miałeś rację, jedzenie super i duże porcje. - odezwała się dziewczyna.
- Mówiłem, a ty mi nie wierzyłaś. - odgryzł się nieznajomy.
- Malujesz dalej po ścianach? - spytała zmieniając temat.
- Ta, lubię tę adrenalinę – odpowiedział, po czym sprawdzając mapkę na telefonie dodał - Chcesz zobaczyć taki zawalisty malunek?
Dziewczyna zaczęła obmyślać wszystkie za i przeciw, po czym ciekawość wygrała nad rozsądkiem.
- No jasne, że chcę – powiedziała z entuzjazmem - a daleko to?
- Możemy podjechać autobusem to kilka przystanków stąd. Co ty na to?
Weronika sprawdziła komórkę. Dochodziła piąta po południu. Co prawda miała zamiar dokończyć projekt semestralny, ale pomyślała, że raz może zmienić plan dnia.
- Dobrze, prowadź.
Złapali pierwszy lepszy autobus, który jechał w stronę osiedla na wzgórzu. Nie znała tu nikogo, więc nie miała potrzeby zapuszczać się w tę część miasta. Potraktowała to jak wycieczkę. Autobus wjeżdżał coraz wyżej, a miasto z tej perspektywy wyglądało całkiem inaczej. W końcu poczuła klepanie po ramieniu.
- Wysiadamy.

Wysiedli na zatłoczonym przystanku, ludzie przepychali się wracając z pracy w pobliskim biurowcu. Damian zaczął iść w tylko jemu znanym kierunku, a ona podążyła za nim jakby wiedziona niewidzialną nicią. Weszli pomiędzy mieszkaniowe bloki, a potem skręcili w mniej uczęszczaną drogę prowadzącą przez działki. Teraz ogarnął ją lekki niepokój. W jej głowie kotłowało się setki czarnych myśli, starała się je rozwiać. Gdy dotarli na koniec ogrodów działkowych trafili na ogrodzenie, na którym widniał napis „ Teren prywatny. Wstęp wzbroniony”. Czując, że to niezbyt przyjazne miejsce, dziewczyna odezwała się zaniepokojona.  
- To gdzie to graffiti?
- Tam. - odparł Damian pokazując na kilkupiętrowy niedokończony budynek tuż za metalową siatką.
- Nie czytasz napisów? Tam nie wolno wchodzić, ogrodzone nie na darmo. - protestowała Weronika.
Graficiarz podszedł kawałek dalej i w dobrze sobie znanym miejscu odgiął naruszone ogrodzenie przeciskając się pod siatką.
- Idziesz? - zapytać zniecierpliwiony.
- Nie. Wracam do domu.
- Czemu jesteś taka sztywna? Masz jedno życie, a boisz się z niego korzystać.

Dziewczyna przełamała się i postanowiła zaryzykować. Przeszła za lekkomyślnym przewodnikiem i rozglądając się zaczęła podążać za nim w stronę pustostanu. Dawno się tak nie bała. Jej sumienie biło na alarm, ale jakiś głos w środku pchał ją naprzód. Weszli do środka i surową betonową klatką schodową zaczęli się wspinać do góry. Czuła się jak w jakimś koszmarze, ale nie chciała dać tego po sobie poznać. Dotarło do niej, że straciła rozum. Obdrapane ściany były popisane różnymi napisami i głupimi malunkami. Schody nie miały poręczy, więc trzymała się blisko ściany starając się przezwyciężać strach przed wysokością. Kiedy dotarli na drugie piętro weszli do pomieszczenia popisanego czym popadnie. Wtem mężczyzna poprowadził ją na niedokończony balkon. Bała się tam zrobić kroku. Nagle jej oczom ukazał się cudowny widok ze wzgórza na panoramę jej rodzinnego miasta. Poczuła znów rękę nieznajomego na ramieniu i odwracając się oniemiała. Ze ściany patrzył na nią unoszący się w chmurach chiński smok, który zdawał się świecić oczami. Wyglądał tak realistycznie, że dziewczyna odskoczyła do tyłu. Poślizgnęła się na drobnych kamyczkach i nie mogąc złapać równowagi zaczęła spadać do tyłu. W ostatniej chwili złapała się za plecak Damiana. Ten widząc, że to nie są żarty chwycił ją w locie za ręce, nie dając jej polecieć w przepaść. Zaparł się nogami o mur i zaczął z całej siły podciągać nieszczęsną Weronikę do siebie.  
- Boję się! - krzyczała.

Życie zaczęło przelatywać jej przed oczami. Czuła paniczny strach i patrzyła na graficiarza, który z wyrazem strachu na twarzy robi wszystko, żeby nie spadła.  
- Teraz cię pociągnę w górę! Przygotuj się! - zawołał.
Znalazł w sobie siłę, która sprawiła, że jednym mocnym szarpnięciem pociągnął za sobą ciemnowłosą studentkę. Chwyciła się go mocno i oboje przytuleni teraz do ściany leżeli ciężko łapiąc oddech. Serce jej waliło tak mocno, ze prawie wyrywało się z piersi.  
- Ty wariacie! - krzyknęła wściekła.
Na kolanach doczołgała się do wnętrza, a tam ustała na równe nogi. Zaraz dobiegł do niej Damian czując, że tym razem to on przesadził.  
- Nie chciałem. To nie miało być tak, ja … - próbował złagodzić sytuację.
- Zamknij się! - wybuchła Weronika. - O mało nie zginęłam.
Mężczyzna poczuł się podle, gdyby dziewczyna spadła, nigdy by sobie tego nie wybaczył.  
- Przepraszam…uwierz… nie chcę twojej śmierci, w życiu - podszedł do niej chcąc ją przytulić.  
Dziewczyna spanikowana nie mogła się uspokoić, wtedy już nie wiedząc jak ma przeprosić przyciągnął ją mocno do siebie i odchylając lekko do tyłu pod wpływem impulsu zaczął całować. Poczuła jego drżące z emocji usta. Przeszedł ją dreszcz po całym ciele. Coś paliło ją w środku żywym ogniem, wzbierała namiętność, pomieszana ze strachem i wściekłością. Nagle oderwała się wyrywając z objęć i szybkim ruchem ręki uderzyła go w twarz. Wybiegając na zniszczoną klatkę schodową z lejącymi się z oczu łzami oddalała się byle dalej z tego miejsca. Słyszała za sobą jego kroki, ale miotało się teraz w niej tyle emocji, że musiała ochłonąć.    
- Weronika! Poczekaj! - wołał Damian z oddali.
Ona biegnąc przed siebie w gorączce emocji przebiegła przez dziurę w ogrodzeniu i zniknęła na drodze pomiędzy działkami.

AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 1822 słów i 10016 znaków. Tag: #miłość

1 komentarz

 
  • Ewelina31

    Heh no i dobrze. Niech ma za swoje :D

  • AuRoRa

    @Ewelina31 zaskoczył ją   ;) to wpadła w panikę

  • Ewelina31

    @AuRoRa sama bym wpadła wtedy w panikę ;)