Czy można się zmienić ? cz.35

Siedziała z podkurczonymi nogami i zastanawiała się nad słowami kolegi. Może i miał rację? może powinna zrozumieć postępowanie Huberta i jej ojca? tylko jak? jak miała wybaczyć im, że o niczym jej nie powiedzieli? jak miała żyć z kimś, kto nie potrafił być z nią szczery? jednak, czy nie próbował jej wszystkiego wytłumaczyć tamtego dnia? jak ona sama zareagowała, gdy powiedział jej o narkotykach? jak zareagowała? chyba pomału rozumiała jego postępowanie. No i był ktoś. Mała osoba, którą nosiła pod sercem. Dziecko. Owoc ich miłości. Czy to nie wystarczający powód, by dać im szansę? czy to nie wystarczający powód, by mogli być razem? by spróbowali? kochał ją. Nie miała ku temu wątpliwości. Pierścionek, który znajdował się na jej palcu, był wystarczającą deklaracją, wystarczającym dowodem jego miłości.Powinna mu zaufać, wybaczyć, powinna dać im szansę.Już miała zadzwonić do Huberta, ale usłyszała trzask zamykających drzwi, pobiegła do drzwi i zobaczyła zadowoloną twarz ojca.  
- Znaleźliśmy dziewczynę. Pojechała z Hubertem do szpitala - usłyszała. - Chciałbym zabrać Cię do Huberta. Prosiłbym Cię przywiózł - powiedział mężczyzna. Kinga spojrzała na mężczyznę i pokiwała delikatnie głową. Niechętnie pojechała z nim.  
- Co z nią? jest ranna? - zapytała, gdy już znaleźli się w samochodzie.

Co czuła trudno powiedzieć. Nie była pewna, czy powinna pytać ojca o jego kontakt z mafią. Dlaczego to zrobił? dlaczego zadał się z takimi osobami? czy zabijał? miała mętlik. Tak wiele chciała mu powiedzieć. Tyle słów chciała użyć, ale nie potrafiła. Kochała ojca, ale zastanawiała się, czy był mordercą. Nie chciała chyba znać odpowiedzi na dręczące ją pytanie. Bała się, bo chyba nie zniosła by, gdyby dowiedziała się, że jej ojciec jest mordercą. Po chwili zatrzymali się przed szpitalem. Chciała coś powiedzieć, chciała przerwać tą niezręczną cisze, ale nie znalazła właściwych słów.
- Mam nadzieje, że ten chłopak przeżył - odezwał się ojciec. - Idź do Huberta, a ja pójdę do mamy. Jestem ciekawy jak jest stan - rzekł i zaczął powoli się oddalać.
- Tato! - krzyknęła Kinga i spojrzała na twarz ojca. Przegryzła wargę, zastanawiając się, czy powiedzieć mu tych kilka słów, czy lepiej po prostu przemilczeć. Co miała mu powiedzieć?
- Zawiadom mnie jak z mamą, dobrze? - rzekła, bo tylko tyle mogła powiedzieć. Te dwa krótkie słowa, jeszcze nie chciały przejść przez jej gardło. Usiadła na ławce i spuściła wzrok. Chciała powiedzieć kocham Cię tato, ale nie zrobiła tego. Znów zabrakło jej właściwych słów. - Kocham Cię tato - pomyślała i wstała z ławki. Tuz obok niej, stał Hubert. W jego oczach panował strach. Nie była pewna czego bał się najbardziej. Tego, że mógł stracić siostrę, czy jej reakcji.  
- Tak niewiele brakowało Kingo - wyszeptał zmęczonym głosem. Usiadł obok niej i spuścił wzrok. Kochał ja, a teraz nie potrafili razem rozmawiać. Wstała i bez słowa poszła w kierunku automatu. Wzięła dla niego kawę, a sobie coś zimnego. Przyniosła mu i usiadła obok niego.
- Jestem tu - rzekła tak cicho, jakby bała się własnych słów. Kochała go i była pewna, że i on ją kocha.  
- Co teraz z nami będzie? jak teraz będzie z relacją twoją i ojca? - zapytał niepewnym głosem. Nie odpowiedziała mu. Nie była do końca pewna, co właściwie miała mu odpowiedzieć. Kochała go i chciała z nim być, ale z ojce było inaczej. Nie była pewna, czy potrafi jeszcze z nim rozmawiać.  
- Nie wiem - rzekła i bez słowa wtuliła się w ramiona ukochanego.

***
- Przykro mi. Proszę się z nią pożegnać - usłyszał mężczyzna i spojrzał na lekarza. Nie wiedział co ma teraz zrobić. Bezwładnie usiadł na łóżko żony i zamknął oczy. Jego najgorsze przypuszczenia spełniły się. Chociaż podświadomie, chociaż w głębi duszy miał nadzieje, że żona wyzdrowieje, teraz wiedział już, że nie.  
- Może mógłbym zabrać żonę do innego szpitala? może mógłbym coś zrobić? - zapytał mężczyzna. nadal nie mogąc uwierzyć w to, co powiedział mu lekarz. Chociaż lekarz chciał coś powiedzieć, chciał jeszcze odezwać się do niego, nie znalazł słów, jakimi mógłby załagodzić jego ból. Nienawidził takich sytuacji, nienawidził chwil, gdy musiał przekazywać złe wieści. Rozłożył ręce i spojrzał w oczy mężczyźnie. Nie mieli szans. Chociaż szpital, chociaż lekarze robili co mogli, obrażenia były zbyt wielkie.  
- Za duże poparzenia. Nie mogliśmy nic zrobić - odezwał się lekarz i spojrzał na niego. - Proszę poinformować córkę. Proszę z nią porozmawiać. Powinna być przy matce - wyszeptał lekarz i spuścił wzrok. Lekarz miał rację. Musiał jak najszybciej porozmawiać z córką. Miała prawo wiedzieć. Być może to ostatnia szansa, by jego ukochana córka, przebaczyła matce wyrządzone krzywdy.

Siedział przy łóżku żony, bez przerwy patrząc w zapłakane oczy córki. Tak bardzo chciał zrobić coś, by jego ukochana córeczka nie płakała. Chciał zrobić coś, by powstrzymać jej łzy.  
- Dlaczego tato? - zapytała Kinga i przytuliła się do nieprzytomnej matki.  
- Córciu - odezwał się mężczyzna i spojrzał na Huberta. Chłopak stał w kącie i cały czas obserwował zapłakana dziewczynę. Nie chciał jej przeszkadzać. Musiał dać jej czas, by zdążyła pożegnać się z matką.  
- Przykro mi córeczko - powtórzył ojciec i przytulił ją do siebie. Kinga zapłakała, nie mogąc uwierzyć, że nie zdążyła wybaczyć matce. Hubert z ojcem wyszli. Zostawili ją samą, pozwalając, by pożegnała się z matka.

   ***
- Tak bardzo się bałam - wyznała dziewczyna, siedząc na nie wygodnym krzesełku, przy łóżku chłopaka. Nie była pewna co czuje. Mimo jego zdrady, mimo bólu w jej sercu, wciąż żywiła do niego jakieś uczucie. Wciąż go kochała. Był jej pierwszą miłością, był jej pierwszym chłopakiem i przez lata za granicą, nie potrafiła o nim zapomnieć. Teraz wróciła, a całe jej marzenie w jednej chwili znikło jak domek z kart. Nigdy nie zdoła zapomnieć tego uczucia, które czuła, gdy leżał nieprzytomny w jej ramionach. Osłonił ją, a po chwili nie reagował, nie kontaktował. Myślała, że go straciła. Była przekonana, że umarł. Wszystko działo się tak szybko. Zbyt szybko, by mogła reagować.
- Kochanie! - za sobą usłyszała głos brata. Odwróciła się i uśmiechnęła do niego.  
- Jak Kinga? - zapytała, bo doszła już do niej zła wiadomość. Współczuła dziewczynie i dziwiła się, że nie jest teraz przy niej. Przecież pamiętała ten moment, co poczuli, gdy dowiedzieli się o śmierci matki. Ona jedyna wiedziała co innego. Ona jedyna znała prawdę.
- Pojechała do domu. Ojciec zabrał ze szpitala. Też zaraz do nich jadę - wyznał chłopak - Nie wiem co mam teraz zrobić. Nie zdążyła jej wybaczyć. Nie wiem jak mam jej pomóc - dodał mężczyzna i spuścił wzrok.  
- Bądź przy niej braciszku. Bądź po prostu obok - powiedziała dziewczyna i złapała jego rękę.  
- Powiedz mi o co chodzi z tym kamieniem? w co ty się znów wpakowałaś? - zapytał Hubert i usiadł obok niej. Nie zamierzał wyjść z sali, dopóki nie dowie się od siostry prawdy.  
- Okłamałam Cię. To nie był wypadek. Zabili ich - powiedziała ściszonym głosem. Nie wiedziała jak ma wyznać mu prawdę, nie wiedziała, czy tego chcę.
- Jak to? - zapytał oszołomiony chłopak.  
- Masz jeszcze tego białego misia ode mnie? - zapytała nie spuszczając z niego wzroku. Chłopak kiwnął potwierdzająco głową, a ona odetchnęła z ulgą.  
- W misiu są dwa małe kamienie. To przez nich zginęli. Nie wiem jak, nie wiem kiedy, ale nasi rodzice weszli w ich posiadanie. Kamienie są warte fortunę. I strasznie niebezpieczne Hubercie - wyjaśniła dziewczyna. - Byłam świadkiem ich morderstwa. Mama podarowała mi tego miśka, prosząc, bym się z nim nie rozstawała. Nie wiedziała co tam jest. Dopiero, gdy weszli do mieszkania, dopiero gdy zobaczyłam jak ich zabijają, przestraszyłam się. Niewiele z tego rozumiałam, ale musiałam uciekać. Nie wiem kiedy dowiedzieli się o mnie. Nie wiem jak. To nie istotne. Tobie powiedziałam, że zginęli w wypadku, tak też każdy myślał, ponieważ upozorowali ich wypadek braciszku - wyjaśniała dziewczyna.  
- Ale jak to? dlaczego? - dopytywał się dalej.  
- Nie wiem. Nie mam pojęcia. Ciebie zostawiłam kochanie z babcią, a sama wyjechałam - wyznała.

Minęło właśnie kilka minut, od wyjścia Huberta. Siedziała prawie sama w sali i czekała na przebudzenie chłopaka. Nie czuła się z siebie dumna. Nie chciała okłamywać Huberta, ale postanowiła nie mówić mu całej prawdy. Ich rodzice nie żyli, więc nie było sensu wyjawiać mu tego wszystkiego. Po co? wystarczyło jej to, że sama nosiła w sobie taki ciężar w sercu, a Hubert miał dość swoich problemów. Nie chciała, nie mogła mu niczego powiedzieć. Po co miała go ranić? po co miała zrobić coś, co zmieniło by jego życie? Po śmierci babci, obiecała sobie, że nikt z wyjawi jej, nie pozna ich sekretu. Obiecała sobie, ze nigdy nie powie mu prawdy. I zamierzała dotrzymać danego słowa.  
- Jesteś?! - usłyszała męski, zmęczony głos. Spojrzała na mężczyznę i uśmiechnęła się do niego. Była szczęśliwa, że się obudził, bo dziś zrozumiała, że mimo wszystko nadal go kocha.
- Jak się czujesz? - zapytała z troską w głosie.  
- Zmęczony i obolały - odpowiedział i dotknął jej ręki.  
- Przepraszam. Tak bardzo się o Ciebie bałem. Nie chciałem. Bóg mi światkiem, że nie chciałem narazić Cię na niebezpieczeństwo - wyznał. Kobieta kiwnęła głową i machnęła ręka. Nie chciała wracać do tamtych wydarzeń. Nie chciała o tym rozmawiać.
- Rozmawiałaś z Hubertem? powiedziałaś mu? - usłyszała jego pytanie. Zawahała się i spojrzała mu głęboko w oczy. On jeden znał prawdę.  
- Nie. Nie powiedziałam mu. Obiecałam im rozumiesz? - wyznała  
- Musisz! Musisz mu powiedzieć! - usłyszała.  
- Co mam mu powiedzieć? Nasi rodzice zginęli przeze mnie. To ja wpakowałam ich w to wszystko. Nie mogę powiedzieć mu prawdy. - dodała i spuściła wzrok.  
- To nie była twoja wina. Chronili Cię. Rozumiesz to? chronili Cię i dlatego zginęli. Nie było w tym twojej winy - powiedział chłopak i czule ją objął.  
- To dlaczego czuję się, jakbym to ja ich zabiła? dlaczego czuję się wszystkiemu winna? - zapytała dziewczyna i spojrzała na niego.
- Obiecaj mi coś. Obiecaj, że nigdy nie powrócimy do tej rozmowy. Obiecaj, że zapomnisz o tym, co Ci powiedziałam Pawle - poprosiła. Chłopak bardzo niechętnie, ale zgodził się milczeć. Kochał ją i szanował jej zdanie. Skoro postanowiła ukryć przed nim sekret, nic nie mógł na to poradzić.
- Nie pochwalam tego. On ma prawo poznać prawdę. - powtórzył po raz kolejny.  
- Obiecaj mi to! Naciskała dziewczyna.
- Obiecuję, że nigdy nie wrócimy do tej rozmowy. On nie może poznać prawdy. Nie może dowiedzieć się, że - zawahał się i spojrzał jej w oczy  
- Tak dokończ to. Nie może dowiedzieć się, że to ja zabiłam naszych rodziców. To ja pociągnęłam za spust Rafale - dodała i schowała twarz w dłoniach. - Zostawmy to. Im mniej wie tym lepiej - powiedziała. - Kocham Cię Rafale. Kochałam i zawsze będę Cię kochać - wyznała i zamknęłam oczy.

        Kilka dni później:
Dziś nadszedł ten dzień. Chociaż Kinga czuła ból, chociaż nie była pewna, jak to wytrzyma, musiała dla Huberta i dziecka. Nabożeństwo żałobne miało odbyć się za godzinę w pobliskim kościele, a następnie ciało jej matki, miało znaleźć się na cmentarzu. Ból, jaki czuła był nie do opisania. Co miała zrobić? jak sobie poradzić?  
- Tato - wyznała, patrząc na zrozpaczonego, jakże zniszczonego mężczyznę. Nie miała pojęcia jakim cudem kilka dni, mogło aż tak zmienić człowieka. Ktoś, kto nie znał go, z całą pewnością dałby mu kilkanaście lat więcej. Kilka dni zmieniły ich ne do opisania. Jeszcze nie tak dawno nie potrafiła odnaleźć w sobie siły, by wybaczyć matce, a teraz było już na to za późno.  
- Kochanie - usłyszała głos Huberta. W ostatnich dniach był dla niej ogromnym wsparciem. Na każdym kroku, w każdej sekundzie swojego życia, czuła jego niekończącą się miłość. To chyba dzięki niemu jakoś przeżyła te dni. Co noc płakała w poduchę. Nie potrafiła powstrzymać emocji.- Jestem z Tobą wiesz o tym mała? - zapytał Hubert i mocno ścisnął jej rękę. Była dla niego całym światem, była jego miłością, jego promieniem słońca.  
- Wiem - rzekła, bo nie miała ochoty na rozmowę. Jak zawsze wolała zamknąć się w sobie i po prostu milczeć. Mamo jej myśli krążyły do wspomnień, jakże odległych od tego czasu, w jakim teraz żyła. - Nie zdążyłam jej wybaczyć - zapłakała. Znów kolejne strumienie łez poleciały po jej policzkach.  
- Cii mała nie płacz - wyznał i mocno ją do siebie przytulił. Założyła kurtkę i wraz z ojcem i Hubertem pojechała na czuwanie przy trumnie matki.  

Nicość. Nic nie miało dla niej znaczenia. Nie miała pojęcia jak zniosła całą mszę, siedziała przy ojcu, a jego wyraz twarzy powodował, że łzy nie przestały lecieć. Cierpiał i mimo jego doskonale znanej roli, wiedziała to aż za dobrze. Ona miała na tyle lepiej, że miała Huberta, dziecko, miała dla kogo żyć. A on? został sam.
- Kocham Cię tato - wyznała i spojrzała mu głęboko w oczy.Stała nad trumną matki i poczuła jak po policzku lecą jej łzy. Ból jaki poczuła, był nie do opisania. Kochała ją, ale nie miała odwagi jej tego powiedzieć. Poczuła na ramieniu dłoń Huberta.  
- Wybaczam Ci mamo - wyznała i klęczała na ziemi. - Wybaczam - dodała i ponownie zapłakała. CDN

2 527 czyt.
100%112
agusia16248

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 2680 słów i 14001 znaków, zaktualizowała 7 sty 2016.

2 komentarze

 
  • czarnyrafal

    czarnyrafal · 8 sty 2016

    Justys 20  słusznie napisała bo i ja starszy pan-niby twardziel nie ustrzegłem się lez czytając tekst.Przyjmij to Agusiu jako komplement-dobrze.    

  • Justys20

    Justys20 · 7 sty 2016

    Umiesz wycisnąć łzy