Chłopiec z Czarnego Lasu- prolog

Obudził się zlany potem, koszmary go nie opuszczały. Podniósł głowę, rozejrzał się po pokoju i przypomniał sobie, że jest tam gdzie zawsze, w starej chacie w środku lasu.
-Ven, dobrze się czujesz?- usłyszał znajomy głos.
-Przepraszam panie Leonardo -odpowiedział- Nie chciałem pana obudzić.
-Spokojnie chłopcze, i tak nie spałem.
-Znowu pan czytał? O czym tym razem?
-Sięgnąłem po moją ulubioną lekturę, książkę traktującą o medycynie. Zawsze chciałem pomagać ludziom- odpowiedział starzec.
-To dlaczego nie zajął się pan nią na poważnie?- zapytał zaciekawiony Ven.
-Mimo, że wiem sporo, nie byłem w stanie zrozumieć tajemnic ludzkiego ciała. Mam nadzieję, że w przyszłości ludzkość udoskonali medycynę. Cóż chłopcze pora spać, jutro musimy wstać skoro świt, przygotowałem niespodziankę.
-Naprawdę?!- zdumiał się chłopiec- A jeśli koszmary znów wrócą?
-Chłopcze- odrzekł starzec- Jutro kończysz 16 lat, niecodziennie się to zdarza. Jako mężczyzna będziesz musiał sam sobie radzić z problemami, ale mogę ci podpowiedzieć, że wystarczy pamiętać to co dobre, a o tym co było złe zapomnieć.
-Łatwo powiedzieć, ale może ma pan racje. Dobranoc panie Leonardzie.
-Dobranoc mój chłopcze- odpowiedział starzec gasząc świece.
     Ven szybko zasnął. Jednak jego sen trwał krótko, jak zawsze prędzej czy później przyszły koszmary.
-Mamusia cię kocha, pamiętaj o tym Ven- słowa, a po nich już tylko zamazane wspomnienia, do tego momentu.
Ktoś wyważył drzwi, po czym to chaty wpadło 4 uzbrojonych mężczyzn. Każdy z nich miał miecz przy biodrze.
-Łap gówniarza!- krzyknął ten najbliżej zniszczonych już drzwi.
Barczysty typ z blizną ciągnącą się od lewego ucha aż do wargi złapał małego Vena.  
-Co z nią?- zapytał ten najniższy- Miało jej tu nie być.
-Szef nic o niej nie mówił, róbcie z nią co chcecie- znowu odezwał się ten obok drzwi po czym wyszedł.
-Aksel trzymaj go, niech gówniarz zobaczy co to znaczy prawdziwy mężczyzna.
Po tych słowach barczysty złapał Vena za głowę i upewnił się, że chłopak będzie wszystko widział. Pozostali gwałcili jego matkę. Widział jej piękne niebieskie oczy z których płynęły łzy, ale ciągle mógł odczytać z nich jej ostanie słowa "Mamusia cię kocha". Dalej były tylko zamazane wspomnienia z czasu kiedy ludzie którzy zabili jego matkę prowadzili go do zamku księcia Wincentego. Ale jedno wspomnienie było wyraźne, pierwsze spotkanie z panem Leonardem niedaleko Czarnego Lasu. Koszmar trwał, ale Ven przypomniał sobie słowa starca i przypomniał sobie te wszystkie dobre chwile, które z nim spędził i tej nocy spał już spokojnie. Następnego dnia wstali skoro świt, prezentem od starca okazał się być miecz wykonany na zamówienie. Piękny, ze zdobioną rękojeścią i runicznymi znakami na ostrzu. Chłopiec nigdy nie widział piękniejszej broni. Przez chwilę zastanawiał się skąd mężczyzna wziął na niego pieniądze, ale potem przypomniał sobie o zwierzęcych skórach sprzedawanych co miesiąc w pobliskim mieście. Następne dni spędzali na wspólnych treningach walki wręcz i strzelania z łuku, a także treningach umysłu, które starzec uważał za najważniejsze. Pewnego dnia po zakończonym treningu powiedział Venowi:
-Chłopcze, mój czas dobiega końca, mam nadzieję, że zapamiętasz wszystkie moje nauki. Proszę, gdy już umrę pochowaj mnie tu, w Czarnym Lesie, przy chacie w której spędziłem większość mojego życia.  
-Panie Leonardo!- wykrzyknął Ven- Jest jeszcze tyle rzeczy, o które muszę pana zapytać!
-Do wielu z nich musisz dojść sam mój chłopcze- odparł starzec- Tylko wtedy będą cokolwiek znaczyć. Pamiętaj, że możesz posiłkować się moimi księgami, przecież nauczyłem cię czytać.
     Niedługo potem pan Leonardo zmarł, a Ven był zmuszony opuścić Czarny Las, wiązały się z nim piękne wspomnienia, więc chłopak postanowił jeszcze kiedyś tam wrócić. Przez cały rok Ven podróżował po świecie, był w kraju Słońca, gdzie nigdy nie padał śnieg, zwiedził Wielkie Równiny, kraj pasterzy i rolników w którym bardzo mu się podobało. Nikt tam nie prowadził wojen, a ludzi skupiali się jedynie na tym żeby zmaksymalizować swoje plony. Jednak mimo, że chłopiec był szczęśliwy czegoś mu brakowało. Postanowił wrócić do Czarnego Lasu, zbliżała się zima, a tylko w lesie Ven miał chatę, w której mógł ją spędził.
     I tak oto chłopiec z Czarnego Lasu wyruszył na podróż do jedynego domu jaki pamiętał. Do starego, ciemnego i okrutnego lasu. Po drodze Ven dużo rozmyślał o tym co dalej zrobić, nie mógł przecież spędzić całego życia w starej leśnej chacie. Był już bardzo blisko Czarnego Lasu kiedy usłyszał krzyk.
- Na pomoc! Czy ktoś mnie słyszy?!
Ven przyśpieszył kroku, zaczął biec i dotarł na polanę, na której kiedyś trenował łucznictwo. To co ujrzał, przypomniało mu jego odwieczne koszmary...

Vilgefortz

opublikował opowiadanie w kategorii fantasy, użył 886 słów i 5052 znaków.

2 komentarze

 
  • AuRoRa

    Dobrze się zapowiada, łapka :)

  • Somebody

    Ciekawy początek. Chętnie zajrzę dalej :)