Chłopiec z Czarnego Lasu- rozdział 7

Ven zauważył, że jego towarzysze nieco się zmieszali.  
- Czemu miny tak wam zrzedły? Czy wy też wierzycie w te chłopskie opowieści o tym miejscu?
-To nie tak. - zaczął starzec - Zupełnie inaczej kiedy się słucha o tym miejscu, a kiedy się je widzi tuż przed sobą. Opisuje się je jako nawiedzone przez duchy. Ludzie są pewni, że słyszeli lamentowania Potępionych.
Ven zachichotał cicho, potem coraz głośniej, a potem wybuchnął śmiechem.
- Pan Leonardo jednak miał rację. Ludzie widzą i słyszą to co chcą i piekielnie łatwo ich zmylić. - Ven czuł, że Rivian oczekuje wyjaśnień. Nie kazał mu czekać. - W dolinie płynie rzeka, odgłos płynącej wody odbijając się od gór brzmi jak zawodzenia. Ruszajmy, nie ma czasu do stracenia. Musimy czym prędzej dostać się do chaty.
Wyruszyli w ciszy, tak jak zawsze Ven na przodzie, za nim Anabel, a trochę za nią pan Rivian. Podróż nie zajęła im zbyt długo, po dwóch godzinach byli na miejscu. Wspomnienia chłopaka zaczynały wracać. Wszystko wyglądało tak, jak to zapamiętał. Mieli spędzić tu parę tygodni, o ile nie więcej, więc lepiej było szybko rozpalić ognisko i pilnować żeby nie zgasło. Kiedy weszli do chaty Ven odstawił swoje rzeczy i zabrał się za rozpalanie ognia. Kiedy wreszcie się z tym uporał pokazał panu Rivianowi i Anabel resztę chaty. Musiał również rozwiązać jeszcze jeden problem. Mieli tylko jedno łóżko. Ostatecznie stwierdził, że on i starzec mogą spać na podłodze otuleni skórami, a łóżko będzie należeć do dziewczyny. Potem wyszedł z chaty i oddalił się w miejsce gdzie pochował pana Leonarda. Usiadł na powalonym pniu drzewa i zaczął rozmyślać. "Jestem już tak zmęczony, czasem mam ochotę to wszystko rzucić i zająć się czymś innym. Ale wtedy myślę o matce i jej poświęceniu. Nie mogę pozwolić żeby jej śmierć poszła na marne. Muszę więc dokończyć zadanie, które mi pan zlecił."
- Dlaczego ciągle to robisz? - Ven usłyszał znajomy głos - Przecież on i tak już cię nie słyszy.
- Wiem, ale... - zaczął niepewnie chłopak - Sam już nie wiem. Po prostu tak łatwiej jest mi z tym wszystkim sobie radzić.
- Teraz to nie jest ważne. - Moc zmieniła temat - Muszę ci coś powiedzieć. Zbliża się ważne wydarzenie. Musisz być gotów. Sama nie wiem kiedy przyjdzie czas, musisz być czujny.
- Czy możesz powiedzieć mi o tym coś więcej?  
- Nie teraz, zmieniłoby to wszystko, nie możemy tak ryzykować. Dobrze wiesz, że nie istniej tylko jedna przepowiednia. Ty musisz tylko sprawić, żeby nasza się sprawdziła.
- Wiem, ale zawsze jest lepiej wiedzieć nieco więcej...
Ven zauważył, że Rivian się zbliżał. Usiadł obok niego w miejscu, gdzie przed chwilą znajdowała się Moc.
- Więc to tu... To tu go pochowałeś?
Chłopak nie odpowiedział, zamiast tego patrzył na krzyż.
- To niesamowite jak silny jesteś... Jak dałeś radę sobie z tym wszystkim poradzić sam?
- Nie miałem wyboru. Nie było koło mnie nikogo, kto mógłby mi pomóc. Miałem do wyboru albo robić to co do mnie należało, albo się poddać.
- Jaki on był? Tuż przed śmiercią?
- Taki jak zawsze, nie wpłynęło to na niego tak bardzo jak można było się spodziewać.  
- Pewnie ciągle wierzył w swoich Bogów, co? A ty co o nic sądzisz, czy wierzysz w nich równie mocno?
- Nie. Nie są moimi bogami. Może istnieją, ale na pewno nie rządzą mną i moim losem. Nie zdołali dotrzymać danej obietnicy więc czemu miałbym im służyć? Nami wszystkimi, nawet waszymi bogami kieruje coś jeszcze, coś czemu nawet oni nie mogą się oprzeć. Nie wiem jeszcze co to jest, ale czuję, że jestem blisko odkrycia tożsamości tego czegoś.
Tu przerwał na chwilę. Popatrzył w głąb lasu i odparł niechętnie.
- Chyba powinniśmy już wracać.
- Masz rację.
Kiedy wrócili do chaty Anabel szykowała kolację, ale zabrakło jej drewna. Ven zgłosił się na ochotnika i wybrał się aby trochę go przynieść. Kiedy szedł spojrzał w górę, na korony drzew. Kruki, znowu chmary kruków. Zdecydowanie było ich za dużo. Wtedy usłyszał krzyk. Ludzki, chyba kobiety. A może dziecka? To nie pora na takie rozważania, rzucił drewno i ruszył przed siebie, w las, za cichnącym już krzykiem.

294 czyt.
100%91
Vilgefortz

opublikował opowiadanie w kategorii fantasy, użył 796 słów i 4314 znaków, zaktualizował 17 cze o 23:03

Komentarze (1)

 
  • Almach99

    Almach99 13 czerwca

    Nie zebym narzekal, ale cos krotko...