Chłopiec z Czarnego Lasu- rozdział 10

Kiedy już zjedli chłopczyk postanowił pobiegać po całej chacie, ale przez to, że nie była zbyt duża biegał praktycznie w kółko. Anabel postanowiła, że pobawi się z nim żeby nic sobie nie zrobił. Natomiast Ven, Rivian i jego matka usiedli niedaleko paleniska i zaczęli rozmowę.
- Chciałam ci podziękować, przepraszam że dopiero teraz. Wcześniej nie byłam w stanie.
- Nic nie szkodzi. Nie musi pani dziękować. Każdy by pomógł, to chyba normalne.
- Nie wiem czy każdy. Raczej nie, patrząc na to kim jestem ludzie bali by się mi pomóc.
- Nie miałem wcześniej możliwości zapytać jak się pani nazywa.
- Dophne. Jestem Dophne Plavook. Jestem, a raczej byłam żoną Edwarda Plavook. Mój mąż był młodszym bratem króla. A to oznacza, że był pierwszym kandydatem do tronu po jego śmierci. Ale po napaści Torenów na stolicę król i cała jego rodzina nie żyje. Mało kto z naszego rodu w ogóle żyje. A to wszystko sprawia, że mój syn, Aksel, jest prawowitym spadkobiercą tronu Zjednoczonego Królestwa.  
A więc się nie mylił. Coś łączyło ją z jego matką. Musi ją jeszcze o to wypytać. To niesamowite, że ten mały, uroczy chłopiec jest pretendentem na króla. Szkoda tylko, że raczej nikt go nie poprze. A jego imię, przez nie idealnie pasuje żeby zostać królem. Kiedyś Ven czytał starą książkę, która opowiadała historię dawno zapomnianej organizacji o nazwie Świetliki. Ich celem była ochrona króla i dbanie o to, aby w kraju panował pokój. Venowi najbardziej podobało się to, że przez lata nikt nie wiedział o ich istnieniu. Działali z cienia, nie dbając o chwałę czy bogactwa. Byli dobrze wyszkoleni i wyselekcjonowani ze społeczeństwa przez ich przywódcę o imieniu Aksel. Kiedyś każde imię coś znaczyło. W języku Pierwotnych Aksel oznaczało "moim ojcem jest pokój". I swoim życiem Aksel pokazał wszystkim, że to w co wierzymy może stać się naszym celem życiowym. On wierzył w pokój i starał się go utrzymać za wszelką cenę. Ven pamiętał jeszcze, że w tej księdze jeden z członków Świetlików przekazał słowa przysięgi, który każdy z kandydatów musiał wypowiedzieć podczas zaprzysiężenia. "Mym światłem rozświetlę mrok nocy, nie pozwolę aby wdarł się do domów potrzebujących, i aby światłość stała się mrokiem. Swe życie poświęcam służbie. Od teraz jestem Świetlikiem. Nikim więcej. Porzucam swoje imię, swoją rodzinę. Nie dbam o chwałę, moim jedynym celem jest pokój i szczęście innych ludzi."
- A więc miałem rację! Chłopcze czy ty wiesz co narobiłeś?
- Uratowałem bezbronnych ludzi. - odpowiedział bez zastanowienia Ven.
- Tak, ale... - starzec zmieszał się lekko. - Ale czy wiesz co to oznacza dla nas? Od kilku to najbardziej poszukiwani ludzie w całym Zjednoczonym Królestwie! To cud, że ukrywali się tyle lat. Jak wam się to udało?
- Udawaliśmy wieśniaków. Nie sądziłam, że ktoś dowie się kim tak na prawdę jesteśmy. Staraliśmy się nie zwracać na siebie uwagi. Ale chyba nasi sąsiedzi zaczęli coś podejrzewać. Musieli dać znać strażnikom. Jakieś dwa miesiące temu aresztowali mojego męża. Na szczęście mi udało się uciec. Zabrałam dziecko i ukrywałam się. Ale musiałam pojawić się na jego egzekucji. Byłam mu to winna. Od tego czasu powiedziałam sobie, że nie spocznę, dopóki Torenowie nie upadną. Na dobre. Przejęli kraj siłą, nie zasłużyli na to aby być u władzy.Nastała chwila ciszy.  
     Każdy wiedział, że Torenowie stosowali dosyć brutalne metody aby utrzymać się przy władzy. Nie pozwalali na żadne bunty czy rebelie. Każdą tłumili krwawo. Ich rządy były raczej niespecjalnie dobre dla ludności, ale za to sami Torenowie bogacili się w zatrważającym tempie.
- Tyle mówię o sobie, a dalej nie wiem kto mnie uratował.
- Na imię mam Ven.
- Ven... Skądś pamiętam to imię. Powiedz mi chłopcze z jakiego rodu pochodzisz?
- Nie pochodzę z żadnego rodu. Wychowałem się tu. W lesie. A moja matkę pamiętam jak przez mgłę.
Ven nie mógł powiedzieć jej prawdy. Że jego matka też pochodziła z rodu Plavook. Ta krótka rozmowa z bandytom dała mu do zrozumienia, że jego ojcem musi być ktoś z rodu Torenów. Nie zdołał jeszcze ustalić kto to mógł być, ale na pewno wiedział, że ta wiadomość nie spodobałaby się kobiecie.
- Kiedyś jednak spotkałem pewną kobietę z rodu Plavook. - zaczął Ven po chwili ciszy, zauważył że kobieta ożywiła się nieco. - Nie mówiła mi skąd pochodzi, ani kim jest. Przedstawiła się tylko. Na imię miała Esni.
- Esni?! Gdzie ona jest?! Żyje?!
- Nie. Zmarła wiele lat temu.
- Och... Mogłam się tego spodziewać... Cóż, Esni była moją siostrą. Miała romans z pewnym mężczyzną Torenów. Nasi rodzice nie pochwalali tego związku.
Wszystko się zgadza. Jego ojciec był Torenem.
- Pewnego dnia uciekła i nigdy więcej jej nie widziałam. Rodzice bardzo to przeżyli, była ich oczkiem w głowie, mądra, piękna i elokwentna. Idealnie pasowała na dwór królewski. Mogę zapytać kiedy i gdzie ją spotkałeś?
- To było dawno, byłem wtedy jeszcze mały i nie pamiętam zbyt dużo z tamtego okresu. Ale bardzo mi ją pani przypomina. To chyba dlatego tak nagle wróciła do mojej pamięci.  
- Szkoda, miałam nadzieję, że dowiem się czegoś o niej i o tym co robiła po swojej ucieczce. A teraz wybaczcie, ciągle czuję się nieco zmęczona.  
Kobieta znowu położyła się na łóżku i zasnęła.  
- Chłopcze czy ty zwariowałeś?! Nie dość, że ich tu sprowadziłeś to jeszcze ją okłamałeś, przecież sam...
- Ciszej, Rivianie, ona nie musi o wszystkim wiedzieć. A co do kwestii bezpieczeństwa to nie martw się. Zostaw to mi, powinienem sobie poradzić. A jeśli coś wymknie się spod kontroli to przecież możesz powołać się na swojego pana. W końcu jesteś doradcą księcia z Kamiennego Miasta.
- Niby tak, ale... - starzec zawahał się przez chwilę. - nie mogę tak wykorzystywać swojej pozycji na lewo i prawo, proszę pamiętaj o tym.
- Dobrze, ale i tak nie mam zamiaru pakować nas w żadne tarapaty. Właśnie. Chciałem z panem o czymś porozmawiać.  
- Słucham cię chłopcze.
- Za niedługo nadejdzie krótka odwilż. Wtedy będziemy musieli stąd uciekać do jakiegoś miasta. Potem nadejdą jeszcze większe mrozy i boję się, że nie zdołamy ich przeżyć.  
- Dobrze, ale skąd to wszystko wiesz?
Ven nie był gotowy na to pytanie. Jego odpowiedź była pierwszym co przyszło mu do głowy.
- Żyłem w tym lesie wiele lat, więc umiem rozpoznawać w nim wiele rzeczy, na przykład takich jak pogodę.  
- Hmm, może masz rację. Jedno jest pewne, na pewno wiesz o tym lesie więcej niż ja, a może nawet więcej niż ktokolwiek inny. Wieczorem spakujemy swoje rzeczy i będziemy gotowi do opuszczenia tej chaty w każdej chwili.  
Jedna sprawa załatwiona, teraz pora na drugą. Ven przeprosił Riviana, założył płaszcz i wyszedł z chaty. Musiał udać się na niezwykły trening.

Vilgefortz

opublikował opowiadanie w kategorii fantasy, użył 1324 słów i 7075 znaków, zaktualizował 3 lip 2018.

1 komentarz

 
  • emeryt

    @Vilgefortz,  wspaniale, wciąż czytam z dużym zaciekawieniem. Na razie pozdrawiam i łapka w górze na plus.

  • Vilgefortz

    @emeryt Ciesze się, że ci się podoba. Dzisiaj postaram się dokończyć ten rozdział. I jeśli wyrazicie taką chęć to postaram się zacząć następny. :D