Chłopiec z Czarnego Lasu- rozdział 16

Po wynajęciu pokojów zabrali swoje rzeczy i wnieśli je do nich. Chłopaka położyli na jednym z łóżek. Zemdlał podczas jazdy do karczmy i dalej był nieprzytomny. Ven odstawił swoje rzeczy i położył się na swoim łóżku. Rivian poszedł jego ślady.
- Mam nadzieję, że nie będziemy mieli żadnych kłopotów przez to co zrobiłeś. – starzec odparł szczerze.  
- Myślę, że nic nam nie grozi. Gdyby chcieli coś nam zrobić nie wypuścili by nas z tego placu. Zresztą, sami też nie do końca przestrzegali prawa.  
- Masz trochę racji, ale nie czuję się tak pewnie jak ty. Strażnicy potrafią być nieobliczalni.  
- Chyba wypadałby wyjść i uzupełnić nasze zapasy. – rzucił Ven wstając z łóżka.
- Mam iść z tobą? – zapytał starzec.
- Nie będzie lepiej jeśli zostaniesz, ktoś musi zająć się naszym gościem.  
- Hmm… racja. Nie sądzisz, że zabieranie go z nami to nie jest do końca najlepszy pomysł?
- Zdaje mi się, że wiele ostatnio przeszedł. Nikt nie powinien być wtedy sam.
- A mi się zdaje, że mówisz z własnego doświadczenia.
- Lepiej będzie jeśli zostanie z nami. Znacznie tu przytulniej niż w lochu Legionu.
- Wybacz, nie chciałem żeby to tak zabrzmiało…
- Ale niestety nie udało się panu. Nie musi pan przepraszać, powiedział pan co myśli, a to dobry znak. Ale niech nie liczy pan, że całkowicie się przed panem otworzę.  
- Ven, nie chciałem. Jeśli będziesz kiedyś potrzebował to wiesz, że możemy porozmawiać.
- Tak, wiem. Przed wyjściem zajrzę jeszcze do dziewczyn, może czegoś potrzebują. Wrócę za kilka godzin.  
Ven był trochę zły. Nie na Riviana, ale na siebie. Nie chciał zrzucać na obcych ludzi swoich problemów, lęków i zmartwień. Sam musiał sobie z tym poradzić. Czasem za dużo mówił i właśnie dlatego lubił samotność. Nie był jednak pewien czy zainteresowanie Riviana wynika jedynie z dobrych chęci czy z potrzeby poczucia się jak dobry człowiek wysłuchując kogoś innego. Wielu ludzi tak robiło, kompletnie nie interesowały ich historie ludzi, słuchali ich tylko aby podbudować sobie ego. Myśleli, że są wspaniałymi ludźmi wysłuchując innych, ale tak naprawdę słuchali dla siebie, a nie dla nich. Ale może Rivian był inny. Zresztą co za różnica? Czy nie najważniejsze było to, aby poczuć się lepiej? W ostateczności i tak zostanie sam.
Zajrzał do pokoju Dophne i Anabel. Zapukał i kiedy otworzył drzwi mały Aksel doskoczył do niego i objął go. Chłopak położył mu rękę na głowie i zdradził paniom cel swojej wizyty. Anabel utrzymywała, że nic nie potrzebuje. Natomiast Dophne poprosiła go o zakup nowego paska dla syna, ponieważ w starym zepsuła się klamerka. Ven zanotował to i wyszedł na zakupy.  
Na targowisku podchodził do kilku stoisk z jedzeniem, aż w końcu znalazł jedno z wyjątkowo świeżym jedzeniem. To właśnie na nim uzupełnił ich zapasy. Kilka metrów dalej znalazł stoisko z własnoręcznie wykonanymi bukłakami. Stwierdził, że przydadzą im się nowe, ponieważ stare chyba przeciekały. Kupił cztery i ruszył na poszukiwanie krawieckiego sklepu. Aby go znaleźć musiał przejść kilka uliczek, ale wreszcie mu się to udało. Krawiec był starym mężczyzną o orlim nosie. Ven dostrzegł na nim ślady po okularach, ale teraz mężczyzna nie miał ich na sobie. Ven złożył zamówienie po czym krawiec zniknął na chwilę w swoim małym magazynie po czym wrócił z paskiem w ręku. Podał go Venowi do oceny. Był solidny i elegancki. Klamra wydawała się mocna i jednocześnie była wykonana z wyjątkowo lekkiego metalu. Ven zapytał o cenę. Nie była najniższa, ale też niespecjalnie wysoka. Tak więc Ven skusił się i kupił go. Przy okazji zauważył skórzane rękawiczki. Spojrzał na swoje i sierdził, że nieco się wytarły. Przymierzył nowe i postanowił je kupić. Na szczęście nie brakowało im złota. Tak więc lekko obładowany udał się w drogę powrotną do karczmy. Jednak kiedy tak poruszał się powoli w rytm leniwie padających płatków śniegu czuł na sobie czyjś wzrok. Miał ciągłe i nieodparte wrażenie, że ktoś go śledzi. Ale postanowił się nie odwracać, aby nie zdradzić że o tym wie. Tak więc nie zatrzymując się powolnym, wręcz beztroskim krokiem poruszał się naprzód.  
     Ven wszedł do karczmy, odstawił na chwile pakunki i otrzepał się ze śniegu. Karczma nie była zbyt duża, raczej nie cieszyła się popularnością zważając na liczbę klientów. Ale jemu właśnie o to chodziło. O miejsce, gdzie będzie jak najmniej osób. Podniósł swoje rzeczy i udał się do pokoju. Kiedy wchodził na schody usłyszał jak otwierają się drzwi karczmy. Ktoś wszedł tu za nim. Zaciekawiony wszedł do swojego pokoju. Poprosił Riviana żeby poszedł po Anabel i Dophne. Kiedy starzec wyszedł chłopak położył się na swoim łóżku i wpatrywał się w sufit. Zamknął oczy i zaczął rozmyślać. Ale coś przerwało mu chwilę spokoju. Na sąsiednim łóżku ktoś kaszlnął. Ven przypomniał sobie kto tam leżał, szybko wstał i podszedł do łóżka.  
- Jak się czujesz? – zapytał cicho siadając na krześle obok.
- Bywało lepiej… - młodzieniec usiadł i złapał się za głowę. Zapewne dalej odczuwał skutki uderzenia Strażnika. – Gdzie je właściwie jestem?
- Cóż… Leżysz w łóżku na piętrze gospody „Czarny koń”. Pamiętasz jak się tu znalazłeś? Pamiętasz co się wydarzyło?  
- Tak… Niestety tak.
- Przykro mi… - powiedział Ven opuszczając oczy, nie do końca był pewny co powinien powiedzieć, a to wydawało mu się najodpowiedniejsze.  
- Nie wątpię. Cóż, dziękuję za pomoc, ale chyba już pójdę… -chłopak zaczął wstawać.
- Czekaj! –Ven nie zdążył go ostrzec i w momencie gdy chłopak próbował stanąć na własne nogi prawie upadł. Ven dał radę go złapać, dosłownie w ostatnim momencie. – Jesteś jeszcze zbyt słaby, powinieneś leżeć.
- Chyba masz rację… - odparł nieznajomy bez przekonania. Położył się i wlepił oczy w sufit wzdychając bezsilnie. – Dziękuję ci za to co zrobiłeś, mówię o tym na rynku. Nie wielu miałoby odwagę stanąć w czyjejś obronie…
- Nie ma o czym mówić. Czy… Czy ona była dla ciebie kimś ważnym? Przepraszam, to głupie pytanie. Gdyby nie była to nie robiłby tego… wszystkiego.
- Rozumiem twoją ciekawość. Grace była dla mnie… kimś wyjątkowym. Poznaliśmy się gdy mieliśmy po pięć lat. Wtedy tu trafiłem. Wcześniej mieszkałem z rodzicami, ale pewnego dnia napadli na nas i tylko mi udało się uciec.
- Przykro mi, ale nie mogłem jej uratować…
- To nic, sam wiedziałem że nie będę w stanie jej pomóc. Chciałem tylko uchronić ją od poniżenia.  
Nastała chwila niezręcznej ciszy. Nieznajomy chłopak wpatrywał się teraz w okno.  
- Zastanawiam się co teraz sobie o mnie myślisz.
- Nie do końca rozumiem co masz na myśli. – odpowiedział szczerze Ven.  
- Wielu ludzie nazwałoby mnie teraz człowiekiem, dla którego strata bliskiego człowieka nic nie znaczy. Właśnie zginęła moja ukochana, a ja siedzę tu i patrzę w okno.  
- Odwiedziłem wiele wiosek, wiele małych wysepek i widziałem wielu ludzi. Każdy z nich był inny od poprzedniego. Śmiem wątpić, że niewiele mnie zdziwi.  
- Jesteś… inny niż sądziłem. Po śmierci moich rodziców bardzo się zmieniłem, nie umiem okazywać uczuć jak wcześniej. Bardzo tego żałuje.  
- Trochę cie rozumiem. Ale myślę, że z czasem wrócisz na odpowiednią drogę. Odkryjesz się na nowo.
- Dziękuję. Już tyle dla mnie zrobiłeś, a ja ciągle nie znam twojego imienia. – chłopak wyciągnął do niego rękę i powiedział. – Na imię mi Nate.
Ven z chęcią uścisnął jego dłoń, serdecznie się uśmiechnął i odpowiedział:
- Miło mi Nate, ja jestem Ven.
- Miło cię poznać Venie.  
Wtedy oboje wybuchnęli śmiechem. Jednak to szczęście nie trwało długo. Nate szybko stał się pochmurny.  
- Co ja teraz zrobię? Nie mogę wrócić do miasta. Jestem pewny, że Strażnicy nie pozwolą mi tak po prostu odejść.
- Możesz podróżować ze mną. – odparł Ven bez namysłu.
Wtedy obok okna pojawiła się Moc, stanęła bokiem i spojrzała na Vena. Uśmiechnęła się do niego i powiedziała:
- Dobra robota chłopcze, teraz tylko musisz go poprowadzić. Uczyń go wielkim człowiekiem i jeszcze większym czarodziejem.
Ven spojrzał Mocy w oczy i odwzajemnił uśmiech. Wtedy zniknęła, a Ven powiedział sam do siebie.
- Tak się stanie…
- Hmm… Mówiłeś coś?
- W sumie to tak, muszę odwiedzić kogoś w pokoju obok. Podróżujemy razem i chciałbym aby cię poznali. Oczywiście jeśli nie masz nic przeciwko.
- Nie, oczywiście że nie.
Ven uśmiechnął się i ruszył w stronę drzwi. Właśnie miał złapać za klamkę, ale ktoś go uprzedził. Po drugiej stronie zobaczył Riviana.
- Właśnie cię szukałem!
- Dziwne, ja ciebie też. Masz gościa Chalio.  
Starzec zrobił krok w tył, a za nim ktoś stał. Dopiero po chwili Ven zauważył, że to ten sam młodzieniec, którego spotkał na egzekucji. Jednak teraz nie miał na sobie stroju Straży. To trochę zmyliło Vena.
- Witaj. Czekałem na to spotkanie…  - Strażnik po raz kolejny skłonił głowę.
- Ja również… - odpowiedział Ven z zaciekawieniem w głosie.

Vilgefortz

opublikował opowiadanie w kategorii fantasy, użył 1709 słów i 9383 znaków, zaktualizował 31 lip 2018.

1 komentarz

 
  • emeryt

    Mimo mojego wieku jest ciągle coś we mnie z dziecka. Przez całe życie uwielbiałem  i w dalszym ciągu uwielbiam opowiadania sci-fi. Więc jeszcze raz dziękuję Tobie za kolejny odcinek tego wspaniałego opowiadania i czekam na  następne odcinki. Pozdrawiam i życzę wspaniałej weny.

  • Vilgefortz

    @emeryt Po raz kolejny dziękuję za miłe słowa. Jednak myślę, że możesz mnie trochę przeceniać. A kontynuować będę na pewno, pisanie po prostu mnie odpręża. :D