Chłopiec z Czarnego Lasu- rozdział 19

Rivian zaprowadził ich do swojego domu. Znajdował się na obrzeżach miasta, więc był wolny od zgiełku i zabaw. Na progu przywitał ich kamerdyner, a w korytarzu gosposia. Widać było, że wszyscy cieszyli się z powrotu pana domu. Ven nie dziwił się, przypuszczał że starzec jest miły dla swojej służby. Nie przypominał większości szlachty, która ślepo wierzyła w swoją wyższość i mit o błękitnej gry płynącej w ich żyłach. Jednak prawda była taka, że każdy człowiek był taki sam, a podziały społeczne były raczej umowne. Zdarzało się, że niejeden mieszczanin wysławiał się lepiej niż szlachcic. Tak prawdę mówiąc Vena zawsze zastanawiało dlaczego ludzie nie zbuntują się przeciwko złej szlachcie. Przecież skoro tak źle ich traktowano powinni walczyć o swoje prawa.
     Wedle prośby Riviana zaczęto szykować im posiłek, a ich rzeczy zostały przeniesione do ich pokoi przez ludzi starca. Więc wszyscy, zmęczeni trudami podróży, zasiedli przy stole w sali biesiadnej w domu doradcy księcia z Kamiennego Miasta. Na szczęście Rivian miał w tej Sali ogromy stół, który mógł ich wszystkich pomieścić. Dodatkową wygodą był kominek, w którym drewno trzaskało przyjemnie dając wszystkim zgromadzonym kojące ciepło po wielogodzinnej podróży przez zamarznięte szlaki.  
- Rozgośćcie się. Kazałem przygotować wam pokoje, wasze rzeczy już tam czekają. Ale zanim pójdziecie odpocząć proponuję wam posiłek.
Wszyscy zgodzili się, że to dobry pomysł. Siedzieli więc przy stole czekając na kolację poruszając przy tym najróżniejsze tematy.
- Masz wspaniały i ogromny dom, nie chwaliłeś się. – powiedział Ven.
- Bo tak naprawdę nie jest mój. Widzisz ten dom należy do Kamiennego Miasta i jego władz. Mieszkam tu jako doradca głowy tego miasta. Tutaj taka jest tradycja. Wszyscy doradcy poprzednich władców tego wspaniałego miejsca mieszkali tu i pewnie będą mieszkać.
- Nie wiedziałem tego. Co się więc stanie kiedy Maksymilian postanowi zmienić doradcę?
- A widzisz i tu tkwi szkopuł. Kiedy zaczynałem tu swoją pracę Maksymilian zmienił trochę zasady przyjmowania doradców. Można ich zmienić tylko w przypadku ich śmierci, bądź wykroczeniu przeciwko prawu i koronie.
- Sprytnie. Powiedz mi tak właściwie ile Maksymilian ma lat? Mówiłeś, że to on cię przyjmował na stanowisko.
- Owszem. Jest młodszy ode mnie o około piętnaście lat, a to oznacza, że ma teraz mniej więcej czterdzieści osiem lat. Kiedy mnie tu przyjmował miał chyba z dwadzieścia pięć lat, był jeszcze młody i niedoświadczony, ale jego przyjaźń z nowym królem pomogła mu uzyskać to stanowisko. Ale mimo swojego wieku był mądrym człowiekiem.
- Dobrze go znasz? – zapytał zaciekawiony Ven.
- Na tyle na ile dał mi się poznać. Pozory lubią zwodzić, a to człowiek, który jest bardzo tajemniczy. Wiem o nim tylko tyle, że pochodzi z rodziny Torenów. Ale jego rodzice nie byli tak radykalni w wielu kwestiach jak reszta tego zacnego rodu i przekazywali mu, że to co wmawia wszystkim głowa rodu, o lepszych i gorszych ludziach jest tylko stekiem bzdur.
- Z tego co mówisz wydają się dobrymi ludźmi.
- Racja, byli dobrymi ludźmi, wspaniałymi wręcz bym powiedział… Ale no cóż, byli. Po dojściu do władzy nowego króla zostali straceni w stolicy za kolaboracje przeciwko koronie.
- To… to okropne! Co takiego zrobili?
- Nie chcieli przestać opowiadać, że Torenowie nie są wcale ludźmi wybranymi do rządzenia przez bogów. Pokazywali i siebie i resztę rodu jak zwykłych ludzi. Oczywiście zarzuty były wyssane z palca, ale nowej władzy wystarczyły żeby ich oskarżyć i skazać.
- A jak Maksymilian to przyjął?
- Dla opinii publicznej pozostał niewzruszony, powiedział że nie wiedział o poglądach rodziców i je potępia. Ale czuję, że w środku bardzo cierpiał z tego powodu. Dlatego tak bardzo go szanuję. Mimo, że jego własna rodzina zabiła jedne z najbliższych mu osób tylko po to, aby naprawić opinię publiczną on ciągle zachowuje się w ich obecności normalnie. Myślę, że przed śmiercią zdołał spotkać się z rodzicami i powiedzieli mu coś, co pozwala mu ciągle iść przed siebie.  
- Nie miałem o tym wszystkim pojęcia… - powiedział Ven – Myślałem, że był jak każdy szlachcic. Prowadzony przez życie za rękę, bez żadnych przeszkód.
- Życie płata nam różne figle… No proszę zobaczcie, nasz wyczekiwana kolacja. – do sali weszło kilku służących z tacami, na których znajdowało się jedzenie. Położyli je na stole i ruszyli w stronę wyjścia. – Przyjaciele, mam nadzieję, że wy również już coś zjedliście. – zapytał ich Rivian.
- Tak panie… - najstarszy służący odpowiedział i ukłonił się.
- Już wam mówiłem, nie musicie nazywać mnie sowim panem. Cieszę się, że nie chodzicie głodni. Dziękujemy za jedzenie, teraz poradzimy już sobie sami. Możecie odpocząć.
- Dobrze panie… - służący ukłonił się po raz kolejny.
- Ehh… są niereformowalni. No nic, jedzmy moi drodzy.
Kiedy już wszyscy najedli się do syta Nate, Anabel i Dophne ze swoim synem poprosili służących, aby pokazali im drogę do ich pokoi . Rivian i Ven postanowili, że porozmawiają jeszcze. Chłopaka nurtowało wiele pytań.
- Tak się zastanawiałem… - zaczął Ven.
- Tak?
- Kiedy jechaliśmy przez miasto widziałem strażników, ale nie mieli oni na sobie barw Legionu. Za tym tez kryje się jakaś historia?
- Owszem. Widzisz, kiedy Maksymilian obejmował władzę do każdego miasta i miasteczka w królestwie wysyłano oddział Legionu. Lennicy króla byli zobowiązani do przyjęcia ich w mury miasta. Odmowa była równoznaczna ze sprzeciwieniem się koronie, a za to groził stryczek. Tak więc nasz młody książę, jak wszyscy podobni mu tytułem przyjęli Strażników. Jednak pech chciał, że do Kamiennego Miasta wraz z Legionem trafił pewien specyficzny przywódca. Był jednym z fanatyków. Co noc wyprawiał się z kilkoma Strażnikami, aby w karczmach, zajazdach i na gościńcach okolicznych wsi, aby szukać wrogów króla. Jak pewnie się domyślasz ludzie zaczęli ginąć, a Maksymilianowi się to nie spodobało. Natychmiast wysłał list do stolicy, a jako iż był w dobrych stosunkach z królem ten momentalnie rozpatrzył jego prośbę. Tak więc z Kamiennego Miasta zniknął Legion, a powstał nowy, występujący tylko tutaj organ, strażnicy wybierani z ludności danego miasta. O dziwo opinia publiczna była nadzwyczaj zadowolona zmianami, w takim stopniu, że kilka innych miast wyszło z podobną inicjatywą jednak król nigdy już nie zgodził się na wyprowadzenie Legionu z miasta.
- Widać, że Maksymilian bardzo dba o mieszkańców miasta.
- O tak. Jest zupełnie inny niż większość mieszkającej tu szlachty. Oni gardzą mieszczaństwem i wieśniakami. Potrafią tylko czynić z nich poddanych, wydawać im rozkazy i karać. Nie chcą za to ich słuchać.
Rivian spojrzał przez okno, księżyc znajdował się już wysoko.
- Już ta godzina? Chłopcze zdaje mi się, że się zasiedzieliśmy. Pora udać się do łóżek.
- Racja, ale czy nie powinniśmy posprzątać? – zapytał Ven wskazując brudną zastawę, która ciągle stała na stole.
- Nie przejmuj się tym, poproszę żeby ktoś się tym zajął. Ty powinieneś teraz odpocząć. Tyle godzin w siodle potrafi zmęczyć.
Ven nie kłócił się, był bardzo zmęczony. Postanowił, że tym razem pozwoli żeby to ktoś inny zrobił coś za niego. Udał się do pokoju i zasnął niemal od razu po położeniu się do łóżka.
Następnego ranka wstał najpóźniej. Kiedy już zszedł do pomieszczenia, w którym wczoraj spożyli kolację wszyscy już czekali na niego, a stół był zastawiony tacami z jedzeniem. Przywitał się ze wszystkimi , usiadł i zaczął jeść.  
Po śniadaniu, kiedy służący zabrali brudne naczynia do Sali wszedł kamerdyner Riviana.  
- Panie… - ukłonił się nisko – Mam nadzieję, że podróż miałeś dobrą.
- Owszem, dziękuję że pytasz. Czy są jakieś wiadomości?
- Tak panie. Nie są one na tyle pilne żebyś musiał usłyszeć je wczoraj, więc pozwoliłem sobie zachować je na dzisiaj.
- Jak zawsze myślisz o wszystkim, mój drogi.  
- Poza tym kończą się nam zapasy, więc pomyślałem, że poślę kilku służących żeby dokupili to i owo.
- Dobrze, zadbaj tylko żeby wszystko było świeże proszę, ostatnim razem nie były naj…
- Ojcze, pozwól mi iść. – Anabel niespodziewanie wtrąciła się do rozmowy – Przecież mogę pójść i to zrobić.
- Nie wiem czy to dobry pomysł, nie chciałbym żebyś sama nosiła te ciężkie zakupy… - Rivian nie wydawał się przekonany.
- Więc pozwól mi zabrać ze sobą Vena, pomoże mi nieść pakunki i przy okazji opowiem mu trochę o mieście. Co ty na to? Zgódź się, proszę?
- Cóż jeśli Ven się zgodzi…
- Myślę, że to dobry pomysł. – wtrącił się chłopak.
- Dobrze, kiedy będę wychodził na spotkanie z księciem zostawię wam trochę pieniędzy w mieszku. Weźcie je.
- Dobrze ojcze.
Wyruszyli zaraz po śniadaniu. Anabel z zapałem opowiadała mu historię miasta, oczywiście na tyle, na ile ją znała. Prowadziła go również w miejsca, gdzie jej zdaniem można było kupić najlepsza zapasy.
- Teraz udamy się na rynek. Mamy tam małe targowisko, a na nim swój kram ma pewna kobieta, która sprzedaje najlepsze jaja w całym mieście. – oznajmiła dziewczyna i wyszyła przed siebie.
Kiedy weszli na rynek oczom chłopca ukazał się ogrom mniejszych i większych stoisk. Ale to co przykuło jego uwagę to wielki budynek, który znajdował się za pręgierzem, w centralnej części rynku.
- Co to za budynek? – zapytał zaciekawiony.
- To ratusz, najstarszy budynek w całym mieście. I siedziba księcia. Mój tatko tam pracuje, wiesz?
- Jest ogromny i piękny.
- A no… Podobno najlepszy architekt swoich czasów go budował. Tatko mi opowiadał. Jeśli ten budynek cię interesuje będziesz musiał zapytać mojego ojca o niego, ja nie wiem o nim zbyt dużo.
Vena w Kamiennym Mieście przerażała jedna rzecz. Ilość żebraków jaka plątał się pod nogami. Ale nie sama ich obecność była najgorsza, tylko sposób w jaki inni ludzie ich traktowali. Wedle humoru bili ich i poniżali, a strażnicy zamiast zareagować patrzyli się tylko i śmiali do siebie pod nosem. Kiedy jakiś szlachcic wychodził na ulice miasta jego świta, odpowiedzialna za jego ochronę torowała mu drogę na ulicy siłą przepychając ludzi jak szmaciane lalki. Vena szokował brak empatii i obojętność na los drugiego człowieka.
- Dlaczego nikt z tym nic nie zrobi? – zapytał w końcu.
- A kto miałby coś z tym robić? Szlachta trzyma w kieszeni strażników płacąc łapówki.
- Więc dlaczego ci ludzie się nie zbuntują? Przecież jest ich więcej, a szlachta traktuje ich jak psy?
- Zaatakować szlachtę? Ven nie bądź głupi. Ci ludzie mają na tyle oleju w głowie, że nigdy o czymś takim nawet nie pomyśleli. To o czym mówisz jest kompletnie abstrakcyjne.  
- Zobacz – zaczął Ven biorąc do ręki jeden z kwiatów lezących na kramie. – Widzisz co to jest?
- Róża. – odpowiedziała zdziwiona Anabel.
Ven podniósł drugi kwiat z innego kramu.
- A to, co to jest?
- Venie nie wiem o co ci chodzi.
- Po prostu odpowiedz. – poprosił.
- To też jest kwiat…
- I tu się mylisz. Pierwszy z nich był prawdziwy, pachniał, był przyjemny w dotyku i cieszył oko tylko przez moment będąc symbolem przemijającego ludzkiego życia. A ten drugi to tylko marna podróbka wykonana z drewna i pomalowana. Nie pachnie jak kwiat, nie jest przyjemna i miękka w dotyku, ale za to nie więdnie i będzie cieszyć przez długie lata. Na pierwszy rzut oka są nie do rozpoznania. Ale wzrok bywa złudny bo widzimy tylko co chcemy widzieć. Nie możemy być ślepi kierując się tylko wzrokiem. Dlatego tak samo jak w przypadku tych kwiatów żeby odróżnić fałszywy od prawdziwego trzeba go poczuć, a nie tylko zobaczyć. To smutne, że ludzie stali się tak leniwi i zakłamani, że wystarczają im podsuwane pod nos kłamstwa zamiast prawdy, która jest na wyciągnięcie ręki.
Ven usłyszał za sobą chrząknięcie, odwrócił się i zobaczył za sobą starą kobietę.
- Kochaniutki, nie wolno dotykać towaru, no chyba że go kupujesz.
- Przepraszam, chciałem się tylko bliżej przyjrzeć. - Powiedział Ven odstawiając oba kwiaty na swoje miejsce.
- Venie, naprawdę nie wiem o co ci chodziło, ale mam wrażenie, że za bardzo przejmujesz się losem wszystkich ludzi. Nie zdołasz im wszystkim pomóc.  
- To już nie ważne, wracajmy do domu twojego ojca. –odparł zrezygnowany Ven. Miał nadzieję, że dziewczyna go zrozumie.
Tak więc wrócili do domu obładowani torbami z zakupami, a Ven do końca dnia pozostał cichy i markotny. Postawa dziewczyny otworzyła mu oczy na ślepotę innych.

Vilgefortz

opublikował opowiadanie w kategorii fantasy, użył 2326 słów i 13021 znaków, zaktualizował 19 sie 2018.

2 komentarze

 
  • emeryt

    Drogi Autorze, Ty, ustami Vena przekazałeś nam szczerą prawdę o ciemnocie prostych ludzi, ich sobkostwo. Niestety to bolesna prawda.

  • WereWolfMax

    Dobre, lepsze...

  • Vilgefortz

    @WereWolfMax :)