Wakacyjna przygoda cz 2.

Wakacyjna Przygoda cz. 2.
Gorzki smak rozczarowania.

Oboje zasnęli po tej dziwnej, a jednocześnie upojnej nocy.
Było w tym wszystkim coś nienormalnego i pięknego jednocześnie.
Cała ta noc to była jedna wielka karuzela rozczarowania, goryczy, pożądania i nadziei.
Oboje byli wyczerpani alkoholem, nieprzespaną nocą i seksem.
Dlatego spali długo, bardzo długo.
Pierwszy obudził się Staś. Spojrzał na twarz Wiktorii, która leżała przytulając się do niego.
Było w jej postawie coś nerwowego, jakiś strach. Leżała niby spokojnie, ale wyglądała trochę jak skrzywdzone zwierzę. Jak sarna, która całą noc uciekała przed gończymi psami, a teraz zatrzymała się tylko na chwilę, by odpocząć przed dalszym biegiem.
Na pięknej twarzy dziewczyny malował się jakiś grymas, jakby śniło jej się coś nieprzyjemnego.
Mimo tych wszystkich niepokojących sygnałów, które wysyłało ciało śpiącej dziewczyny, Staś nie mógł się na nią napatrzeć.
Była przepiękna. Miała wszystkie cechy, które w jego mniemaniu powinien mieć ideał kobiecości. Była nie za niska, ale i nie za wysoka. Nie była chuda, ale do grubej było jej bardzo daleko. Miała średniej wielkości piersi, z pięknymi, różowiutkimi sutkami.
Jej ciepłe i pełne uda, zgrabne łydki, delikatne stópki. Cieniutkie ramiona, małe dłonie.
Łagodne rysy twarzy, delikatna, jasna skóra. Jej kości policzkowe, nosek, rzęsy i usta mógłby opisywać tygodniami. Ale najbardziej podobały mu się włosy. Kasztanowo-brązowe, spływające do ramion. Pachniały jak polne kwiaty jak miłość, jak bezpieczeństwo i szczęście.
Staś spoglądał na Wiktorię jeszcze kilka minut i nie mógł uwierzyć, że najpiękniejsza dziewczyna na tej planecie śpi właśnie obok niego.
Postanowił jednak przerwać tę sielankę, wstał i poszedł szukać łazienki.
Po tym, jak się umył, postanowił przyszykować śniadanie.
Poruszanie się po kuchni nie sprawiało mu problemu, była urządzona bardzo schematycznie.
Nie miał specjalnych umiejętności do gotowania, jednak jakieś podstawy opanował.
Przygotował jajecznicę z tostami dla nich obojga. Zaparzył kawę i wlał ją do kubków.
Pomyślał też, że Wiktoria najprawdopodobniej będzie mieć kaca. Dlatego zawczasu nalał z butelki wody do szklanki i wyjął z szafki z lekami dwie tabletki rutinoscorbinu (notabene, polecam. Działa świetnie).
Kiedy skończył przygotowywać posiłek, nie pozostało mu nic innego jak tylko czekać na śpiącą księżniczkę.
Popijał kawę i rozmyślał o tym, co się stało.
Cieszył się, że nie odrzuciła go i mógł jej pomóc zapomnieć o sprawie z jej byłym.
Jednak gdzieś tam z tyłu głowy kotłowały mu się myśli. Były za bardzo cienką ścianą i czuł, że zaraz przedrą się do niego.
A co jeśli był tylko chusteczką do nosa? Co, jeśli chciała się tylko zabawić i teraz karze mu spadać? A może była tak pijana, że go w ogóle nie pozna i krzykiem wyprosi z domu?
Może będzie się wstydzić, że w ogóle się z nim przespała? Co, jeśli podczas tego, jak ją zaspokajał, Ona myślała o swoim byłym?
Myśli wbiegały do jego głowy jedna za drugą jak stado wielkich, czarnych szczurów.
Im więcej myślał, tym gorzej się czuł z zaistniałą sytuacją.
A co jeśli Ona nie odbierze tego śniadania dobrze? Co, jeśli dla niej to był jednorazowy numerek i powinienem dawno stąd wyjść? Może to taka niepisana zasada?
Zawsze uważał się za porządnego faceta. Robił czasem głupoty, no ale źle by się czuł z tym że uciekłby po cichu z jej domu bez słowa po wspólnie spędzonej nocy.
Co, jeśli Ona weźmie go za wariata albo frajera? Już nie raz słyszał od dziewczyn, że w relacjach z nimi robi wszystko za szybko.
Wszystko kotłowało mu się w głowie.

Wiktoria właśnie całowała się z Łukaszem. Przed chwilą do niej wrócił i za wszystko przeprosił. Była taka szczęśliwa, tak go kochała. Uwielbiała jego krótkie blond włosy. To, że miał prawie dwa metry i to, że przy nim czuła się mała i bezpieczna. Kochała jego mięśnie. Kochała to, jak pachniał. Kochała....
Obudził ją zapach kawy. Otworzyła spuchnięte powieki. Zorientowała się, że był to tylko sen i zachciało jej się płakać. Podniosła ciężkie jak ołów ręce i przetarła nimi twarz. Bolała ją głowa, jakby wczoraj ktoś uderzył ją w twarz patelnią. A ciągle pamiętała słowa starszych koleżanek "Nie mieszaj!". Trzeba było ich słuchać, tymczasem Ona wczoraj pomieszała wódkę, piwo i wino. Wino! Spojrzała na stolik i na dwa kieliszki. Szybko zerknęła na zagłębienie w pościeli obok niej.
Czyli On też nie był snem. "O, Jezu"-pomyślała dziewczyna.
Zaczęła sobie wszystko przypominać. Dlaczego ja go zaprosiłam? Jeśli to rozgada to, wyjdę na puszczalską!
Woda! Muszę się napić, a potem znajdę go na Facebooku i napiszę, żeby siedział cicho.
Powoli i ostrożnie wstała. Miała nogi jak z waty, ledwo co na nich stała.
Zeszła na parter do kuchni. Ogromnie się zdziwiła, gdy zastała w niej chłopaka, który się do niej uśmiechał.
Zmierzyła go wzrokiem od góry do dołu. Miał jakieś 180 cm wzrostu. Nie był umięśniony, ale nie był też jakimś chuchrem. Taki przeciętniak. Miał ciemne, kręcone włosy, które tworzyły fale i spiralki. Jego ciemnobrązowe oczy lśniły się, jakby odbijały migotanie gwiazd.
Uśmiechał się do niej. Miał proste zęby i ładny uśmiech.
Był ubrany tak jak poprzedniego dnia i trzymał w ręku kubek z kawą.
Przyglądała mu się chyba zbyt długo, bo uśmiech powoli zaczął znikać z jego twarz. Zastępował go wyraz dezorientacji, a w jego oczach było widać zaniepokojenie.
Trzeba szybko coś wymyślić. Powiedzieć co się stało, wytłumaczyć, że wcale nie spraszam chłopaków na jedną noc. Po prostu byłam pijana i rozbita emocjonalnie. Muszę powiedzieć coś mądrego. Coś, co do niego trafi. Poprosić go o dyskrecję i wyrozumiałość.

-Cześć-powiedziała zachrypniętym głosem Wiktoria.
Ależ ja jestem głupia! Większego banału nie mogłam wymyślić-krzyczała w myślach.

-Cześć-powiedział Staś, na którego twarzy znów zagościł uśmiech.

-Nie uciekłeś-bardziej stwierdziła fakt, niż zapytała.

-Nie uciekłem-powiedział chłopak niepewnym głosem.-Usiądź i napij się wody, jeśli jesteś głodna to, zrobiłem jajecznicę i grzanki. Mam nadzieję, że nie uznasz tego za akt bezczelności, że rządzę się w twoim domu.
W głosie chłopaka było czuć lekkie zdenerwowanie, jednak co chwilę przebijała się nuta radości spowodowana jej widokiem.

Wiktoria sama nie wiedziała co o tym myśleć. Nigdy przedtem nie była w taki niezręcznej sytuacji. Postanowiła zjeść z nim śniadanie, porozmawiać i rozstać się w zgodzie.

-Nie, skądże. Nikt oprócz rodziców nie robił mi jeszcze śniadania-powiedziała, siląc się na jak najbardziej naturalny i wesoły ton głosu.

-Cieszę się, że mogę być pierwszy-powiedział Staś i usiadł na krześle.

Wiktoria także usiadła. Połknęła tabletki i popiła wodą. To było to, czego jej trzeba. Czuła się, jakby zrzuciła z przełyku warstwę kurzu.
Staś uważnie się jej przyglądał, popijając kawę.
Ona się uśmiechnęła i sięgnęła po talerz z jedzeniem. Jadła powoli, żeby nie podrażnić żołądku nagłym napływem pokarmu. Jednak lekka jajecznica i tost, były najlepszym możliwym posiłkiem dla zdewastowanego alkoholem organizmu.
Jadła powoli nie spoglądając na chłopaka. Chciała wszystko przemyśleć i poukładać w głowie, zanim się do niego odezwie.
Staś wręcz przeciwnie. Przez cały czas spożywania jajecznicy nie spuścił z niej wzroku.
Kiedy skończyli jeść i zabrali się za picie kawy, Staś przerwał głuchą i niezręczną ciszę.

-Czyyyy...pamiętasz, co się stało wczoraj?-spytał najłagodniejszym tonem, na jaki mógł się zdobyć.

Ona patrzyła na niego i chwilę przetwarzała w głowie te słowa.

-Pamiętam wszystko. Od naszego spotkania w parku, aż po zaśnięcie.-powiedziała, siląc się na obojętność.

-I co teraz będzie? To była tylko jednorazowa sytuacja? Chcesz udawać, że nigdy tej nocy nie było?-spytał, a w myślach błagał, by nie potwierdziła jego obaw.

-Posłuchaj mnie teraz, dobrze?-powiedziała spokojnie Wiktoria.- Jesteś świetny. Dawno nie spotkałam tak miłego i opiekuńczego chłopaka. Miłe było, że nie przeszedłeś obojętnie obok mnie w parku, że odprowadziłeś mnie do domu, że pocieszyłeś mnie, że nie uciekłeś i że zrobiłeś śniadanie. Było mi naprawdę dobrze z tobą w nocy. Jesteś naprawdę świetny...

-Ale?-spytał Staś ze skrzywioną miną. Wiedział już, dokąd prowadzi go ten wywód.

-No, ale dopiero co zerwałam z chłopakiem. Kocham go. To wczoraj to był tylko finał kłótni. Po wakacjach, a nawet szybciej się zejdziemy. To tylko chwilowy kryzys. Jesteś naprawdę cudowny, no ale nie w moim guście. Nie odbierz tego źle. Nie zaprosiłabym do domu pierwszego lepszego faceta. Zaprosiła cię, bo wiedziałam, że nie zrobisz mi krzywdy i nie okażesz się dupkiem. Oczywiście, że możemy utrzymać ze sobą kontakt. Jednak wolałabym, żeby ta noc została między nami. Nie mów o tym nikomu, a najlepiej to zapomnij. Tak będzie lepiej, dla nas obojga.

Powiedziała i z napięciem czekała na jego odpowiedź.

Kiedy mówiła to, wszystko, co mówiła, w Stasiu coś pękało. Naiwnie sądził, że jednak nie okaże się tylko wpadką, która Wiktoria będzie chciała zamaskować. Czuł się załamany i upodlony. "Nie jesteś w moim guście". To zdanie ciągle rozbrzmiewało w jego głowie.

-Rozumiem, nie ma problemu. Każdemu zdarzają się gorsze momenty-powiedział i wysilił się na uśmiech.

Ona też się uśmiechnęła. Wstała i podeszła do niego.

-Chodź tu.-wyszeptała i objęła go ramionami.
On wstał i oboje stali tak w tym uścisku pełnym zażenowania, utraconych nadziei i wzburzonych emocji.
Obojgu wydawało się, że stoją tak już bardzo długo. Jednak żadne z nich nie zdecydowało się, by przerwać ten niewinny akt cielesny. W tym uścisku było jakieś katharsis. Było w nim jakieś ukojenie i zapomnienie. Oboje wiedzieli, że gdy skończą się przytulać, wtedy zakończy się ich wspólna noc.
Stali tak spojeni razem przez dobre 20 minut. W końcu Wiktoria głęboko westchnęła i odsunęła twarz od jego ramion. Spojrzała mu w oczy i szczerze się uśmiechnęła.
On patrzył na nią, a na jego twarzy mieszał się grymas rozgoryczenia i uśmiech.
Dziewczyna przybliżyła swoje usta do jego i złożyła na nich pocałunek.
Jednak ten pocałunek był lekki, aseksualny. Przypominał trochę ten, jaki składają siostry na ustach braci.
Znów odsunęła się od niego i odgarnęła mu włosy z twarzy. Pogłaskał go po policzku i wyszeptała.

-Musisz już iść, Stasiu.

On przez chwilę trawił te słowa. Czuł się, jakby dostał cios w brzuch.
Bez słowa poszedł w stronę drzwi. Kiedy już miał wychodzić, usłyszał tak wyczekiwane słowa.

-Poczekaj chwilkę-zawołała Wiktoria.
Podeszła do niego i wsunęła mu do dłoni karteczkę. Uśmiechnęła się i otworzyła mu drzwi.
Staś wyszedł z jej domu i przeszedł przez furtkę.
Obrócił się i spojrzał na nią ostatni raz.
Wiktoria uśmiechała się do niego lekko i powoli zamknęła drzwi.
Chłopak ruszył ulicą w stronę miasta.
Dochodziła już 10 rano.
Rodzice mnie zabiją-pomyślał Staś.
Rozwinął kartkę, która przed chwilą dostał.
Widniał na niej 9-cyforwy numer. Dziewięć najpiękniejszych liczb na świecie.

Philips123

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka i miłosne, użył 2130 słów i 11697 znaków, zaktualizował 4 lip 2017.

2 komentarze

 
  • Ramol

    Znów się przyczepię: wiesz czym różni się cyfra od liczby? Ja bym napisał: " to był najwspanialszy (upragniony) numer telefoniczny!". Czytalem z prawdziwą przyjemnością! :bravo:

  • santa

    Witam. Widzę że sens opowiadania jest OK. Czekam na ciąg dalszy. :) Santa K.