Uzależniona. Rozdział szósty. Wychowawca.

Uzależniona. Rozdział szósty. Wychowawca.Nie ma chyba na świecie nic gorszego niż zasypiać z bólem i budzić się z bólem. Ja niestety doświadczyłam tego dzisiejszego poranka. Wieczorem noga bolała mnie na tyle, że mogłam zasnąć, ale teraz było już fatalnie.
Przez niewielkie okno mojej celi do środka wpadały promienie słońca. Nie wiedziałam, która jest godzina, ale nie miało to przecież w moim obecnym położeniu najmniejszego znaczenia. Liczyłam na to, że jak trochę pochodzę sobie po tym pomieszczeniu, to noga mnie przestanie boleć. Moje nadzieje były złudne.
Po jakimś czasie przyniesiono mi śniadanie, które zjadłam z największym apetytem. Nie minęło kilka chwil, jak usłyszałam ponownie dźwięk otwieranego zamka od drzwi mojej celi. Stanęła w nich około trzydziestoletnia kobieta.
- Wychodź — powiedziała.
Posłusznie wykonałam polecenie.
- Oprzyj się o ścianę.  
Chwile później poczułam jej delikatne dłonie na swojej szyi. Przejechała po moich plecach, pośladkach i nogawkach spodni. Od razu przeszło mi przez myśl porównanie tego przeszukania z tym jakiego doświadczyłam wczoraj. Tamto było szczegółowe, to tylko pobieżne. Nie można ich porównywać, ale jednak wczorajsze bardziej mi się podobało. Dzięki temu, że rozebrał mnie i wymacał facet, choć przez chwile byłam podniecona i uśmierzyłam tym swój ból.
Założyła mi kajdanki na ręce trzymane z przodu i chwyciła za lewe ramię. Wyprowadziła mnie z pomieszczeń aresztu. Nie miałam pojęcia, dokładnie gdzie idziemy i w jakiej części ośrodka się znajdujemy. Właściwie po raz pierwszy widziałam te wnętrza. Podobały mi się. Po kilku chwilach stanęłyśmy przed białymi drzwiami. Nie było na niej żadnej tabliczki. Pracowniczka SUPO otworzyła je i zapytała, czy możemy wejść. Chwile potem byłyśmy już w środku.
Pomieszczenie przypominało trochę gabinet lekarski. Na ścianach były jakieś dyplomy, pod ścianą kozetka, a w centralnej części biurko. Za nim na skórzanym fotelu siedział mężczyzna. Miał może ze czterdzieści lat. Był szatynem. Miał na sobie modną niebieską koszulę. Nosił okulary. Zrobił na mnie dobre pierwsze wrażenie.
Zostałam rozkuta, a pracownica SUPO opuściła pomieszczenie. Mężczyzna ruchem reki wskazał mi, bym zajęła miejsce naprzeciw niego. Przez chwile nic nie mówiliśmy. On wpatrywał się we mnie, a ja w niego. Ta dziwna sytuacja na chwile pomogła mi zapomnieć o mojej przypadłości, ale tylko na chwile. Moja ręka mimowolnie powędrowała na udo, w którym zaczęło się koszmarne mrowienie.
- Mam na imię Tomasz i jestem twoim terapeutą — powiedział w końcu.
- Paulina Krajewska — odpowiedziałam. Uznałam, że tyle wystarczy. Nie było chyba sensu tłumaczyć mu, kim jestem, i jak się tutaj znalazłam. Na biurku zauważyłam teczkę z moim nazwiskiem, a to oznaczało, że wie o mnie już wszystko.
- Jak pierwsza noc w areszcie? - zapytał bez żadnej troski w głosie ani zainteresowania, tak jakby to było dla niego pytanie retoryczne, które musiał zadać, bo mu za to płacą.
- Całkiem nieźle — odpowiedziałam pierwszą lepszą frazą, jaka przyszła mi na myśl, podobnie jak on nie przywiązując wielkiego znaczenia do sensu mojej wypowiedzi.
- Boli? - zapytał, jednocześnie zdejmując okulary.
- Jak cholera — powiedziałam całkiem szczerze i miałam nadzieje, że dosadnie.
- Nie dostaniesz z wiadomych przyczyn kodeiny, ale mamy łagodne środki.
- No raczej nie wydaje mi się, by mi pomogły, ale dziękuje za dobre chęci.
Założył ponownie okulary i zaczął przeglądać moje akta.
- Jeśli chodzi o kwestie typowo, że tak powiem techniczne, to tak jak mówiłem wcześniej, ja poprowadzę twoją terapię. Mieszkać będziesz po opuszczeniu aresztu z Anetą. Jest mniej więcej w twoim wieku, powinnyście się dogadywać. Jest uzależniona od hazardu.
Wszystko, co mówił, docierało do mnie, ale nie przywiązywałam do jego słów większej wagi. Nie chciałam pytać o żadne szczegóły. Ból zawładnął nie tylko moją nogą, ale i całym ciałem. Widział to i na chwilę przerwał swój wywód.
Oparłam się o krzesło i wyprostowałam nogę. Przez dosłownie sekundę poczułam lekką ulgę. Tylko ja wiem, ile ta sekunda dla mnie znaczyła.
Psycholog tymczasem bacznie obserwował moje zachowanie. Przez myśl przeszło mi, że może to wyglądać tak, jakbym udawała. Na pewno miał takie podejrzenia, ale miałam to gdzieś. Moje wyniki leżały przed nim. Widział, jak bardzo pogruchotaną miałam kość, i jeżeli kiedykolwiek miał choćby trochę do czynienia z medycyną to na pewno zdawał sobie sprawę, jakie konsekwencje niesie za sobą taki uraz.
- Pracować będziesz w kuchni przy sprzątaniu po kolacji. Pomagać będzie ci Michał, chłopak uzależniony od seksu.
Spojrzałam na niego wymownie. Była to pierwsza informacja, jaka mnie zaciekawiła. Trochę zdziwiło mnie to, że mam pracować z kimś o takiej przypadłości. Nie zadałam jednak żadnego pytania. Nie chciałam się sprzeciwiać ani wymądrzać, ale sam pomysł budził we mnie mieszane uczucia.
- Na razie siedzi w areszcie, ale wychodzi jutro, podobnie zresztą jak ty.
- Czy to ten chłopak, który chciał zgwałcić pielęgniarkę? - zapytałam, ponieważ właśnie przypomniało mi się, że o czymś takim wspomniał Drzazga, gdy opowiadał o zakazie noszenia czarnej bielizny.
- Co do okoliczności tego incydentu, to są różne opinie, ale faktycznie chodzi o niego. Pamiętaj, by jutro po wyjściu z aresztu oddać czarny stanik, który masz na sobie. Nie możesz go zatrzymać.
Dopiero teraz zauważyłam, że moja luźna bluzeczka lekko opadła na lewym ramieniu i wyłoniło się spod niej czarne ramiączko.
- Tak mówili mi — potwierdziłam.
- Jesteś dobrze zbudowana i silna. Dlatego właśnie będziesz pracować z Michałem. On jest raczej chuderlakiem. W przypadku, gdyby się do ciebie dobierał, możesz użyć siły, ale nie zrób mu krzywdy.
Teraz sytuacja się wyklarowała. Zrozumiałam, dlaczego do pomocy dostane właśnie jego.
- Rozumiem, ale mam nadzieję, że nie dojdzie do takiej sytuacji.
- Wszyscy mamy taką nadzieję — powiedział.
Kolejne minuty mijały nam na opowiadaniu o moim wypadku i o tym, jak wpadłam w szpony lekomani. Otworzyłam się przed nim. Wiem przecież, że jest to warunek bezwzględny terapii. Nie przybyłam do tego miejsca tylko po zaświadczenie, ale przede wszystkim po to, by pozbyć się tego nieszczęsnego uzależnienia.
- Czy poza lekami znalazłaś jakieś sposoby na walkę z bólem?
Nie wiedziałam co odpowiedzieć.. Do tej pory zwierzałam mu się, bo we mnie samej ani okoliczności wypadku, ani samo uzależnienie nie budziło wstydu. Teraz jednak tak już nie było. Nie chciałam zatajać przed nim tego, że przez jakiś czas miałam idealny sposób na uśmierzenie bólu, ale opowiadanie o tym wywołało we mnie lekkie skrępowanie.
- Śmiało — zachęcał mnie. Na jego twarzy po raz pierwszy pojawił się uśmiech. Miałam wrażenie, jakby wiedział, co chce mu powiedzieć i widział, że się krępuje. Skoro ja łagodziłam ból, masturbując się, to pewnie jest to sposób stosowany także przez innych ludzi i niejednokrotnie musiał o tym słyszeć, także w tym gabinecie. Była to najwyraźniej z jego strony wyłącznie taka gra.
- Masturbowałam się, to i pomagało.
- Rozumiem — powiedział. Nie musisz się krepować, to nic złego.
- Wiem, ale mimo wszystko....- urwałam.
- Podczas orgazmu wytwarzają się endorfiny, które łagodzą ból. To znany sposób od lat stosowany przez wielu ludzi.
- Niestety na mnie już nie działa — przerwałam mu.
- Co to znaczy?
- Dokładnie to, co powiedziałam. Na początku zaspokajałam się ręka, potem wibratorem. Niestety wibratora nie mogę tutaj mieć, a samo zaspokajanie ręką nic mi nie daje.
Lekkie przerażenie ogarnęło moją głowę. Nie poznawałam sama siebie. Otwarcie mówiłam facetowi o takich sprawach. Nie wiedziałam, czy robię to tak sama z siebie, czy stosuje on wobec mnie jakieś triki, by wydobyć ze mnie informacje. W każdym razie sytuacja była dla mnie niespotykana. Czułam ciepło napływające do moich policzków. Był to znak, że robię się czerwona.
- Faktycznie, gadżet erotyczny taki jak wibrator jest tutaj zakazany. Niestety może to i dobrze, bo to też nie jest złoty środek. Po jakimś czasie przestałby działać, podobnie jak stymulacja ręką.
- Nie pocieszył mnie pan — powiedziałam z uśmiechem na twarzy.
- A czy w czasie kiedy toczyłaś wojnę z bólem, miała pani kontakty z mężczyznami? 
- Nie — powiedziałam krótko.
- Hmmmm. To trochę komplikuje rozpoznanie.
Zmrużyłam oczy i zrobiłam, jak się domyślam dziwną minę. Odebrał to, jak pytanie o szczegóły jego wypowiedzi i dobrze, bo właśnie o to mi chodziło.
- Widzisz, o ile organizm przyzwyczaja się do masturbacji, i po jakimś czasie przestaje ona być skuteczna w walce z bólem, to do prawdziwego seksu nigdy. Gdybyś miała stałego partnera, na pewno byłoby to rozwiązanie. Niestety nie na każdego człowieka działa ten sposób. Nie dowiemy się, czy jesteś w tej grupie...
- Jestem — powiedziałam tonem prawie krzyczącym.
Spojrzał na mnie ze zdumieniem. Nie dziwie mu się. Na pewno nie spodziewał się takiej deklaracji. Zapewne myślał, że teraz powiem, iż przed chwilą kłamałam i uprawiałam seks ostatnio z jakimś facetem.
- Skąd ta pewność? - zapytał, zdejmując okulary.
Postanowiłam pójść na całość. Opowiedziałam mu o tym, że przybyłam do ośrodka z bólem nogi. Powiedziałam, o tym, że wczoraj nie było żadnej kobiety i przeszukiwał mnie mężczyzna. Wyjawiłam mu, że byłam ogromnie podniecona i to uśmierzyło mój ból.
Terapeuta uśmiechał się i wygodnie ułożył w fotelu.
- Chyba już wiem jaką terapię wobec ciebie zastosuje — powiedział.

Dodaj komentarz