Tam, gdzie zachodzi słońce. cz. 11

– Doceniam to co powiedziałaś, ale twoje obawy są bezpodstawne, mamusiu.
Lekko się skuliła w sobie, uznała pewnie, że niepotrzebnie zrobiła tę uwagę. Wróciliśmy do domu po czterdziestu minutach.
– Prowadzenie Latającej Ostrygi należy do przyjemności – stwierdziła i przytuliła mnie lekko.
– Będę do piątej trzydzieści. O której wraca James?
– Właśnie koło tej godziny. Lubi cię.
– I wzajemnie. Nie będę, więcej o tym wspominał, ale uważam, że powinnaś mu powiedzieć. 
Nic się nie odezwała. To mogło znaczyć wszystko. Nie zrobię tego. Powiem mu. Pomyślę. Postanowiłem do tego nie wracać, w końcu naciskanie tylko mogło pogorszyć naszą już w pełni odbudowaną relację, jaka powinna być między matką a synem.

                                                     Emmy.
                                 Część czwarta: W bramie raju.

Dojechałam do pracy, moi chłopcy już byli. Chłopcy mieli od trzydziestu do pięćdziesięciu dwóch lat.
Rob, Kevin, Steve, Carlos, Terry i Glen. Każdy inny, jako człowiek. Wszyscy spece w tym co robili. Warci każdego dolara, którego im płaciłam. Mieliśmy na podnośnikach dwa Mercedesy SUV, GTO, Mustanga Cobra, Ferrari Italia i Barracudę z silnikiem 351.  
Próbowałam ukryć radość, że mam w końcu chłopaka, ale chyba nie do końca mi się udało. Kevin chyba poznał i coś zagadnął, że dawno nie widział mnie tak zadowolonej. Chciałam skłamać, ale ostatecznie zrobiłam minę znaczącą, że ma rację. Oczywiście nie dociekał.  
Miałam też trochę papierkowej roboty. Zamówienia części, zrobienie porządku z wpłatami. Koło południa zaczęliśmy mieć lunch. Tak się umówiliśmy, że jechali po dwóch. Od jedenastej trzydzieści do dwunastej trzydzieści. Kiedy ja coś przygotowałam dla całej grupy, jedliśmy razem. Miałam specjalny pokój do posiłków. Poza tym nieźle wyglądający pokój dla klientów. Przyjeżdżały różne samochody. Za mniej niż pięć tysięcy i warte więcej niż pół miliona. Raz naprawialiśmy Bugatti za dwa miliony. Prosta naprawa, ale nie zrobiłabym jej gdybym nie miała komputera za dwieście tysięcy. Facet był zadowolony, bo w serwisie chcieli dwa razy tyle. Dał tysiąc dolarów napiwku i kupił następnego dnia dwa tuziny róż, dla mnie. 
Chciałam zadzwonić do Michaela, ale pomyślałam, że może chce mieć czas z matką, szczególnie że był to dla niego pierwszy dzień, odkąd wyszedł z piekła. Ja niestety tkwiłam nadal w swoim, chociaż tylko jedną nogą. Liczyłam, że po jakimś czasie już stamtąd wyjdę na zawsze. Zadzwonił o pierwszej
– Hej, skarbie. Wszystko dobrze?
– Tak. Mam sporo roboty.
– Och, to zaraz kończę...
– Nie tak. Źle zrozumiałeś, możemy porozmawiać. Jak tam Kathy?
– Wyjaśniliśmy sporo. Dałem jej poprowadzić Ostrygę, uznała, że fajnie się jechało.
– Lubi wcisnąć gaz, ale nie wiem, czy dam jej poprowadzić Szafirka, nawet jak poprosi.
– Nie wiem, czy potrafi prowadzić z manualną skrzynią.
– Prowadzi, czuję. Nie dlatego. Szafirek daje się prowadzić tylko tym, co go kochają.
Jak ona mogła wyczuć, co powiedział mama?
– Jej się podoba kolor twojego auta.
– Wiesz, o co mi chodzi. Jestem kobietą i czuję.
– Tak, kochanie. Tęsknisz?
– Bardzo tęsknimy.
– Nie rozumiem.
– Ja i brzoskwinka – mój głos przybrał wesołe zabarwienie.
– Wybaczyła mi zupełnie?
– Tak. To miłego dzionka i zobaczymy się o szóstej. Pa. Pozdrów Kathy i Jamesa jak go spotkasz w drzwiach.
Podobał, mi się mąż Kathy. Bardzo mi przypominał ojca, z tych dobrych stron. Fizycznie wyglądał prawie jak Henry. Pomyślałam po raz tysięczny o nim. Czy mi kiedyś wybaczył? Próbowałam mieć nadzieję. Zabrałam się z powrotem za papiery. Miałam jeszcze na to dwadzieścia minut, bo Terry potrzebował mojej opinii odnośnie dwuletniego Ferrari. Chłopcy mówili mi, że poza dłońmi mam serce i duszę do samochodów. Prawie nigdy się nie myliłam w diagnostyce. Oczywiście miałam wszystkie skanery i mierniki. W tyle głowy siedziała mi Carry. Jak jej to powiem? Zwykle dzwoniłam w weekend, chyba że miałam doła. Czasami nie chciałam jej zamęczać i zanudzać. Traktowałam ją jak przyjaciółkę, oczywiście pamiętałam o tym, co dla mnie zrobiła, chociaż ona uparcie twierdziła, że nic takiego się nie stało. Poza tym, że byłyśmy kumpelami, była moją kochanką od trzech lat. Przez trzydzieści miesięcy naszej znajomości łączył nas bardzo miły seks. Ostatnio... Wyczuwałam, że chyba, a może więcej niż chyba, zaczyna mnie traktować inaczej. Nie bardzo to widziałam. W środku byłam hetero. To brzmiało nienormalnie, biorąc pod uwagę, że średnio dwa a czasami trzy razy w tygodniu wyprawiałyśmy różne sztuczki. Ja nie chciałam żadnych zabawek w sobie, ona natomiast nie miała nic przeciw. Te jej osobiste rzeczy były na dole i mądra i przeorana Emma trzymała to w szafie zamykanej na szyfr, jakby wiedziała, że któregoś dnia może spotkać tego jedynego. Wiedziałam, że muszę powiedzieć wszysto jej i Michaelowi, ale odciągałam to, jak najdłżuej mogłam.  
Zaczęłam pomagać Terry’emu. Po dziesięciu minutach moje przypuszczenia się sprawdziły. To bardzo delikatne samochody i czasem prawie nic, przysparza kłopotów. Osobiście lubiłam Ferrari Madena 360 GT, a z wcześniejszych modeli ,328. Ze sportowych samochodów uważałam za najbardziej solidny, Audi R8, potem niektóre modele Lamborghini. Zastanawiałam się, czy Michael może wygrać, o ile nie użyję specjalnych dopalaczy, bo z nimi nie miał najmniejszych szans. Postanowiłam zaryzykować i ich nie używać. W końcu chciałam być sprawiedliwa.  
Skończyłam pracę i pożegnałam chłopaków. Że też Michaelowi nie przeszkadzał mój zapach. Mimo rękawiczek chyba musiał czuć oleje. Starałam się mieć najlepsze rękawiczki, ale i tak nie sposób było całkiem się uchronić przed zapachami motoryzacyjnymi. Używałam kremów na całe ciało i po pracy je zmywałam.  
Szafirek się stęsknił za swoją panią. Nie jeździłam nim po śniegu, ale nie padało u nas zbyt wiele. Wówczas jechałam taksówka w obie strony lub kilka razy zostałam podwieziona przez Kevina, bo mieszkał po drodze. 
Kiedy dojechałam, ucieszyłam się na widok Latającej Ostrygi w garażu. Pomyślałem o Baltazarze. Pokochał go tak szybko jak ja. Oczywiście czułam, że nie straciłam jego miłości. Koty są inne niż psy. Bardziej duchowe, ale to była moja prywatna ocena.
W wejściu do domu uścisnął mnie mocno i ucałował.
– Nie spracowana? Chcesz kąpiel w pianie?
– Być może, chcę...
Baltazar dał znak, ze mnie widzi. Wzięłam na ręce, moją śliczną miniaturkę tygrysa i popieściłam go za uchem i pod brodą. Z miejsca zaczął burczeć
– Pokochaj go, żeby nie zapomniał, kto go umiłował, najpierw a ja przygotuje obiad.
– A mamy coś? Wiem, że zostało z wczoraj.
– Mam naleśniki z serem rodzynkami, poza tym ryż i jarzyny z hinduskimi przyprawami.
Zrobiłam oczy.
– Kathy?
– Też się zdziwiłem, przecież nic nie mówiliśmy, że to serwowałaś.
Pieściłam Baltazara, a on odwzajemniał się głośnym burczeniem.
– I jak rozmowy?
– Będzie dobrze.
Wiedziałam, że tak, ale coś mnie niepokoiło. Ważyłam to w sobie, ale w końcu nie zapytałam. Co innego gdyby mi sam powiedział. Czułam, że Kathy nadal ma go w swoim sercu w ten niewłaściwy sposób i z tego powodu trochę się dziwiłam, jak może kochać Jamesa, co do tego, że on ją kochał, nie miałam żadnych, nawet najmniejszych wątpliwości. Koło siódmej kotek dostał swoje jedzonko i poszedł sobie w swoje ulubione kąty.
Włączyłam muzykę, tym razem bardzo nastrojową. Nie musieliśmy rozmawiać, miłość czuło się w powietrzu. Pozwalaliśmy temu się jeszcze bardziej zagęścić. Czułam, że już możemy wszystko. Dziwne, że nie zapytała o ostatnią pieszczotę. Mogłam mu powiedzieć, ale chciałam, żeby sam odkrył, że zrobiłam to, by wiedział, że tam jestem tylko jego. Nie wiedziałam i nie chciałam pytać, czy robili to z Kathy. Mogli to robić lub mogli nie. Dla piętnastolatka mógł to być szok. Dla mnie? Nie za bardzo to rozumiałam i wówczas i po latach. Pamiętałam wszystko, prawie ze szczegółami, a jednocześnie wiedziałam, że to nie byłam ja. Gdzie jest ten demon? Czy wrócił do piekła, czy też płacze pod jakimś starym drzewem? Nie musiał zrobić głośnej i strasznej akcji, jak w przypadku Michaela, ale mógł gdzieś się czaić. Co prawda sądziłam, że już kiedy w moim życiu pojawiła się Carry, poszedł sobie na dobre.  
Mój nowy kochanek pachniał trochę perfumami, odrobinkę hinduskimi przyprawami, miętą z ust, ale i tak czułam jego. Każdy jakoś pachnie. Ten zapach poczułam już na Rajskiej Plaży. Wówczas chyba podjęłam decyzję. Nie z powodu zapachu, ale ze wszystkich powodów. Nigdy nie wierzyłam, że to się wie, że to ten jedyny jest na życie.
    Zaczął delikatnie całować moją szyję. Odgarnął włosy i skubał samymi wargami miękką część ucha, potem bez zapowiedzi wsunął koniuszek swojego mięska w środek. Gładził mi włosy. Rozbudzałam się, właściwie to sama specjalnie hamowałam ten miły proces. Pragnęłam pocałunku, ale drań specjalnie go opóźniał. Kiedy próbowałam, uciekał z ustami.  
– Litości – szepnęłam.
Po sekundzie już nasze usta się połączyły. Całowaliśmy się samymi wargami. Pomyślałam, że muszę go zapytać, jak zna te wszystkie sztuczki. W końcu nasze języki zaczęły gwiezdny taniec. Niby tak samo jak poprzednio, ale inaczej. Bo nigdy nie jest tak samo.  
Miałam na sobie tylko bawełnianą sukienkę i majteczki. Dzisiaj on wyglądał elegancko, podobie kiedy wróciliśmy z obiadu. Pomyślałam, że mógłby mi porwać tę sukienkę, bo nagle bez powodu zapragnęłam ostro. Nic nie mówiłam i zastanawiałam czy wyczuje. Postanowiłam nie dawać sygnałów, bo tak by wiedział. Wręcz robiłam wrażenie, że chcę delikatnie i powoli. Jednak nie potrafiłam pilnować każdego detalu i kiedy zamierzał delikatnie unieść sukienkę, musiałam jednak dać mu odczuć, że chce inaczej.
– Chcesz niegrzecznego Michaela? – szepnął.
– Aha.
Czułam, że zrozumiał przekaz. Jakkolwiek byłam spokojna, że dzisiaj nie będzie nowej dziury w ścianie, a stara wciąż istniała. Widziałam, że przywiózł wystarczający kawałek gipso–ścianki i inne potrzebne rzeczy.
Sukienka kosztowała mniej niż dwadzieścia dolców. Zrozumiał w mig i rozdarł ją jak bibułkę. Po chwili podobny los spotkał figi.  
– Poczekaj.
Stałam grzecznie. Sam zdjął spodnie i koszulę. Potem bokserki. Podobny ruch dłoni jak poprzedni. Jego dłonie zdawały się mówić. : Wskakuj.
Zrobiłam to i objęłam go udami. Tym razem pieścił mnie końcem podczas gdy jego silne dłonie utrzymywały moje pośladki. Cóż, chciałam zmiany ról...
– Puść pośladki – szepnęłam
W tym samym czasie rozluźniam uda i zupełnie puściłam jego kark. Nasze ciała się rozumiały. Nie pytał, dlaczego tak. W momencie kiedy własnym ciężarem spadałam on, zrobił ruch biodrami w dół. Przez pierwszy ułamek sekundy pociemniało mi w oczach. Może miałam jakieś szczątkowe pragnienia masochistyczne. Brzoskwinka wiedział, więc sytuacja była inna. Jego dłonie błądziły po piersiach, usta całowały usta. W końcu nasze języki lizały się na zewnątrz. Każdy jego ruch wzmagał płomienie. Chyba mi było mało, bo podrzucałam biodra.  
– Niegrzeczna dziewczynka – jęknął.
– Jeździec – szepnęłam.
Od razu zrozumiał. Znalazłam się na kanapie. Klęczałam, a dłońmi trzymałam się góry, gdzie zwykle opierałam głowę. Uchwycił mocno moje biodra. Liznął językiem i wbił się we mnie mocno. Nie powinien rosnąć, a chyba jednak to robił. Wchodził do końca, wyjmował i odczekiwał. Tęskniłam za następnym pchnięciem..  
– Nie chcę czekać – jęknęłam.
Zrozumiał. Prawdopodobnie tylko dlatego, że byłam wilgotna, nie zapalił się ogień. Brzoskwinka nie miałaby nic przeciw. Co za dziwny owoc, lubić w ten sposób? Każdy ruch wbijał we mnie całkowicie, a ja nie tylko że nie uciekała, czy stałam, lecz  poruszałam, podobnymi szybkimi i mocnymi ruchami bioder do tyłu w czasie kiedy on robił przeciwny ruch. Kobiece ciało jest niesamowite i potrafi się praktycznie dostosować do wszystkiego. Przez chwile wyobraziłam sobie, że jestem przymocowana na przedzie starej lokomotywy, czarnej i ociekającej parą a przednie tłoki dają mi rozkosz. Było miło, potem bardziej i bardziej. Było zajebiście bosko i po mniej niż minucie dopadły mnie fale rozkoszy. Ostre i mocne. Nie do końca byłam przytomna, czułam rozkosz, która trwała i trwała. A kiedy zaczęła gasnąć, poczułam wytrysk gorąca. Gryzł mi plecy, coraz bardziej zbliżając się do karku. Odchyliłam głowę i nasze utęsknione usta się spotkały i mimo niewygodnej pozycji pieściły się cudnie.  
– Połóż się tu – pokazałam kanapę.
– Było chyba mocniej niż pierwszym razem – rzekł.
– Bądź cicho – fuknęłam.
Zaczęłam całować i drapać mu tors . Dopadłam usta. Nasze usta i języki tańczyły tango, potem sambę. Kręciłam biodrami w okolicy jego podbrzusza. Nie mogłam czekać aż, lawa całkiem wystygnie. Po chwili moje usta robiły porządek. Oczywiście z tej racji biodra znalazły koło jego ust. Nie miał obiekcji całować mnie, czując smak swojego nasienia. Zaczęłam całować i pieścić to co sprawiało mi kilka chwil temu ogromną rozkosz. Chciałam, by stało się znowu twarde, jednak czekałam cierpliwie. Trwało to dziesięć minut, może troszkę dłużej. Podczas oczekiwania Michael doprowadził mnie do szczytu swoimi palcami, ustami i językiem. Nadal trzymał się z dala od drugiego wejścia do raju rozkoszy, gdzie definitywnie już byliśmy. W końcu poczuwałam, że moje starania przyniosły sukces. Zebrałam się i po chwili siedziałam jak królowa na najlepszym tronie. Po szybkim i prawie brutalnym pierwszym razie chciałam łagodnie i wolno. On rozumiał wszystko. Kochałam go za bardzo wiele i za to oczywiście też. Pieścił moje piersi. Były większe niż jabłka a nieco mniejsze niż grapefruity. Delikatnie kręcił twardymi brodawkami i przy tym je ciągnął. Co chwilę podnosił tors i całował jędrne kule, a czasami gryzł twarde wypustki. Nie chciałam, żeby się dodatkowo męczył i opuszczałam tors, kiedy czułam, że chce mnie całować. Przyszedł łagodny szczyt, ale zaczął szarpać jak ten pierwszy. Potem przyszło rozluźnienie i po chwili następny doprowadzał moje ciało do dreszczy, a gardło wydawało głośne jęki. Oczekując na jego szczyt, zmieniłam pozycję i położyłam się na plecach. Po chwili obejmowałam go udami i unosiłam prawie do pionu biodra. Teraz wchodził równie głęboko jak pierwszym razem, z tym że wolno. Poruszałam faliście biodrami, a dłońmi trzymałam jego przystojną twarz. Nie przeszkadzał mi jego zarost. Są mężczyźni, którzy muszą się golić dwa razy dziennie i pewnie i on do nich należał. Miałam faceta, a nie gładką lalkę. Nadal nie miał, a ja zbliżałam się do trzeciego razu. Kiedy się uspokoiłam, szepnęłam.
– Weź mnie od tyłu i usiądź mi na biodra.
– Dobrze kochanie.
Po chwili klęczałam na kanapie i trzymałam dłonie na oparciu. Wszedł łagodnie. Tym razem jego pace pieściły miejsce tabu, delikatnie i niezbyt głęboko. Uniósł biodra i usiadł. Kąt jego organu się zmienił. Tego właśnie chciałam. Siedział, a ja sama się poruszam. Nie głębokość, tylko samo ułożenie miało znaczenie. Dla niego pewnie też, bo przeginałam jego organ przeciwnie do naturalnej pozycji podczas erekcji. Czekałam na niego, bo czułam, że zaraz wtryśnie. A kiedy zaczął i ja miałam. Nasze jęki zbiegły się w jeden. Delektowałam się każdym odczuciem, skurczem i napięciem mięśni, zarówno jego jak i mojego ciała. Odczekał chwilkę
– Nie sądziłem, że literalnie cię zasiądę. Nie mogłem liczyć, ale sporo razy miałaś. Jeżeli chcesz jeszcze, to musimy poczekać.
– Wyliż brzoskwinkę.
– Naprawdę tego chcesz?
– Bardzo. Nie chce mi się ruszać tyłka, a też nie chce, byś odchodził za daleko.
– Możemy iść do kabiny.
– Nie zmuszam cię, ale jak możesz, zrób to, tak bardzo jestem spragniona twoich ust własnie tam.
– A co za to dostanę?
– Nic dodatkowo, bo chcę wszystkiego.
– Wszystkiego, wszystkiego?
– Tak, właśnie tego co ci chodzi pod czupryną.
– Całą?
– Damy radę. Gadałam z brzoskwinką po pracy. Mówiła, że chce całą twoją łapkę.

lila

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka i dramaty, użył 2994 słów i 16785 znaków, zaktualizował 2 lut o 1:59.

Dodaj komentarz