Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Przyłapany przez matkę 11(25)

Rozdział XI

---
    A teraz, proszę państwa, chwila prywaty, bo wciąż jeszcze, po latach, mnie to jara.
    A więc mówię.
    Chcę to powiedzieć.
    Powoli, spokojnie i wyraźnie.
    Uwaga.
    Zaczynam.
    A więc...
    „Będę się teraz onanizować przy mojej matce”.
    Kurwa, jak to pięknie brzmi.
    Ciągle mnie to jara, chociaż od dawna nie walę.
    Dziękuję za uwagę.
---
    Tak na marginesie, faktycznie, wszystko to, co się wtedy działo, było niezwykłe. Ale to wszystko mogło być tak wspaniałe i w ogóle mogło się zdarzyć tylko dlatego, że istnieje w naszej kulturze instytucja społeczna, która nazywa się „tabu”. Gdyby matka łaziła nago po domu, gdyby zbyt otwarcie starzy mnie wcześniej uświadamiali, gdybym już od maleńkości wiedział na przykład, że „to jest dziurka, przez którą wychodzi dzidziuś” i inne takie rzeczy, to gówno byłoby z tych wszystkich przeżyć, które teraz opisuję. A na pewno z ich intensywności.
    Cycki matki widziałem raz, gdy jako siedmiolatek wpadłem do ich pokoju bez pukania, no może jeszcze kawałek później, gdy na wakacjach wyczaiłem szparę w drzwiach wspólnej łazienki. Zasadniczo jednak starzy dbali, by nagość matki była dla mnie czymś świętym i nieznanym. I dobrze. I kurwa mać bardzo dobrze. Gówno mnie w tym momencie interesują Wasze poglądy. Ja uważam, że w tym temacie starzy mieli rację. Zostałem wychowany prawie jak Arab, tylko że tam zasłaniają kobiecie twarz albo chociaż chustką włosy. (Ich sprawa, nie komentuję tego).
    Jesteśmy w pokoju. Robi się coraz ciekawiej, bo matka dała nową, wykrochmaloną pościel. Daję sygnał wzrokiem, że zauważyłem.
    Założyłem moją starą, lekko przepoconą koszulkę SKS-u, czyli naszego szkolnego klubu sportowego. Chciałem, żeby było jak na amerykańskich filmach. I nie miałbym nic przeciwko temu, żeby matka zachowała się jak cheerleaderka, ale ona tylko włożyła pod spód ręce, posmyrała palcami po klacie i powiedziała: „Zdejmij, wariacie, po co ci to, jeszcze pochlapiesz”.
    Usiadła na łóżku w samej halce, ale tym razem nie podciągała kołdry pod brodę, jak poprzednio, nogi podwinęła z boku, wysuwając w moją stronę gołe uda. Zobaczyła moje spojrzenie, więc jeszcze trochę podwinęła halkę, odsłaniając kolana do połowy ud, po czym powiedziała: „Zadowolony?” – i odruchowo przesunęła palcem po biuście na krawędzi halki.
    Układam się wygodnie na pościeli, największa poducha pod głowę i zaczynam ściągać tę koszulkę, a w tym czasie matka... zaczyna ściągać mi bokserki. Zupełnie jakby przebierała mnie do snu! To był odruch, czy też pozwoliła sobie na perwerę? Do tego przejechała mi jeszcze raz dłonią przez klatę aż po pasek włosów na podbrzuszu, jakby chciała strącić jakieś niewidoczne pyłki.
    Chciałem się odwdzięczyć, przesuwając czubkami palców po udzie, niby taki miły gest, coś w rodzaju delikatnej pieszczoty, ale źle odczytałem jej sygnały. Pokręciła głową i odłożyła mi rękę na mój brzuch. Za to sama chwilę później przejechała mi palcami po udzie, patrząc na mnie wymownie i powiedziała: „To co, zaczynamy?”.
    Leżę rozwalony nago. Matka tuż obok, w dodatku w samej halce. Niczym się nie krępuje, nie zasłania. Pełen komfort. Już wiem, że się dużo wydarzy.
    Patrzymy na siebie, potem ja na pałę, biorę ją w rękę i zaczynam ruchy. Zdążyłem posunąć kilka razy, z wacka zjechał napletek, gdy wtem matka mnie zatrzymała, przyjrzała się dokładniej sterczącemu wackowi i jedną ręką objęła go razem z moimi palcami, by sobie wygodnie przytrzymać. Patrzę, a ona ślini palce drugiej ręki i... delikatnie jeździ mi po żołędzi, próbując zsunąć jakiś niewidoczny włosek. Nie wiem, chyba nawet w trakcie drugi raz pośliniła palce. Taka dokładna. W każdym razie poświęciła temu dużo uwagi. Kurde, robi się coraz ciekawiej.
    „O key, teraz możesz” – powiedziała, nie wiedzieć z czego zadowolona.
    Zaczynam powoli posuwać. Od pierwszych ruchów wiem, że to jest to, i że tego nigdy do tej pory tak nie odczuwałem. Nawet zeszłym razem. Teraz to jest zupełnie inny seks, jakby pełniejszy. Wszystko zlewa się razem: dotykanie pały, powietrze opływające całe moje gołe ciało od nóg przez biodra, brzuch i klatę aż do mojej rozpalonej już twarzy, jej głos, jej włosy, które przed chwilą rozpuściła, patrząc na mnie, jej... cała obecność, nasze spojrzenia. Patrzymy na siebie w milczeniu, matka ma dziwny wyraz twarzy, niezwykle łagodny. Nie pamiętam tego, ale musiała tak na mnie patrzeć w dzieciństwie. Zaczynam co chwila spoglądać to na swoją pałę, to znów na matkę, a matka wodzi za mną wzrokiem i kiwa przyzwalająco głową.
    „Wygodnie ci?” – bardziej stwierdziła, niż zapytała. Kurna! Teraz takie pytanie? Mogą mnie w tej chwili kłaść nawet na gwoździe. Przecież ja lecę w kosmos! Boję się tylko nie zlać za szybko, by nie zmarnować tych wspaniałych chwil. Chyba nie muszę dodawać, że matka wygląda jeszcze piękniej niż zwykle.
    Matka jakby czytała mi w myślach i mówi: „Oddychaj głęboko, to wyrówna rytm, zrobi ci się jeszcze przyjemniej i poczujesz się bezpiecznie, że panujesz nad ciałem i głową, by przeżyć jeszcze więcej i więcej, i nie skończyć za szybko...”.
    „...Oczywiście, skoro już musisz to robić i to, o zgrozo, przy swojej matce” – dodała szybko i roześmialiśmy się oboje.
    Pała robi się coraz bardziej wrażliwa, już właściwie jej nie trzymam, tylko posuwam po niej czubkami palców i wznoszę się na wyżyny doznań. Jest idealnie, złapałem idealny poziom nacisku, choć właściwie to jest dotyk, i czuję, że teraz mógłbym godzinami. Ale okazuje się, że to nie wszystko, że jeszcze nie wiem wszystkiego o waleniu. O ilu rzeczach jeszcze dowiem się tej nocy?
    „Nie denerwuj się. Nie śpiesz” – mówi matka. Może to tak wyglądało, ale nie denerwowałem się wcale, choć faktycznie, moje ruchy – nagle zdałem sobie z tego sprawę – były krótkie i szybkie. Właściwie nigdy do tej pory się nad tym nie zastanawiałem, nad ich motoryką. Niby po co? Nagle czuję się jak uczniak, bo matka mówi: „Zwolnij, unieś łokieć do góry i rób ruchy wolniejsze, ale bardziej zamaszyste. Dłużej, wolniej..., dłużej, wolniej...”.
    Kurwa. Nie wiem, co się dzieje. Słuchawek na uszach nie mam, a aksamitny głos matki zaczyna co chwila zanikać w eterze. Zwaliłem? Chyba nie? Nie no, orgazmu bym nie przeoczył. Nagle wszystko zaczyna się rozciągać w czasie. Częściowo tracę przytomność, ale do drugiej połowy mojej świadomości dociera, że matka przez chwilę prowadzi mój łokieć, nadając mu bardziej falujący ruch, potem podtrzymuje rękę, żeby za szybko nie opadała, potem nieśpiesznie podprowadza mi ją do góry...
    „Tak..., tak..., tak...” – wolno i ciepłym głosem powtarza z uśmiechem. A to jeszcze nie koniec, bo słyszę: „Jak chcesz, możesz oddychać głośniej, jest wtedy pełniej i głębiej, a oddech otwiera zmysły i uwrażliwia. Nie mam złudzeń, na pewno czasami słyszałeś mnie lub ojca, chociaż staramy się przy tobie nie hałasować za bardzo, żeby nie wystraszyć”.
    „Zupełnie niepotrzebnie” – odpowiedziałem nieco zmienionym głosem. „Parę razy było was słychać, ale to były przyjemne wrażenia”.
    To ostatnie mówiłem już na głębokim oddechu i słyszę, że głos zaczyna mi się załamywać. Chcę to powstrzymać, ale nie mogę. Zawsze waliłem bezgłośnie. Ręka chodzi mi teraz wolno jak kierat w kopalni nafty, ale krew już nieźle pulsuje w głowie, no i wacek, a raczej chuj... czuję jakby miał już z pół metra. Mam zwidy, że za chwilę zmieni się w węża jak w komiksach i czubkiem zatka jej usta. No ale skoro ona ma jeszcze siły mówić, to słucham...
    „Wiesz, że tak z bliska patrzę na to pierwszy raz? Gdy z tatą się kochamy, nie mamy czasu na takie...” – zastanowiła się – „głupotki”. I zaraz dodała, wykorzystując okazję: „Pięknie się onanizujesz. Naprawdę. To jest niezwykły widok. Bardzo mi się to podoba. Jak widzisz, też mam z tego trochę przyjemności”.
    Przyglądała mi się jeszcze przez krótką chwilę i mówi: „Nie krępuj się. Pojęcz sobie. Wiem, że tego chcesz. Przecież teraz możesz już wszystko przy mnie robić, a to, że będę ciebie słyszeć, też sprawi mi przyjemność”.
    Kolejna porcja orzeźwiającego powietrza wpada do moich płuc i wychodzi ni to ze świstem, ni to z jękiem i przeradza się w jakieś niewypowiedziane urywki zaklęć, których nie rozumiem, ale których nie chcę kontrolować. Nie tylko matka słyszy mnie takiego pierwszy raz. Sam swojego głosu nie poznaję, ale jest mi z tym dobrze, jest już zupełnie dobrze, słyszę odgłosy, których nigdy do tej pory z siebie nie wydobywałem i stają się one źródłem kolejnych, nowych, jeszcze innych, i mówię do matki tymi jękami i zachłyśnięciami powietrza, jakbym słuchał nowego języka, którego nie znam, ale w którym dobrze wiem, co chcę jej powiedzieć i dobrze, że ona tej mowy nie rozumie, bo ja już tego nie robię przy niej. Ja to robię z nią. Jej obecność staje się organiczną częścią mnie. Gdy w szkole babka od polaka tłumaczyła nam, czym jest metafizyka, na pewno nie wiedziała tego tak dokładnie, jak teraz ja to czuję.
    „O, widzisz...” – i uśmiechnęła się, głaszcząc mnie po klacie. Na chwilę zjechała nawet niebezpiecznie nisko na brzuch, ale zaraz się wycofała w bezpieczne rejony. Czuję, że moimi pojękiwaniami i głośnym oddechem sama poczuła się ośmielona.
    „Wiesz...” – powiedziała – „może i dobrze, że się przy mnie teraz już tak otwarcie onanizujesz, tak normalnie, naturalnie, bez skrępowania, bo chciałam ci powiedzieć jeszcze o czymś intymnym, ale bardzo ważnym, a bez tego, co się teraz tutaj między nami dzieje, chyba nie byłoby okazji do takiej rozmowy. Jakbyśmy o tym rozmawiali w kuchni, pewnie by głupio wyglądało”. I zaraz dodała z nutą rozbawienia: „W sumie nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło” – ale czułem, że próbuje sobie w ten sposób dodać odwagi. Ciekawe, co to będzie za szczere wyznanie?
    „Chyba źle to ujęłam, gdy robiłeś to przy mnie zeszłym razem, gdy mówiłam ci, że powinieneś odczuwać radość. Seks to jest coś więcej. Bo to są naprawdę piękne uczucia, wspaniałe i najwyższe. Chciałabym, żebyś czuł prawdziwe szczęście, gdy się onanizujesz, żeby onanizm zaczął się tobie kojarzyć z rozkoszą, a nie tylko z zaspokajaniem popędu. Chcę, żebyś był szczęśliwy, gdy to robisz, bez żadnych głupich myśli, jakichś wyrzutów sumienia czy czegoś takiego. Możesz to robić i rób. Tak po prostu. Baw się tym, ciesz się i leć do samego nieba najprościej jak potrafisz. Twój ptaszek i głowa, wszystko razem. Rozumiesz?”.
    I chyba poczuła, że być może trochę się zapędziła, bo musiała zaraz dodać: „Oczywiście dopóki nie zaczniesz tak naprawdę, z dziewczętami. Bo wtedy to już będziesz wszystko sam wiedział bez pytań”.
    „Tak, tak, oczywiście, masz rację” – dopowiedziałem w myślach. „Mam bardzo mądrą matkę”. Ale było to takie myślenie bardziej życzeniowe, odruchowe, tak jakbym chciał, żeby usłyszała te myśli, bo tak naprawdę to już wtedy niewiele myślałem oprócz tego, że – po drugie – chcę to teraz robić jak jeszcze nigdy, a po pierwsze – że to właśnie przy niej konkretnie, i że w tym momencie mojego życia nie zamieniłbym jej na żadną inną kobietę, włączając to najlepsze laski z naszej szkoły. Ani żadną aktorkę. Nic. Przy niej wszystkie wysiadały w przedbiegach. Nie wiem, czy zdawała sobie z tego sprawę.
    Rany gościa, nawet jej głos jest teraz inny. Nawet nie zmysłowy, tylko taki... Dobry? Nawet nie wiem, jak to nazwać. A ta ciągnie dalej: „Ślicznie się onanizujesz, to piękny widok. Nie sądziłam, że to wyjdzie tak romantycznie...” – ale jednak przerwała. Chyba sama się zorientowała, że teraz to ona szarżuje. Czyżby sama się nakręcała? Mało brakowało, a doszedłbym za szybko, a tego wcale nie chcę. Czyżby ona też tego zbyt szybko nie chciała? Domyślam się, że cała sytuacja sprawia jej większą przyjemność, niż może to okazać.
    Ale ja już jestem w erotycznym obłoku, mam już wyjebane na wszystko. Robię to przy niej i z nią. Robimy to razem, powinniśmy to robić. I powinniśmy to zrobić. To jest dobre. Oboje to wiemy. Chcemy tego i nie będziemy żałować. Nam to pasuje. Dobrze nam to wychodzi.
    Przełożyłem wacka do drugiej ręki, a wolną ręką dotknąłem jej piersi: najpierw przesunąłem palcami, potem całą pierś objąłem dłonią. Zaprotestowała..., ale dopiero po kilku sekundach: „Zostaw. To jest dla taty” – powiedziała. Teraz to już zmysłowy głos miała na pewno.
    Cofam rękę, przekładam z powrotem wacka, ale teraz już całą matkę rozbieram wzrokiem, co chwila patrząc jej w oczy i sprawdzając, czy to widzi. Tak, widzi. W odpowiedzi chciała mnie chyba pogłaskać po głowie, ale widać, że i jej emocje nie obce, bo tylko mi łeb solidnie potargała.
    Za o często patrzy na wacka. Jeżdżę po nim ręką specjalnie dla niej. Daję jej to. Wiem, że chce na to patrzeć.
    Cały czas głęboko oddycham.
    Po paru minutach wacek w lewą rękę, a prawą znów zaczynam pieścić jej piersi przez halkę. Matka jest przecież pół metra ode mnie, dotyka mnie nawet swoimi gołymi kolanami. Dostęp mam świetny, tym bardziej że matka zaczyna odruchowo pochylać się w moją stronę, tak jakby jej ciało samo mówiło, że tego chce. Z satysfakcją stwierdzam, że matce nie przeszkadza, gdy dotykam jej piersi tą samą ręką, którą przed sekundą waliłem konia. Czuję, jak piersi pod aksamitną gładkością tkaniny stają się przyjemnie ciężkie i naprężone, prawie jak z gumy. Unoszę je delikatnie zewnętrzną stroną dłoni i palców, czując przyjemny opór. Zawsze miała takie? Wcześniej, gdy łapałem okazje wciskania się w matczyny biust, zwracałem uwagę raczej na ich ciepło. Teraz czuję ich sprężystość.
    Tym razem pozwoliła mi trochę dłużej, ale znów musiałem cofnąć rękę. Gdy ją odsuwała, próbowała coś powiedzieć, ale ją ubiegłem, kłamiąc, że teraz wyobrażałem sobie piersi drugiej koleżanki z klasy. „A, rozumiem” – i ze słabo ukrywaną powagą pokiwała głową. Grunt to pozory, nawet w środku akcji.
    Kurna, nie zrobię jej tego trzeci raz, jest za pięknie i za idealnie. Ręka na wacku cały czas w ruchu, przyjemne dreszcze rozchodzą się po ciele coraz dalej, a ja wodzę wzrokiem na przemian tylko po jej cyckach i twarzy. Rozbieram ją wzrokiem z tej halki. Matka jakby rozumiała moje spojrzenia, choć parę razy próbowała zerkać na wacka, Ja jednak nie spuszczam wzroku z jej twarzy. Walę, patrząc jej prosto w oczy. Niesamowite uczucie. Przyciągam jej wzrok, tak jakby waliła moją ręką. Ja jestem tylko narzędziem. Jestem pewien, że mnie czuje. Że wie, co się ze mną wyrabia. Że robimy to tak naprawdę razem. Matka wchodzi w fazę, ale wie, że nie może mnie tam dotknąć. To już byłaby przesada. I tak jedziemy po bandzie. Ale daje mi prezent. Opuszcza ze swoich smukłych ramion jedno ramiączko halki. Potem drugie. Tkanina opiera się o ciało tuż nad brodawkami. Patrzy na mnie, jakby mówiła: „Tyle ci mogę dać”.
    Wacek stoi jak latarnia, praktycznie sam się wali, ja mu ręką tylko lekko pomagam, całe ciało zaczyna mi chodzić, oddycham coraz głośniej, a po chwili dosięgam jej biustu trzeci raz. Tym razem nie ma wyjścia, widzi, co się ze mną dzieje i pozwala na jeszcze dłużej. W końcu jednak mówi: „Trzy koleżanki na jednej imprezie to chyba wystarczy, mój ogierze”. Muszę cofnąć rękę, tym razem bez żalu, dostałem dużo.
    Ten trzeci raz – tego już się nie da cofnąć ani ukryć, wiem, że będę miał jej piersi jeszcze nie raz, teraz już to pewne, nie muszę ich mieć za chwilę, mogę jutro lub za tydzień, ale to już druga strona lustra, już jestem przy niej, z nią, mam już jej ciało, będę miał i ona też to wie. Zapowiedź nieuniknionej przyszłości staje się dodatkową podnietą.
    Matka to widzi, ale mówi: „Skup się na swoim koledze i daj mi też trochę popatrzeć”.
    Przesunęła się trochę i zaczęła masować moje udo, szczególnie naciągając skórę przy powrocie, tak jakby chciała krew jeszcze bardziej wpompować do wacka. Zaczynam nieźle jęczeć.
    W końcu mówi: „Synku. Dokończ. Tu przy mnie. Nie chcę, żebyś się stresował. I tak już ciebie widziałam w akcji. Dokończ Kochanie”.
    „Mamo, ale ja się spuszczę” – wyjęczałem.
    „A ja o czym mówię, Kochanie. Tryśnij przy mnie”.
    Z tych emocji zapomnieliśmy, że tak właśnie się umawialiśmy. Że tak to miało się skończyć tym razem. Że chcieliśmy poprawić poprzedni finał, przed którym wyszła z pokoju. Chyba podświadomie nie do końca wierzyliśmy, że to zrobimy. A jednak!
    Fale zaczęły przechodzić przez całe moje ciało, rzuciłem się kilka razy na łóżku, przez moment próbowałem jeszcze wydobyć z siebie słowa tak wulgarnych komplementów, jakich nigdy w życiu nie odważyłbym się matce powiedzieć wprost, słów o tym, jakie naprawdę ma ciało i co chcę jej bezustannie robić, ale zacząłem tonąć w jakiejś różowej pianie czy mgle, zacząłem spazmatycznie jęczeć, i chyba tak się umiera, bo sceneria zmieniła się na purpurę, a ja zacząłem charczeć, szukając drogi powietrza przez zaciskające się na zmianę usta i nos, dusiłem się nawet wpadającym powietrzem, a w ostatniej chwili, gdy krtań rozwarła się i zachłysnąłem się potężną dawką powietrza, moje sztywniejące ciało zgiąłem nadludzkim wysiłkiem w łuk i niemal po omacku, bo już prawie nic nie widziałem, złapałem matkę po męsku jedną ręką za głowę, drugą jednym ruchem odgarnąłem włosy z jej twarzy i skowycząc jak kojot, próbowałem włożyć język w jej usta. Tryskającą spermą, tym eliksirem szczęścia, chciałem zlać ją całą od stóp do głów, bo chuj w tym momencie wydał mi się większy od całego mnie. Nic już nie kontrolowałem.
    Matka wyrwała się przerażona, ale zobaczyła, że już opadam, choć nadal ciężko oddycham, wypuszczając powietrze ni to z jękiem, ni to świstem, z jakimś dzikim śmiechem, i półprzytomnym wzrokiem zaczynam ogarniać nas, pościel i cały pokój.

Lucjusz

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka i obyczajowe, użył 3414 słów i 18733 znaków, zaktualizował 20 lut 2022. Tagi: #onanizm #masturbacja #matka #rodzina

Dodaj komentarz