Narzeczony dla Księżniczki - rozdział 11

Wyjazd z oficjalną wizytą do jednej z młodszych księżniczek nie mógł liczyć się jako pierwsza wspólna podróż Młodej Pary. Oczywiście wszyscy tak to nazywali, ale w ich głowach wyglądało to zdecydowanie odmiennie - w końcu tłumacz, sekretarz, służba i wysocy rangą członkowie królewskiej gwardii z całą gamą rycerskich odznaczeń dla ochrony to w sumie całkiem niezły tłum, który z miesiącem miodowym nie powinien mieć nic wspólnego. Kiedy Aleksandra pokręciła nosem i powiedziała, że nie potrzebuje całego orszaku, żeby wymienić z siostrą kilka plotek, dowiedziała się, że przy okazji w imieniu ojca będzie musiała podpisać jakiś handlowy dekret. Matka na koniec pouczyła ją po raz setny, że zwykłe życie rodzinne to przywilej zwykłych ludzi.  
- Podpiszesz i po sprawie. Resztę czasu spędzisz z siostrą. - Orestes wzruszył ramionami, jakby nie było to nic wielkiego. Księżniczka zaczęła się zastanawiać, czy mąż w całej tej swojej lekkości nie ma racji.  
- Po prostu drażni mnie… - zawiesiła się na chwilę, próbując pozbierać myśli - …że właściwie od dziecka, kiedy tylko chciałam zrobić coś zwyczajnego, słyszałam, że to wszystko przywilej biednych.  
- Na przykład?  
- Przecież podałam ci przykład. Odwiedziny u siostry muszą być pompatyczne, z góry zaplanowane, z całą obstawą, powiązane z jakąś sprawą dyplomatyczną… - Zagestykulowała dynamicznie, stojąc z twarzą zwróconą do okna. Ręce miała skrzyżowane na piersi, w szybie odbijała się jej buntownicza mina. Orestes stał przy drzwiach sypialni, swobodnie o nie oparty, z rękami w kieszeniach czarnego, lnianego płaszcza.  
- Brakuje ci w tym wszystkim… - zaczął i zbliżył się do żony, delikatnie rozmasowując jej spięte barki. Zauważył, że nawet w najdrobniejszych nerwach dziewczyna zdaje się napinać wszystkie swoje mięśnie, jakby była gotowa do walki.  
- Normalnej relacji. - Westchnęła i lekko się na nim wsparła. Było to poniekąd symboliczne.  
- A my? - Uśmiechnął się do odbicia ślicznej twarzy w oknie. Wyraźnie się rozluźniła.  
- Wiesz… - mówiąc to, przytuliła się całkowicie i pozwoliła objąć się w talii - Nie umiem jeszcze nazwać tego, co między się nami dzieje. Ale na tutejsze standardy jest to wybitnie normalne.  
Nie odpowiedział, przynajmniej nie słowami. Pochylił się i pocałował jasną skroń. Sam obawiał się dużych słów, które czaiły się gdzieś z tyłu głowy i na końcu języka, rozumiał rezerwę w jej głosie. Na to wszystko wydawało się jeszcze za wcześnie, chociaż już teraz myśl o tym, że mógłby ją stracić, wywoływała pokłady bólu i strachu. Kiedyś mógł rzeczywiście powiedzieć, że nie boi się niczego - teraz oddałby wszystko, żeby księżniczce nic nie groziło.  
- Jesteś tam? - Wrócił na ziemię dopiero wtedy, kiedy dźgnęła go palcem między żebra. - O czym tak intensywnie myślisz?  
- Przeraża mnie trochę ta podróż. - Nie był do końca nieszczery. - O czym mówiłaś?  
- O tym, że przyjemnie się tak przytulać, ale zaraz trzeba się będzie stawić na kolacji. I że u mojej siostry dają jeszcze lepsze jedzenie niż tu. Wiesz, że jest tam teraz sezon na daktyle? Bardzo lubię daktyle, a tamte są trochę inne, karmelowe w smaku… - mówiła prawie bez przerwy na oddech, ciągnąc go za rękę w kierunku wyjścia z komnaty. Zły nastrój księżniczki na szczęście trwał zwykle niewiele dłużej niż ułamek sekundy. Może i była awanturnicą, ale między kolejnymi atakami jej gorącego charakteru zdarzały się okresy refrakcji. Zazwyczaj wybuchała jak wulkan, po czym zmieniała temat i uśmiechała się, jakby wcześniejsze wydarzenie nie miało miejsca. Znów poczuł mocniejsze bicie serca.  
Miał ochotę ją zatrzymać zanim jeszcze otworzyła drzwi, objąć dłońmi tę idealną, szlachetną twarz, spojrzeć w jasne oczy, wyznać, że stała najważniejszą kobietą w jego życiu, a na końcu namiętnie pocałować uchylone ze zdziwienia usta. Odłożył to jednak w czasie. Liczył na to, że nie będzie musiał tego żałować. Zamiast wyznać swoje uczucia, słuchał w milczeniu o tym, że jako jeden z prezentów przed zaręczynami, jej siostra otrzymała skrzynię granatów tak dojrzałych, że podczas jedzenia sok ciekł po palcach, wyglądając jak krew. Usłyszawszy to porównanie, wzdrygnął się mimowolnie. Na szczęście nie zwróciła na to uwagi. Beztrosko zaczęła opowiadać o rosnących w tamtym kraju opuncjach.  

               Przy kolacji dowiedzieli się, że w podróż pojadą najnowszym osiągnięciem współczesnej techniki - koleją. Aleksandra jechała nią tylko raz, kiedy rok temu w stolicy otworzono pierwszą stację, dlatego wyglądała na podekscytowaną tym faktem. Orestes za to korzystał z tego dobrodziejstwa często, było w końcu znacznie szybsze od powozu konnego, a w pewnym momencie zrobiło się też znacznie tańsze. Nigdy za to nie jechał w tak komfortowych warunkach. Na sam bal, na którym miał poznać swoją przyszłą żonę dotarł jak bydło w transporcie do rzeźnika, ściśnięty między innymi pasażerami, do końca z trudem oddychając, bo zapas powietrza zdawał się dawno wyczerpać. Najwyraźniej te czasy minęły dla niego bezpowrotnie. Tym razem mieli dostać prywatny wagon, wykończony drogim drewnem, z miękkimi siedzeniami i ogromnymi oknami. Księżniczka spojrzała na męża z entuzjazmem w oczach.  
- Kolej, słyszysz? - szepnęła.  
- Bez zastanawiania się, czy ten jadący na gapę kloszard obmacuje mnie, bo chce mnie okraść, czy dlatego, że chce pogłębić naszą znajomość? Brzmi jak bajka. - przyznał, popijając wino.  
Aleksandra upomniała go uderzeniem łokciem w bok, jednocześnie ukradkiem się śmiejąc.  
- Ja tylko mówię, jak jest. - Uniósł brwi i odgryzł kawałek żytniego podpłomyka.  
Nie wiedział też, jak uświadomić Aleksandrze, że wymykanie się po nocy po odrobinę hazardu lub taniej rozrywki nie jest prawdziwym życiem. Publiczna kolej, którą zamierzał jechać w swoje strony razem z nią dopiero hartowała charakter. Kiedy żona wymieniła z nim jeszcze kilka uwag, pod koniec tradycyjnie burcząc coś na temat wolnego stanowiska błazna przy boku Harolda, po czym zabrała się za jedzenie, dokładnie powiódł wzrokiem po zebranych. Grono nie było tak duże, jak zdarzało się przy kawach i śniadaniach, zdawało się raczej rodzinne, jeśli nie brać pod uwagę dam dworu Sybilli. Brakowało tylko jednego z książąt małżonków. Gapowaty De Ruffo siedział w kącie i właśnie podrzucał oliwkę, żeby spektakularnie mogła trafić mu do ust. Ten niebezpieczniejszy gdzieś się rozpłynął.  
- Anno, gdzie twój mąż? - Orestes odstawił prawie pusty kieliszek na stół.  
Księżniczka Anna nie jadła, starała się nakarmić rozkapryszone dziecko. Większość posiłków podawało mu rzesze nianiek. Spojrzała na szwagra umęczonym wzrokiem.  
- Jest na spotkaniu. W interesach.  
- W interesach? Jakich znowu interesach? - rzuciła Aleksandra w przerwie między kęsami kanapki zapiekanej z beszamelem i serem, którą zawzięcie kroiła srebrnymi sztućcami.  
- Przecież chodzi o hutę. - odparła Anna lakonicznie, nadal męcząc się z rozkapryszonym niemowlakiem. Mąż najwyraźniej nie dzielił się z nią szczegółami swojego biznesu.  
Orestes szczerze wątpił, żeby Orm omawiał w tej chwili zyski i straty swojego metalurgicznego imperium.  

- Pewnie jest teraz ze swoimi parszywymi znajomymi, żeby nie być z Anną i synem. - skomentowała później jego żona, kiedy w sypialni szykowała się do kąpieli. Siedziała przy lustrze i rozczesywała swoje długie, brązowe włosy. Obserwował ją z uczuciem na granicy uwielbienia. Jednocześnie czuł nieprzyjemny skurcz w żołądku na samą myśl o tym, co robił w tej chwili Orm de Ligne.  
- Jak w ogóle wygląda ich relacja?
- Dziwnie, a nawet źle, od samego początku.  
- Byli kiedyś zakochani?  
Aleksandra prychnęła.  
- Oczywiście, że nie. Matka mówi, że zakochanie się w swoim mężu, a szczególnie przed ślubem, to przywilej biedoty. - Po tym zawiesiła głos i jej odbicie w lustrze spojrzało na niego w taki sposób, jakby chciała mu coś powiedzieć. Nie zrobiła tego, w zamian ciągnęła swoją historię. - Anna jest druga w sukcesji do tronu, ma dwadzieścia cztery lata. Orm jest od niej trzynaście lat starszy. Był wcześniej żonaty, ale jego pierwsza żona zmarła przez komplikacje podczas porodu. Razem z dzieckiem. Chwilę po tym, jak wśród wysokich rodów rozniosła się wieść, że Anna jest gotowa do zamążpójścia. Orm był już wtedy w radzie, był pierwszy w kolejce. Widzę twoją minę i wiem, co zaraz powiesz. Dla mnie też to jest kurewsko podejrzane.  
- Nigdy nie proponowano go na męża dla ciebie?  
- Pewnie by mu to pasowało, ale kiedy Anna wychodziła za mąż, mnie usilnie swatano z księciem z Północy. Matka go lubiła.
- Jakim cudem wyszła za mąż tak szybko, skoro ty odwlekałaś to latami?  
- Bo jest lepiej wychowana? Zaakceptowała wybór rodziców od razu. Płakała później po nocy, ale wszystko przyjęła. Cieszyła się z białej sukni, bycia w centrum uwagi, wielkiego wesela. Ale nie jest i nigdy nie była szczęśliwa.  
- A twoi rodzice? Wydaje mi się, że chcą dla was jak najlepiej, musieli coś zauważyć…
- Ród De Ligne lepiej mieć po swojej stronie i w swoich szeregach. Poza tym Anna na nic się nie skarżyła. Ona nigdy się nie skarży. A jest tak nieszczęśliwa, że widać to na kilometr. Może gdzieś po drodze wmówiła sobie, że go kocha, za to on… Rozmawiałeś z nim kiedyś?  
- Bardzo krótko. Nie wpadamy na siebie zbyt często. - Zamek miał taką powierzchnię, że gdyby nie to, że się po nim kręcił z premedytacją, szukając wskazówek, fakt, że należeli od niedawna do tej samej Rady, i to, że Król i Królowa upierali się przy wspólnych rodzinnych posiłkach, mógłby nie oglądać podejrzanego szwagra przez najbliższy rok.  
- Jedyne, co czuje do Anny to taka… pobłażliwa akceptacja. Nienawidzę, kiedy się o niej wypowiada za jej plecami. - Widać było, że sama myśl o tym wyprowadza Aleksandrę z równowagi. - Jakby była głupią gąską.  
- Zdążyłem zauważyć… Ale jakoś wcale mnie to nie dziwi. - Orestes zamyślił się i powiedział to bardziej do siebie niż do żony.  
Po chwili znów na nią spojrzał, w milczeniu zdejmowała kolczyki, a chwilę później zabrała się za rozpinanie naszyjnika. Twarz nadal miała spiętą. Nie musiała długo męczyć się z zapięciem, żeby to zauważył.  
- Pomogę ci. - Wstał i bez trudu uporał się z niesfornym łańcuszkiem. Przy okazji pochylił się i pocałował ją w szyję. Poczuł blednący pod wieczór zapach olejku z gorzkiej pomarańczy i wody różanej. W jego głowie miał to być jeden niewinny pocałunek, jednak tak naprawdę wiedział, że się oszukuje.  
Aleksandra przez moment wyglądała, jakby chciała przechwycić naszyjnik i zakończyć tę coraz intymniejszą chwilę, ale zamiast tego pogłaskała dużą, silną dłoń, która spoczęła na jej barku.  
- Czasami mam wrażenie, że udajesz, że mnie słuchasz tylko po to, żeby się do mnie dobrać…  
- Mogę cię zapewnić, że absolutnie tak nie jest. Lubię słuchać o tym, że twój szwagier to kanalia. Problem w tym, że nie zawsze mogę się powstrzymać…
Nie odpowiedziała, tylko zaczepnie uniosła brwi.  
- Poza tym ja się do ciebie nie dobieram, tylko pomagam. - powiedział cicho, odkładając biżuterię na stolik przed lustrem. Wrócił do pieszczot zanim zdążyła się upomnieć o ich kontynuację.  
- Właśnie widzę. - Uśmiechnęła się. Patrzyła na odbiciu w srebrnej tafli, jak mąż wprawnie rozpina guziki na plecach sukni. Poczuła, że na jej ciało wypełzła gęsia skórka, a wzdłuż kręgosłupa przebiegł miły dreszcz podniecenia.  
Uklęknął za nią i odpinał kolejne fragmenty listwy, która stanowiła jedyną granicę między jego ustami a delikatną, nagą skórą. Miał ciepłe dłonie i wargi, mimo to księżniczka zadrżała. Uwolniła ramiona z rękawów, pozwoliła górze stroju opaść. Pod spodem nie miała nic, szeroko wycięty dekolt źle komponował się z halkami i biustonoszami, a gruby materiał pozwalał na ich pominięcie. Wybierając ubranie nie wiedziała, że tak dobrze trafiła. Odwróciła się w stronę kochanka, pocałunki spadły na dekolt i piersi. Przytuliła go do siebie i jęknęła przeciągle, przeczesując palcami ciemne, lekko kręcone włosy. Przelotnie spojrzeli sobie w oczy. Księżniczka oparła się łokciami o blat przy lustrze, usta męża błądziły w okolicy żeber, pod biustem.  
- Jak mam cię z tego wydostać? - roześmiał się gorączkowo, patrząc na rozkloszowaną, długą suknię z lekką konsternacją.  
- Pociągnij w dół, głuptasie. - zachichotała z czułością i zmierzwiła jego ciemne włosy.  
Obawiał się przez moment o losy drogiej tkaniny, ale nic się jej nie stało, nawet wtedy, kiedy wylądowała na posadzce. Perełki przy dekolcie nawet nie drgnęły. Kobieta pogładziła łagodnie policzek, na którym co wieczór czuła subtelną szorstkość zarostu. Lubiła ją pod swoimi palcami i między udami.  
- W trakcie wizyty u mojej siostry chyba będziemy musieli być grzeczniejsi.  
- Albo spróbujemy być ciszej. - rzucił pospiesznie, całując płaski brzuch żony.  
- Nie wiem, czy sobie poradzę. - Uśmiechnęła się znacząco.  
- Za to w moim starym mieszkaniu nie będziesz musiała być ani grzeczna, ani cicha.  
Roześmiała się i pochyliła się do pocałunku. Ich języki splatały się ze sobą, a wargi niemal stapiały, jakby byli siebie niesamowicie głodni. Jakby mieli czas się za sobą stęsknić. Aleksandra jęknęła w uchylone usta kochanka.  
- Jesteś cholernie słodka. - szepnął.  
- Wiem. I mnie uwielbiasz.  
Potwierdził pomrukiem, pogładził dużymi dłońmi miękkie uda i sięgnął do koronkowych, nieprzyzwoicie cienkich i z pewnością wilgotnych już majtek. Powietrze wokół było ciężkie od pragnienia. Miała rację. Uwielbiał ją. A nawet więcej. Nie chciał jednak przerywać tej chwili górnolotnymi wyznaniami.  
                Wybrał pieszczenie jej młodego, niezmiennie spragnionego ciała. Zatopił się między rozchylonymi udami. Palce bez większego trudu wsunęły się do ciepłej i niemal nieprzyzwoicie wilgotnej kobiecości, ustami otoczył delikatną, ale twardą już perełkę ukrytą u spojenia warg sromu. Księżniczka znów opierała się o drewniany stolik, z odchyloną do tyłu głową, przymkniętymi powiekami i wypiętymi do przodu piersiami delektowała się kolejnymi czułościami.  
- Nie baw się już ze mną… - upomniała go w końcu drżącym głosem, kiedy kolejny, tym razem trzeci już palec torował sobie drogę do jej rozgrzanego wnętrza.  
- A czego życzy sobie moja księżniczka?  
- Ciebie. - szepnęła, oddychając ciężko. W oczach miała czyste pożądanie. - Chcę cię poczuć. Głęboko. Mocno. Teraz.  
Nie spuszczając z niej wzroku, złożył ostatni pocałunek na odchylonym na bok udzie. Po chwili brał ją od tyłu, pochyloną tak, że w lustrze mogła oglądać swoją zaczerwienioną, lekko spoconą twarz i oblany rumieńcem biust. Widziała, jak nabrzmiałe z podniecenia piersi kołyszą się w rytm pchnięć, głębszych i intensywniejszych niż do tej pory. Jednocześnie wstydziła się patrzeć na ten obraz i docierało do niej, że jest jego główną bohaterką, chociaż pozornie uległą, to nadal dyktującą zasady. Uda miała śliskie od swojej własnej wilgoci, plecy wyginały się w mimowolnym skurczu. Na moment ramiona i barki odmówiły posłuszeństwa, opadła niżej, mięśnie zaczęły drżeć. Głowę wypełniła pustka, przed oczami zobaczyła ciemność. Chciała powiedzieć coś do swojego mężczyzny, ale z jej ust wydobył się tylko długi, przesiąknięty rozkoszą jęk, która zamieniła się miejscami z tęsknotą, gdy penetrująca ją duża, ciężka męskość powoli wysunęła się z wymęczonej szparki. Cipka cały czas się zaciskała i rozluźniała, a kochanek z czułością rozmasowywał rozedrgane ciało.  
- Jakie to było dobre. - wyrzuciła z siebie w końcu. Wyprostowała się, ale nadal stała lekko wypięta. Obejrzała się przez ramię, ich spojrzenia spotkały się, a po chwili przebiegła wzrokiem po doskonałym ciele. - Kurwa… - wysapała.  
Spojrzał na nią pytająco.  
- Jakim cudem nadal jesteś twardy?  
- Nie skończę w tobie, dopóki mi nie pozwolisz. - Ucałował jej skroń, a ton, którym to powiedział wyraźnie wskazywał na to, że nie może się doczekać przyzwolenia.  
- Czyli to wszystko ja… - Roześmiała się, przesuwając dłonią między mokrymi od kobiecych soków udami.  
- Ty. - zamruczał z zadowoleniem - I nie wyobrażasz sobie, jakie to przyjemne uczucie być w tobie, kiedy…
- Przestań… - upomniała go, rumieniąc się słodko.  
Odwróciła się twarzą do niego i pozwoliła się pocałować. Przy okazji jej ręka niemal sama odnalazła twardego, wilgotnego od ich namiętności kutasa. Objęła go, nie mogąc do końca zamknąć na nim całej dłoni. Czuła zarys wypukłych żył i rozkoszne pulsowanie. Jak zwykle zaskoczyło ją to, jak delikatny jest w dotyku. Kciukiem zatoczyła kilka okręgów na odsłoniętej żołędzi, sprawiając, że uronił dla swojej pani kilka przezroczystych kropelek. Mężczyzna jęknął ponaglająco, chociaż zdecydowanie mimo swojej woli. Na twarzy księżniczki pojawił się subtelny, kokieteryjny uśmiech. Uklęknęła.  
Światło we wspólnych pokojach małżonków nie zgasło jeszcze przez długi czas.  
                              _____

               Przy stole w najciemniejszym rogu knajpy siedziało czterech mężczyzn, trzech wyglądało na rozgorączkowanych, tylko jeden zdawał się odznaczać zimną elegancją. Był wyprostowany, z wysoko uniesionym podbródkiem, tej nocy zamiast kufla trzymał w dłoni szklankę z długo leżakującym koniakiem. Tylko on wiedział, że ma nad pozostałymi pewną wyższość.  
- Jak to nic nie wiesz? - gorączkował się brunet o długich włosach i szczurzej twarzy.  
Finnley zauważył też, że oczy miał przebiegłe jak wąż. Było to o tyle ciekawe, że w językach Północy, w rodzinnych stronach Jakobsena, słowo „Orm” oznaczało węża. Lub robaka, co niedługo mogło mieć jeszcze więcej odzwierciedlenia w rzeczywistości. Los jego i pozostałych spiskowców leżał w tej chwili w niezwykle zadbanych dłoniach Finnleya. A on postanowił zabawić się nimi jak tłusty domowy kot, który złowił mysz, i zamiast zjeść, bawi się nią niczym kłębkiem wełny.  
- Moi informatorzy są niestety tylko ludźmi. - Wzruszył ramionami blondyn.  
- Nie pozwolił się jej napić tej pierdolonej kawy, on wie! Musi wiedzieć! - Orm de Ligne był wyraźnie roztrzęsiony.  
- Nawet jeśli, zrobił ci przysługę, sam wyszedł na neurotyka, chorobliwie zmartwionego o żonę.  
- Przysługę?  
- Służąca przecież wypaplała, że zaparzyła kawę i podała ją księżniczce na twoje polecenie. Gdyby się otruła, wisiałbyś. - skwitował Jakobsen. Stwierdził realny fakt. - Co ci się tak spieszyło, Wasza Wysokość?  
- Wiesz najlepiej. - Książę małżonek pociągnął spory łyk zimnego, gorzkiego napoju.  
- Król Harold choruje, słabnie, w każdej chwili może chcieć oddać władzę córce, wiem. Ale  martwy nie zostaniesz królem. Powstrzymaj się na przyszłość od takich ruchów.  
- Jesteś tu po to, żeby przekazywać informacje, a nie dawać rady. - Wtrącił się lord Hektor Bedling.  
- To prawda. Ale nic dla was nie mam, panowie. - skłamał, nawet się nie zająknąwszy - Daliście mi trudne zadanie. Ciężko jest pozyskać informacje z otoczenia nowożeńców, którzy spędzają czas głównie ze sobą nawzajem. Z resztą powinniście wiedzieć o tym najlepiej. Ja sam żony nie mam.  
Mężczyźni obrzucili się pełnymi napięcia spojrzeniami. Nie tak miał wyglądać finał tego wieczoru.  
- Tymczasem dziękuję za koniak. - skłonił się Jakobsen i wstał od stołu.  
- Już uciekasz? - zagadnął postawny rudzielec, który mimo ciężkiej sytuacji zawsze miał ochotę na dobrą zabawę i następną kolejkę.  
- Wybacz, Arsen. Obowiązki wzywają. Wywiad Najwyższej Izby nigdy nie śpi. I powinniście się z tego cieszyć.  
Towarzystwo przystało na tę wersję. W rzeczywistości Finnley skierował się w stronę pobliskiego burdelu. O tej porze Alma powinna już na niego czekać.

damapik

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka i miłosne, użyła 3714 słów i 20602 znaków, zaktualizowała 19 lip o 8:04. Tagi: #żona #mąż #miłość #ślub #erotyka #księżniczka

5 komentarzy

 
  • Cukierek11

    Kiedy kolejna część?

  • shakadap

    Brawo. Świetne.
    Pozdrawiam I powodzenia.

  • damapik

    @shakadap dziękuję!

  • TakiJeden

    Już o tym była mowa, że celowym jest nie określenie przez Autorkę miejsca i czasu akcji tego opowiadania. Ale należy odnotować, jako ciekawostkę, kolejną niespodziankę w postaci wprowadzenia do fabuły jazdy koleją. Ten środek transportu zaczął się rozwijać w połowie XIX w.
    Ciekawe, co się wydarzy podczas wizyty książęcej pary daleko od królewskiego pałacu. Chyba spiskowcy na razie odpuszczą.
    A opis sceny miłosnej jak zwykle piękny, a zarazem pikantny.

  • damapik

    @TakiJeden gratuluję uważności 😉

  • TakiJeden

    @damapik  
    Trudno nie zauważyć czegoś takiego jak kolej, zwłaszcza że lokomotywą był wówczas buchający parą i dymem parowóz.   :smile:

  • Duygu

    "Czasami mam wrażenie, że udajesz, że mnie słuchasz tylko po to, żeby się do mnie dobrać…" – aj, znam to aż za dobrze...  :rolleyes:   :sad2:  

    Dziękuję za umilenie czasu, czekałam, tęskniłam <3  <3  <3

  • damapik

    @Duygu mężczyźni już tak mają 😉 dziękuję za przychylne oko!

  • AlexAthame

    Super.  :bravo:  :yahoo:

  • damapik

    @AlexAthame dziękuję!