Narzeczony dla Księżniczki - rozdział 1

(Dla kontekstu warto przeczytać wstęp.)

                Ślub był piękny, a wesele huczne. Zbyt huczne, jak na jego gust. Ogarnęło całą stolicę i pół kraju, ale chyba nie jego samego. Mimo, że to on grał w tym przedstawieniu jedną z głównych ról, czuł się jak obserwator. Jego ojciec był wyraźnie zadowolony z powrotu na te cholerne, legendarne salony. Za to jego żona, mimo, że była wystrojona w najpiękniejszą suknię jaką kiedykolwiek widział, a cała uwaga skupiała się na niej, była wyraźnie przygnębiona. Jakby skończyła się dla niej pewna era. I wydawała się… pokonana? Czy to było to uczucie, które siedziało jej na piersi i sprawiało, że prawie nie tknęła obiadu? Nie miał okazji, żeby zapytać, czy coś się stało. Nie rozmawiali dużo. Pocałował ją dokładnie trzy razy. Dla przypieczętowania małżeństwa, po wyjściu z kościoła, ku uciesze tłumów, który zgodnie z tradycją wypuszczał gołębie i sypał kwiaty, aż w końcu na weselu, kiedy to król Harold IV wygłosił toast za córkę i jej męża. Później tańczył z nią, przy czym nawet się uśmiechnęła i na moment przytuliła do jego piersi. W trakcie wesela zmuszała się do zabawiania gości. On rozmawiał z ojcem, tańczył ze szwagierkami i swoją matką. Poprosił do tańca nawet samą królową, która bardzo chętnie się na to zgodziła. Cały czas wypatrywał Aleksandry, która gdzieś się zagubiła. Prawie tak jak wtedy, kiedy się poznali.  
              Zobaczył ją dopiero na jednym z balkonów, jak stoi sama w zimny, wiosenny wieczór. Rozejrzał się, czy nikt go nie widzi i ruszył w jej kierunku. Wyglądała w tej scenerii jak postać z ilustracji do baśni. Góra sukni opinała ciasno piersi i podkreślała smukłą sylwetkę. W dekolt wpięte zostały świeże kwiaty, pąki herbacianych róż i kruche białe frezje. Rękawy i tren uszyto z drogiej, starannie uszytej koronki. Dół był rozkloszowany, ciągnący się po posadzce. Zdążyła już zdjąć welon. Wiatr bawił się kasztanowymi włosami, które tym razem były puszczone swobodnie, pozostawione same sobie. Musiała nie słyszeć jego kroków, bo przestraszyła się, kiedy stanął obok niej.  
- Jesteś smutna. - nie spytał. Stwierdził.  
- To duża zmiana. - odparła obojętnie.
- Pewnie nie wyobrażałaś sobie, że będzie to wyglądało tak…
- Wyobrażałam. Małżeństwo każdej z moich sióstr było mniej lub bardziej aranżowane. A one były szczęśliwe.
- A ciebie nie swatali?  
- Próbowali. Tylko kandydaci nie wytrzymywali długo.  
- Dlatego nasz ślub był w trybie przyspieszonym? - roześmiał się.  
- Chyba tak. Poza tym ojciec zrobił dużo. Ściągnął dla mnie wszystkich wyżej urodzonych z całego królestwa i upchnął ich w wielkiej sali.  
- Całkiem mi to schlebia, że wybrałaś z tego tłumu właśnie mnie. - potarł grzbietem dłoni jej niedużą dłoń. Dopiero wtedy na niego spojrzała.
- Wydawało się, że masz osobowość, a nie tylko nazwisko i herb.  
- I to nie byle jaki. Dwa niedźwiedzie na tarczy, jeden sra, drugi tańczy.  
Aleksandra zaśmiała się krótko, ale szczerze. Po tym rozejrzała się nerwowo, jakby ktoś mógł ich obserwować.  
- Wiem, że to dla ciebie trudne. I nowe - zaczął. Stała obok z obojętną miną - I nie mówię, że zaczyna się nasza wielka romantyczna historia, bo chyba się nie zaczyna, jak tak patrzę na twoją minę.  
Przez moment miał wrażenie, że chce coś powiedzieć, ale najwyraźniej się pomylił, więc ciągnął dalej:
- Ale mogę obiecać ci, że będę dobrym mężem. Zaopiekuję się tobą…
- Nie potrzebuję opieki.  
- W porządku. W takim razie będę oparciem, jeśli będziesz go potrzebować. I może teraz nic do mnie nie czujesz, ale za jakiś czas może nawet się w sobie zakochamy. I będziemy razem szczęśliwi. Zobaczysz.  
- Skoro tak twierdzisz…
- Chcę tak myśleć. - chciał złapać ją za rękę, ale odwróciła się tyłem do balustrady, umiejętnie się wyślizgując.  
- Kończmy to, co? Chodźmy do sypialni. Tam pogadamy poważnie. Pożegnaj ode mnie gości, daj im delikatnie znać, że idziesz wyruchać księżniczkę i przyjdź na górę. Tam będziemy mogli pogadać na osobności.  
Po tych słowach weszła do zamku, zostawiając go samego. Miał ochotę zapalić, marzył o odrobinie tytoniu. Niestety, nie miał przy sobie niczego, czym mógłby zabić czas. Posłusznie ruszył więc do środka.  
                

                Kiedy zamknęły się za nim drzwi sypialni, rozejrzał się niepewnie. Panował przyjemny, nastrojowy półmrok. Wokół paliły się świece i lampy naftowe, z kominka dochodziło ciepło i trzask drewna. Początkowo nie dostrzegł żony, która siedziała swobodnie na fotelu, z podwiniętymi nogami i oparta o podłokietnik. Ubrana była na biało, jednak już nie w suknię ślubną, a w jedwabny szlafrok. Patrzyła na niego badawczo. Chciał się odezwać, ale zaczęła pierwsza.  
- Posłuchaj mnie teraz uważnie. Zdążyłam się zorientować, że masz coś w głowie i wydajesz się być w porządku, więc powinno pójść łatwo. Ślub już był, czas, żebyśmy byli ze sobą szczerzy.  
Orestes skinął głową na znak, że słucha. Jej głos był twardy i nieznoszący sprzeciwu, a sytuacja była conajmniej dziwna.  
- Wszystko musi wyglądać wiarygodnie. Dlatego chwilę tu teraz posiedzimy, jasne? Wszystko ci wytłumaczę.  
Mężczyzna ponownie skinął głową. W tym momencie kobieta wyciągnęła spod szlafroka nieduży nóż, który wcześniej podtrzymywała biała podwiązka na jej udzie. Poczuł, jak ze zdziwienia otwierają mu się oczy. Odruchowo złapał się za głowę.  
- Ja pierdolę - westchnął z nutą paniki w głosie. Nie chciał żegnać się z życiem - To jakieś nieporozumienie…
- Uspokój się, przecież nic ci nie zrobię. Weź go i natnij sobie rękę, ramię, cokolwiek. Na pościeli ma być krew.  
- Słucham?  
- Dowód, że skonsumowaliśmy związek. Krew na pościeli. Ktoś przyjdzie i to sprawdzi.  
Znów pokiwał głową, tym razem z nieco łobuzerskim uśmiechem.  
- No proszę, już rozumiem… księżniczka nie jest dziewicą…  
- Jestem. - odparła pewnie, chociaż po chwili namysłu zrozumiała, że mogła stracić tę cenną błonę dziewiczą nawet podczas jazdy konnej. Nie było to jednak istotne. - W końcu i tak będziesz musiał mnie przelecieć, to zobaczysz. Z tym, że nie będzie to dzisiaj. Zaraz stąd spadam.  
Patrzył na nią z nie mniejszym niż wcześniej zaskoczeniem. Miała mu wszystko wyjaśnić, a rozumiał jakby mniej.  
- Nie patrz tak. Po pierwsze, nie chcę się oddawać na zawołanie obcemu facetowi, bo rodzina szantażuje mnie tronem. Po drugie, za pół godziny muszę stąd uciekać, bo obstawiłam już walkę.  
- … walkę?  
- Karłów. - odparła, jakby było to coś zwyczajnego, jak jedzenie kolacji.  
- Czy obstawianie walk nie jest nielegalne?  
- A co mi zrobią? Zamkną mnie? - prychnęła dziewczyna - Jest jeszcze jedna sprawa.  
- Mów, już nic mnie chyba nie zaskoczy.  
- Wiesz, że musimy spłodzić dziedzica całego tego burdelu?  
- Spodziewam się - mruknął. Domyślał się, że do tego również jego żona była niechętna.  
- Pewnie idealnie dla wszystkich byłoby, żeby stało się to dzisiaj, ale nic z tego. Wyglądasz na zdrowego faceta, zrobimy to raz, zmajstrujemy książątko i po sprawie.  
- I co dalej?  
- No co? Wygodne życie. Zasiądziesz wygodnie w radzie, najpierw u ojca, później u mnie. Do końca życia niczego nie będzie ci brakowało. Możesz mieć kurwy, jeśli potrzebujesz. Ja chcę po prostu maksimum wolności, bez niczyich butów w moim życiu, jasne?  
- Jasne, ale…  
- A, i chcę mieć to dziecko. Jaka bym się nie wydawała, chcę kiedyś zostać matką. To też jasne?  
- Czy dziecko nie przeszkodzi ci w obstawianiu walk karłów? - zaczepił ją ze śmiechem.  
- Pierdol się, mężu. - rzuciła - Jak taki z ciebie śmieszek, to ojciec chętnie przyjmie nowego błazna. Pytałam tylko, czy to jasne.  
- Tak, ale…
- Bez żadnego „ale”, wydaje mi się, że wszystko brzmi uczciwie. A teraz wybacz, muszę iść.  
- Na zewnątrz są strażnicy…
- Za kogo ty mnie masz, co? - pokręciła głową - Wychodzę oknem. Będę rano. Pamiętaj o tej krwi.  
Wstała z fotela, zrzuciła szlafrok i zsunęła z uda podwiązkę. Na sobie miała już lnianą bluzkę. Naciągnęła spodnie do jazdy konnej i wysokie buty, po czym zabrała się za otwieranie przestronnego okna. Zanim przełożyła przez nie nogę, żeby przejść po parapecie do zadaszenia, z którego później zeskakiwała na stertę siana przy stodole, związała jeszcze swoje gęste włosy. I w tym momencie, ku jej złości, lunął deszcz. Parapet momentalnie stał się niebezpiecznie śliski.  
- Nosz kurwa. - zaklęła dziewczyna i zamknęła okno - Teraz na pewno rozdzielą między siebie moją działkę.  
- Mówi się trudno - skomentował z rozbawieniem, a Aleksandra zgromiła go spojrzeniem.
- Nie lubię tracić pieniędzy. A zawsze obstawiam dobrze.  
- Nie przechowają doli dla księżniczki?  
- Nikt mnie tam tak nie traktuje.  
- I o to ci chodzi, prawda? - uniósł brew - Masz dość tego życia pod dyktando i zgodnie z zasadami?  
Przesunął dłonią po jej talii. Nie wiedział dlaczego. Chyba po prostu nie mógł się powstrzymać. Pod tą całą buntowniczą skorupą, Aleksandra była piękną kobietą. A on był tylko mężczyzną. Póki co nie odtrąciła jego dłoni.  
- Coś w tym jest. - potwierdziła, jej twarz zmieniła lekko wyraz - Ciężko mi od ludzkich oczekiwań. Moje siostry idealnie nadają się do reprezentowania rodziny, ale nie nadają się ani trochę do rządzenia. I przez to nie mogę powiedzieć, żeby sobie ten cały tytuł i tron po prostu wsadzili w dupę. Nie chcę widzieć, jak wszystko pierdolnie przez nieuwagę mojej siostry albo wpadnie w ręce jej śliskiego męża.  
- To zrozumiałe. - kontynuował dotykanie jej, patrzył na jej twarz, która mimo wszystko pozostawała zacięta. Pięknie się złościła.  
- Łatwo ci powiedzieć. Nie jesteś częścią rodziny królewskiej. To znaczy… nie byłeś. - uśmiechnęła się lekko, albo przynajmniej tak mu się wydawało - Teraz zobaczysz, jak to jest. Wciągnęłam cię w to.  
- Dobrze, teraz będziemy razem przeciwko temu wszystkiemu. - pochylił się i pocałował żonę w skroń. Przyciągnął ją do siebie, z ręką na jej biodrze. Kobieta odskoczyła.
- No tak, a myślałam, że mnie słuchasz… Czy mężczyźni potrafią myśleć tylko o tym, gdzie mogą jak najszybciej wsadzić kutasa?  
- Przesadzasz… - byli zaledwie kilka godzin po ślubie. Szybko przyszła ta pierwsza małżeńska kłótnia - To miał być gest wsparcia.  
- Akurat. - Aleksandra odwróciła się i skrzyżowała ręce na piersi.  
- Nie mówię, że cię nie chcę. Wielu pewnie chce, a ja mam to szczęście, że mogę cię mieć. - stanął za nią i odgarnął włosy z jej szyi. Była jasna i smukła. Proszącą wprost o pocałunki - Chyba nie obwiniasz męża za to, że pragnie swojej żony.  
- Nie jestem twoją własnością.  
- Przepraszam, źle to ująłem.  
- Bardzo źle. - nadal stała do niego tyłem. Przywarł do niej. Nie uciekła.  
- Wybacz - szepnął i przesunął ustami po jej szyi. Aleksandra nie reagowała. Patrzyła na bębniący o szyby deszcz.  
Pozwoliła mu się pieścić. Nie była pewna, czy podoba jej się jego dotyk, ale czuła przechodzące falami dreszcze i wilgotne ciepło między udami. Jego ruchy były coraz odważniejsze, całował jej szyję, linię żuchwy, ramiona; ujął sutek między dwa palce przez materiał bluzki i zaczął lekko go pocierać.  
- W porządku, wygrałeś, przykładnie spełnijmy ten cholerny małżeński obowiązek. - westchnęła drżącym głosem.  
- Nie mów tak - mruknął.  
- Będę mówić, jak mi się podoba. Jeśli nie musisz, nie zdejmuj ze mnie bluzki. - rzuciła, jakby od niechcenia.  
- Jak sobie życzysz. - cofnął ręce i skierował je na biodra żony - Ale spodnie i bieliznę już muszę - roześmiał się.  
- Dobrze. - pozwoliła. Wydawało mu się, że zadrżała.  
- Nie traktuj tego jak obowiązku - szepnął. Pocałował jej szyję po raz kolejny. Pachniała cudownie, skórę miała gładką i ciepłą. Mimo jej chłodu, mężczyzna zauważył, że jego penis jest chyba równie twardy co marmur, z którego zrobiono posadzkę. Potrzebował ją zdobyć i poczuć na sobie ciepło jej dziewiczej cipki. I chyba właśnie to zdobywanie postawiło na baczność jego męskość. Jego kochanki zwykle nie były dziewicami, a nawet jeśli, to wszystkie łączyło jedno - były chętne. Zastanawiał się, czy czuła tę twardość i zdawała sobie sprawę z tego, jak na niego podziałała.  
- A jak? - odfuknęła.  
- Może i jestem teraz twoim mężem… - zaczął i pocałował jej dłoń, którą w końcu udało mu się chwycić - …ale nadal jestem też poddanym. I bardzo chcę służyć swojej pani.

4 komentarze

 
  • nefer

    Utrzymujesz brawurowe tempo. I poziom dialogów. Nadal tez potrafisz zaciekawić. Do tego, odrobina erotyki, na zachętę. 👍. Co do jezyka, na plus żywy opis wyglądu bohaterki w sypialni, zdecydowanie lepiej skonstruowany niż ten z poprzedniego rozdziału (był dość sztywny, statyczny). Spójrz jednak na wstępny akapit i policz, ile razy użylaś tam słowa "jego".
    Pozdrawiam

  • Wariat102

    Ależ to się super zapowiada! Oby się nie skończyło orgią z karłami 😅

  • damapik

    @Wariat102 haha o to możesz być spokojny. Cieszę się, że miło się czyta!

  • Goscd

    Ciekawie się zaczyna zobaczymy jak rozwiniesz to dalej

  • damapik

    @Goscd dziękuję, mam nadzieję, że się nie zawiedziesz ;)

  • Goscd

    @damapik jak do tej pory jestem zachwycony