Narzeczony dla Księżniczki - rozdział 4

Już na ślubie Orestes postanowił przyjąć zasadę, którą miał się kierować na królewskim dworze. Planował nikomu nie podpadać, nie wyróżniać się, nie odzywać się niepytany, a zapytany - udzielać neutralnych odpowiedzi. Wiedział, że przejście przez to wszystko suchą stopą będzie równie trudne co przetrwanie w lochu pełnym zasadzek z książek przygodowych, ale powtarzał sobie, że da radę. Kiedy zmęczona pieszczotami Aleksandra zasnęła u jego boku, zaczął się zastanawiać co by było, gdyby razem uciekli. Początkowo zamieszkaliby w jego starym mieszkaniu, on uzyskałby w końcu tytuł prawnika, kupiliby coś swojego, równie niedużego. Pracowaliby. Jako księżniczka była przecież doskonale wykształcona przez najlepsze głowy w kraju, a do tego inteligentna. Mogłaby bez trudu zostać dobrze opłacaną nauczycielką. W wolnych chwilach chodziliby napić się wina na świeżym powietrzu albo oglądać przedstawienia w teatrze. Aleksandra znalazłaby sobie towarzystwo do gry w karty na małe sumy. Nocami kochaliby się namiętnie przy uchylonym oknie, słuchając zgiełku miasta. W sypialni mówiłby do niej Wasza Wysokość, ale tylko tam ten tytuł miałby jakiekolwiek znaczenie. W końcu dałaby mu dziecko, które wychowaliby oni. Razem. Nie służba. Oczami wyobraźni widział ją, jak ze zmęczonym uśmiechem karmi niemowlę w pierwszych promieniach ciepłego słońca. Wiedział, że w ten sposób byliby szczęśliwsi. Ale ona nigdy by się nie zgodziła. Miała misję wobec królestwa i czekała, aż obejmie władzę. Gdyby nie to, nie byliby w ogóle małżeństwem.  
               Żałował, że ślub w wyższych sferach był jedynie kontraktem. Tuż po nieformalnych zaręczynach na balu doszło do tych formalnych, które zaczynały się przyobiecaniem mu przez króla ręki córki, a kończyły wsunięciem rodowego brylantu na jej palec. Oczywiście chodziło o drogi kamień z kolekcji rodziny królewskiej. Jeśli rodzina Orestesa miała kiedykolwiek rodowe brylanty, zostały sprzedane po to, by zapłacić ojcowskie długi. Czas między oficjalnymi zaręczynami a ślubem wynosił niewiele ponad dwa tygodnie. W tym czasie rozmawiali raz, z ogromną rezerwą. Nikt nie dał im chwili na szczerą rozmowę albo znaczącą znajomość, o rozwinięciu się jakiegokolwiek uczucia nawet nie wspominając. Miał nawet wrażenie, że przyszła żona czuje do niego niechęć, on zauważył u siebie dezorientację i pełen podziwu strach. Podczas nocy poślubnej coś się jednak zmieniło, bo przyszło uczucie, które od wieków wywracało ludzkie życia do góry nogami - pożądanie. Z doświadczenia wiedział, że nic tak nagle nie zbliża dwojga obcych ludzi jak seks. To słodkie, ciężkie od pragnienia napięcie rozwiązuje język i każe spojrzeć na drugą osobę z pewną życzliwością, a odpowiednio zaopiekowana kobieta robiła się nagle przymilna i zaczynała czuć jakiś cień przywiązania. On z resztą też coś do niej poczuł. Może jeszcze nie miłość albo zakochanie, ale na pewno bardzo jej pragnął. Sprawiała, że jego serce biło szybciej. I to na ten moment wystarczało.  
               Wracając jednak do postanowionej wcześniej polityki niepodpadania, którą sobie postanowił - wszystko prawie przepadło już przy śniadaniu. Przysięga, którą składał Aleksandrze powinna w rzeczywistości brzmieć: „ślubuję ci wierność, uczciwość i to, że będę na wojennej ścieżce z tymi ludźmi, co ty”. W jadalni wskazała mu miejsce obok siebie. Przy stole w jadalni siedziało kilka osób - królewska para, jedna z ich pozostałych córek z małym dzieckiem na wysokim krzesełku, nadworna niania, damy do towarzystwa królowej Sybilli skupione na jej końcu stołu, przyjaciel i doradca Harolda, a także Biskup. Słyszał, że jego żona i duchowny nie mają najlepszych relacji, ale liczył na to, że popołudniowa kawa, którą pili wszyscy zebrani odrobinę załagodzi obyczaje. Służąca postawiła przed nimi talerze, Aleksandra w tym czasie wzięła srebrny widelec i nabiła na niego oliwkę w miodowej zalewie z migdałem w środku.  
- Wasza Wysokość - zaczął mężczyzna w wieku króla, w purpurowej szacie. Orestes zauważył, że spięła się i ściągnęła usta na sam dźwięk jego głosu - Wasza Wysokość wybaczy, że zwrócę jej uwagę…
- Jak mi pan jej nie zwróci, nie będzie za co przepraszać. - odparła z kwaśnym uśmiechem i sięgnęła po kawałek chłodnego już pieczywa - Zawsze jest czas, żeby się powstrzymać.  
- Przypominam tylko, że zasady panujące na dworze, które dobrze Wasza Wysokość zna, mówią, że żona i mąż powinni siedzieć przy stole na przeciwko siebie, nie obok. - zakończył, wyraźnie zadowolony, że mógł złapać na czymś niepokorną córkę króla.  
Orestes wstał, żeby zmienić miejsce. Zgodnie z przyjętą polityką niepodpadania. Aleksandra jednak pociągnęła go za rękę w dół. Usiadł. Zgodnie z polityką niepodpadania żonie. Ona niemal natychmiast położyła dłoń na jego udzie.  
- To ja przypomnę panu…
- Ekscelencji. - napomniał ją.
- Aleksandro, waż słowa. - syknął ojciec znad filiżanki, jakby wiedział, że jego reakcja i tak niewiele da.
- Przypomnę panu, - powtórzyła z naciskiem - że zgodnie z zasadami panującymi w tym kraju, które dobrze pan zna, podatki od gruntu wzrosły już dwa lata temu o 2,5%, a kościół nadal wpłaca stare kwoty, które i tak są preferencyjne. I jakoś nie przypominam o tym panu przy śniadaniu po najważniejszej uroczystości w życiu. - uśmiechnęła się szeroko. Orestes wyczytał pod koniec w jej głosie pewną ironię. Nie mógł też odmówić księżniczce doinformowania. W głowie bardzo jej pogratulował, ale podejrzewał, że gdyby powiedział to głośno, nie zrobiłoby to na niej większego wrażenia. Niewiele ponad dwa lata temu podatek od gruntu wzrósł z 5 do 7,5% od jego wartości, co więcej do tego dochodziły kolejne drobne procenty od zarabianego na tym gruncie majątku. Tego duchowni też najprawdopodobniej nie odprowadzali.  
Biskup zgromił ją, a po chwili też jego, zapewne jako współwinnego, bezlitośnie wzrokiem, a żona z satysfakcją uśmiechała się pod nosem. Był to też ostatni szczery uśmiech na jej ustach aż do wieczora.  
               Tego dnia czekało ich pierwsze wyjście do poddanych po ślubie, oficjalne wystąpienie przed radą, mianowanie zięcia króla na członka rady, rozmowa z przedstawicielem ludu i omówienie z ambasadorem oficjalnej podróży księżniczki Aleksandry do sąsiedniego kraju, w którym mieszkała jedna z jej sióstr z mężem. Siostra ta nie mogła stawić się na weselu, ponieważ spodziewała się kolejnego dziecka, więc etykieta wymagała od młodej pary kurtuazyjnej wizyty. Wieczorem następczyni tronu wygladała na zmęczoną, a mimo jego namów przy kąpieli towarzyszyła jej służąca, a nie on. Sam z kolei podziękował za asystę. Dotychczas jeśli znajdował się już z jakąś kobietą w łazience, byli nadzy po równo, a mycie jej ciała było jedynie pretekstem dla kolejnej rundy zabawy. Liczył na to, że przekona kiedyś do tego swoją małżonkę, a kiedy w gorącej wodzie zamknął oczy, mimowolnie wyobraził sobie jej nagie ciało.

               Była już w sypialni, kiedy on dopiero do niej wrócił. Włosy miała związane, jej zgrabna szyja była odsłonięta. Miała na sobie jedwabną bluzkę w jasnoherbacianym kolorze, haftowaną złotą nicią w pawie. Bielizna dobrana do kompletu była krótka, nogawka czegoś, co ciężko było określić i mianem spodni, i majtek kończyła się tuż pod pośladkami, ale była luźna, obszyta szlachetną koronką. Nie wiedział, czy strój miał go skusić, czy był po prostu przewidzianym na kolejną noc po ślubie ubraniem. Czasem ciężko było powiedzieć, co jeszcze krył długi kodeks, wedle którego miały postępować wysoko urodzone kobiety. Aby wybadać sytuację, podszedł do żony zapatrzonej w zachód słońca za oknem i pocałował ją w szyję.  
- Pięknie wyglądasz. - zauważył.  
- Chciałam ci się podobać. - czyli jednak. Uśmiechnął się.  
- Na co moja pani ma ochotę?  
- Chcę obejrzeć zachód słońca. Lubię oglądać zachody po ciężkim dniu. A później mam ochotę na to, żeby wypieścił mnie mój mąż.  
- Jak? - spytał, między całowaniem a delikatnymi liźnięciami jej szyi i karku.  
- Tak jak podczas nocy poślubnej - zerknęła znacząco na fotel. Wciąż jednak patrzyła na zachodzące nad miastem słońce oparta o parapet.  
- Zachód słońca nie ucieknie. Jutro będzie następny.  
- Każdy jest inny. - odparła z uśmiechem.  
Nie protestowała, kiedy kontynuował pieszczoty. Gdy jej bielizna opadła na ziemię była ciekawa, co będzie dalej. Nie zmieniała pozycji, mimo, że pochylona i wypięta czuła się wyjątkowo naga.  
- Rozluźnij się, Wasza Wysokość. - zamruczał i pocałował jej idealnie krągły pośladek. Silne dłonie podtrzymywały jej biodra. Zadrżała.  
W końcu poczuła jego usta i język na mokrej kobiecości. Zorientowała się, że mąż klęczy za nią i z oddaniem pieści ją od tyłu. Zarumieniła się tak mocno, że czerwone policzki zaczęły palić. Czuła drżenie własnych kolan.  
- Przestań - wyjęczała cicho.  
- Jesteś pewna? - spytał, odrywając się od cipki księżniczki.  
- Nie. - pokręciła głową i wyciągniętą dłonią popchnęła go w kierunku swojej wypiętej pupy.  
Wsunął posłusznie język między wargi sromowe i lizał ją dokładnie od przodu do tyłu. Poświecił chwilę temu magicznemu punktowi między obiema dziurkami, przy którym Aleksandra gwałtownie nabrała powietrza. Dłońmi rozszerzył jej nogi. Były napięte, dziewczyna stała lekko na palcach, by jeszcze bardziej ułatwić mu dostęp do wilgotnej szparki, do której chętnie wrócił. Wzdychała, pojękiwała, zabraniała mu przestawać, kazała lizać się głębiej. Jego penis napierał na spodnie tak mocno, że je rozpiął i pozwolił mu się uwolnić. Nie mógł doczekać się dnia, kiedy księżniczka zechce poczuć w sobie coś większego niż język i palce. Na samą myśl o tym dreszcz przebiegł mu po plecach. Chwycił coraz bliższą orgazmu kochankę za biodra i bardziej przyłożył się do pracy, na co ona odpowiedziała jeszcze mocniej. Zaryzykował więc, i chcąc sprawdzić jej dalsze reakcje, przesunął język wyżej, w stronę mniejszej dziurki.  
Księżniczka zesztywniała i westchnęła z wyraźnym zaskoczeniem.  
Chciała zaprotestować, ale nie mogła. Pozwoliła mężowi na dalsze pieszczoty miejsca, którego pieszczenia wcześniej nawet sobie nie wyobrażała. Zamiast słów, które mogły go powstrzymać, z jej ust wydostało się jedynie głośne i przeciągłe „och!”.  
Niedługo po tym wilgotny język na odbycie nie był już jedynym źródłem doznań. Jego palce wprawnie dobrały się do twardej łechtaczki.  
Nagła fala błogiej ekstazy pozbawiła ją na moment mowy i zdolności myślenia. Przymknęła oczy tylko na chwilę. Nie chciała stracić zbyt wiele z widoku zachodzącego słońca.  

                Kiedy jednak schowało się za imponującymi budynkami stolicy, dziewczyna odwróciła się tyłem do okna. Głowę nadal miała lekką, całowała męża jak w transie. Oderwała się tylko na chwilę, kiedy kazała mu się rozebrać do naga, po czym z radością przyjęła go w swoje ramiona. Korzystając z umiejętności zdobytych podczas porannych lekcji, wzięła do ręki twardego, wilgotnego od męskich soków kutasa i zaczęła powoli się nim bawić. Z figlarną miną użyła też trochę własnej śliny i przyspieszyła ruchy. Raz drażniła śliską główkę, raz gładziła całą długość, a raz jej drobna dłoń wędrowała na jądra. Przerwała w mało odpowiednim momencie, kiedy jej kochanek zaczął szybciej oddychać i z zadowoleniem pomrukiwać.  
- W takim momencie się nie przestaje. - upomniał ją, nieco egoistycznie. Powinien brać poprawkę na wytrzymałość jej szlachetnych nadgarstków.  
- Nie przestałam… Jestem ciekawa jego smaku... - szepnęła, policzki miała zaczerwienione.  
- Nie musisz... - odparł, lekko zakłopotany. Czy wypadało mu aż tak zbrukać księżniczkę? Spenetrować takie usta i gardełko?  
- Ale chcę. - wyprostowała się - Poza tym ty chyba całkiem lubisz zaspokajać mnie ustami.  
- Lubię. - przyznał i dotknął jej sutka przez materiał, który zaraz miał skończyć zalany jego nasieniem.
- W takim razie, czy mężczyźni nie lubią być pieszczeni ustami?  
- Lubią, nawet bardzo. Pytanie tylko, jak bardzo lubią to kochanki.  
- Chcę sprawdzić. Możesz potraktować to jako rozkaz. - rzuciła z pewną siebie miną i zeszła na kolana.
Uśmiechnął się, nie potrafił stłumić męskiego ego. Księżniczka, której nikt nie dawał rady do tej pory okiełznać właśnie klękała do jego miecza. Kropelki preejakulatu mogła potraktować jak hołd dla Jej Wysokości.
Zaczynała jak prawdziwa królewna. Na kolanach znalazła się z gracją, a pieszczoty zaczęła od subtelnych liźnięć trzonu. Językiem dotykała mocno zarysowanych żył, chwilę później zbadała lśniącą główkę. Odgarnął włosy z jej czoła i zaczął delikatnie głaskać ją po głowie. Wyglądała słodko i niewinnie, nawet wtedy, kiedy ucałowała czubek fiuta i wzięła go nieśmiało między wargi.  
- Dobrze, spróbuj chwilę possać - westchnął. Dziewczyna potwierdziła pomrukiem, który wywołał nagły skurcz w jego podbrzuszu. Zassała. Musiał mocno kontrolować, żeby nie poruszyć biodrami i nie wbić się zbyt głęboko w jej czerwone usteczka.  
W końcu wypuściła go z ciepłej buzi, wróciła do lizania. Przestała, spojrzała w górę pytająco. Dłońmi gładziła jego uda.  
- Co dalej?
- Weź go w usta. Trochę głębiej.  
Posłuchała, znów ssała. Dłonią gładziła pulsujący drąg. Zagłębiała go stopniowo w ustach, aż musiała gwałtownie nabrać powietrza. Jednak po chwili wróciła z nieskrywanym zapałem.  
- Zaraz skończę. - ostrzegł. Nie chciał jej zaskoczyć.  
Spojrzała mu w oczy z przyzwoleniem. Chciała, żeby zalał jej usta. Na przemian ssała i masowała językiem. Wycofywała się i wsuwała go głębiej. On ledwo hamował szarpnięcia bioder. Czuł znajome ciepło w lędźwiach. Wreszcie skończył w ustach żony.  
Nie była gotowa na taką ilość spermy, jak każda nowicjuszka. Część zdołała połknąć, lekko się krztusząc, część wylądowała na jej dekolcie i jedwabnej koszulce, część ubrudziła jej szlachetne oblicze. Z łezkami w kącikach oczu i perlistą cieczą na brodzie i policzku nadal wygladała królewsko. Podniósł swoją panią z kolan i pocałował, sadzając ją nagimi pośladkami na kamiennym parapecie. Był tak rozpalony, że niemal od razu byłby gotowy rozsunąć jej zgrabne uda i wbić się w mokrą cipkę. Podejrzewał, że byłby w stanie zostawić w niej równie duży ładunek co przed chwilą w jej ustach, co mogło niechybnie skończyć się potomkiem w jej brzuchu.  
Chciał tego, ale jednocześnie zauważył, że żona nie ma ochoty na więcej. Został przy pocałunkach.  
- Poradziłam sobie? - zapytała między splataniem i rozplataniem się ich języków.  
- Jakbyś była do tego stworzona - roześmiał się i czule pogłaskał ją po twarzy.  
- Podobało mi się, - przyznała cicho - ale nie wiem, czy to dobrze.  
- Pozwól w takim razie, że zatrzymamy ten sekret dla siebie, Wasza Wysokość. - zamruczał i znów wsunął język między jej rozchylone wargi. Ona wplotła palce w jego loki.  
Bał się, że zaraz się obudzi.

                Księżniczka przeprosiła go na moment i poszła do łazienki zmyć z siebie dowody ich zabawy. On bardzo usatysfakcjonowany opadł na poduszki. Wbrew temu, co lubił przed tym, jak został mężem następczyni tronu, polubił te małe kroki, które razem stawiali. Podobało mu się to, jak powolutku przełamują się wszystkie opory jego żony, uzależniał się powoli od jej smaku i miękkości ust. I czuł… nie, wiedział, był wprost pewny, że to tylko iskra, która zaraz rozpali płomień, że są tylko o krok od czegoś wielkiego, czego żadne z nich wcześniej nie doświadczyło. Utwierdził się w tym przekonaniu, kiedy Aleksandra wślizgnęła się do komnaty, a on mimowolnie uśmiechnął się, a jego tętno przyspieszyło. Ku jego zdziwieniu i pewnemu rozczarowaniu, nie była już ubrana ani w kusą piżamkę, ani w koronkowy szlafrok. Miała na sobie wełnianą bluzę, spodnie do jazdy konnej i praktycznie od drzwi zanurkowała pod łóżko po buty.  
- Czy mógłbym wiedzieć… - zaczął, patrząc na to, jak naciąga wełniane skarpety i skórzane buty na swoje delikatne stopy.  
- Musisz mi dać alibi na tę noc. - pochyliła się, żeby go pocałować. Jej prawa noga była jeszcze bosa.  
- Alibi?  
- Muszę szybko wyskoczyć do miasta. Wrócę przed świtem, obiecuję. - spojrzała na niego proszący wzrokiem.  
- Myślałem, że przestałaś…
- Oj, tylko jedno piwo, maksymalnie dwa.  
- Na co postawiłaś pieniądze? - uniósł brew. Wiedział, o co chodzi.  
- Na koguta, na którym zarobiłam już całkiem ładny plik banknotów.  
- Jesteś księżniczką, po co ci te pieniądze?  
- To nie chodzi o pieniądze, tylko o wygraną. - wzruszyła ramionami - I głupio mi pić w oberży za kasę podatników.  
- Lepiej ją od nich wygrać?  
- Czasami ja wygrywam, czasem oni. To uczciwsze niż monarchia.  
- Takie słowa? Z ust następczyni tronu?  
- Wiesz, że dużo się zmieni, kiedy już obejmę władzę? - kąciki jej ust nadal były uniesione, ale wzrok miała poważny.  
Orestes skinął głową. Podświadomie wiedział, że jego żona jest w stanie dokonać wielkich rzeczy. Czuł dumę i ani przez moment w nią nie wątpił, chociaż znał ją tak krótko.  
- Uważaj na siebie. - powiedział, patrząc, jak dziewczyna znika za oknem.  
- Będę, nie martw się. - posłała mu pocałunek i zeskoczyła niżej. Po chwili rozległ się stukot końskich kopyt. Aleksandra była w drodze do miasta.  

               Kolejną rzeczą, której doświadczał Orestes na zamku było to, że stresowało go jedzenie przy Królu i Królowej. Słabo pamiętał, do czego służył każdy z pięciu widelców i noży, chciał unikać gaf. W efekcie jadł dość niewiele i był głodny, co w końcu przerodziło się w szczeniacki plan podboju kuchni w nocy. Kiedy do niej dotarł, zauważył, że nie jest sam. Ukłonił się i poczuł, że nie będzie mu chyba dane nic zjeść. Harold IV stał z kieliszkiem wypełnionym winem w dłoni przy uchylonych drzwiach chłodni.  
- Zgłodniałeś, synu? - spytał z ciepłym uśmiechem.  
- Tak. Nie. Nie wiem. - odparł i poczuł, że musi wykonać taktyczny odwrót.  
- Przestań, wszyscy robimy się głodni w nocy. - władca wzruszył ramionami - Ja przyszedłem odgrzać sobie gulasz. Zjesz ze mną?  
- W zasadzie to chętnie. - przyznał.  
               Pół godziny później stali obok siebie przy kuchennym stole i pili wino, kończąc letni gulasz.  
- Moja córka śpi? - zagadnął Król.  
- Tak, od dłuższego czasu. - skłamał koncertowo Orestes. A tak sobie wyrzucał, że wykształcenie prawnicze było mu zbędne…
- Wyglądała dziś na szczęśliwą. - pokiwał głową starszy mężczyzna.  
- Postaram się zrobić wszystko… absolutnie wszystko, żeby taka pozostała. - odparł. Tym razem mówił szczerą prawdę.  

Wypił z królem jeszcze kieliszek wina i wracał do sypialni w bardzo dobrym humorze. Oczy zaczynały zamykać mu się same. Nagle dostrzegł przytłumione światło w bocznym korytarzu, wyglądało jakby dochodziło z pojedynczej lampy na naftę lub tłuszcz. Pałacowe echo niosło konspiracyjne szepty.  
- Sama była nieznośna. Teraz dopiero zrobi się niebezpieczna. - mówił jeden z głosów.  
- Spokojnie… - tu słowa stały się niezrozumiałe - …nie zdąży. A on wydaje się niegroźny.  
- Bo chodzi za nią jak pies? Nawet psy zaczynają w końcu szczekać.  
- Na razie pomartwimy się tym, żeby księżniczka za bardzo się nie rozszczekała.  
- Ma to wyglądać na wypadek.
Orestes momentalnie wytrzeźwiał. Serce miał w gardle. Przysunął się bliżej, żeby zobaczyć chociaż kawałek któregoś z konspiratorów.  
- Słyszę coś. - powiedział jeden z nich.  
- Na pewno?  
- Na pewno. Kroki.  
Na te słowa światło zgasło, postacie oddaliły się. On przywarł tylko do ściany. Zrozumiał, że jego żonie groziło niebezpieczeństwo. A on musiał rozpocząć w zamku prywatne śledztwo.

9 komentarzy

 
  • nefer

    Jeśli chodzi o erotykę, kolejny krok w kierunku poszerzania wachlarza doznań. Bardzo miły i ciepło opisany. Fabularnie spodobała mi sie wizja króla zakradającego sie nocą do kuchni. Spisek na życie Aleksandry - trochę stereotypowe zagranie, ale zobaczymy, jak to rozwiniesz.
    Pozdrawiam

  • Goscd

    Naprawdę ciekawie piszesz

  • TakiJeden

    Kolejny odcinek utwierdzający w przekonaniu, że każda "złośnica", czy to pochodząca z wysokich sfer, czy też z gminu, może zostać poskromiona. I nie musi to być Petruchio, jak u Szekspira, ale każdy facet, który ma chęć i umiejętność, aby jednym ze swoich "bacików" zmienić charakter kobiety.
    Wyłowiłem w tekście pewien smakowity kąsek mówiący o podatkowych przywilejach kleru. Czyżby to była delikatna aluzja do sytuacji w pewnym nadwiślańskim kraju?
    A suspens na zakończenie odcinka godny Agathy Christie, powodujący niecierpliwe oczekiwanie na ciąg dalszy.   :smile:

  • damapik

    @TakiJeden to tylko malutka aluzja ;) cieszę się, że czekasz na kolejną część!

  • agnes1709

    Jak miło zobaczyć coś, co nie kaleczy oczu (to się dzieje zwłaszcza w erotycznych). Poprawność językowa to ostatnio rzadkość. Pięknie napisane i łapka oczywiście ;) Pzdr. p.s. Nie przejmuj się powiadomieniem, że komentarz zniknął. Napisałam nie z tego konta :lol2: ;)

  • damapik

    @agnes1709 bardzo dziękuję! Również pozdrawiam!

  • Gaba

    No, no... z zabawy robi nam się poważny problem! Ale będzie dobrze, mam nadzieję...
    Pozdrawiam

  • Gazda

    Czyżby biskup? W sumie to u nich normalne jak idzie o kase :blee:

  • damapik

    @Gazda zobaczysz ;)

  • Milenka

    Zajebiste  :sex:

  • damapik

    @seksFantazjePL dziękuję! 😉

  • Wariat102

    Ależ zwrot akcji! Chyba moja ulubiona seria na tym portalu 👌

  • damapik

    @Wariat102 to bardzo miłe słowa, dziękuję!