Narzeczony dla Księżniczki - rozdział 10

Korzystając z tego, że Aleksandra jednak nie zmieniła swojego rozrywkowego podejścia do życia i wyruszyła do miasta pod osłoną nocy „tylko na karty”, Orestes wybrał się do królewskiej biblioteki, której wcześniej nie miał szansy porządnie przejrzeć, chociaż bardzo chciał. Postanowił wrócić do łóżka ze stosem książek i czytać, aż nie dosięgnie go sen. Aby dojść do osobnego budynku, należało zejść na dół, minąć kuchnię, a następnie przekroczyć imponujący dziedziniec z bogato zdobioną fontanną. Naciągnął na siebie lekki płaszcz i ruszył w drogę, przy okazji planując zdobycie czegoś do jedzenia pozostawionego na blacie. Czuł się przez to trochę jak ogromny szczur buszujący po posiadłości, ale skoro żona zostawiła go samego dla piwa i karcianej rozgrywki, uznał, że też coś mu się od życia należy.  
               Wydawało mu się, że plan spełzł na niczym, kiedy zauważył, że w kuchni świeci się światło, ale mimo wszystko postanowił do niej zajrzeć. Ku swojemu zaskoczeniu, zastał Brit, tę miłą kobietę od kawy, przy myciu blatów. Wtedy w jego głowie zrodził się pewien pomysł.  
- Wasza Wysokość! - wykrzyknęła - Co za niespodzianka!
- Tak między nami wystarczy po imieniu. - Uśmiechnął się porozumiewawczo. Służąca mocno się zarumieniła. Była od niego sporo niższa, o dobre dwadzieścia lat starsza i miała bardzo obfitą figurę. Przywodziła na myśl archetyp dobrej matki i gospodyni.  
- Ja nie wiem, czy tak wypada… Jest pan… jesteś wysoko urodzony…
- Niewiele wyżej od ciebie. Poza tym koncepcja wysoko i nisko urodzonych powinna dawno odejść w niepamięć. - odparł lekko - Przepraszam za to, co się wczoraj stało.  
- Absolutnie nie, masz po prostu złe doświadczenia z przeszłości. - Kobieta poklepała go dobrotliwie po plecach, bardzo matczynym gestem.  
- Brit, a skoro już o tym mówimy… Czy mógłbym zobaczyć tę kawę, którą wtedy dostała moja żona?
- Jasne, chyba trochę jej zostało. - Wytarła ręce o biały fartuch i podeszła do jednej z półek.  
Zdjęła z niej niewielki pakunek i podała Orestesowi. W środku znajdowała się jeszcze garść kawowych ziarenek, trochę innych w wyglądzie od tych tradycyjnych, sprowadzanych zza morza. Schował kilka do kieszeni, w swoim mniemaniu niepostrzeżenie.  
- Zabierz wszystkie. - Brit machnęła ręką. - Zostało za mało na cały dzbanek.  
- Wybacz.  
- W porządku, nie chcę w tej kuchni już niczego, co nie przyszło z oficjalnego transportu.  
- A skąd się wzięło, w takim razie?  
- To prezent od przyjaciela księcia małżonka Orma, hrabiego Arsena van Kasteela. Pamiątka z podróży handlowej.  
Orestes poczuł jak krew uderza mu w skronie. Nie chciał dać tego po sobie poznać, więc odparł tylko:
- To bardzo życzliwe z jego strony.  
- Prawda? - Rozpromieniła się Brit. - Może coś zjesz? Mąż księżniczki nie powinien być taki szczupły!  
- Z chęcią - przyznał i ucieszył się ze zmiany tematu. Mimo ściśniętego gardła, nadal był głodny.  
Brit z radością podała mu pajdę ciemnego, słodkawego chleba posmarowanego grubą warstwą masła, z położonym na wierzchu twardym, słonym serem.  
- Przypominasz mi trochę mojego synka. - zaczęła wesoło - Jest od ciebie troszkę młodszy, ale też taki wysoki, wesoły chłopak. I też się uczy! Gdyby nie praca tutaj i dobroć Króla Harolda, pewnie nie byłoby nas na to stać, ale rok temu poszedł na studia!  
- Gratuluję. Jakie?  
- Ekonomiczne! - w jej głosie słychać było dumę.  
- Tym bardziej gratuluję.  
- Jestem z niego taka dumna! Ale kiedyś był inny, taki rozbrykany. A teraz w głowie mu tylko książki i egzaminy. Każda wolna chwila w bibliotece.  
- Sam właśnie szedłem do biblioteki.  
- No zupełnie jak mój Nino. Ja nawet nie umiem czytać. - Roześmiała się. - Ale jestem już stara, pochodzę z biednej, wiejskiej rodziny. I do tego byłam dziewczynką, co takiej po czytaniu…
- Każdy powinien mieć do tego prawo.
- No nie wiem, nie wiem. Nie każdy tak twierdzi. Mówi się, co chce przeforsować twoja żona, ta nasza kochana, zadziorna księżniczka, i każdy, kto pochodzi z takiego otoczenia jak ja się z nią zgodzi, ale… Ale na dworze mówią nieprzychylne rzeczy.  
- Kto mówi?  
- Oj sporo, sporo ludzi…
- Kto na przykład, Brit? - ton miał gładki i łagodny, ale kobieta przez chwilę się wahała.  
- No biskup, chociażby… Nawet bratanek królowej!  
- Coś podobnego. - Orestes udał zdziwienie, tymczasem lista pewnych sprawców układała się w jego głowie.  

                W bibliotece zamiast szukać pozycji ze swojej ulubionej przygodowej lub podróżniczej sekcji, wolał skupić się na atlasach botanicznych. Niestety w głównym gmachu znalazł tylko cztery, i były to bardziej ozdobne albumy z egzotycznymi kwiatami i roślinami uprawnymi. A jeśli to, co podano Aleksandrze jako kawę mogło ją skrzywdzić, wolałby dostać w swoje ręce coś medycznego lub toksykologicznego. Domyślał się, że mógł coś takiego znaleźć w gabinecie lekarza, ale najpierw musiałby się do niego włamać, czego postanowił nie robić. Jedno dziwne zachowanie na kilka tygodni to był dopuszczalny limit. I właśnie wykorzystał go wczoraj. Miał jednak znajomego, który mógł pomóc bez konieczności wybijania szyby w którymkolwiek dworskim pomieszczeniu. Był tylko jeden problem. Znajomy ten mieszkał w jego starym mieście.  
                Obmyślił więc plan, który przedstawił żonie nad ranem, kiedy tylko pojawiła się w oknie.  
- Jakich spraw nie poukładałeś? Czy nie miałeś zamknąć wszystkiego przed ślubem?  
- Nie oddałem zapasowych kluczy do pokoju prawniczego w sądzie. - skłamał. Przysiągł sobie, że to ostatni raz.  
- Kiedy musisz jechać? - Skrzyżowała ręce na piersi.  
- Jak najszybciej.  
- Ale pamiętasz o oficjalnej podróży do mojej siostry?  
Zaklął w duchu. Zapomniał. Chwilę po ślubie zapowiedziano ich oficjalną wizytę u jednej z księżniczek, która z powodu wysokiej ciąży nie mogła pojawić się na uroczystości.  
- Dobrze. - odparł z pozornym spokojem - Pojadę po powrocie.  
- A czy mogłabym pojechać z tobą? Proszę… - To mogło wiele skomplikować. Ale przynajmniej byłby spokojniejszy zabierając ją ze sobą niż zostawiając w naszpikowanym wrogami zamku.  
- Jak zamierzasz się ukryć przed ludźmi?  
- W cywilnym ubraniu nikt mnie nie pozna! Chcę po prostu zobaczyć, jak żyłeś zanim zostałeś moim mężem. Proszę, będę się dobrze zachowywać! - obiecywała, jak dziecko, które bardzo chce dostać psa.  
- Ale żadnego wymykania się po nocy na chlanie. Ani na karty. To może być niebezpieczne.  
- Obiecuję! - Aleksandra przytuliła się mocno. - Będę bardzo grzeczną żoną.  
- Muszę zapisać datę, kiedy coś takiego od ciebie usłyszałem, bo mogę tego więcej nie doświadczyć.  
- Bardzo dobry pomysł. - odgryzła się - To zabierzesz mnie do tego miasta, czy nie?  
- A co powiemy na dworze?  
- Że jedziemy z oficjalną wizytą do twoich rodziców. Co z resztą moglibyśmy zrobić!  
- Nie, proszę, tylko nie to. - Orestes zrobił zaskakująco cierpiętniczą minę. - Zabiorę cię gdzie chcesz, ale nie do mojego ojca. On wszędzie to roztrąbi, dostanie kociokwiku na twój widok i zaciągnie kolejny kredyt, żeby móc się postawić.  
- Dwór spłacił jego długi. Może zaciągać kolejne. - Aleksandra roześmiała się nieco władczo. - Poza tym możemy wpaść z zaskoczenia.  
- Nie, to wykluczone. Nie jedziemy z żadną wizytą do mojej rodziny. Przynajmniej nie teraz.  
- Ale zawsze możemy powiedzieć, że to zrobimy?  
- Możemy. To prawda. Ale czy oficjalne wizyty nie łączą się z wysłaniem całej delegacji?  
- Z reguły tak, ale jeśli poprosimy o możliwość cichego wyjazdu ze względu na twoją rodzinę, która nie chce rozgłosu, to ojciec powinien na to przystać.  
- Mam taką nadzieję. Trzeba będzie z nim o tym porozmawiać. Mogę to zrobić.  
- Czyli zabierzesz mnie do miasta? - Klęczała na łóżku i opierała się na rękach z wyrazem dziecięcej ekscytacji na twarzy. Była jeszcze lekko zarumieniona od wiatru.  
- Zabiorę… - Westchnął w końcu, niby ciężko.  
- Wiedziałam, że się zgodzisz! - Zeskoczyła z łóżka i odtańczyła krótki, chaotyczny taniec zwycięstwa, po czym zaczęła zbierać się do kąpieli.  
- Ale będziemy spać w moim starym mieszkaniu. Tam nie ma takich wygód. I będziesz skazana na moje gotowanie.  
- To jeszcze lepiej! - krzyknęła, zatrzaskując za sobą ciężkie drzwi.  
Odprowadził ją wzrokiem i doszedł do wniosku, że ma bardzo upartą, ale też bardzo uroczą małżonkę.  

               Gdy brała kąpiel, nie mogła pozbierać myśli, tak mocno była podekscytowana perspektywą wyjazdu do obcego miasta, i to na dodatek bez opieki ze strony dworu. Czuła jednak, że jedzie tam z najlepszą opieką, z mężem, który jak nikt przejmował się jej bezpieczeństwem. Może nawet za bardzo, przez co wychodziły z tego głupie sytuacje, takie, jak ta wczorajsza, ale uznała, że lepiej przesadzać w tę stronę niż w drugą. Cieszyła się, że Orestes tak o nią dba, pod każdym względem. Kątem oka spojrzała na koszulkę nocną, którą przygotowała sobie na ten wieczór, jasnokremową, dość długą, z odcięciem pod biustem i z materiału tak cienkiego, że widać było spod niego wszystko. Ale takim przyjemnościom zamierzała oddać się dopiero za chwilę. Teraz w głowie miała obce miasto.  
                Całe życie spędziła w stolicy, gdzie niczego jej nie brakowało. Odbyła kilka oficjalnych podróży do innych zakątków kraju razem z rodzicami, przecież nic nie robi lepszego wrażenia niż władca z modelową rodziną. Szczególnie, że ona i jej siostry wyglądały w dzieciństwie jak urocze aniołki, topiące serca poddanych i przedstawicieli lokalnych samorządów. Kiedy jedna z młodszych sióstr przeprowadziła się do sąsiedniego kraju, również była tam, i na weselu, i jako członkini delegacji. Za chwilę miała tam się pojawić kolejny raz, aby zrekompensować siostrze nieobecność na swoim weselu, przywitać nowego siostrzeńca i przedstawić nowo poślubionego małżonka. Jednak te wszystkie oficjalne wyjazdy nie mogły się równać z tym, co mogło wydarzyć się na ich wspólnej, prywatnej wycieczce. Wręcz czuła już smak tej przygody. Pierwszy raz obejrzy obce miejsca jak zwykła mieszczanka, po długim spacerze rozbolą ją stopy, wieczorem zaśnie u boku męża, a rano zje śniadanie jego roboty. Z łazienki wyszła pogwizdując pod nosem.  
- Chciałabym już być tam, bez strażników, bez delegacji, tylko z tobą. - zamruczała, wślizgując się zgrabnie pod kołdrę. Zadbała jednak o to, żeby dokładnie przyjrzał się temu, co na siebie ubrała, po czym wtuliła się pod pościelą w jego ciepłe ciało.  
- Trzeba będzie porozmawiać z twoim ojcem.
- Powinien się zgodzić. Małżeństwo z tobą przecież mnie uspokoiło. - powiedziała i zaśmiała się krótko.  
- Skoro jesteśmy w temacie, jak dzisiaj szła karta? - W słabym świetle zobaczyła, że lekko ironicznie uniósł brew.  
- Średnio. Raz na wozie, raz pod, wyszłam prawie na zero. - odparła, marszcząc przy tym brwi.  
Poczuła, jak mąż przytula ją mocniej do siebie, jakby z zamiarem ponownego zaśnięcia. Na to nie mogła pozwolić.  
               Podniosła się i już kilka chwil później siedziała na nim, z udami przytulonymi do bioder kochanka.  
- Uważasz, że ubieram się tak, żeby posłuchać twojego sarkazmu i pójść spać? - Wyraz twarzy miała bardzo zdecydowany.  
- Założyłem, że możesz być zmęczona. Nie spałaś całą noc.  
- Noc jeszcze się nie skończyła, zdążę odpocząć.  
Pocałowała go, kiedy tylko oparł się na łokciach.  
- Lubię, kiedy się tak niecierpliwisz.  
- Ja za to bardzo tego nie lubię. Nie powinieneś kazać mi czekać.  
- Już dłużej nie zamierzam. - Wsunął ręce pod delikatny materiał z zamiarem zdjęcia koszulki. - Szkoda mi ją z ciebie ściągać.
- To ją zostawmy. Chociaż mam ochotę się dziś pobrudzić… - szepnęła, pochylając się po kolejny pocałunek.  
Słysząc to, bez zbędnych komentarzy, wrócił do zdejmowania z żony cieniutkiego jedwabiu. Gdy trochę mu z tym pomogła, ubranie wylądowało na ziemi, a ich języki błyskawicznie się ze sobą splotły. Usiadł, żeby łatwiej mógł dosięgać rozkosznie czerwonych warg, dłońmi przytrzymał wąską talię. Poczuł delikatne, kobiece paluszki wplatające się w jego loki.  
- Nie mogłam się tego doczekać.  
- Mogłabyś w takim razie wracać wcześniej. Starczyłoby nam czasu i siły na drugą rundę.  
- Bardzo chciałam się odegrać. - Wydęła usteczka, robiąc bardzo słodką minę.  
- I odegrałaś się?  
- Nie do końca.  
- A ze mną bawiłabyś się dobrze od początku do końca. - mówiąc to, pociągnął jej biodra w dół, aby mogła poczuć twardość, która już na nią czekała.  
- Ale bez ryzyka. - droczyła się, raz po raz łącząc ich usta.  
- To kwestia dyskusyjna.  
Księżniczka w odpowiedzi pokręciła tylko głową i zakołysała się lekko, ocierając się cipką o coraz sztywniejszego penisa. Czuła się coraz bardziej zirytowana materiałem, który ich dzielił. Obiecała sobie, że następnym razem zrezygnuje z majtek, jak kuszące i doskonale skrojone by nie były.  
- A ty od jutra śpisz nago. - dokończyła na głos prowadzony w głowie monolog.  
- Jak tylko chcesz. - Uśmiechnął się, jakby usatysfakcjonowany jej zdecydowanym żądaniem. - Masz jeszcze jakieś życzenia?  
- Rozbierz się i po prostu we mnie wejdź. - powiedziała, po czym westchnęła, z wyraźną potrzebą.  
                 Po lekko chaotycznej szamotaninie, która w opinii obydwojga trwała zdecydowanie za długo, wrócili do tej samej pozycji, tak bliskiej, że ciężko było sobie wyobrazić większą bliskość. W końcu nie dzieliło ich nic. Opuściła się niżej, wsuwając w siebie twardego penisa, który już przyjemnie pulsował i wilgotniał pod jej dotykiem. Kiedy wreszcie poczuła go w sobie, jęknęła z ulgą, przymknęła powieki z nagłej fali rozkoszy. Poruszała się nadal ostrożnie, ale z dnia na dzień i z nocy na noc coraz pewniej, pozwalała mu docierać coraz głębiej.  
               W końcu ciepło rozlewające się w okolicy łona i cudowne dreszcze zaczynały dawać o sobie znać. Z jednej strony pragnęła tego uczucia, które wprost zniewalało i odbierało jasność myślenia, z drugiej chciała to odwlec. Miała ochotę na więcej, ale w końcu się poddała. Odchyliła się do tyłu, jej oczy nadal były zamknięte, czuła delikatne, ciepłe pocałunki u podstawy szyi, dokładnie między obojczykami. Nie zeszła. Chciała czuć go w swoim wnętrzu cały ten czas.  
- Nadal zamierzasz dać się pobrudzić? - Ciepły, niski głos poruszał jej najczulsze struny.
- Nie zmieniłam zdania. - zamruczała kusząco, pocierając nosem o szorstki policzek, powoli uspokajając oddech.  
- Gdzie?  
- Tu. - szepnęła, pokazując palcem na dekolt i nagi biust.  
„I tu” - przesuwała dłoń coraz niżej, wskazując na przestrzeń między małymi piersiami, gdzie często lądowały jego pocałunki. „I jeszcze tu” - zatrzymała się na wysokości brzucha.  
                Gdy już spełnił jej życzenie i ułożył się obok, nadal nie mogąc oderwać od niej wzroku, patrzyła na niego lekko przymglonym spojrzeniem. Zebrała palcem strużkę spermy z dekoltu i wsunęła go do ust, zlizując dokładnie. Po tym podniosła się i spojrzała na swoje zgrabne ciało. Uśmiechnęła się zaczepnie.
- Jest mi prawie tak samo ładnie jak w naszyjniku z pereł, nie uważasz? - W oczach miała psotne iskierki.  
- Chyba obudziłem w tobie jakiegoś demona. - Kącik jego ust lekko się uniósł. Ucieszyła się na widok uwielbienia w jego oczach.  
- Coś w tym jest… Nie mów biskupowi. - Przeciągnęła się z wyraźnym zadowoleniem. - Ale spokojnie, budzi się wyłącznie przy tobie.  
- Podoba mi się to.  
- A wiesz co mi się podoba?  
Zachęcił ją lekkim pomrukiem, czekając na kolejne podbarwione erotyką wyznanie.  
- Sama myśl o tym, że niedługo zobaczę twoje miasto.

damapik

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka i przygodowe, użyła 2957 słów i 16133 znaków, zaktualizowała 13 lip o 8:18. Tagi: #żona #mąż #ślub #księżniczka #miłość #erotyka

7 komentarzy

 
  • Ania69

    Piękne :)

  • KrisSWD

    Pisz dalej. Koniecznie. Najlepsze opowiadanie na tym portalu. Gratuluję umiejętności!

  • Robert72

    Świetne! :yahoo:  :zakochany:

  • TakiJeden

    Wyobraźnia i pomysły Autorki + umiejętność przekazania tego w słowie pisanym daje tak spektakularny efekt w postaci jednego z najlepszych opowiadań na tym forum.

  • damapik

    @TakiJeden jak zwykle przychylnie! ☺️ Dziękuję!

  • Duygu

    Uwielbiam! ♥️  

    PS: Mam drobną uwagę, bo przez chwilę sama zastanawiałam się, o co chodzi w tym zdaniu:  

    "- Coś w tym jest… Nie mów biskupowi. - Przeciągnęła się z wyraźnym zadowoleniem. - Ale spokojnie, budzi się wyłącznie przy tobie." – ostatnie zdanie nawiązuje raczej do wspomnianego wcześniej demona, aniżeli do biskupa, choć, w mojej opinii, nie jest to aż tak klarowne. Ze zdania wywnioskowałam, że to biskup się budzi. To taka moja sugestia, spostrzeżenie.

    Czekam na ciąg dalszy  <3

  • damapik

    @Duygu dzięki za spostrzegawczość, postaram się unikać w przyszłości takich niedomówień! 😉

  • AlexAthame

    Bardzo miło się czyta. Pozostawiasz dużo do myślenia, kto może być głównym wrogiem księżniczki. Widać , że sporo ludzi na zamku nie za bardzo przepada za córką króla. Na deser zostawilaś trochę erotyzmu. :smile:

  • damapik

    @AlexAthame bardzo się cieszę, że dobrze się czyta!

  • AlexAthame

    @damapik Dzięki za odpowiedź, a głównie są fajne opowiadanko. :)

  • Gaba

    Jak to się dobrze czyta....

    *nie chcę w tej już kuchni niczego* - jakaś niezgodność tu się zrobiła albo ja nie rozumiem (?)

  • damapik

    @Gaba dziękuję za czujność! Poprawione ☺️

  • Gaba

    @damapik dziękuję 🤓