Narzeczony dla Księżniczki - rozdział 12

Ostatni dzień przed wyjazdem musiał być dniem zebrania się Rady, żeby omówić najistotniejsze szczegóły umowy handlowej, którą Aleksandra miała podpisać w imieniu Korony. Finnley Jakobsen obudził się w doskonałym nastroju, u boku Almy. Prostytutka od rana rzuciła mu uwodzicielskie spojrzenie.  
- To jak, jeszcze raz? - Zatrzepotała farbowanymi rzęsami.  
- Nasz czas się kończy. - odparł, z resztą zgodnie z prawdą, patrząc raz na zegar stojący pod ścianą, raz na swój zegarek kieszonkowy, który odpięty od kamizelki leżał na stoliku obok łoża.  
- Nic nie powiem Madamme Bradbury. To będzie nasz mały sekret. - szepnęła i pocałowała go w usta, a Finnley zastanawiał się, ilu klientów poza nim doświadcza takich przyjemności. - Poza tym po zajętej nocy mam zwykle wolne poranki…
- Skoro tak… - Mężczyzna uśmiechnął się blado. Dziewczyna bardzo to doceniła. Czym jak czym, ale usmiechami gospodarował oszczędnie.  
W przerwie między kolejnymi pocałunkami Alma oblizała prowokacyjnie usta, zbyt wulgarnie, jak na gusta Jakobsena, ale jednocześnie sztuczka ta wydała mu się niezwykle przesycona erotyzmem. Błądził dłońmi po doskonale krągłym ciele, tu i ówdzie delikatnie ściskając. W końcu gdy się położyła, rozłożył szeroko jej nogi, po czym chwytając za kostki, uniósł je do góry, aż stopy niemal dotknęły wezgłowia łoża. Uwielbiał tę giętkość. Alma po chwili sama zastąpiła jego dłonie swoimi, trwając w zarządzonej przez niego pozycji, z wyeksponowaną cipką, gotową do kolejnej rundy rżnięcia. Jego penis znów stał, równie gotowy. Nie czekał, nie musiał być delikatny. Wszedł cały, do końca, pieprząc ją nie gubił tempa. Jądra uderzały o miękkie pośladki z klaśnięciem, które doskonale komponowało się z krzykami, piskami i jękami prostytutki. W dużej mierze zapewne odegranymi, aby klienci czuli się przy niej lepiej, ale starał się o tym nie myśleć. Rozkoszował się widokiem dużych piersi podskakujących w rytmie pchnięć i uczuciem otulającej kutasa ciepłej wilgoci. Alma należała do tych kobiet, które łatwo i szybko robią się mokre. Bardzo, wręcz nieprzyzwoicie mokre. Poczuł jej skurcze. Puściła swoje uniesione do góry kostki, nogami oplotła jego biodra, dociskając mocno. Ramiona zarzuciła mu na szyję. Drżała. Szczytowanie wyglądało realnie, a gdy popiskując pocałowała go w usta, z chęcią oddał pieszczotę. Sam był bliski orgazmu, przyspieszył ruchy. Kiedy przymknął oczy i wyobraził sobie inną kobietę, której imię również zaczynało się na literę „A”, poczuł przyjemne ciepło w lędźwiach. Doszedł w rozpustnym wnętrzu Almy, już nie tak obficie jak wcześniej, ale nadal go to satysfakcjonowało. Bardzo doceniał to, że wszystkie kurwy Madame Bradbury były sterylne. Ze wzgardą patrzył na tych, którzy bezmyślnie zapełniali kraj bękartami, zamiast po prostu wybrać odpowiedni burdel. Położył się na moment obok, aby wyrównać oddech. Dziewczyna przytuliła się do niego, choć nie do końca tego chciał.  
- Dobrze mi z tobą. - zamruczała.  
- Mi z tobą też. - nie do końca skłamał, po prostu odpowiedział dość automatycznie. Nigdy się nad tym nie zastanawiał.  
- Tylko wiesz co? Mógłbyś czasem okazywać więcej uczuć…
- Sugeruję, żebyśmy porozmawiali o tym następnym razem, chociaż bardzo bym chciał. W tej chwili spieszę się na spotkanie Rady.  
Poderwał się z łoża. Nie zwrócił uwagi na smutne spojrzenie Almy, a nawet gdyby, pewnie niespecjalnie by go ono obeszło. Ona patrzyła, jak jej ulubiony klient pospiesznie się ubiera. Naprawdę chciała zostać dla niego kimś więcej. Chyba nie miała na to, niestety, szans. Najważniejszą kochanką Finnleya Jakobsena była w końcu polityka.  

               Orestes poczuł ciężar ciała Aleksandry w swoich ramionach i pierwsze promienie słońca na półprzymkniętych powiekach. Miał wrażenie, że żona też się obudziła, mimo, że nie widział jej twarzy, bo była odwrócona do niego plecami. Pocałował ją czule w czubek głowy, żeby sprawdzić, czy na pewno nie śpi. Zatopił się na moment w gęstych, brązowych włosach. Czuł się upojony ich zapachem.  
- Dzień dobry. - powiedziała zaspanym głosem, przeciągnęła się i wtuliła mocniej.  
- Dzień dobry. - Przyciągnął ją, kładąc dłoń w okolicy mostka, jakby conajmniej istniała możliwość, żeby znaleźli się jeszcze bliżej siebie. Ucałował zgrabną szyję.  
- Jestem umówiona na trening przed śniadaniem. - Uwolniła się z ciepłych objęć. Właściwie gdyby nie to, że obiecała Willowi obecność, zostałaby w pościeli i oddała się przyjemnościom.
- Nie zmęczyłem cię wczoraj wystarczająco?  
- Zmęczyłeś, nawet bardzo. - Podniosła się z subtelnym, lekko zawadiackim uśmiechem. - Ale ty nie szkolisz mnie w walce. Powiedziałabym, że raczej przeciwnie.  
Jeszcze przez chwilę miał okazję podziwiać jej wdzięki w pełnej krasie, zanim zasłoniła się szlafrokiem. Smukła talia gładko przechodziła w raczej szerokie biodra, a zwieńczeniem widoku były jędrne pośladki, na jednym z nich dopiero niedawno wypatrzył niewielkie, za to niezwykle urocze znamię.  
- Co tak patrzysz? - zagadnęła, związując włosy płynnym ruchem.  
- Podziwiam.  
- To korzystaj, następnym razem w negliżu zobaczysz mnie dopiero wieczorem. - Mrugnęła jednym okiem zaczepnie i skierowała się w kierunku garderoby.  
Zrozumiał sugestię, skorzystał. Księżniczka jakby tylko na to czekała. Nie szczędziła mu głośnych jęków rozkoszy, kiedy jego język pieścił rozgrzaną, wilgotną już, lub jeszcze po wczorajszej nocy, chętną cipkę. Opierała się o chłodną ścianę, delikatną stópkę wsparła na barku męża, co dawało mu dostęp do jej kwiatu, który zaczynał ociekać słodkim nektarem. Wiedziała, że minuty nieubłaganie biegną, ale powtórzyła sobie, że nic tak dobrze nie zrobi jej przed wysiłkiem jak przyspieszenie tętna.  

               Trening minął jej szybko. Lubiła ten czas spędzony w wyłożonej materacami sali. Mogła być znów zamknięta w swoim świecie. Nie myślała wtedy o niczym innym, gładko kontrowała ataki Willa i wyprowadzała własne. Cios, kontra, cios, kontra, zamach, kopnięcie, blokada przedramieniem, riposta w postaci kolejnego ciosu. W głowie miała tylko to, żadnej polityki, spotkań Rady, potyczek rodzinnych, wewnętrznych rozważań o tym, czy to już zakochanie, czy tylko fascynacja. Zapominała nawet o głodzie, co dopiero o jakichś wyższych przemyśleniach. O śniadaniu przypomniała sobie dopiero, gdy na schodach treningowej komnaty zobaczyła wysoką, szczupłą sylwetkę swojego małżonka. Jak zwykle swobodnie opierał się o ramę drzwi, jedną rękę trzymał w kieszeni, w drugiej natomiast miał filiżankę, którą odstawił na marmurowe schody. Zapewne ze świeżo zaparzoną przez służące kawą. Uśmiechał się delikatnie, zapatrzony w nią, czego świadomość przyniosła przyjemne łaskotanie w brzuchu. Will tym razem darował jej niespodziewany cios, kiedy zapatrzyła się w kierunku męża, zamiast tego pomachał wesoło.
- Wasza Wysokość może dołączy?  
Orestes podniósł ręce w obronnym geście.  
- Nie mogę, rozłoży mnie na łopatki.  
- Proszą na śniadanie? - ciągnął stary dowódca. Mężczyźni podali sobie ręce, kiedy Aleksandra przytuliła się do męża.  
- Prawie. Trochę wam zeszło, ale macie jeszcze kilka minut na kąpiel. - powiedział i ucałował żonę w zroszone potem czoło. W plecionej z pasków skóry zbroi wyglądała kobieco i zadziornie zarazem. Chyba właśnie to połączenie uznawał w niej za najsłodsze.  
                Na śniadaniu pojawiła się już ubrana w suknię w kolorze ciemnej zieleni, pozornie skromną, jednak jej prawdziwą królewskość zdradzały detale - haftowane złotą nicią maleńkie dzieła sztuki wokół rękawów i dekoltu przedstawiające sceny z polowań. Dwie trafione kilkoma strzałami łanie podkreślały dekolt, a w miejsce kropli krwi wyciekających z ran wszyto drobne rubiny. Z gęstymi włosami zebranymi w kok z wpiętym w niego grzebieniem, księżniczka wyglądała onieśmielająco.  
- To już strój na spotkanie Rady? - spytał Orestes dyskretnie, gdy usiadła obok niego i postawiła przed sobą porcelanowy talerzyk ze złoceniem.  
- Tak. - przyznała, rumieniąc się lekko i zakładając niesforny kosmyk za ucho. - Nie przesadziłam?  
- Jako twój mąż powiem ci, że wyglądasz pięknie. - Rumieniec stał się nieco ciemniejszy. - Jako twój sojusznik uważam, że wyglądasz na silną, zdecydowaną i pewną swego.  
- Dziękuję. - szepnęła - Taki był cel.  
- Został bezbłędnie osiągnięty.  
Aleksandra musnęła ustami jego policzek, zdecydowanie gładszy niż bywał wieczorami. Był to krótki gest, bardzo ukradkowy, niemal konspiracyjny. Wszystkie fotele byli zajęte przez dworzan, ten drobny pocałunek mógł zostać przechwycony przez ciekawskie i nieprzychylne spojrzenie, jednak oni czuli się, jakby w tamtej chwili byli sami.  
               Moment czułości naruszyła służba ustawiająca na stole wazy z pachnącą cynamonem i kardamonem owsianką. Nieprzypadkowo dobrano taki zestaw przypraw, miał on przypominać o mającej dojść do skutku umowie, która dotyczyła właśnie cynamonu, kardamonu i kilku innych dodatków do potraw. Jedna z kobiet w skromnej, brązowej sukni i z lnianym czepkiem na głowie położyła na talerzyku Aleksandry niedużą kopertę z charakterystyczną pieczęcią z wężem połykającym swój własny ogon. Księżniczka uśmiechnęła się pod nosem, podziękowała porozumiewawczo i schowała list gdzieś w połach sukni. Pogłoski słusznie głosiły, że następczyni tronu kazała powszywać kieszenie do wszystkich kreacji - nawet tych najdroższych i najelegantszych.
- Od kogo? - spytał Orestes, znów dyskretnie. Jego głos zgubił się pomiędzy dyskutującymi żywo uczestnikami śniadania, śmiechem dam Królowej Sybilli, rechotem Willa i żartobliwymi uwagami króla.  
- Od mojej siostry. - szepnęła. Nie tłumaczyła niczego więcej. Sięgnęła po rumieniącego się na samym środku stołu rogalika.  

               Po opuszczeniu jadalni Aleksandra pospiesznie złamała pieczęć z wężem. Na kartce zobaczyła znajomą kursywę z szeregiem ozdobników. Amelia zawsze miała doskonałe pismo. „Kochana siostro!” - zaczynał się tekst - „Cieszę się z powodu Twojej rychłej wizyty, z niecierpliwością wypatruję Ciebie i Twojego małżonka. Wybacz, że tak długo się nie odzywałam, nieodżałowana jest dla mnie również moja nieobecność na Twoim ślubie. Liczę na to, że nasz wspólnie spędzony czas i poznanie nowej siostrzenicy po wielokroć Ci ją wynagrodzą.  
Mam nadzieję, że moja wiadomość zastała Cię w doskonałym nastroju, gotową do drogi i jeszcze przed spotkaniem rady. Niespodzianka, która na Ciebie czeka w związku z nim powinna bardzo Cię ucieszyć. Przygotowując ją, miałam w myślach naszą korespondencję.  
Nie mogę doczekać się naszego spotkania.  
Wyrazy wszelkich serdeczności, Amelia.”
               Aleksandra nie do końca rozumiała treść listu i zastanawiała się nad nią aż do momentu, kiedy ojciec otworzył specjalne zebranie Rady i polecił Karimowi Hadadowi, obcokrajowcowi będącemu doradcą w sprawach handlu, odczytanie najnowszej umowy.  
- Królestwo Taniyn dodało do umowy jeszcze jeden warunek. Zgadzają się na skup przypraw po korzystnej dla nas cenie, jednak pojawiła się klauzula, w której życzą sobie, żeby 15% z narzuconej przez nasze Królestwo marży zasiliło nasz sektor edukacyjny. W załączonej wiadomości Król Dragan III zaznacza, że oni zobowiązują się do tego samego w kwestii marży na sprowadzane od nas drewno, również na te najcenniejsze gatunki.  
- W jakim celu? - zapytał hrabia Mario de Sano, główny zarządca skarbca.  
- I jakim prawem? - Nie krył oburzenia książę małżonek Orm de Ligne - Jakim prawem obce królestwa dyktują nam, w którym kierunku mamy przesuwać nasze zyski?  
- Król Dragan nazywa to wspólnym dążeniem do równouprawnienia i wyrównania szans. Działaniem, które dobrze jest podjąć razem, jako sojusznicze kraje. - odpowiedział Hadad, składając przed sobą papiery zawierające treść umowy. Wszystkie oczy skierowane były na niego.  
Dzięki temu uwagi nie przykuwał szeroki uśmiech na twarzy księżniczki Aleksandry, która w tamtym momencie odnosiła mały triumf. Amelia sprawiła jej fantastyczną niespodziankę, znacznie lepszą niż skrzynia pełna egzotycznych owoców, którą od czasu do czasu otrzymywała w ramach siostrzanego podarunku.  
- Ale nie czuję się kompetentny, aby mówić o prawie. - zakończył obcokrajowiec i spojrzał pytająco w kierunku Orestesa. Siedząca obok księżniczka zmitygowała się i nieznacznie przygasiła swoją pełną radości minę.  
Jej mąż w tym czasie przełknął ślinę nerwowo. Bardzo nie lubił skupiać na sobie spojrzeń dworzan. Żałował, że jedną z rzeczy, której uczono go na studiach nie było znikanie.  
- No? - ponaglił Orm de Ligne - Jest coś, co zakazuje panoszenia się obcych królestw w naszym państwie?  
- W tym przypadku uważam, że nie. - odparł Orestes. W rzeczywistości podejrzewał, że coś mogłoby się znaleźć, jednak nie miał najdrobniejszego interesu w tym, aby do takiej umowy nie dopuścić. Właściwie to jego żona nie miała w tym interesu, a on doszedł do wniosku, że priorytety Aleksandry są jego priorytetami. Różnice zdań mogli wyjaśniać sobie za drzwiami wspólnych komnat, a nie na forum. Musiał trzymać z nią wspólny front, zawsze. Z resztą, umowa ta w całości była uczciwa.  
- Jak to nie? - naciskał Mario de Sano.  
- Tak, że po pierwsze, umowy handlowe między państwami zawierane są jak umowy pomiędzy przedsiębiorstwami. Który z szanownych panów posiada przedsiębiorstwo?  
Odezwało się kilka pomruków. Orestes nie przerywał:  
- A czy przy podpisywaniu umów zdarzyło się, że zawarliście w nim klauzulę o sposobie gospodarowania towarem, o transporcie, o tym, gdzie produkt może być sprzedawany i komu…? Kto z panów nigdy nie nałożył na jakiś rynek swojej małej, prywatnej sankcji? Wystarczy przyjrzeć się rynkowi dóbr luksusowych. Jeśli pamiętam cokolwiek z prawa handlowego, jest to historia o tym, jak pewien handlarz skór i wyrobów skórzanych zastrzegł sobie, że jego produkty trafiały tylko do kobiet o określonym statusie. Reguła była uciążliwa, ale produkty stały się tak pożądane, że nikt się jej nie sprzeciwiał, może z wyjątkiem grupy urażonych klientek. A zaczęło się od całkowicie zgodnego z prawem kaprysu. Piętnaście procent marży pchnięte w taki, czy inny sektor… Jaka to dla was różnica, panowie? A kto przy śniadaniu spróbował taniyńskiego cynamonu i słusznie uznał, że jest on lepszy niż ten, który przypływa do nas ze wschodu? Chyba zgodzicie się ze mną…
- A po drugie?  
- A po drugie, jesteśmy związani z Taniyn układem personalnym. Księżniczka Amelia IV jest żoną jednego z synów najwyższego doradcy Króla Dragana, jednocześnie jej mąż zasiada w Najwyższej Izbie Rady. To zawiły, ale bliski związek, wbrew pozorom jest żoną jednej z najważniejszych osób w państwie. Powinniśmy przyjąć ten układ. Jest korzystny, nikomu nie szkodzi, jest obustronny.  
- Też uważam, że powinniśmy przyjąć umowę. - Karim Hadad skinął głową.  
- Ma również moje poparcie. - profesor Dan de Vries wygłosił raczej oczywistą opinię.  
Podniosło się jeszcze kilka rąk, w tym księżniczki Aleksandry. A także milczącego przez całe spotkanie Finnleya Jakobsena. W pewnym momencie Orestes zauważył wbite w jego żonę wściekłe spojrzenia. Zapamiętał każde jedno z nich, zapamiętał właścicieli wszystkich tych nieprzychylnych oczu. Nikt się więcej nie odezwał, a i tak jak zawsze decydujący był głos Króla, który sprawił, że umowa została zatwierdzona i miała zostać podpisana następnego dnia w Taniyn. Rada miała spotkać się jeszcze raz, właściwie tuż po powrocie książęcej pary, kiedy pierwsze statki wyładowane przyprawami opuszczą jeden port, a te wyładowane drewnem opuszczą drugi.  
               Dyskusje przy obiedzie były ciche, odbywały się w niewielkich grupkach. Książę Orm de Ligne, przedstawiciel kleru w purpurowej szacie, Mario de Sano, płomiennorudy Arsen van Kasteel i młodszy Bedling rozmawiali wzburzonym szeptem. Aleksandra wyraźnie usatysfakcjonowana dzieliła się spostrzeżeniami z profesorem Danem de Vriesem i Karimem Hadadem. Ich uwagi dotyczyły naprzemiennie umowy i podanych na obiad pieczonych ryb z białymi szparagami, śliwkami i orkiszowym chlebem. Orestes obserwował wszystkich bacznie, jadł powoli i popijał wino, tylko częściowo uczestnicząc w rozmowie. Gdy na postawiony pod ścianą stół wniesiono pachnące ciasta, w tym drożdżowe bułeczki wypełnione morelami i płatkami róży, doprawionymi na koniec białym pieprzem i tymiankiem, za którymi następczyni tronu wprost przepadała, przeprosiła towarzystwo i udała się po jedną. Lub dwie. Trzecią zapewne też miała w planach.  
- Czy ktoś ma ochotę na deser?  
- Jesteśmy w połowie obiadu, Wasza Wysokość. - Dan de Vries roześmiał się lekko.  
- Nie zamierzam czekać aż morelowe bułeczki wystygną.  
Nad tacą jej ręka skrzyżowały się z drugą - o wybitnie zadbanej dłoni. Finnley Jakobsen sięgał po zwinięty w ślimak wypiek z przyprawami korzennymi, drobnym cukrem i orzechami. Lubił północne przysmaki, czuł wtedy miłe dotknięcie nostalgii. Aleksandra uśmiechnęła się miło, a Finn posłał jej długie spojrzenie. Milczenie zdawało się przeciągać i stawało się z jakiegoś powodu niewygodne.
- Doskonały dobór stroju, Wasza Wysokość. - stwierdził, dość odważnie. Dziewczyna uniosła brwi i miała powiedzieć coś o nietakcie, ale, co zaskakujące, powstrzymała się.  
- Dziękuję, panie Jakobsen. - Dygnęła lekko i odwróciła się błyskawicznie, spiesząc w kierunku stołu, przy którym czekał jej mąż.  
Finnley czasem nienawidził własnej spostrzegawczości. W mig przechwycił to, jak patrzyli na siebie małżonkowie i poczuł w klatce piersiowej pewien raczej nieznany mu ciężar. Przechwycił jednak jeszcze coś. Zanim Orestes van Enkemann spojrzał na żonę, patrzył w zupełnie innym kierunku, jakby coś analizując, nasłuchując. Prześledził tę ścieżkę. Jego wzrok padł na ukrywającą się w Radzie grupę spiskowców. Sam przy nich nie usiadł. Coraz mniej identyfikował się z głównymi celami grupy. Poza tym uważał, że żeby konspiracja została konspiracją, powinno się umieć konspirować, a nie kręcić się wszędzie razem jak lokalna banda rzezimieszków. Najwyraźniej potrafił to tylko jeden z nich, który publicznie nigdy nie pokazywał się z pozostałymi. Zamiast tego, zawsze był w otoczeniu dworu, zawsze był przy Królu, na spotkaniach Rady nigdy nie był w opozycji do władcy. Teraz również siedział obok Harolda IV i zachwalał podane do dzisiejszego obiadu białe wino…

damapik

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka i przygodowe, użyła 3340 słów i 19225 znaków, zaktualizowała 6 sie o 18:16. Tagi: #księżniczka #żona #mąż #spisek

5 komentarzy

 
  • AlexAthame

    Nadal super. Ciekawe, że w państwie księżniczki polityka jakby znajoma. :rotfl:

  • Gaba

    Znakomite.

  • shakadap

    Świetne. Czekam z niecierpliwością na dalszy ciąg.  
    Pozdrawiam i powodzenia.

  • Cukierek11

    Fenomenalne tylko błagamy, nie  każ nam  długo czekać  na kolejną część

  • TakiJeden

    Kolejny doskonały odcinek, zasługujący na kolejną porcję pochwał, komplementów i wszelkich pozytywnych odczuć.
    Ale też kolejny raz oczekiwania na dalszy ciąg tego doskonałego opowiadana,    :smile: