Narzeczony dla Księżniczki - rozdział 5

Gdy na zewnątrz zaczęły odzywać się pierwsze ptaki, a niebo poszarzało, okno w sypialni Aleksandry II i jej męża uchyliło się, a księżniczka, która powinna od dawna spać wtulona w wybranka, wskoczyła do pomieszczenia. Prześlizgnęła się na palcach do łazienki, zanurzyła się w wodzie na szybką kąpiel, żeby zmyć z siebie zapach oberży, kogutów, stajni i piwa. Wygrała trzy z czterech zakładów, ale nie wydała pieniędzy na piwo. Nie dziś. Kufel złotego napoju bogów, którego na dworze nie pito na rzecz znacznie szlachetniejszego wina, wygrała sobie w karty od lokalnego barda. Jego zbyt poetycki jak na jej gust flirt odrzuciła. Skończyła pić, odstawiła kufel ze stukotem i oświadczyła, że wraca do męża. I rzeczywiście to zrobiła. Po nocnej eskapadzie i chłodnej kąpieli, jego ciepłe ciało działało na nią kojąco. Miała na sobie koszulkę na cienkich ramiączkach, uszytą z jedwabnego muślinu w kolorze kawy z mlekiem. Koronkowe majteczki sięgające talii były lekko niewygodne, ale liczyła na to, że pozbędzie się ich szybciej niż je założyła.  
- Dzień dobry. - mruknął zachrypniętym głosem i przytulił ją mocniej.
- Dzień dobry, mężu. - szepnęła i pocałowała jego nagą pierś.  
- Jak noc? Mam być zazdrosny?  
- Był jeden absztyfikant, ale zbyłam natręta. - zaczęła zaczepnie - Powiedziałam, że wracam do męża.  
- I bardzo dobrze. - poprawił się w pościeli tak, żeby ich twarze były na tej samej wysokości. Pocałowała go.  
On objął ją w talii. Przypomniało mu się niebezpieczeństwo, które jej groziło. Już miał ochotę powiedzieć wszystko, co wie, ale w końcu się opanował. Nie mógł martwić Aleksandry zawczasu, sprawa musiała być zbadana, z uwagą, po cichu. Postanowił poznać jakiekolwiek twarde dowody, zanim sprzeda małżonce swoje paranoje. Wiedział, że żona ma wrogów na dworze, nie wiedział ilu, nie wiedział konkretnie kogo. Czy za spiskiem mogli stać duchowni? Członkowie rady? Najbliżsi doradcy jej ojca?  
- Zamyśliłeś się. - zauważyła kobieta z uśmiechem - Przy mnie? To niestosowne.
- Wybacz niedopatrzenie - odpowiedział tym samym i lekko pocałował ją w usta - Masz na dzisiaj jakieś plany?  
- Oczywiście. Nudny, dyplomatyczny ściek, w którym musisz pływać razem ze mną. - pogłaskała go po włosach - Pamiętasz, że jutro pierwszy raz zasiadasz w radzie?
- Będziesz tam ze mną, prawda?
- Oczywiście, spotkań rady akurat nie opuszczam nigdy.  
- To razem chyba damy radę?
- Tak jak wszystkiemu innemu. - tym razem ucałowała jego czoło.  
Dłońmi zaczęła błądzić pod pościelą. Dotykała idealnego ciała mężczyzny, jej wargi znów zetknęły się z jego. Na górze pozwolił jej być tylko przez chwilę. Po chwili znalazł się pomiędzy udami żony, całował ich wewnętrzną część. Ona przygryzała lekko wargę, obserwowała jego ruchy z pełnym pożądania napięciem. Co on miał takiego w sobie, że pragnęła go całą sobą, dzień i noc, bez przerwy? Dlaczego drżała w odpowiedzi na każdy jego dotyk? Dlaczego każde miejsce, którego dotykały jego usta wręcz płonęło, a jej serce biło jak szalone, kiedy zbliżał się do najintymniejszych zakamarków jej ciała? Czy to było tylko pragnienie, czy już coś więcej?
              Całował jej brzuch, lekko podciągając materiał skrywający resztę zgrabnego brzuszka i kształtny biust.  
- Pokażesz mi się… cała?  
Kobieta nie odpowiedziała. Z czułością głaskała go po głowie gdy on nadal eksplorował kolejne jej kawałki.  
- Widziałem, jak dotykałaś swoich piersi. Mógłbym się nimi zająć. - kusił.  
- Nie chcę cię rozczarować. - odparła, a on spojrzał na nią pytająco. Mówiła jakby jego praktycznie niesłabnąca przy niej erekcja nie była wystarczającym dowodem na jej atrakcyjność.  
- Wiesz, że jesteś piękna. - myślał, że stwierdzał tym samym fakt, którego ona była pewna. Aleksandra pokręciła jednak głową z pewnym wahaniem, ale podniosła się i zdjęła bluzkę.  
Miała ładny, bardzo kształtny, choć nieduży biust. Sutki były różowe, z odcieniem beżu, drobne i twarde. Pod prawą piersią, aż od pachy, po żebrach, ciągnęła się duża, szeroka blizna, koło lewej zobaczył aż dwie tego typu szramy. Ktoś mógłby określić je jako obiektywnie brzydkie, jednak on nie mógł nazwać tak żadnego elementu ciała żony. Niemniej, widok ten bardzo go zmartwił.  
- Dlatego nie chciałaś się przy mnie rozebrać? - spytał chyba retorycznie, przesuwając palcami po bliznach. Dziewczyna spięła się lekko, ale nie zasłaniała. Uznał to za dobry znak.  
- Tak jak mówiłam, nie chciałam cię rozczarować.  
- Przepraszam… - powiedział cicho, nadal zaskoczony i zmieszany.  
- Mogłam powiedzieć ci wcześniej.  
- Nie miałaś takiego obowiązku. Nie chciałem sprawić, że…
- To nic wielkiego, mogłam ich nie ukrywać. Powinnam zaakceptować, że po prostu je mam.  
- Martwi mnie to, skąd je masz. - Czy już wcześniej ktoś planował zamach na życie księżniczki?  
Aleksandra głośno przełknęła ślinę.  
- Zawsze byłam problematyczna - zaśmiała się nerwowo.  
- To nie jest odpowiedź. - przycisnął ją, czego po chwili pożałował, chociaż ona nie zareagowała źle.  
- Nie myśl o mnie inaczej… - zaczęła.  
- Nigdy. - obiecał i przytulił się do jej ud.  
- Miałam szesnaście lat, zaczęłam już te swoje nocne eskapady. Wiesz, najpierw konne przejażdżki po lesie, później lubiłam napić się piwa w jakiejś gospodzie. Zaczęłam grać w karty, okazało się, że jestem w tym dobra… Polubiłam te ucieczki od samego początku. Mogłam się poczuć jak zwykła dziewczyna, nie jak księżniczka. - westchnęła. On patrzył na nią ze zrozumieniem, więc kontynuowała - Którejś nocy wygrałam w karty pieniądze, niemałe, ale też nie przesadnie duże. Zostałam napadnięta po drodze do zamku. - ścisnęła jego dłoń.  
Uspokajająco pogładził kciukiem wierzch jej małej rączki i pozwolił jej mówić dalej.  
- Bałam się, że mnie zabije. Miał nóż, zabrał pieniądze, kazał mi się rozebrać, zrobił mi te rany… - w oczach Aleksandry zebrały się łzy - Mówił, że nie powinnam sama jeździć w nocy, że nie wrócę już do domu…
- Czy ten człowiek nadal jest na wolności?  
- Nie. Nie jest też w więzieniu. - uśmiechnęła się zimno - Upewniłam się, że nie zagrozi więcej ani mi, ani żadnej innej kobiecie jeżdżącej samotnie po lesie.  
Orestes mimowolnie drgnął. Miała wtedy tylko szesnaście lat…
- Kiedy już wciągnęłam ciało do lasu, żeby zajęły się nim zwierzęta, byłam w szoku. - ciągnęła - Zawróciłam do miasta. Niewiele pamiętam z tamtych dwóch… może trzech dni… Bardzo dużo piłam. Podobno wróciłam półprzytomna na grzbiecie konia. Cała w ziemi, z podartymi ubraniami. Rodzice byli wściekli.  
- Nie powiedziałaś im?  
- Jesteś jedyną osobą, której powiedziałam - ujęła jego twarz w dłonie. Była zupełnie poważna.  
- Dziękuję - ucałował wewnętrzną część dłoni dziewczyny. Po tym podniósł się i po prostu ją przytulił, bez erotycznego podtekstu, mimo, że byli prawie nadzy.  
Zauważył, że Aleksandra przywarła do niego ufnie i z pewnością, której nie widział u niej wcześniej. Poczuł się… wyróżniony.  
- Nie pozwolę nikomu cię skrzywdzić. - powiedział z przekonaniem. W głowie cały czas miał pałacowy spisek. Spodziewał się typowej dla księżniczki odpowiedzi, jak to obroni się sama, jak to nie potrzebuje niczyjej, zwłaszcza męskiej pomocy. Zamiast tego usłyszał tylko ciche:  
- Wiem.  
Pocałowała go namiętnie, znów ujmując w dłonie jego twarz. A gdy się od niego oderwała, powtórzyła:
- Naprawdę wiem.  
Pchnęła męża na poduszki, szybkim ruchem zdjęła z siebie bieliznę i znalazła się na nim. Kolejne pocałunki były gorące, głębokie i to ona dyktowała ich tempo. Czuła jedną z jego dłoni błądzącą po udzie, druga po raz pierwszy dotykała jej nagiej piersi. Westchnęła. Przypomniała sobie, jak powiedział jej, że czyjeś dłonie to nie to samo co własne i w myślach przyznała mu rację. Jej cipka zapulsowała niecierpliwie, dopiero zdała sobie sprawę z tego, jaka jest wilgotna. Chyba w końcu zrozumiała, że ma ochotę na to, co wcześniej nazywała spełnieniem małżeńskiego obowiązku. Ufała mu, zdradziła mu swoją największą tajemnicę i w końcu poczuła się wolna. Była gotowa oddać się całkowicie. Całe jej wnętrze zdawało się domagać poczucia w sobie całej tej imponującej długości i grubości mężowskiego „sprzętu”. Ich spojrzenia spotkały się między pocałunkami. On delikatnie pogłaskał ją po zaczerwienionym policzku. Wiedziała, że ruch powinien należeć do niej, za bardzo dbał o nią, żeby wymusić jakąkolwiek decyzję. Była mu za to wdzięczna, chociaż niezdecydowanie nie pozwalało wykonać żadnego ostatecznego ruchu.  
- Ja chyba… - zaczęła niepewnie. Serce kontynuowało szalony galop. Pieszczoty piersi nie pomagały ułożyć myśli.
- Tak? - zachęcił ją.  
Spojrzała mu w oczy, uśmiechnęli się do siebie. I wtedy rozległo się pukanie, a drzwi komnaty otworzyły się z właściwym dla ciężkich, dębowych wrót impetem. W drzwiach stanęła służąca. Aleksandra płynnym ruchem dzikiej kotki usiadła obok męża, zasłaniając pościelą swoją nagość. Czuła swój gorący rumieniec na twarzy i dekolcie, słyszała własne tętno.  
- Przepraszam, Wasza Wysokość! - dziewczyna trochę młodsza od księżniczki zasłoniła oczy. W kwestii seksu miała już zapewne więcej wprawy i doświadczenia niż jej pani, widziała też pewnie więcej niż to, na co się natknęła.  
- Ni-nic się nie stało, Margo. - zapewniła drżącym głosem Aleksandra - Ale chyba musimy ustalić, że od dziś wchodzisz dopiero wtedy, kiedy poproszę. - roześmiała się z zakłopotaniem.  
- Tak, Wasza Wysokość! - odparła pulchna blondynka, nadal nerwowo - Królowa Sybilla prosi na śniadanie. Nie może się Wasza Wysokość spóźnić na dzisiejsze spotkania.  
- Nie możesz powiedzieć, że jestem chora? - księżniczka przewróciła oczami.  
- Jej Wysokość Królowa Sybilla kazała nie wierzyć. - wzruszyła ramionami.  
- Będziemy za kwadrans. - westchnęła ze zrezygnowaniem Aleksandra, a Orestes już zaczął myśleć o jutrzejszym zebraniu rady, aby pozbyć się erekcji.  
Żona pocałowała go i zabrała się do ubierania bielizny.  
- Wolałabym tego nie przerywać. - mruknęła.  
- Ale wieczór chyba nam nie ucieknie, prawda?  
- Dlaczego miałby uciec? - dziewczyna mrugnęła jednym okiem.  
- Chyba nigdzie dziś nie wychodzisz?  
- Ja i nocne wycieczki do miasta? Absolutnie! - uśmiechnęła się promiennie i zaczęła układać pościel na swojej stronie łóżka. Nadal nie miała na sobie bluzki i, mimo blizn, których tak się wstydziła, dla niego wyglądała cudownie.  

                Podniecenie i wątpliwości nie dawały Aleksandrze spokoju cały dzień, chociaż chciała skupić się na innych sprawach. Sypialnię zamknęli za sobą rano i tego postanowiła się trzymać. Na rozmowie ojca z przedstawicielami kilku przedsiębiorstw, w którym nie musiała brać czynnego udziału, pozwoliła sobie na oderwanie się od rzeczywistości i kilka fantazji, jednak następne wydarzenie było na to zbyt poważne. Przynajmniej w jej mniemaniu. Spotkanie w pierwszej w mieście szkole dla dziewcząt, która działała zaledwie od dziesięciu lat było dla niej dość ważne, szczególnie biorąc pod uwagę, że zwykle nie lubiła pokazowych i grzecznościowych wizyt. Jej matka radziła sobie w takich sytuacjach jak ryba w wodzie, ona jak ryba wyciągnięta z wody - z trudem łapała powietrze, szamotała się i liczyła na to, że ktoś skróci jej cierpienie. Chyba pierwszy raz w życiu chciała jak najgodniej reprezentować dwór i rodziców, szczególnie, że zarówno sam pomysł na instytucję, jak i przecięcie wstęgi przed placówką ponad dekadę temu należały do Sybilli. Poza tym nic jej tak nie cieszyło ze wszystkich politycznych spraw, na które naciskała siedząc w Królewskiej Radzie jak łatwy dostęp dziewczynek do edukacji.   Wcześniej opierała się ona na prywatnym nauczaniu w bogatych domach, takim, jak odebrała ona sama. Ciężko było przez to o jednolity poziom wiedzy w całym kraju, szczególnie na tle chłopców, którzy uczyli się w szkołach państwowych, co ułatwiało im zdawanie egzaminów na uczelnie wyższe, nie mówiąc już o odnajdywaniu się później w społeczności akademickiej. Zdolne dziewczynki często kończyły przez to naukę znacznie wcześniej niż sugerowałyby to ich umiejętności i potencjał. Obiecała, póki co jedynie sobie, że kolejnym krokiem będzie zniesienie czesnego dla córek najbiedniejszych rodzin i przeniesienie obowiązku płacenia na podatników. Ojciec powtarzał, że inni członkowie rady mogą mieć coś przeciwko, jednak ona postanowiła być niezłomna. Spojrzała na męża, który rozmawiał z dyrektorką szkoły, elegancką czterdziestolatką smukłej postury, ubraną w konserwatywną szarą suknię. Właściwie mogła zacząć mówić o tym już jutro. Była pewna, że jeden głos w swojej sprawie już ma.  
               W trakcie wizyty obejrzała krótkie przedstawienie wystawione przez szkolną grupę teatralną, kilka starszych dziewcząt grało na instrumentach, przygotowano małą wystawę prac uczennic. Uważała się za osobę raczej zamkniętą i mało kontaktową, ale urzekło ją, że małe dziewczynki nie oglądały się na konwenanse i tytuły i chciały się do niej przytulić. To dodatkowo sprawiło, że poczuła się zobowiązana wobec tej szkoły. Chciała, żeby takich miejsc było więcej w całym kraju. Wybitnie uwierzyła w przygotowane na koniec przemówienie, pierwsze przemówienie, które ojciec pozwolił napisać jej samodzielnie. Przeszło później przez kilka korekt, ale postanowiła zastosować się tylko do ich części. Słowa o tym, że dziewczynki i młode kobiety są przyszłością kraju poniosły się po audytorium i nie widziała w nich jedynie pustego frazesu.  
- Gratuluję, Wasza Wysokość. - Orestes skinął głową z uznaniem, kiedy zostali sami w królewskim powozie konnym.  
- Naprawdę poszło dobrze?  
- Nie jestem zwolennikiem nieszczerych pochwał. To była obiektywnie bardzo dobra przemowa. - w poprzednim życiu pisywał przemowy otwierające i kończące rozprawy jako część przygotowania do zawodu, więc czuł się względnie kompetentny do wystawiania takich ocen.  
- Dziękuję. Napisałam ją jeszcze przed naszym ślubem.  
- Jeszcze wtedy nie wiedziałem, że żenię się z tak zdolną polityczką. - zawahał się - Słyszałem głównie straszenie.  
- Mną?  
- Słyszałem, że mężczyźni nie mają z tobą łatwo.  
- Może byli po prostu nieodpowiedni? - uśmiechnęła się i przesiadła na siedzenie obok męża. Nie chciała wybrać żadnego z wydelikaconych szlachciców, zadętych hrabiów, ani głupich księciów stanowiących tylko ładne trofeum. Jego wybrała trochę na przekór rodzinie, trochę pociągał ją fizycznie, a trochę poszła za głosem serca. I podejrzewała, że dokonała najlepszego wyboru.
- Mam rozumieć, że ja jestem odpowiedni? - przysunął się, a ona chętnie się przytuliła.  
- Tak mi się wydaje. - przytaknęła. Pocałowała go, wzięła za rękę i poprowadziła ją pod falbany sukni - Nie mogłam przestać o tym myśleć.  
- Ile zajęła nam droga w tamtą stronę?  
- Długo. Teraz w mieście mogą być dodatkowo kupieckie wozy. Powinny schodzić nam z drogi, ale samo to trochę im zajmuje. Też chciałabym być już w sypialni… - westchnęła.  
- Kto potrzebuje sypialni? - uśmiechnął się lekko i uklęknął przed żoną. Usłużnie zsunął buty z jej zmęczonych stóp i rozmasował je delikatnie, po czym postawił je sobie na ramionach. Podciągnął do góry jej suknię, księżniczka pospiesznie zbierała fałdy materiału.  
- Tutaj? A jak ktoś nas zobaczy? - zawahała się, mimo, że sama przed chwilą ciągnęła jego dłoń między swoje nogi.
- Nie zobaczy. - zapewnił. Powóz był dobrze zasłonięty z każdej strony.  
- A jak usłyszy?  
- To usłyszy. - wzruszył ramionami i zsunął z niej bieliznę. Uniosła biodra, żeby mu to ułatwić. Schował lekko wilgotne majtki do kieszeni spodni - Pamiętasz? W seksie też miałaś odpuścić sobie konwenanse.  
- Pamiętam. - kiwnęła głową z uśmiechem. Zatopiła się w przyjemności. Czuła dobrze już poznany wprawny język męża między płatkami swojego kwiatu. Była coraz bardziej wilgotna i podekscytowana samym aktem. Od zatłoczonych ulic stolicy oddzielały ich jedynie ściany drewnianego powozu.
Miarowy stukot kopyt i delikatne kołysanie powozu niemal się rozmyło. Sama była w innej rzeczywistości. I było jej z tym dobrze. Szczytując, zasłoniła usta dłonią, a kiedy wysiadła pod pałacem, ściskając dłoń męża, nadal jej twarz była zaczerwieniona. Bieliznę oddał jej dopiero w chwili, w której na moment byli sami, z szelmowskim uśmiechem, na którego widok jej serce zatrzepotało. Nie mogła doczekać się późnego wieczoru i chciała, żeby kolacja minęła jak najszybciej.  

               Wspólny posiłek ciągnął się jednak nieubłaganie. Aleksandra jadła bez większego apetytu, była gotowa w każdej chwili odejść od stołu. Jedzenie było dobre, jak zwykle, ale ona nie poświęcała mu takiej uwagi jak zwykle, a od dobrych dziecięciu minut grzebała srebrnym widelcem w talerzyku drobnej kaszy z rodzynkami, figami i wschodnimi przyprawami.  
- Jesteś zadowolona z wizyty w szkole? - dopytywała Sybilla.  
- Udało ci się stworzyć niezwykłe miejsce. - przytaknęła księżniczka, trochę sucho. Jej umysł opracowywał już sto wymówek, dzięki którym mogliby się ulotnić.  
- A twoja przemowa?
- Chyba poszła dobrze. Tak myślę. - potrząsnęła głową.  
- Jeśli mogę… - Orestes ukłonił się głową w kierunku Królowej - Wiem, że mogę być stronniczy, ale przemowa była świetna.  
- Klasyczny przypadek, że moja córka jest skromna akurat wtedy, kiedy nie trzeba. - uśmiechnęła się monarchini.  
Mąż szturchnął Aleksandrę łokciem z sympatią, ona odpowiedziała tym samym.  
- Chciałabym, żeby takich szkół było więcej. - powiedziała w końcu.
- Też mówię o tym twojemu ojcu. Rada nie potrafi umieścić kolejnych placówek w budżecie. Poza tym nie wiadomo, w której gminie umieścić kolejną szkołę. To zaszczyt i obciążenie w jednym.
- Daleko od stolicy, żeby w całym kraju były conajmniej dwie skrajnie położone placówki. - księżniczka zaczęła powoli odsłaniać swój pomysł.  
- Ja myślałam o rejonach, gdzie statystycznie jest więcej chętnych. - odparła jej matka.  
- Ciężko o takie statystyki.  
- Jeśli mogę… - zaczął znowu Orestes.  
- Przestań pytać. - upomniała go żona.  
- Dziękuję. - uśmiechnął się i machnął widelcem - A co do statystyk, można upomnieć się do zarządców gmin o odpowiednie dokumenty, Rada ma do takich papierów nieograniczony wgląd, jak zresztą do wszystkich innych. Poza tym można poprosić o listy nazwisk chętnych do podjęcia edukacji.  
- Co masz na myśli mówiąc o „nieograniczonym wglądzie”?
- Dokładnie to, co sobie wyobrażasz. Jeśli Najwyższa Izba Rady chce, może w świetle prawa sprawdzić każdego obywatela kraju, bez jego wiedzy. Odpowiedni urzędnik musi dostarczyć te dokumenty, o które upomni się rada w przeciągu 21 dni.  
- A jeśli tego nie zrobi?  
- Wtedy kary są różne. Można w takiej sprawie postawić kilka różnych zarzutów. Zależy to od kilku zmiennych, ale ogółem rzecz biorąc, może skończyć się na karze grzywny za utrudnianie pracy władzy, oddaniu urzędu za celowe oszustwo lub konspirację, a w najgorszym wypadku - pozbawieniu wolności za obrazę króla.  
- Czyli możemy być inwigilowani?  
- Ani ciebie, ani Waszej Wysokości to nie dotyczy. Rodzina królewska podlega trochę innym zasadom. Są tacy, których dokumentów nikt nigdy nie wyciągnie i nie przeszuka, bo nie robią ani nic złego, ani specjalnie interesującego. - wziął łyk wina, bardziej po to, żeby zwilżyć suche gardło.  
Aleksandra spojrzała na niego z mieszanką pożądania i podziwu. Mówił tak inteligentnie, że miała ochotę go pocałować. Poczuła delikatny skurcz w dole brzucha, uznała to za sygnał ze strony ciała, żeby jak najszybciej znaleźć się z mężem za drzwiami sypialni. Jednocześnie chciała go słuchać. I chciała, żeby matka doceniła jej wybór. Czy kiedykolwiek usłyszała choć kilka równie mądrych słów od księcia z Północy, którego lata temu rzekomo wybrała sobie za zięcia?  
- Co może skłonić Najwyższą Izbę Rady do wglądu w dokumenty? - spytała Sybilla, jakby usłyszała myśli córki.  
- Zgodnie czy niezgodnie z prawem? - roześmiał się Orestes - Niezgodnie z prawem - wszystko. Zgodnie, popełnienie przestępstwa, działalność na szkodę królestwa, podejrzenie o działalność szpiegowską lub wejście kogoś spoza najwyższych rodów do rodziny królewskiej.  
- Wiedziałeś o tym, że będziesz sprawdzany? - wtrąciła Aleksandra.  
- Jasne. - wzruszył ramionami.  
- Nie przejmowało cię to?
- Nie miałem nic do ukrycia.  
Spojrzał na żonę, która uniosła brwi z lekkim niedowierzaniem.  
- Zupełnie nic?  
- Zupełnie nic. - potwierdził. Kobieta patrzyła na niego jeszcze chwilę z udawaną podejrzliwością.
- Wracając do szkół… - zaczęła, chcąc skorzystać z rozeznania męża w prawie - Co można zrobić, żeby obniżyć w szkołach czesne?  
- Sama pewnie wiesz najlepiej.  
- Finansować z budżetu państwowego, to jasne. Tylko jak przedstawić ten pomysł Radzie?  
- Uwierz mi, to nie będzie proste. - przekonywała matka. Aleksandrę znów rozbolał brzuch. Przeklęła w głowie swój stres.  
- Zacząłbym od przedstawienia korzyści. Później możesz poddać ten pomysł kilka razy i zaatakować przy ostatecznym rozpisywaniem nowego budżetu.  
- Twój ojciec próbował, za moimi namowami. - powiedziała Królowa - Rada zaczyna wtedy mówić o niepotrzebnych kosztach, które warto przeznaczyć na przemysł.  
- Musiałaby Wasza Wysokość usłyszeć jej dzisiejszą przemowę. Wierzę, że da radę. - Orestes ścisnął lekko drobną dłoń opartą o stół obok niego.  
Aleksandra zerwała się nagle na równe nogi.  
- Przepraszam na moment. Zaraz wrócę. - obiecała. Mąż z lekkim opóźnieniem pobiegł za nią.  

               Zamknęła za sobą drzwi do łazienki. Zaklęła, tym razem głośno i wyraźnie. Cholerne miesięczne krwawienie. Prawie tydzień za wcześnie. Bolał ją brzuch, na bieliźnie znalazła krwawą plamę, a jej wieczorne plany z mężem musiały zostać przesunięte o kilka dni.  
- Powiedziałem coś nie tak? - usłyszała zmartwiony głos zza drewnianych drzwi. Powiedział same miłe rzeczy, wiedziała, że jest doceniana, od paru dni czuła, że ma najcudowniejszego męża na świecie i bardzo nie chciała rezygnować z ich wspólnych nocy nawet na moment. Znów przeklęła własną fizjologię.
- Nie. Damska przypadłość. - odparła, nieco markotnym tonem.  
- Mogę jakoś pomóc…? - spytał, z powątpiewaniem czy jest w ogóle sposób, żeby pomóc.  
- Przeprosiłbyś moją matkę ode mnie? I wziął od lekarza moje ziółka? Będzie wiedział, o które chodzi. Proszę.  
- Będą czekać w sypialni.  
- Razem z tobą? - upewniła się cicho. Nie chciała mu jeszcze mówić, co na temat miesiączek ma do powiedzenia dworski kodeks. Oczywiście potwierdził.  
               Panująca na dworze etykieta była tradycyjna i surowa, również w tej kwestii. Wiedziała, że żeby być wierną zasadom w oczach wszystkich, absolutnie przystosowaną do roli władczyni, powinna wygonić męża do innej sypialni. Wiedziała, że powie jej, że skoro nie stosuje się do niczego innego, nie musi przestrzegać również tej zasady, ale pamiętała, że w przypadku jej sióstr lekarz i rodzice byli bardzo akuratni. Poleciła służącym pościelić łoże w komnacie sąsiadującej ze swoją. Już tęskniła za ciepłym objęciem z samego rana, chociaż poznała je tak niedawno. Po ciepłej kąpieli opadła ciężko na łóżko i sięgnęła po ziołową herbatę. Mąż pogłaskał ją po głowie z czułością.  
- Wiesz, że nie możemy dzielić sypialni przez najbliższe dni? - burknęła smutno.
- Kto tak powiedział?  
- Dworska etykieta.  
- Znowu słuchasz jej wtedy, kiedy nie musisz.  
- Tylko o moich ucieczkach przez okno nie wie nikt. A teraz łatwo to sprawdzić.  
- Jak nikomu nie powiesz, to nikt nie będzie niczego sprawdzał.  
- Poszedłeś po herbatę, już samo to dużo mówi. - wzruszyła ramionami - Poza tym po ślubie będę pod szczególną kontrolą lekarzy. Wiesz… następca tronu.
- Najwyżej powiem, że nie chciałem zostawiać smutnej i obolałej żony samej.  
- Nie bądź już taki miły. Jeszcze trochę i… - westchnęła - …i naprawdę się zakocham.  
Przytuliła się. Poczuła się bezpiecznie. Po latach miała w zamku swoją pewną, silną przystań.  

                                          ——

               Piwnica pod oberżą okazała się cichsza niż sama knajpa, ale nadal miało się wrażenie, że chodzący i tańczący mieszczanie mogą zaraz spaść na głowę przebywającym pod nimi. Ciężkie drzwi zamknął młody mężczyzna. Spóźnił się, nawet nie próbował się witać, aby nie wchodzić zebranym w słowo. Pozostałe dziewięć osób było już dawno na miejscu.
- Co było w tej przemowie? - odezwał się chrapliwy głos.  
- To, co w każdej jej publicznej wypowiedzi. Emancypacyjny bełkot. - odparł inny.  
- Ten bełkot stanie się naszą rzeczywistością, jeśli czegoś nie zrobimy. - skontrował następny.  
- Co więcej, ty tylko utorowałeś ścieżkę do tego, żeby objęcie przez nią władzy stało się realne. Gdybyś nie truł Królowi o tym, że musi mieć męża, żeby zasiąść na tronie, to by jej go nie znalazł! - w jednego z zebranych wycelowano oskarżycielski palec.  
- Byłem przekonany, że ktoś taki jak ona nie znajdzie męża! - obronił się.  
- Król sięgnął po najbardziej desperackie środki, żeby znaleźć narzeczonego dla księżniczki…
- Poza tym ten plan miał jakiś sens! - roześmiał się jeden szyderczo - Jak kobieta znajdzie odpowiedniego fiuta, zwykle z głowy wypada jej wszystko inne.  
- Jest jeszcze nadzieja. Może jak urodzi dziecko, nastaną dla nas lepsze czasy.  
- Właśnie, księżniczka powinna być już w ciąży. Kilka dni od ślubu minęło. - poddał kolejny.  
- Raczej nie jest, posłała dzisiaj męża po miesięczne zioła.  
- To nawet urocze. Gdyby zmienić w herbatce któryś ze składników na belladonnę, już mielibyśmy spokój.  
- I wina spadłaby na nikogo innego, jak na męża.  
- Jest to jakiś pomysł…
- Swoją drogą, wybierając takiego męża, zrobiła nam kolejny ponury żart… Mówię wam, panowie. Ona wie z kim gra, wie z czym gra, i całkiem nieźle rozgrywa swoje pionki.  
- Słyszałem, że księżniczka woli karty.  
- Ty gdybyś miał chociaż trochę oleju w głowie, to nie przypominałbyś o własnym fiasku. Posyłać taniego najemnika na nastolatkę… Pewnie nie podołał i teraz gdzieś hula za nasze pieniądze.
- Miała szesnaście lat i podobno piła, tak jak zakładaliśmy! Dziwne, że jej nie podołał.  
- Dlatego właśnie nie wolno opierać planów na „podobno”. Co z tym mężem? Co na to Najwyższa Izba?
               Młody mężczyzna, który spóźnił się na spotkanie odchrząknął.  
- Tak jak mówił pan jaśnie hrabia…
- Odpuśćmy tytuły, skoro i tak jesteśmy wspólnie umoczeni w planowanie zabójstwa królewny. - wtrącił któryś z zebranych.  
- Prawda, prawda - odezwały się inne głosy.  
- Jako przedstawiciel Najwyższej Izby Rady mam wgląd do dokumentów nowego zięcia Króla. Sam Król, według prawa, kazał je przejrzeć. Ale wydawało mi się to za mało, więc na nasze potrzeby zorganizowałem kilka osób, które dostarczyły nam odpowiednich informacji. I, drodzy panowie, dobrze wydałem nasze pieniądze. Wśród informatorów znalazła się nawet jedna z jego byłych kochanek. Co ciekawe, dotarliśmy do wszystkich czterech, trzy nie chciały mówić, za to czwarta powiedziała nam całkiem sporo, kiedy usłyszała, że mąż może się dowiedzieć o jej romansie z młodszym mężczyzną.  
- No proszę. I jakie mamy ustalenia? Może najpierw bez szczegółów od kochanki… Dlaczego księżniczka miała nam wyciąć ponury żart? Książę to podobno tylko zubożały szlachcic.  
- Sprowadziła sobie na nasz dwór, do zamku i do swojego łoża swoją idealną prawą rękę.  
- Wiedziała coś o nim zanim oficjalnie go poznała?  
- Tak przypuszczam. - rzucił na okrągły drewniany stół plik dokumentów, ręcznie spisanych zeznań i notatek - Mąż księżniczki w istocie jest zubożałym szlachcicem, który miał swoje spokojne, mieszczańskie życie. Pracował w antykwariacie, ale przede wszystkim kończył studia prawnicze.  
- Król poczytywał to za dobrą cechę.  
- Nie do końca tak jest. Zacznijmy od tego, że książę ma trzydzieści lat. Idąc normalnym tokiem, chłopcy kończą szkoły mając lat siedemnaście, studia prawnicze trwają siedem lat. Absolwentami prawa zostają zwykle dwudziestoczterolatkowie.  
- Sześć lat przerwy w życiorysie?  
- Tak, a dokładniej cztery. Przez dwa lata ród Dwóch Niedźwiedzi nie mógł pozwolić sobie na wysłanie syna na studia. Kolejne spędził na studiowaniu filozofii i prawa międzynarodowego. Tam stał się zwolennikiem unii międzynarodowych i ujednoliconego prawa.  
- To jeszcze nic złego. Dość to niepożądane, owszem, ale nie złe.
- To prawda, na razie Orestes van Enkemann jawi się wszystkim jako wykształcony młody człowiek. Posłuchajcie dalej. - ciągnął, kartkując dokumenty - Następnie rzucił prawo międzynarodowe i zaczął zwykłą szkołę prawniczą, wbrew pozorom znacznie bardziej prestiżową. Nie rzucił natomiast Koła Myśli Filozoficznej prowadzonego przez nikogo innego, jak profesora Kornela Flemminga, herbu Ślepy Lis.  
- Nic mi to nie mówi. - pokręcił głową jeden z mężczyzn.  
- A mi mówi. - powiedział następny - Wyrzekł się pochodzenia szlacheckiego dość wcześnie. Jeden z niewielu świeckich Profesorów Złotej Rangi. Antyklerykał, antymonarchista, przeciwnik podziału na bogate i biedne rody, zwolennik opodatkowania rodów szlacheckich, magnackich i najbogatszych potentatów przemysłowych.  
- Jest Wasza… jesteś - poprawił się ten, który wcześniej przyznał się do nieznajomości dokonań Flemminga - uprzedzony do osób świeckich.  
- Gdybym był, nie byłoby mnie z wami.  
- Cel likwidacji księżniczki łączy.  
- Przepraszam, że panom przeszkadzam, ale chciałbym kontynuować. - oburzył się przedstawiciel Najwyższej Izby Rady.  
- Słuchamy. - uspokoił go jeden z nich.  
- Zastanawiacie się pewnie panowie, co martwiącego jest w kontaktach van Enkemanna i Flemminga. Otóż łączyły ich wspólne poglądy. Nasz książę interesował się przede wszystkim prawem podatkowym, praktyki odbywał u prawnika broniącego interesów gminu, w przemowach pisanych dla przełożonego odwoływał się często do książek Flemminga o prawach mieszczan i chłopów, podnoszących kwestie emancypacji kobiet. Brał udział w głośnej sprawie kurwy, która zamordowała właściciela burdelu i klienta. Wraz ze swoim mentorem wnioskowali o uniewinnienie, w końcu wygrali niski wymiar kary. Co więcej, książę jest zwolennikiem ulg finansowych dla najbiedniejszych rodzin, faworyzuje pracowników. Podobno z Flemmingiem często dyskutowali o przerzuceniu odpowiedzialności podatkowej na najbogatszych. - zakończył.
- Co to dla nas oznacza? - padło pytanie.
- Że jeśli księżniczka, z głową napchaną treściami o prawach kobiet, ich równości, wolnym dostępie do edukacji i pomysłami na rewolucję podatkową obejmie władzę, jej mąż będzie wspierał każdy jej pomysł. I dopilnuje, żeby jej plany nie miały luk, które moglibyśmy wykorzystać. A dla nas skończą się możliwości biznesowe. Uważam, że nie ma przypadków. Są tylko dobrze rozegrane partie.  
- Na waszym miejscu, panowie, przygotowałbym się na to, że na jutrzejszym spotkaniu Rady poruszy temat szkół dla dziewcząt i ich finansowania. A mąż ją poprze. Trzeba zakładać, że mają układ. - rzekł jeden z zebranych zapobiegawczo. Znaczna większość stanowiła część królewskiej Rady. We wszystkich na sam dźwięk głosu księżniczki Aleksandry II gotowało się w środku.  
- Wybrała go z premedytacją?  
- Bez wątpliwości. Podobno rozmawiała z nim jakby już się znali.  
- Podczas ślubu wyglądała na nieszczęśliwą. - skontrował ten, który siedział na tyle blisko, żeby obserwować księżniczkę.  
- Rano była za to we wspaniałym humorze i trzymała go blisko.  
- Po nocy poślubnej każda jest zadowolona. Poza tym książę chyba ma jakiś dar zjednywania sobie kobiet. Ile było tych kochanek na raz? Cztery? - rozległ się kpiący śmiech.
- Może ją też jest w stanie sprowadzić do roli ułożonej żony. Może poczekajmy aż księżniczka kilka razy z rzędu dorobi się dziecka?  
- Nie mamy czasu czekać. W tym czasie może narobić wiele szkód. - w basowym głosie było słychać nacisk.
- Poza tym… - zaczął inny, wracając do poprzedniej koncepcji - Książę nie pochodzi ze stolicy, księżniczka nigdzie nie wyjeżdżała.  
- Ale mieszkał w drugim największym mieście w kraju. Może bywał w stolicy, może w tych samych parszywych knajpach, co ona nocami pije piwo i obstawia walki.
- Jest to możliwe…
- Wygląda na to, że sprowadziła do zamku kogoś, kogo znała od dawna. Takie jest moje zdanie.  
- Nie ma po tym śladu w zeznaniach ani dokumentach. Kochanka twierdzi, że do zgłoszenia się na kandydata na męża namawiali go rodzice, w nadziei na powrót do szlacheckich łask. Był rzekomo dość przerażony wizją tego ślubu. Moim zdaniem dużo bardziej prawdopodobne jest to, że rozeznała się w kartotekach i dokumentach niektórych kandydatów. Van Enkemann miał to, co księżniczce pasowało. - stwierdził, zgodnie ze swoją najlepszą wiedzą, przedstawiciel Najwyższej Izby Rady.  
- Mógł udawać zdenerwowanie.
- To naciągane, ale wszystko jest możliwe. Księżniczka to dość przebiegła lisica.  
- W co w takim razie gra?  
- W kryzys ekonomiczno-społeczny, który z pewnością na nas czeka za jej panowania. Najpierw bunt społeczeństwa, później kryzys. - podsumował autor spisku.
- Jaką kartą w takim razie my zagramy?  
- Ostateczną. I tym razem nie można chybić.

5 komentarzy

 
  • nefer

    Część obyczajowo-romantyczo- erotyczna nadal dobrej jakości. Gorzej wypada dodanie wątku polityczno- sensacyjnego, odbieram go jako poprowadzony cokolwiek nielogicznie.

  • iMoje3grosze

    Wspaniałe i ciekawie piszesz. Podobają mi się sceny erotyczne i wielowątkowość akcji. Przeczytałem wszystkie części jednym tchem i teraz z utęsknieniem czekam na dalszy ciąg. I mam nadzieję, że nie dasz spiskowcom uśmiercić bohaterów. :weapon:

  • Piotr2021

    Brawo brawo brawo.

  • TakiJeden

    Dobrze, a nawet bardzo dobrze, pod każdym aspektem, napisane opowiadanie.  
    Nie przypominam sobie kiedy ostatnio czytałem na tym forum tekst tak wysokiej jakości.
    Doskonale wyważona tematyka...od ciekawych dyskusji pomiędzy rządzącymi, poprzez dworskie intrygi, do subtelnej, acz podniecającej erotyki.
    I znów dopatruję się nawiązania do naszych realiów - inwigilowanie poddanych, popieranie przez jednych, a zwalczanie przez innych dążenia do unii międzynarodowych i ujednoliconego prawa - skąd my to znamy.
    Gratulacje, brawo.   :smile:

  • damapik

    @TakiJeden jest mi bardzo miło, dziękuję ❤️

  • Wariat102

    No w końcu kolejna część! Fenomenalnie się to czyta, wchodzę codziennie i sprawdzam czy jest nowa część :D super budujesz napięcie

  • damapik

    @Wariat102 bardzo się cieszę, że tak dobrze czyta się moje teksty 😄