Historia lasu Lingstoon cz. 1

Słów kilka wyjaśniających sprawę.  
Opowiadanie zaplanowane jest na dość długą historię. Erotyka w tekście pojawiać się będzie regularnie(choć dopiero później) i w dość szerokim spektrum szeroko rozumianego seksu i nie tylko. Większość wątków rozplanowałem wykorzystując całą powieść, dlatego niektóre z nich będą rozwijać się powoli (tak, jak cała opowieść). Mogą wystąpić i wystąpią elementy powieści przygodowej, horroru i science-fiction (wszystko, mam nadzieję, dobrze zmiksowane).
Ostrzegałem, zapraszam.

1
W miasteczku Lingstoon straszył potwór. Tak przynajmniej twierdzili mieszkańcy i można śmiało domyślać się, że twierdzenia te miały charakter czysto marketingowy. Wieść rozniosła się po świecie na tyle szybko, że po pewnym czasie do miasteczka zaczęły zjeżdżać się rzesze poszukiwaczy przygód z każdego zakątka Ziemi. Miasteczko leżące w dziewiczej części Szkocji szybko stało się punktem numer dwa "potworowej” turystyki, zaraz po Loch Ness. Ludzie zakładali, że skoro już są przy Loch Ness, równie dobrze mogą wybrać się do Lingstoon i dowiedzieć się czegoś o nowym potworze.
     W przeciwieństwie do potwora ze słynnego jeziora, ten żył na lądzie, a przynajmniej spędzał tam większość czasu. Plotki (czy też legendy) głosiły, że jest to gad, który potrzebuje wilgotnego środowiska. Dlatego początkowo nadawano mu nazwę "potwora z mokradeł”, ale szybko z tego zrezygnowano i postanowiono wymyślić coś nowego. W ten sposób powstał Mglisty Kieł. Swą nazwę zawdzięczał kilku "faktom”, które przedstawili szczęśliwcy, którzy wiedzieli potwora. Jego przyjściu zawsze miała towarzyszyć mgła, im gęstsza, tym lepiej. Resztę nazwy wprowadził poczciwy Ian, jeden z najstarszych mieszkańców Lingstoon, który chełpił się, jakoby odnalazł prawdziwy kieł straszydła.      Świat usłyszał o Mglistym Kle i ochoczo zaczął odwiedzać małą mieścinę. Turystów przybywało, gdyż o dziwo, coraz więcej osób zaczęło donosić o "niewątpliwej obecności czegoś w okolicach leśnych mokradeł”. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że to turyści roznosili nowinę, a nie, jak do tej pory, mieszkańcy Lingstoon. To zaczęło tworzyć zjawisko kuli śnieżnej, która tocząc się, stawała się coraz większa. W taki sposób małe miasto stawało się nie lada atrakcją, a życie w tym spokojnym, wydawać by się mogło rejonie, obracało się już przede wszystkim wokół potwora z mokradeł imieniem Mglisty Kieł.  

2
     Do Lingstoon wybrała się grupa poszukiwaczy przygód pochodząca z kraju Jerzego Waszyngtona. Było to 6 studentów, cieszących się czasem wolnym i mających oryginalne hobby. Przyjaciele podążali już tropami każdej legendy, od Wielkiej Stopy począwszy na El Chupacabrze skończywszy. Kiedy więc usłyszeli o nowym potworze, który stwarzał coraz większe nadzieje na bycie prawdziwym, nie zastanawiali się długo nad decyzją. Zdobyli aż 3 tygodnie wolnego czasu i zamierzali dokładnie przyjrzeć się Mglistemu Kłowi, albo chociaż dobrze się bawić na wakacjach.                
Teraz rozpakowywali się w jednym z dwóch hoteli dostępnych w Lingstoon. Wynajęli 3 dwuosobowe pokoje. W pierwszym z nich ulokowała się jedyna para w grupie – Tommy i Lisa. Byli ze sobą od niedawna i miała to być wycieczka, która zbliży ich do siebie, bo nic tak nie zbliża jak wspólna przygoda. W drugim pokoju zameldowały się Jessica i Amy, przyjaciółki na całe życie. Były nierozłączne i kończyły zdania, jedna za drugą. To, że biorą pokój numer dwa było pewne, jak to, że banan nie ma pestek. Natomiast ostatnie lokum musieli dzielić ze sobą Harry i Elma. On był najspokojniejszym z całej grupy, a zarazem najbardziej zbzikowanym na punkcie legend potworów. Zawsze wiedział najwięcej o danej kreaturze i to on odkrył fenomen Mglistego Kła. Elma z kolei była szaloną dziewczyną, której kolor włosów odzwierciedlał charakter i temperament. Była ogniście ruda.     
Kiedy cała szóstka rozpakowała się w pokojach, zeszli na dół i postanowili, że coś zjedzą. Kiedy jedli, pracowali nad planem wycieczki. Byli doświadczonymi poszukiwaczami przygód i nauczyli się, że zanim wyruszą w teren należy zrobić rekonesans wśród tubylców. Było to tym bardziej ważne, ponieważ o nowym potworze niewiele było wiadomo. Trzeba więc było zaczerpnąć wiedzy u źródła.
- Ten facet. – Powiedział Harry obracając tablet w kierunku przyjaciół. Było tam zdjęcie z jakiejś starej gazety z małym obrazkiem siwego mężczyzny trzymającego coś w dłoni. – Tam lepiej zacząć.
- Pan Ian McStarloon? – zapytał Tommy z pełnymi ustami. – ok. A co on trzyma w dłoni?
- Wygląda na to, że kawałek samego Mglistego Kła.

3
Pan Ian McStarloon mieszkał na skraju miasta w niewielkim, ale dobrze i wysoko ogrodzonym domu. Przyjaciele zdążyli zwątpić, czy ktokolwiek jest w mieszkaniu, jednak doszli do wniosku, że pan Ian jest już dość starym człowiekiem i trzeba mu dać trochę czasu. I rzeczywiście, w końcu ktoś otworzył im żelazną furtkę i spojrzał spod krzaczastych, siwych brwi.
- Ta? – zapytał głośno staruszek i zmierzył całą grupkę bystrym wzrokiem.
- Dzień dobry. – Odezwała się Amy, która z Jessicą stała najbliżej drzwi. – Przepraszamy, że niepokoimy, ale chcielibyśmy zapytać o Mglistego Kła.
- Podobno jest pan w posiadaniu prawdziwego kła Kła. – Dodała szybko Jessica i uśmiechnęła się szeroko.
     Staruszek zmierzył jeszcze raz grupkę wzrokiem, szczególnie wpatrując się w dziewczęta. Odwzajemnił lubieżny uśmiech Jessice, po czym rzekł:
- Pewnie dzieciaki, wchodźcie.
     Mieszkanie było przytulne, choć trochę zaniedbane. Wyglądało na to, że pan Ian mieszkał tu sam. Gdy grupka weszła do środka, od razu zauważyła kieł. Był oszklony i oprawiony w ramkę. Wisiał na ścianie vis a vis drzwi wejściowych. Harry zrobił kilka fotek po czym zwrócił się do domownika:
- Nie ma pan nic przeciwko, prawda?  
- Już się przyzwyczaiłem, nie brakuje tu teraz turystów. W ciągu ostatnich dwóch lat spotkałem więcej ludzi, niż przez całe życie. Tak młodych, jak wy nie widuję jednak często.
     McStarloon usadowił się na dużym poobcieranym fotelu i wskazał gościom sofę. Tommy i Lisa, nie zmieścili się jednak i stanęli oparci o parapet.  
- Może nam pan powiedzieć co wie na temat tutejszego monstrum?
- Mogę wam powiedzieć co wiem, a wy sami wybierzecie, czy mi uwierzyć. Mam 88 lat i sam mam już problemy z tym co mogę naprawdę widzieć i słyszeć. – wskazał parze przy oknie półkę z książkami – Znajdźcie tam "Legenda Mglistego Kła”. Książka została napisana przez miejscowego dziennikarzynę i zawiera zbiór sprawozdań z widzenia potwora. Większość tego chłamu nadaje się do podtarcia tyłka, ale są tam dwie relacje, które uznaje za prawdziwe.  
     Tommy odnalazł na półce książkę i szybko podał ją Harry'emu, co było zupełnie zrozumiałe.  
- Dwie osoby naprawdę widziały Mglistego Kła. Ja jestem trzeci, jeśli to co widziałem, było tym, czym mogło być. Pierwszą osobą jest Wlligins. Mój stary przyjaciel. Zginął dwa miesiące po incydencie z potworem, ale zdążył opowiedzieć paru osobom, w tym mnie, co mu się przytrafiło. Wlligins był dwa lata starszy ode mnie, ale do końca nie stracił rozumu, widział lepiej i słyszał lepiej ode mnie. Opowiedział, że podczas spaceru w mglisty ranek, widział jak Kieł przebiega przez drogę. Ja mu wierzę. Od niego się wszystko zaczęło, więc możecie sobie wyobrazić, jakie zaufanie miał wśród mieszkańców mój świętej pamięci przyjaciel.
- Rozmumiemy, przykro nam. – Staruszek machnął ręką a Harry kontynuował wertując książkę – Znalazłem. "Pierwsza relacja – R. H. Wlligins”, a druga relacja, którą pan uważa za godną uwagi?
- Córka Stewardów. Ta dziewczyna zawsze miała zmysł do pakowania się w kłopoty, ale nigdy nie kłamała. Jest chora na jakąś chorobę genetyczną i czasami ucieka do lasu, albo gdzieś tak. Jednak odkąd rzekomo widziała "coś” w lesie, jeszcze ani razu nie uciekła i jeszcze bardziej zamknęła się w sobie. W książce jest tylko streszczona relacja zdarzenia sporządzona przez Stewardów. Moim zdaniem nie zawiera całej prawdy. Oni coś ukrywają. Niech mnie diabli, nie rozmawiają z turystami, a gdy znajomi poruszą temat Kła, od razu się puszą i zbierają do wyjścia. Dlatego ta relacja jest taka ważna, może nie w całości prawdziwa, ale coś w niej musi być.
- W takim razie, może nam pan powiedzieć gdzie tu jest jakaś księgarnia, czy coś w tym stylu, gdzie będziemy mogli kupić egzemplarz?
- Możecie zatrzymać tę, którą wam dałem, pod warunkiem, że odwiedzicie mnie na koniec waszej wyprawy.
     Goście się zgodzili, wymienili jeszcze parę grzeczności z gospodarzem i zaczęli się zbierać do wyjścia. Harry jednak przystaną i zamykając wreszcie książkę rzekł:
- A pańska relacja? Nie znalazłem jej w książce.  
- Bo ja nie składałem żadnej relacji w żadnych książkach. Upubliczniłem tylko wiadomość o znalezionym kle.
- Dlaczego? – spytała Elma
- To, co widziałem nie nadaje się na żaden artykuł, ani rozdział w książce. Opowiadam to tylko turystom, którzy byli w lesie, szukali w lesie i pofatygowali się do mnie po wyjściu z lasu. Ludzie zazwyczaj reagowali śmiechem, bądź oburzeniem. Była jednak kiedyś grupka podobna do was. Oni patrzyli na mnie ze zrozumieniem i powagą, panowała wśród nich grobowa cisza. To daje mi jednak do myślenia... Może faktycznie widziałem, co widziałem.  

c.d.n.

SzkarlatnyJenkin

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 1704 słów i 9815 znaków.

4 komentarze

 
  • zaczytana

    Dziękuję :* wspaniałe

  • Bina

    Super! Zgadzam się z Cam- zapowiada się ciekawie :)

  • Cosmo

    Zapowiada się świetnie!
    Masz trochę zbyt 'szkolny' sposób narracji, ale myślę, że się z tym 'wyrobisz'. Generalnie czekam na c.d :D

  • Cam

    Jeny aż mnie ciarki przeszły pod koniec :) zapowiada się ciekawie :)