Arystokrata 16

Arystokrata 16Drugi po raz kolejny starał się bezowocnie, rozprostować ramiona, aby choć na chwilę ulżyć bolącym plecom. Ostatnie kilka godzin, z niewielkimi przerwami spędził na kolanach. Czy nikt z tych cholernych panów nie zdawał sobie sprawy z tego, jaką torturą jest bezruch w jednej pozycji i bezmyślnie za mocno zatrzaśnięte kajdanki? Przez zaburzone krążenie ból dłoni nasilał się, a napuchniętych palców u rąk już prawie nie czuł. Próbował zwrócić młodemu funkcyjnemu uwagę, aby zluzował zacisk, ale skończyło się tylko na stuknięciu go pałką w głowę i celowym,  mocniejszym dociśnięciu obręczy. Kolejny niewyżyty gówniarz z potrzebą pokazania swej wyższości. Niewolnicy świetnie nadawali się do odreagowywania złych humorów, pochmurnych dni i bóg wie czego jeszcze, nie tylko swoich właścicieli, ale również strażników, funkcyjnych niewolników i całego cywilnego personelu. Z braku możliwości obrony i z obawy przed większymi szykanami, nawet nie próbowali oporu, w milczeniu znosząc samowolkę pańskich piesków. Z bezsilności uderzył czołem w twardą wypolerowaną podłogę. Fizyczne cierpienie mieszało się z psychiczną udręką. Nie liczył na powrot do domu Marty nawet w najśmielszych oczekiwaniach. Przekonanie, że po incydencie z Ronem zostanie odesłany do swojej celi w rezydencji, nie dopuszczało innej możliwości, a tak naprawdę w sytuacji jakiej się znalazł byłoby najlepszym rozwiązaniem. Na samo wspomnienie, jak zastała go z opuszczonymi spodniami, masującego plecy rozdygotanego Lana, chciało mu się walić łbem w posadzkę do utraty przytomności. I to żałośnie pośpieszne ubieranie się, gdy Marta przez moment ogarniała zastaną sytuację… A najgorsze w tym wszystkim, że nie uwierzyła, że nie chciał zgwałcić chłopaka. Nigdy nie zniżył się do czegoś tak podłego… nigdy. Do dzisiaj… Ale co miał zrobić?! Jak miał się zachować w położeniu, w którym go postawił Ron? Jeszcze teraz słyszał w głowie pełen odrazy ton głosu panny Rays. Brzydził się sam siebie. Pragnął jej wytłumaczyć, że dobrze zna to straszliwe upokorzenie, że wie jak boli akt fizycznego pohańbienia i że nigdy z własnej woli nie uczyniłby tego drugiemu człowiekowi. Co z tego, że nie była to jakaś wyjątkowa sytuacja. Od dawna taka przemoc należała do normalnych praktyk w tym domu i nikt się takimi pierdołami nie przejmował. Jak nie ty to inni; jak nie ty to ciebie… Ale jak miał wytłumaczyć tej dumnej kobiecie, czym jest poddanie, zależność i wybór pomiędzy złem… i złem. Jak mógł to sprawić?! Nawet nie wysilał się, aby przekonać Martę Rays. Jego słowo nie miało żadnej wartości, był nikim, śmieciem niewartym splunięcia. Po tym co zaszło w suterenie, nie różnił się niczym od swoich oprawców. Gdyby miał wybór, wróciłby do rezydencji, oczekując na powrót Roberta i przygotowując się do niewątpliwej kary, która zostanie mu wymierzona. Zadrżał, na samą myśl o tym, co go czeka. Kastracja… Czy może być jeszcze coś straszliwszego niż wytrzebienie. Kolejny raz uderzył głową w chłodny marmur podłogi. To wszystko było nie do wytrzymania! Nie do wytrzymania była świadomość, jaką marionetką stał się w rękach szaleńców i na jak wiele zdarzeń nie miał wpływu, i rzeczy, których nie chciał popełnić. Nieznośna suchość w ustach doskwierała. Oblizał spierzchnięte wargi, chciało mu się pić. Klęcząc od tylu godzin, mógł się już poczuć jak element wyposażenia, jak ten duży stojący na przeciwległej ścianie zegar z okrągłym wahadłem, miarowo odliczający czas. W pewnym momencie odniósł wrażenie, że kiwa się w rytm uderzeń. Liczył, że chociaż Alan podejdzie do niego, ale poganiany przez gosposię, nie miał okazji i przemykał tylko od czasu do czasu obok. Tkwił tak ogarnięty ponurymi myślami, walcząc z obolałym ciałem o chwilę błogosławionego odprężenia i nie zauważył, gdy w końcu pojawił się obok niego osobisty panny Rays, a na którego uwagę już dawno stracił nadzieję.  
- Coś ty nawyprawiał? - spytał szeptem i nie czekając na odpowiedź, dodał: – Jak stara pójdzie do domu, to pogadamy. - Poklepał Drugiego po plecach i pospiesznie odszedł do swoich obowiązków. Ten gest i krótkie parsknięcia gospodyni, kiedy kilkakrotnie przechodziła obok, uświadomiły mu, że wiadomość o jego występku dotarła do pałacyku Marty szybciej niż on sam. Nie lubił tej kobiety, zresztą z wzajemnością. Ta w podeszłym już wieku osoba, widząca w każdym niewolniku potencjalnego kryminalistę, od czasu kiedy tu zamieszkał, odnosiła się do niego z wymuszoną obojętnością. Trochę lepiej traktowała Alana, ale tylko z tego powodu, że jako osobisty panny Rays, był pożyteczny i wykorzystywany do wszelkich możliwych prac. Natomiast obecność Drugiego, według niej, była jakimś kompletnym nieporozumieniem. Jak większość społeczeństwa tego regionu kraju, czerpiąca wymierne korzyści z niewolniczej pracy, hołdowała zasadzie, że wartość niewolnych i potrzeba utrzymywania ich, jest celowa do momentu zapotrzebowania na jego pracę. W innym wypadku, każdy taki sługa był zbędnym obciążeniem, którego należało się pozbyć. Teraz, kiedy usłyszała jeszcze jakim jest zwierzęciem, prawdopodobnie umocniła się w teorii o podludziach. Na szczęście dla niego i Alana, jej obecność ograniczała się tylko do kilku godzin dziennie, podczas których zarządzała gospodarstwem domowym małej rezydencji, jak sama nazwała dom swojej ulubienicy. Nie było niczyją tajemnicą, że Marta jest jedną z niewielu osób, którą ta oschła i zdystansowana kobieta lubiła i podziwiała. Co odważniejsi twierdzili nawet, że kochała spadkobierczynię Raysów jak własną córkę. Miało to swoje umotywowanie w przeszłości, kiedy jeszcze pracowała dla matki Marty. Od momentu powrotu panny Rays do rodzinnego domu, za punkt honoru obrała sobie sprawowanie opieki nad dziedziczką. Dzieliła czas i obowiązki pierwszej ochmistrzyni pomiędzy główną rezydencją i małą rezydencją. Doglądała i dbała o wygodę dziewczyny, czujnie bacząc, czy nic jej nie brakuje, a w domu wszystko funkcjonuje bez zarzutu. Do jej zadań należał też ewentualny nabór służby i bardzo ubolewała, że Marta nie zgadzała się na zwiększenie ilości sług, polegając jedynie na kucharce, również dochodzącej z głównego domu i swoim własnym osobistym. Jedno, co udało jej się wymóc na Marcie, zresztą za podpuszczeniem Martina, który nic nie wskórał osobiście u swej chlebodawczyni, to stała ochrona kilku wojskowych strażników wokół domu. Zarządca wyczulony na bezpieczeństwo rodzeństwa, słusznie przypuszczał, że niesforna Raysówna dla świętego spokoju przychyli się do "prośby” ochmistrzyni.  
Drugi zdając sobie sprawę z niechęci do siebie tej wpływowej kobiety, spodziewał się, że starsza pani równie dołoży wszelkich starań, aby pozbyć się z domu nielubianego niewolnika. Dzisiejsze wydarzenie było wystarczającym argumentem, do podjęcia usilnych zabiegów.  
Wraz z wybiciem kolejnej godziny, przy drzwiach wejściowych zrobiło się jakieś zamieszanie. Będąc odwrócony plecami, nie mógł nic dojrzeć, ale wśród głosów szykującej się do wyjścia gospodyni i jej pomocy kuchennej, rozróżnił jakiś męski. W pierwszej chwili przyszło mu do głowy, że któryś ze strażników przybył po niego i wbrew wcześniejszym rozważaniom, poczuł żal. Myśl o opuszczeniu tego spokojnego miejsca, a przede wszystkim Marty Rays przytłaczała. Szybko przyzwyczaił się do dobrego, prawie normalnego życia i do możliwości obserwowania kobiety, która go fascynowała. Od początku wiedział, że ten niespodziewany pobyt dobiegnie końca, kiedy z dzielnic zjedzie Robert, to konsekwentnie i z uporem odpychał od siebie świadomość nieuniknionego powrotu do piekła jakie zgotował mu Rays. Liczył też, że znajdzie jakiś sposób, na wytłumaczenie się siostrze swego pana. Bardzo mu zależało, aby uwierzyła, że nie chciał tego zrobić Lanowi… Boże, tylko jak miał to uczynić, kiedy bez pozwolenia nie mógł się odezwać? Zasady jednoznacznie określały: niewolnik nie pytany, nie miał prawa zwracać się do właściciela. A ona nie rozmawiała z niewolnymi bez wyraźnej potrzeby, służba powinna być niewidzialna. Dała Drugiemu szansę tam na miejscu, w podziemiu, ale nie potrafił z niej skorzystać. Gdyby był inny… Gdyby był kimś bez przeszłości… Gdyby nie miał nic do stracenia… O czym znowu myślał? Co mu się marzyło? Był kolejnym niewiele wartym niewolnikiem. Jakie miała znaczenie rozpaczliwa chęć zachowania własnej godności, gdzie nikt na zwracał uwagi na taką błahostkę? Co z tego, że wciąż tliły się w nim uczucia, które nie pozwalały zeszmacić się do końca. Tak bardzo żałował, że nie w oczach tej kobiety. Do dziś odnosił wrażenie, że siostra Roberta dostrzega w nim coś więcej niż… Drugi uśmiechnął się smutno do swoich myśli. Nawet już sam siebie traktował jak rzecz. I dobrze. To było szaleństwo! Co sobie wyobrażał? Ciągle jeszcze reagował jak wolny człowiek! Nie wolno mu tego robić, nie wolno mu w ten sposób myśleć. Jest nikim. Swoją nicość odnalazł w spojrzeniu złotych oczu, kiedy patrzyła na niego z pogardą; gdy z lekceważeniem słuchała nieporadnego tłumaczenia. Wzdrygnął się na myśl wspomnienia…  
Nagłe pojawienie się przed nim męskich butów, których na pierwszy rzut oka wartość przekraczała cenę szeregowego niewolnika, przywróciło Drugiego do rzeczywistości.  
- Marta zna się na rzeczy - usłyszał nad sobą słowa uznania, zabarwione ledwie wyczuwalną drwiną. - Nowy do przyjemności?  
- To osobisty pana Raysa. – Wyczuł za sobą Alana wcześniej, niż go usłyszał.  
- Osobisty twierdzisz - zawiesił głos na chwilę – więc, co tu robi… osobisty Roberta? - Czubek buta z miękkiej skóry trącił klęczącego niewolnika w kolano. Nie było to bolesne uderzenie, ale bardzo wymowne.  
- Nie wiem, Panie.  
Mężczyzna roześmiał się i odszedł wolnym krokiem w głąb salonu. Drugi podniósł głowę na chwilę, aby zerknąć na przybysza w momencie, kiedy przybysz podawał Alanowi swój płaszcz.  
Nigdy nie widział tego człowieka, ale sądząc po ubraniu, był kimś znacznym. Dwurzędowy matowy garnitur w kolorze ciemnej szarości, dopasowana do nienagannej sylwetki marynarka, którą rozpiął siadając na kanapie, i drogie klasyczne dodatki w postaci spinek u mankietów koszuli oraz zegarka, świadczyły o wysokiej pozycji tego ciemnowłosego, szczupłego mężczyzny. Miał klasę, ale bez trudu odkrył, że nie był arystokratą, za którego wyraźnie chciał uchodzić. Czuł się w tym domu dość swobodnie, bez skrępowania korzystał z obficie zaopatrzonego barku, chociaż wyglądało na to, że gości tu po raz pierwszy, z ciekawością i uznaniem rozglądając się po wnętrzu. Przechadzając się po dużym salonie, dwa razy zatrzymał się obok Drugiego. Wtedy miał okazję lepiej przyjrzeć się dopasowanym do garnituru butom i nogawkom spodni, z idealnie prostym kantem bez najmniejszego załamania. Nienaganny strój wiele mówił o swoim właścicielu, a intuicja Drugiego, sądząc po wyraźnie tłumionym na widok niewolnika niepokoju, którego obecność źle interpretował, podpowiadała mu jeszcze więcej. Niewolnik spróbował poruszyć palcami dłoni; tępy ból przeszył jego ciało. Żeby chociaż tak na chwilę można było poluzować te nieszczęsne kajdanki. Westchnął głęboko i spróbował zapaść się w sobie, starając odsunąć myśli od przyczyny cierpienia. Za chwilę ulgi byłby w stanie zrobić wszystko. Zacisnął powieki. Natychmiast przed oczyma pojawił się obraz wieczoru sprzed kilku dni, który utkwił mu w pamięci i powracał jak bumerang, ilekroć tylko pomyślał o Marcie. Tamtej nocy obudził się zlany potem. Uporczywy senny koszmar i pragnienie spowodowane nawracającą gorączką, nie pozwalały na spokojny sen i odpoczynek. Myśl, o łyku zimnej wody nie pozwalała ponownie zasnąć, więc podniósł się z trudem i skierował do łazienki. Zaspokoił pragnienie, pijąc wodę prosto z kranu, po czym obmył twarz i spojrzał w lustro. Odgarnął za długą grzywkę i przyjrzał się wiśniowo brunatnemu wylewowi w oku. Rozmiar urazu powoli zmniejszał się. Krwiak zszedł z tęczówki i poprawiła się ostrość widzenia w uszkodzonej gałce ocznej, ale ciągle lewa część twarzy nie wyglądała najlepiej. Zresztą całe jego ciało wyglądało jak poligon wojskowy, na którym trenował jego właściciel. Na samo wspomnienie Roberta w furii, zrobiło mu się ciepło. Tamtego popołudnia Raysa poniosło, takiego rozjuszonego Drugi nigdy w życiu nie widział i był pewien, że tym razem już nie uda mu się ujść z życiem.  
Jeszcze raz polał twarz wodą i poczekał, aż spłynie po kilkudniowym zaroście, szyi i nagiej piersi. Przyjemny chłód wywołał dreszcz na rozpalonym ciele. Powinien zgłosić swój stan zdrowia lekarzowi, ale nie miał ochoty ruszać się z tego miejsca, było mu tu tak dobrze… tak po ludzku spokojnie. Na pewno jednak przydałaby się jakaś tabletka, na spędzenie gorączki. Pamiętał, że lekarstwa są w kuchni i postanowił tam pójść. Wciągnął na siebie spodnie i nie spodziewając się nikogo spotkać o tej porze, wyszedł z pokoju na korytarz, prowadzący do głównego skrzydła domu. Właśnie łamał kodeks, w myśl którego niewolnik nie będący osobistym lub specjalnie wezwany, nie powinien przebywać w części mieszkalnej swego pana. Wydostał się na półpiętro, pod bosymi stopami poczuł ciepłą i gładką podłogę; otuliła go cisza i półmrok. W miejscu gdzie mieszkała służba, którą teraz stanowił on z Alanem, na korytarzu, zawsze paliło się światło i szumiały urządzenia stanowiące serce domu, więc ten nagły spokój był czymś niezwykłym. Minął jadalnię i skierował się do kuchni, jednak coś pchnęło go do salonu. Obszedł dookoła kanapy i tonąc w grubym, miękkim dywanie podszedł do dużego okna. Widok oświetlonej rezydencji mógł oszołomić. Na tle ciemnego nieba i ściany lasu w oddali, podświetlona iluminatorami, wyglądała bajecznie, nigdy nie widział tego wielkiego domu z tej perspektywy i o tej porze. Zafascynowany, stał tam dość długo, dopóki jakiś niewyraźny odgłos stuknięcia nie wyrwał go ze skupienia. Automatycznie zerknął w stronę korytarzyka, prowadzącego z salonu do pokoi Marty, bez namysłu poszedł w tamtym kierunku. Z gabinetu przez uchylone drzwi sączyło się światło; podszedł cicho i zatrzymał przy nich w taki sposób, aby widząc wnętrze, samemu nie zostać dostrzeżonym. Dziewczyna zagłębiona w fotelu za sporym biurkiem, wpatrzona w monitor, którego blask oświetlał skupioną nad czymś twarz, zdawała się być mocno zafrasowaną. Otulona szlafrokiem frotte z rozpuszczonymi włosami, spadającymi kaskadami naturalnych loków na ramiona i co pierwszy raz ujrzał, w okularach, zupełnie nie przypominała zimnej i niedostępnej dziedziczki, przed którą respekt czuli możni tego świata. W tej chwili nie była panią życia i śmierci wielu ludzi, a zwykłą, zapracowaną do późna w nocy młodą kobietą. Gest smutnego rozczarowania, gdy sięgnęła po filiżankę, która przytknięta do ust, okazała się pustą, sprawił, że pragnął podejść do niej. Czuł nieodpartą potrzebę, aby zamknąć w ramionach tę kruchą i sprawiającą wrażenie bezbronnej kobietę, jaką się wydawała, w tym dużym ciemnym gabinecie, rozjaśnionym jedynie lampką na biurku i dogasającymi polanami w kominku tuż obok. Marta otoczyła się rękoma w geście niewątpliwego zmęczenia i przylgnęła mocniej do oparcia mebla, aby po chwili przytulić policzek do dłoni, ułożonej na ramieniu i częściowo skrytej pod przyjemną tkaniną. Ledwie się powstrzymał, aby w naturalnym odruchu nie podejść do niej, odgarnąć kosmyki błyszczących włosów, zasłaniających delikatne dołeczki w policzkach i… Tak bardzo pożądał musnąć wargami zmysłowe, pełne usta, szyję… otoczyć ramionami… Przycisnął czoło do chłodnego drewna drzwi i uśmiechnął się gorzko do nierealnych myśli szalejących w głowie. Pragnął dotknąć jej… zanurzyć twarz we włosach… służyć… Do dziś pamiętał pewne letnie popołudnie i beztroski śmiech Marty i ciepłe, rozmarzone spojrzenie złocistych oczu. Zapamiętał nawet zapach i ciepłą korę drzewa zza którego obserwował… Zaciśniętą w pięść dłonią cichutko uderzył we framugę. Twarz niewolnika mimowolnie wykrzywiła się w grymasie rezygnacji. Raz jeszcze spojrzał na Panią i zmusił się do wycofania. Równie bezszelestnie, jak tu przyszedł, oddalił się, unosząc ze sobą obraz kobiety, na którą reagował wbrew rozsądkowi.  
- Co on tu robi? - Drgnął. W pierwszej chwili, nie zorientował się, czy słyszy nad sobą głos panny Rays, czy to wyobraźnia płatała mu figla. Pozorny spokój w jej głosie, kiedy rozmawiała z Alanem i z wcześniej przybyłym mężczyzną, nie był w stanie ukryć zdenerwowania. Szybkiego interpretowania nastrojów, nauczył się służąc Robertowi. Paradoksalnie, im bardziej Rays na zewnątrz okazywał chłód i opanowanie, tym większe było jego rozwścieczenie. W takich momentach zawsze zdradzał go ledwie uchwytny mroczny cień w głosie, gdy akcentował niektóre sylaby, a Drugiemu w takich wypadkach nakazujący szczególną ostrożność. Dokładnie tę samą cechę dostrzegł u Marty w trakcie nielicznych i krótkich rozmów. Jeśli miał rację i jeśli reagowała tak samo jak jej brat, to mógł zapomnieć o pozostaniu w jej domu. W duchu trochę liczył, że skoro nie zdecydowała się na natychmiastowe ukaranie niewolnika, to że wraz z upływem czasu, gdy minie pierwsze wzburzenie, dopuści do siebie pewne fakty, oraz nieporadne tłumaczenie. Pochłonięty natłokiem myśli, związanych z dzisiejszymi wydarzeniami, nie zauważył, jak odeszła z przybyłym wcześniej mężczyzną. Wszystko wskazywało na to, że jeszcze trochę będzie musiał poczekać na jakąkolwiek decyzję względem siebie. Niepewność była straszna. Zupełnie nie potrafił się skupić na istotnych dla niego sprawach, a przede wszystkim, nie miał pojęcia ile jeszcze wytrzyma w tej coraz bardziej uciążliwej pozycji. Czuł się, jakby przejechał po nim walec. Wprawdzie ciało przyzwyczajone do fundowanych mu przez Roberta dosyć często, takich wielogodzinnych maratonów i stosunkowo wysokiego progu bólu od regularnego bicia, dziś nie radziło sobie z wycieńczeniem organizmu. Skoki wysokiej gorączki i ciągły dyskomfort spowodowany zrastającymi się żebrami czyniły go słabym i nieodpornym na fizyczne szykany.  
- Słyszysz? - Alan stuknął go w ramię.  
Wzdrygnął się i zaskoczony skulił jak przed uderzeniem, jednak po chwili, gdy dotarło do niego, kto przed nim stoi, uniosł głowę.  
- Nie – odpowiedział zgodnie z prawdą. Nic nie słyszał. Powtórnie spróbował się rozluźnić, aby ulżyć dłoniom, jednak daremnie.  
- Pieprzą się… – osobisty nasłuchiwał. – Pani z tym arystokratą.  
Drugi wyprostował plecy i skupił na odgłosach dobywających z wnętrza domu. Chłopak miał rację, bez wątpliwości wyraźnie dawały się słyszeć charakterystyczne dźwięki kochającej się pary.  
Uśmiechnął się delikatnie.  
- Przynieś mi trochę wody - poprosił ze spierzchniętymi ustami.  
- Ale oni są w kuchni - odparł rzeczowo Alan, nie przerywając nasłuchiwania. - Nieźle dają.  
- Nic ci do tego, co robią – warknął, słysząc złośliwy ton młodego niewolnika. – Przynieś mi z łazienki, albo skądkolwiek, bo za chwilę tu padnę.  
Alan wyprostował się zdziwiony gwałtownością reakcji niewolnego, popatrzył przez sekundę na niego i skierował w stronę barku. Drugi spróbował przesunąć trochę kajdanki na skutych za plecami dłoniach, aby zmniejszyć ból, ale to też nic nie pomogło.  
- Masz. – Alan przytknął mu do ust małą buteleczkę wody mineralnej.  
Pił bardzo łapczywie, starając się nie uronić nawet kropli.  
- Rzeczywiście jesteś spragniony – młody stwierdził ze zdumieniem, stopniowo unosząc szkło do góry.  
Gdy woda się skończyła, Drugi odetchnął głęboko i usiadł na stopach.  
- Jakbyś jeszcze poluzował mi te cholerne kajdanki, to może wróciłbym do świata żywych.  
Alan spojrzał w stronę kuchni, na klęczącego przed sobą i sięgnął do obroży niewolnego po kluczyk.  
- Jak ktoś zobaczy, to obaj mamy ciepło – mruknął, starając się jak najciszej zdjąć metalowe obręcze.  
Drugi syknął i wygiął w pałąk, kiedy tępy ból rozszedł się od nadgarstków w górę i zatrzymał na barkach. Na zdrętwiałych dłoniach, które z trudem opuszczał, pojawiło się nieznośne mrowienie. Niełatwo przychodziło, przezwyciężenie chęci trzymania rąk w poprzedniej pozycji. Bardzo powoli opuszczał je wzdłuż boków.  
- Niech to cholera – wycedził, przez zaciśnięte zęby. Próba rozmasowania drętwych palców spowodowała mdłości.  
- Chcesz jeszcze wody? – Alan spoglądał na Drugiego z troską.  
Niewolny pokręcił głową i z niewielką ulgą w głosie powiedział: - Nie, dziękuję. Nie wiem, ile jeszcze przyjdzie mi tu spędzić czasu, ale jak jeszcze będę musiał pójść za potrzebą…  
- Racja – przyznał młody chłopak, znów przysłuchując się odgłosom dobiegającym z kuchni. – Z tego co tu dociera, to chyba szybko nie skończą.  
- Przestań interesować się tym, co ciebie nie dotyczy… - Drugi z wysiłkiem podniósł się na nogi i wyprostował, próbując machnąć ramionami, aby rozluźnić napięte mięśnie.  
- Dlaczego? Przecież nie podsłuchuję.. – Chłopak, zauważając przyjaciela spacerującego po pokoju, zaprotestował: - Weź się nie wygłupiaj! Naprawdę, jak ktoś się dowie, że cię rozkułem, to mamy przerąbane. Wracaj tam, gdzie byłeś. Proszę…  
Drugi, spostrzegłszy wyraźny przestrach na twarzy młodego niewolnego, uspokajająco skinął głową i z ciężkim westchnieniem, ukląkł przed Alanem.  
- Tylko kilka kroków dla rozprostowania kości – usprawiedliwił się. - Zakładaj te pieprzone kajdanki… - Nie ukrywając niechęci ponownie złączył dłonie na plecach. Z chwilą zatrzaśnięcia chłodnego metalu wszystko dookoła zawirowało; nabrał powietrza do płuc, kiedy po obolałym ciele rozszedł się nowy rodzaj bólu. – A przypadkiem nie powinieneś przebywać teraz w zupełnie innym miejscu? – zwrócił się do osobistego Marty, odpychając od siebie nieprzyjemne doznanie. – Zdaje się, że cię odesłała…  
- Nie bądź taki dowcipny. Pilnuję, żebyś nie zwiał – odciął się, przyglądając się badawczo nadgarstkom starszego niewolnika i bacznie sprawdzając, czy tym razem obręcze są wystarczająco luźno.  
- To, jest jakiś argument. – Jasnowłosy mężczyzna poruszył dłońmi. Pomału powracało czucie w palcach. – Jestem przecież szczególnie niebezpieczny.  
- Drugi..? – Alan usiadł na podłodze tuż przed skutym na powrót mężczyzną i spojrzał poważnie w jego twarz.  
- Chcesz wiedzieć, czy to zrobiłem? – Niewolny znacząco obrzucił wzrokiem młodego i uprzedzając kolejne pytanie, dodał: - A ty, jak myślisz? – W pytaniu i spojrzeniu znalazła się pewna niezamierzona szorstkość.  
Chłopak uciekł ze spojrzeniem gdzieś w bok i wzruszył ramionami.  
- Wiem. Domyślam się. Tak jakoś głupio spytałem…  
Drugi skurczył się w sobie i rozsunął szerzej nogi, aby odciążyć bolące kolana.  
- Nie zrobiłem, ale mało brakowało… - przyznał spokojnie, aczkolwiek niechętnie. Zmiana środka ciężkości ciała, przyniosła ulgę i na moment trochę wytchnienia.  
Zapadła cisza, gdy obaj na krótko pogrążyli się we własnych myślach.  
Pierwszy odezwał się Alan: - Założę się, że Ron dał ci propozycję nie do odrzucenia. – Bardziej stwierdził, niż zapytał i nie czekając na odpowiedź, zwrócił się ponownie: - Powiedz mi tylko, o co ta wielka awantura skoro tak się dzieje od zawsze?  
- To znaczy, jak się dzieje? – Drugi zastanowił się nad zadanym mu pytaniem. Już wcześniej przebiegła mu przez głowę myśl - skąd tak gwałtowna reakcja panny Rays na torturowanie niewolnika? Przecież tak było, jest i tak będzie. – Że od zawsze, czy że wybuchła awantura?  
- Że moja pani wkurzyła się i teraz chcą ciebie za to ukarać. – Poirytowany chłopak szybko wyrzucił z siebie słowa.  
Jasnowłosy mężczyzna przez moment analizując wcześniejsze rozważania, przypuszczał, że reakcja Marty była sprowokowana niespodziewana agresją Rona w stosunku do Suzann, a później na nią samą, w wyniku której w odruchu samoobrony zastrzeliła funkcyjnego. Może teraz żałowała, że odebrała życie człowiekowi Roberta i potrzebowała wyładować na kimś swoją złość? Kogoś za to ukarać? Dziewczyna prawdopodobnie po raz pierwszy zderzyła się z brutalną rzeczywistością domu Rays. Do tej pory nie zdawała sobie sprawy, lub jej wiedza była mocno ograniczona, co tak naprawdę działo się w podziemiach i na plantacji każdego dnia. Nie posiadała najmniejszej świadomości o tym, że istnieją dwa światy niewolników. Pierwszy, który przynosił dochody, chlubę i służył, oraz drugi świat będący śmietniskiem tego pierwszego. To w nim skrywały się dewiacje, tu trafiały odpady ludzkich ułomności, gdzie nikt i nic się nie liczyło. Nieświadoma tego wszystkiego zareagowała emocjonalnie i bardzo ostro, a za tę cenną lekcję życia w Radrays Valley, przyjdzie zapłacić Drugiemu.  
- Kogoś muszą skazać, choćby dla zasady i przestrogi. – Westchnął ze znużeniem, po czym dodał: - Jedna dobra rzecz z tego wszystkiego - nie ma już Rona.  
- Aż nie chce się uwierzyć, że ten bydlak nikogo już nie będzie bił. – W oczach Alana pojawił się błysk, a na twarzy uśmiech, tylko dźwięk słów sprawił, że niewolny obrzucił go badawczym spojrzeniem, a tyle wystarczyło, aby zrezygnował z pytania o słuszność domysłów. – Pewnie znajdzie się inny… - młody dodał po chwili zmarkotniały i na nowo skupił się na odgłosach dobiegających z sąsiedniego pomieszczenia.  
- Jak nie chcesz wrócić z powrotem do rezydencji, albo co gorsze trafić od razu na plantację, radzę, abyś przestał interesować się tym, jak się zabawia twoja właścicielka. – Drugi upomniał Alana, ale wbrew sobie czynił dokładnie to samo.  
Chłopak odwrócił się i zmierzył go wzrokiem, po czym z dziwnym wyrazem twarzy, spytał: - Czy osobisty może być także do przyjemności?  
Przez króciutką chwilę miał ochotę się roześmiać, ale ton głosu i poważna mina osobistego mocno go zaniepokoiła.  
- Co ci chodzi po głowie? – spytał ostrożnie, a gdy nie doczekał się odpowiedzi, ponowił pytanie: - Alan, co masz na myśli?  
- Tak sobie tylko pomyślałem, czy moja pani mogłaby mnie chcieć do przyjemności – odpowiedział speszony, uciekając ze wzrokiem gdzieś w bok i wycierając dłonie o materiał spodni.  
- Chcesz kłopotów? – Drugi oblizał nerwowo wargi. – Przyjmujesz regularnie eprogester?  
- Chyba wiadomo, że tak – odpowiedział niespokojnie. – Nie da się przecież nie pojawić na badaniach i nie dostać w żyłę.  
Jasnowłosy nie spuszczał wzroku z młodego niewolnego. Pytanie które zadał chłopak, wzbudziło niepokój. Każdy niewolnik, poza małymi wyjątkami, służący w domu, a osobisty szczególnie, był poddawany całkowitemu zniesieniu popędu seksualnego. Podawanie anafrodyzjaku w regularnych odstępach czasu, tak samo jak badania lekarskie stanowiły priorytet i warunek służenia w domu swoim panom. Miał nadzieję, że Alan nie wymyślił czegoś głupiego.  
- Wiesz, co cię czeka, gdyby wykryto, że nie poddałeś się kontroli i nie przyjmujesz anafry?  
- Wiem, wiem. Wszystko jest w porządku… - zapewnił pospiesznie - tylko…  
- Tylko co? – Drugi widząc zmieszanie na twarzy siedzącego przed nim, nie miał wątpliwości o co chodziło. Dzieciak, był w końcu młodym mężczyzną, dobrze odkarmionym, nieprzepracowanym i w służbie u pięknej kobiety. Zniesiony popęd zastępowała wyobraźnia. – Chciałbyś być na miejscu tego gościa – stwierdził i potarł policzkiem o ramię. – Zapomnij o tym dla własnego dobra.  
- Weź i zapomnij… – mruknął zrezygnowany. – Widzę, słyszę, czuję… i bardzo ją lubię. Służyłbym jej do ostatniego tchu…  
- Dosyć! – Pokręcił głową, widząc, jak się nakręca. – Teraz jesteś w najlepszej sytuacji – na kolanach przysunął się bliżej, próbując coś wytłumaczyć – masz spokojną robotę, nikt cię nie katuje, i jeśli będziesz bystry, i udowodnisz, że w tym co robisz jesteś najlepszy i niezastąpiony, masz pracę na długie lata. Normalny właściciel nie lubi zmieniać osobistych, nie chce mu się przyuczać nowych i znosić ich potknięcia. Wystarczy dobrze obserwować, a szybko nauczysz się, co lubią a czego nie znoszą, czytać im w myślach i nie rzucać w oczy… - Drugi nabrał powietrza do płuc, ręce ponownie dawały znać o sobie, a jeszcze na dodatek między łopatki wszedł jakiś kłujący ból.  
- Fajnie sobie tak pogadać – Alan wzruszył ramionami i zakłopotany potarł dłonią policzek – ale widzę ją codziennie. Co rano przynoszę jej kawę do łóżka, szykuję kąpiel, wiem, że uwielbia jaśmin i nie znosi, gdy fryzjer ciągnie za włosy albo tuż przed wyjściem w pończosze poleci oczko. Jestem tuż obok niej kiedy płacze i kiedy się śmieje. Masuję stopy kiedy czyta książkę… Wiem też, że nad lewą piersią ma maleńkie znamię. Widzę, jak przychodzą niewolnicy do przyjemności i słyszę dokładnie to samo co teraz i… – zawiesił na chwilę głos. – Kurwa, nie jestem przecież z kamienia...  
Skuty mężczyzna wyprostował się i popatrzył w rozżalone oczy młodego niewolnika. Nie pierwszy raz zauważał, jak destrukcyjne mogą być uczucia. Jeśli Alan nie zapanuje nad emocjami będzie skończony, nikt nie da mu drugiej szansy.  
- Nigdy nie chciej być do przyjemności. Nigdy! – Drugi warknął gniewnie. – Nie wiesz w ogóle o czym mówisz…  
- Co jest przepustką do jej sypialni? – wyszeptał zawiedziony, zupełnie jakby nie słysząc skierowanych do siebie słów. – Wytrenowane ciało, wyszkolenie, a dlaczego nie liczą się uczucia? Co takiego pociąga ją w tych zimnych, wyuczonych automatach do pieprzenia, których zmienia za każdym razem… - zawahał się przez chwilę. – No, może od czasu kiedy nie ma Kaja.  
- Uspokój się i zacznij myśleć tym, co masz w głowie, a nie w spodniach – jasnowłosy poruszył ramionami na tyle na ile pozwoliło mu skrępowanie. – Dla przyjemności jesteś niedługi okres czasu, jako osobisty możesz służyć wiele lat, a poza tym nie zapominaj czyja to jest przyjemność i przestań histeryzować. – Drugi pochylił się i uderzył czołem w podłogę. – Nie wytrzymam już dłużej w tej pozycji… Mam już naprawdę dość… - jęknął stłumionym głosem. – Wszystko mnie boli.  
Młody chłopak podniósł się i zerkając na klęczącego z góry, wycedził: - Gdybym wyglądał tak jak ty, to pewnie nadawałbym się dla panny Rays…  
Jasnowłosy niewolnik ze stęknięciem wyprostował plecy, coraz silniejsze zmęczenie powodowało, że z trudem panował nad irytacją. Miał ochotę przymknąć powieki i odpłynąć w niebyt, aby choć przez chwilę poczuć ulgę.  
- Gdybyś wyglądał jak ja – powtórzył słowa. – Czegoś tu nie rozumiem.  
Alan przymrużył oczy, a niewolny machnięciem głowy odrzucił włosy z czoła.  
- Nie zastanawiałeś się dlaczego moja pani cię tu trzyma?  
Drugiego zaintrygował twardy ton głosu, takie zachowanie było niepodobne do chłopaka, którego znał.  
- Chyba ty wiesz lepiej ode mnie – odparł zgodnie z prawdą. O ile dobrze pamiętał, to za sprawą jakiejś intrygi zarządcy, nie do końca dla niego zrozumiałej, tutaj się znalazł.  
- Widzę też, jak ona patrzy na ciebie i myślę, że za chwilę zajmiesz miejsce Kaja – wyczuł w głosie chłopaka sporo goryczy. Zdziwiony tymi nieoczekiwanymi słowami i smutkiem brzmiącym w głosie, dźwignął się, aby stanąć twarzą w twarz z młodym. Ten buntowniczo zmarszczył brwi i cofnął się o krok. – Nie mów mi, kim lepiej być, do przyjemności czy osobistym… To ty zaraz wylądujesz u niej w łóżku – mówił cicho i z naciskiem – ty będziesz jej służył… a ja, tylko podam rano kawę i będę mógł, co najwyżej sprawdzić po jej humorze, czy się sprawdziłeś.  
Drugi w tym cicho wypowiedzianym żalu, odnalazł tyle skrytych uczuć, że ogarnął go lęk i litość jednocześnie. Długo mierzyli się wzrokiem, nie mówiąc słowa. Obaj zdali sobie sprawę, że zbyt wiele zostało powiedziane. Jak można wytłumaczyć tak sprzeczne i skomplikowane uczucia, gdy mieszają się: strach, pożądanie, fascynacja i całkowite poddaństwo.  
- A myślisz, że ja tego chcę? – wyszeptał ze znużeniem jasnowłosy niewolny. – Nie mam nic do powiedzenia, jestem zmuszony… - nagle gwałtownie osunął się na kolana. Dzięki wyczulonej ostrożności wyłonił, cichy odgłos zbliżającej się osoby. W chwili, kiedy zatrzymała się koło niego Marta, on pozostawał już w pozycji uległego, zdany na jej łaskę i niełaskę, i z kołatającymi się po głowie słowami Alana: "- Nie zastanawiałeś się, dlaczego moja pani cię tu trzyma?”

violet

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka, użyła 5854 słów i 33959 znaków, zaktualizowała 22 lis 2019.

12 komentarze

 
  • Aga7676

    Gdzie mogę przeczytać  dalszą  część

  • agnes1709

    Czekałam, czekałam, ale już zapytam: olałaś?

  • edi

    no i co dalej zagladam tu czesto i nic .prosze pisz dalej ! :whip:  :help:

  • iamnaughty1990

    I kolejna osoba trafia do ulubionych, mogę oczywiście czerpać wzorce?
    Bogaty opis, emocje jakie płyną no chyba nie ma czytelnika, który po przeczytaniu zdania nie jest w stanie sobie wyobrazić danej sceny :bravo:

  • violet

    @iamnaughty1990 Oczywiście, czerp :)

  • Witkorr

    żeby nie było rasistowsko: nich cię chuj blady strzeli! To jest dobre i chcę więcej!

  • violet

    @Witkorr Nie wiem co powiedzieć... W każdym razie dziękuję za tak oryginalny komentarz.

  • kaktus

    Widzę, że rozmiar szerokości spojrzenia na daną scenę spodobał się tobie. Szkoda, że brak czasu ogranicza mi taki jeden projekt ze szpitala.  :hi:

  • violet

    @kaktus  :hi:  Miło Cię znów czytać. Pozdrawiam :)

  • Ewa

    Szybko wstawiona kolejna część, stanowiąca jednak całość akcji toczącej się w danym czasie i miejscu. Autorka bardzo dobrze wyraziła uczucia i emocje głównych bohaterów, podobnie jak i pobocznych, zajmując się nimi, stosownie do ich hierarchii na tym etapie powieści.
    Pomimo tego, że ostatnio pozornie dogadza nam mentalnym miodem i wanilią ;)  :), to cały czas czuję na języku pieprz i nie mogę pozbyć się wrażenia, że właśnie ostrzy pazur  :devil: Pozdrawiam serdecznie

  • violet

    @Ewa masz rację, ostrzę pazur... narazie, bo w między czasie wiele pazurów :) Dziękuję za komentarz i również pozdrawiam. :)

  • Ewa

    @violet Tak, tak ostrz jak najwięcej...jak to mówią, dla każdego coś miłego... :)

  • agnes1709

    Idziesz w dobrą stronę, bardzo dobrą, w końcu wiesz, komu kibicuję. Nie zawiedź mnie.:D: p.s. Ktoś tu narzekał, że zmiękłam, a sama co wyprawiasz? Gdzie Twoje pazury? Czekam na 17, tylko mam nadzieję, że nie do połowy przyszłego roku. Pzdr:kiss:

  • violet

    @agnes1709 jak zmiękłam, jak?! Mało Ci?  :whip: Następna część raczej w nowym roku, no chyba że... :)

  • agnes1709

    @violet No jasne, jak bym chciala jakies "w oczko" a najlepiej, zeby oberwala jakaś laska (tylko nie ta stara oczywiscie), bron Boze:lol2:

  • violet

    @agnes1709 Ty okrutna kobieto!  :spanki:

  • agnes1709

    @violet  Ja okrutna? To i tak fikcja, więc nie ma tu okrucieństwa, tylko takie małe, ostre czytadło :)

  • AnonimS

    Czytając to co opisujesz, trudno nie dać się ponieść emocjom. Konsekwentnie budujesz sceny i stopniujesz napięcie niczym mistrz Hitchcock. Jestem bardzo ciekaw skąd jako kobieta masz pomysły na tworzenie takich opisów relacji między mężczyznami . Ponadto zauważyłem brak niewolnych kobiet. Występujące kobiece postacie są albo silnie dominujące jak Marta czy Wiktoria, chwiejna ale też dominująca nad niewolnikami Susan czy neutralna ale też zarządzająca ochmistrzyni. Czyli nie ma dręczonych niewolnic. Nie czujesz konstrukcji ich postaci czy nie widzisz potrzeby umieszczania ich w swojej koncepcji? Bo myślę że takiej Susan przydała by się pokorna suczka na której mogłaby odreagować niechęć Marty czy obojętność i lekceważenie przez Wiktorię. To takie luźne dywagacje bo całość jest imponująca. BRAWO TY
    :yahoo:

  • violet

    @AnonimS Anonimie,  pierwotnie była to króciutka opowiastka,  w której nie było zapotrzebowania na niewolnice. Kiedy z opowiadanka zaczęła powstawać opowieść, doszłam do wniosku, żadnych niewolnic, w większości tekstów głównie są niewolne, uległe kobiety. Postanowiłam, ze świat Raysów będzie inny, odmienny od tych znanych i popularnych, będą tylko niewolnicy i to szczególni. W miarę przeistaczania się Arystokraty w dłuższą powieść, dla niewolnic nie było już miejsca z pewnych względów, które wyjaśnione zostaną nieco później. Dziękuję za miły komentarz i obecność.
    Pozdrawiam serdecznie :)

  • agnes1709

    @AnonimS Bardzo mi się podoba ten pomysł, aczkolwiek Violet jest nieustępliwa:sciana:

  • violet

    @agnes1709 niewolnic jest wszędzie jak psów, tu nie będzie! U Raysów, żadnych równouprawnień nie będzie. Absolutnie! :bitka:

  • agnes1709

    @violet A teraz napiszę na poważnie -  jeśli dzieje się krzywda kobiecie, nie facetowi, bardziej rusza emocje czytających. Co, może nie przyznasz mi racji? :P

  • violet

    @agnes1709 pewnie masz rację, ale założenie i geneza  opowieści była taka a nie inna i będę trzymać się tej opcji do upadłego. Co do emocji, niektórzy i niektóre, z naciskiem na niektórzy, sic! są odmiennego zdania.  ;)

  • agnes1709

    @violet Ok, więc jak Ty nie chcesz się znęcać, ja będę to robić, i już nie będę taka grzeczna. O!:P

  • agnes1709

    @KontoUsunięte Nie będę się przekomarzać, o gustach się w końcu nie dyskutuje:P

  • violet

    @KontoUsunięte na Ciebie zawsze mogę liczyć :) Uff dzięki za wsparcie, bo tylko te niewolnice i niewolnice  :P

  • violet

    @KontoUsunięte oo, to dobrze, źe już nie muszę cukrzyć bo porzygać się można ;)

  • violet

    @KontoUsunięte nieco

  • AnonimS

    @violet brawo moje miłe Panie dyskusja się rozwinęła . Autorko w komentarzu poruszyłem taką  kwestię  "Jestem bardzo ciekaw skąd jako kobieta masz pomysły na tworzenie takich opisów relacji między mężczyznami" .możesz to mi wyjaśnić? Nurtuje mnie to . Co do niewolnic.  Większość opisów dotyczy niewolnic podległych panom a mało jest opisów dotyczących relacji Pani i uległa, a jeśli już to dotyczą niewolnictwa seksualnego. Mi brakuje wręcz patologicznych relacji Pani - suka. Gdzie Pani dręczy i wręcz niszczy podległą jej kobietę. Wiem z doświadczenia że żaden facet nie dorówna w tym kobiecie. Pozdrawiam

  • violet

    @AnonimS zaloguj się to porozmawiamy na privie.

  • AnonimS

    @violet na razie nie jestem zarejestrowany . Tylko komentuję z doskoku. Jak się zarejestruje dam Ci znać bo dyskusja między może być ciekawa  :blackeye: .  Natomiast obiecuję czytać dalej bo  podoba mi się to co piszesz.

  • agnessa

    No i tu wrocilo? Coraz lepsze, ładnie opisana scena z dwóch stron, tylko lepiej się czyta dwie części razem. Czekam na majstersztyk nocy pewnej pary ;)  :kiss:

  • violet

    @agnessa Dzięki, że znów jesteś :)

  • Margerita

    łapeczka w górę

  • violet

    @Margerita dzięki

  • nefer

    Z powodów technicznych Autorka wstawiła tę część swojej opowieści ponownie. To i ja postaram się streścić mój komentarz. Mamy tu duży ładunek emocji, co jest zresztą znakiem firmowym Violet. Zastosowano ciekawy zabieg przedstawienia tych samych wydarzeń (opisanych w rozdziale 15) z innej perspektywy, konkretnie z punktu widzenia oczekującego na decyzje o swoim losie Drugiego. Zmuszony jest znosić cierpienia fizyczne i duchowe, Autorka przedstawia w celowo beznamiętny sposób te pierwsze, sygnalizując zarazem te drugie, z pewnością o wiele gorsze dla bohatera: niepewność własnego losu, obawy, że skompromitował się nieodwołalnie w oczach Marty, która nie jest mu obojętna, chociaż oczywiście pozostaje przede wszystkim jego Panią i nie powinien mysleć o niej jako o kobiecie. A tu jeszcze musi być mimowolnym świadkiem jej erotycznych rozrywek. Do tego wszystkiego Alan, który wprost wyraża myśli i pragnienia z pewnością nieobce też Drugiemu, chociaż ten ostatni zdaje sobie sprawę z ich nierealności oraz związanego z nimi ryzyka. W sumie niezrównana gra uczuć. Jako łyżkę dziegciu wskażę kwestie językowe. Tu i tam dałoby się coś poprawić. Emocje wzbudzane przez Autorkę zmuszają jednak do lektury tak zachłannej, że czytelnik zwraca na te potknięcia mniejszą uwagę. Pozdrawiam twórczynię tak niezwyklego dzieła.

  • nefer

    @violet To bardzo pochlebiajaca ocena oraz propozycja. Zarówno ja jak i wszyscy czytelnicy trzymamy jednak kciuki za dokończenie opowieści Twoim piórem. I za Twoje zdrowie również.  :)