Zaskakujące Lądowanie rozdział 72

72
Samuel

  Moim oczom ukazuje się przepiękny widok. Czarne szpilki, zgrabne nogi, krótka granatowa sukienka ozdobiona haftowanymi kwiatami, która jest pięknie dopasowana do figury, opinając nieziemsko pełny biust, zgrabna szyja i… cięta osa na twarzy Mii. Oj nie jest dobrze. Bardzo, nie… dobrze. Co znów przeskrobałem? Teraz rozumiem jej zachowanie sprzed niespełna godziny, gdy zdeptała mój ubiór jak robala, zmuszając mnie do założenia… krawata! Jedynego, jaki mam w posiadaniu. I choć tego dziadostwa tak nie cierpię, założyłem go wyłącznie dla niej. Z ciężkim sercem muszę przyznać jej rację, abym się zamknął i jej posłuchał. Kobieta wygląda fenomenalnie, jej makijaż, włosy i gust, cała ona. Swoim wyglądem mogłaby zostać konkurencją dla wszystkich gwiazd Hollywood na czerwonym dywanie przy rozdawaniu Oskara. Tylko ta mina nie pasuje do całokształtu.  
– Kochanie, stało się coś? – pytam, mając się na baczności, lecz zamiast coś powiedzieć dziewczyna, wskazuje w stronę kawowego stolika, na którym leży coś białego. Kieruję wzrok z powrotem na moją piękność.
– Co to jest? – Chcę wiedzieć.
–  O to samo mogę spytać się ciebie – mówi spokojnie, a mróz wydobywający się z jej ust zamraża mi krew w żyłach. Podchodzę bliżej, na papierze widnieje moje nazwisko… ‘Pieniądze.’
No to mam dzidę… Dzidę nad dzidami. Drapię się za uchem, szukając wymówki.
– Ach to ….Eh mm… – staram się o żartobliwy głos. Macham w powietrzu dłońmi i wołam – SURPRISE! – Wklejam sobie sztuczny uśmiech jak jakiś pajac w cyrku z nadzieją, że rozluźnię tą niesmaczną dla mnie sytuację. Kai miał rację. Pakuję się przy Rysiu z jednego łajna w drugie. A najlepsze jest to, że Mia ma w dziewięćdziesięciu ośmiu procentach rację, dlatego wcale nie jestem zdziwiony jej oburzeniem.
– SURPRISE! – Robi ten sam gest – ZOSTANIESZ PRZEMIELONY NA PASZTET! –  oznajmia. Bierze kopertę, wciska z impetem w moją klatkę. – Wypchaj się tym portfelem Berger! – syczy, oczy ma szeroko otwarte i naprawdę się jej boję.
– Mia. Skarbie, dobrze wiesz, za co … – próbuję wytłumaczyć.
– A ja… – Wskazuje na siebie – raz powiedziałam, że ich nie przyjmę. Myślisz, że lecę na twój szmal? – Macha przed nosem palcem – To się grubo pomyliłeś. Jak możesz być tak bezczelny i włożyć mi to… – wskazuje ręką na trzymany przeze mnie świstek. – do szuflady i to bez mojej wiedzy? – mówi głosem lekkim jak piórko. Odejmuje mi mowę. Jest opanowana, co dodatkowo uruchamia moje dzwony w głowie. Wszystko wskazuje na tykającą bombę. Ostrzega mnie, że mam się mieć na baczności. A jednocześnie rozśmiesza mnie swoim tokiem myślenia. ‘Leci na moje konto’ dobre sobie! Wybucham śmiechem, odkładam papier z sianem na grzejnik. Przyciągam Tsunami do siebie.
– Kotku, to są twoje ciężko zapracowane pieniądze. Codziennie ratujesz mi tyłek. –  Biorę jej dłoń i całuję. Pod ustami czuję zapach leśnych owoców. ‘Do lizania’ przebiega mi przez umysł. Koncentracja Chłopie! Bo ją jeszcze przełożysz przez stolik. Upominam siebie samego.  
– Oboje o tym wiemy, że nie lecisz na moją kapuchę – Przekonuję ją.
– Ty też nie chcesz, abym płaciła za napoje i szamanie. – Daje mi kontrę. Po jej mimice widzę, że jest przekonana o wygranej. Pech dla niej.
– Żebyś pomyślała, że biegam za twoimi szmalem? – Specjalnie wykorzystuję te durne słowa. Zapiera jej dech w piersiach, lecz zanim potrafi zaprotestować, mówię dalej. – Ja wiem, że ciebie nie obchodzi stan mojego konta, w innym przypadku ta gorąca sukienka z Esprit nie kosztowałaby śmiesznych dwadzieścia pięć dych, tylko o wiele więcej. –  informuje ją, całując ponownie skórę jej dłoni.
– Ale ty musisz płacić za towar, a ja pomagam z czystą… – zatrzymuje się w pół zadania, marszcząc czoło – skąd wiesz, ile kosztowała sukienka? – pyta zaskoczona uważnie mi się przyglądając. Na mojej twarzy pojawia się uśmiech, a w jej głowie zapala się żarówa.  
– To było zaplanowane! Ty dałeś Lilly kasę na kieckę! – Podsumowuje podejrzliwie piskliwym głosem. Jest w szoku, a ja z zadowoleniem mogę stwierdzić, iż mój plan wypalił w stu procentach, choć miałem cichą nadzieję, iż nie wyjedzie to tak szybko na jaw. Trudno.
– Szczerze mówiąc, myślałem, że wydacie całe pięć stów – przyznaję. Mia odrywa się, chwyta za czoło, kręci głową, po czym człapie do sypialni. Byłem zaskoczony, kiedy kelnerka oddała mi resztę ze słowami „Twarda sztuka.” i zwiała. Dostałem seryjnego śmiechu, gdy widziałem wydaną sumę. Moja dama zasługuje na złoto, diamenty i najlepszą markową odzież, a nie tandety z Kika czy Takko.
Moja pańcia podchodzi do mnie pośpiesznym krokiem z dwoma banknotami w dłoni równymi cenie wczorajszego zakupu.
– Oddaję. Jakbym wiedziała, to bym nie dała się tak otumanić słowami Lilly. Powinnam wiedzieć, że ty za wszystkim stoisz – warczy.
Wow, wow, wow! Powoli zaczyna mi swoim dziecinnym zachowaniem podnosić puls. Przyjmuję pozę goryla. Toooo, może sobie od razu wybić z dyni.
– Nie będę z tobą dyskutował. Zaczynasz mi tym wchodzić na kasztany. A teraz ubieraj płaszcz, bo jeszcze się spóźnię na własny pogrzeb, na który specjalnie z tej okazji włożyłem lakierki – wskazuję brodą na obuwie. Trafiony, kąciki jej ust drgają i zanim może coś zrobić, zwinnym ruchem biorę ją w ramiona. – Cudnie wyglądasz kochanie – całuję ją ostrożnie w usta. – Jestem gotów zostać przemielony trzy razy na kocie żarcie – dodaję, wydobywając tym delikatny uśmiech na cudnej twarzy.
– Ty też wyglądasz jak ciacho, przynajmniej wiem, że potrzebujesz krawat i jakieś koszule. Więc możesz spokojnie wziąć kopertę i sobie kupić. – Psuje mi tym romantyczny moment.
– A ty nową pralkę. – Daję jej kontrę.
– Wpisz do twojej listy żel do włosów.
– Zrób sobie termin do fryzjera, farba ci schodzi. – Prowokuję dalej.
– Zainwestuj w garnitur.

  Po naciśnięciu dzwonka do mojego małego rodzinnego domu, czekamy, aż ktoś nam je otworzy i przy okazji obserwuję Mię. Na jej idealnie pomalowanej twarzy z czerwonymi ustami namalowany jest strach, co absolutnie nie pasuje do obrazu, jaki daje moja dziewczyna. Zapiera mi dech w piersiach, że akurat ja jestem tym szczęściarzem przy jej boku.  
Pierwsze dziesięć kilometrów jazdy, dawaliśmy sobie riposty. Niestety musiałem się poddać z braku argumentów, ponieważ Tsunami znów zalało mnie potokiem słów. Przynajmniej doszliśmy do kompromisu, iż kwota w kopercie jest na czarną godzinę. Z tym mogę żyć.  
Ostatnie pięć kilosów, Mia milczała. Słuchała muzyki, dumała, spoglądając zza szyby na pędzący krajobraz.  
Otulam ją ramieniem i przyciskam do siebie.
– Nie masz się czym martwić – mówię uspakajającym tonem. Podnosi na mnie wzrok.
– Jestem spokojna i to tak bardzo, że zaraz wyhaftuję ci wzorek na odpicowanym lakierze twoich ciżemek, później już nie będą odbijać słońca prosto w japę. Przynajmniej zrobię ci przysługę na wypad do Biedronki po nowe spierdalajki… – Mia jest tak zajęta obrażeniem moich butów, że nawet nie zauważa, jak moi rodzice patrzą na nią z satysfakcją. Mama już ma serduszka w oczach, tata zakrywa sobie gębę, by nie zacząć się głośno śmiać. A ta dalej mi tu nawija, jakby dnia nie było.
– Kochanie, mogę ci przedstawić Lucy i Konrada Berger?
I tak w oto piękny sposób nastała cisza.

681 czyt.
100%153
AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i erotyczne, użyła 1298 słów i 7701 znaków.

3 komentarze

 
  • Margerita

    Margerita · 23 lis 22:02

    Łapka w górę juź sobie wyobraziłam Mii wygląd

  • nanoc

    nanoc · 21 lis 16:30

    No brawo, bravi simo, super, ich przygotowanie do obiadu, dialogi, przejdą do kanonu klasyki powieści LOL  Zatkało mnie, coś pięknego         

  • Gazda

    Gazda · 20 lis 22:57

              nic więcej nie mogę powiedzieć. Brak mi słów.