Zaskakujące Lądowanie rozdział 68

Zaskakujące Lądowanie rozdział 6868  
Samuel  

  Najpierw daję Karin i Sabrinie przyjacielski całus w policzek. Tomowi żółwika, jego mina nie wskazuje, aby coś ukrywał, lecz nie ominie go rozmowa, w najgorszym wypadku złamany nos. Na koniec daję grabę barmanowi. Joschua i Noel przyjdą kwadrans przed otwarciem, by usłyszeć werdykt sądu ostatecznego. Tygodniowa próba właśnie dobiegła końca, czas na podjęcie decyzji.  
– Pora zasiąść do okrągłego stołu – oznajmiam moim ludziom. Mię obejmuję ramieniem i daję jej całusa w głowę. – Gotowa na wydanie wyroku? – pytam moją miłość, na co ona przekręca oczami. Widocznie nie bierze tego na poważnie, lecz dla mnie jej słowo jest najważniejsze.  
  Wysłuchuję po kolei, kto ma coś do powiedzenia w sprawie młodego mięsa. Jestem zaskoczony dobrymi opiniami. Od mojego dziubka znam już zdanie na ich temat. Kai nie ma żadnych zastrzeżeń, a kelnerki są zadowolone „towarem”, natomiast Tom stwierdził, że nie będzie się wtrącał, bo i tak siedzi w kuchni, więc się w to nie miesza, acz sam powoli potrzebowałby pomocnej dłoni, by nie wykorzystywać Mii. Tu ma dużego plusa, więc nie skończy się dla niego złamanym nosem, lecz wybitymi jedynkami. Rozumiem jego sytuację, tylko zanim cokolwiek zrobię, muszą się dowiedzieć, jak wygląda sprawa z urodzinami Juliana, jaką mam opcję, a w szczególności, czy mogę pozwolić sobie na dodatkową obsługę. To wszystko teraz leży w dłoniach mojego mózgu siedzącego obok mnie. Gdy Mia zaprezentuje miesięczny dochód i będzie pomyślny, to wtedy mogę szukać dla Toma pomocnika. Nie mam nic przeciwko temu, bo zamówienia w czasie Happy Hour są galaktyczne. Mia jest moją ostatnią deską ratunku, wierzę w jej moc, znajdującą dla nas korzystne rozwiązanie. Już teraz patrząc się na nią z boku, słyszę chodzące w jej głowie zębatki, opracowując plan ratunku dla mistrza noża. W połowie zebrania Mia wstaje.  
– Odchodzę… – informuje. Zanim podniosła się z miejsca, zdążyłem zauważyć w jej oczach rozbłyśniętą żarówkę. Jej mina jest poważna i skupiona na myśleniu. Karin kuka na nią z przerażeniem.  
– Mia, co ty wygadujesz? – pyta Tom w szoku.  
– … Od stołu. Jestem w biurze. Narty, sanki, wiosła! – Daje mi cmoka, a reszta się głośno śmieje z jej pożegnania, po czym zmyka do swojego nowo odkrytego świata. Jej promienny uśmiech, którym mnie obdarzyła po tym, gdy podzieliłem się moim oczekiwaniem, ukazał mi jej postać ze strony, której jeszcze nie znałem. Kobieta była w swoim żywiole i tego nie ukryła. Doceniam jej otwartość, zwłaszcza po dzisiejszym horrorze sprzed południa. Klepnięcie płaską dłonią o drewno wyrywa mnie z transu.  
– Ok! Szczekaj! Co było wczoraj grane z Mią? – Karin zaczyna wiercić oskarżycielskim tonem. Atmosfera drastycznie się zmienia, nie ma w powietrzu nic luźnego, jak jeszcze przed sekundą. Wszystkie oczy skierowane są na mnie. Tom ze skrzyżowanymi rękoma siedzi oparty na krześle, Kai z położonymi łokciami o stół, stuka palcami w blat. Li i Bri również mierzą mnie wzrokiem, a Karin ma minę funkcjonariusza. OŁA! To będzie zabawne.  
– Gadaj! – Kelnerka podnosi głos.  
– Nic. Źle się poczuła. To wszystko. Zanim przyjdzie wam do łepetyn. Nie. Nie jest w ciąży, a ja nie zostanę tatuśkiem – odpieram na tyle spokojnie, na ile potrafię.  
– Oczywiście – burka sarkastycznie Ki. – Ten kit, to wciśnij sobie w ciemny otwór, Berger – ostrzega mnie kobieta.  
– Mówię, jak jest i się odczep – warczę pod nosem. Mięśnie szczęki zaczynają pracować. Kai parska i zmienia pozycję. On coś wie, tylko nie wiem ile. Powinno mi się to podobać? Raczej nie.  
– Sam. My się wszyscy o nią martwimy. Nikt z nas nie wiedział jej jeszcze … – zaczyna babsko swoje matczyne tyrady, co doprowadza do wydrapania ostatniego nerwu.  
– A ty myślisz, że ja się o nią nie martwię?! – Podnoszę się z miejsca. Przemawia przeze mnie instynkt hieny – Każdego, cholernego dnia! I jeżeli mówię, że się źle poczuła, to też tak jest – syczę. Karin chce coś powiedzieć, ale Kai przerywa ten pojedynek.  
– Hej! Ki! Wszystko ok. Mia potrzebowała odpoczynku. Wszystko easy. Nie widzisz, jak nasze Tsunami dzisiaj promienieje? – mówi. Wgapiam się na kumpla biorącego Mię w obronę. Zdecydowanie wie więcej, niż mi się podoba, podnosząc moje ciśnienie. Jak pocisk biorę na celownik Toma, który również mnie obserwuje. Mogę dać sobie odrąbać palce, on wie o moich podejrzeniach z prochami.  
– O promieniowaniu tu nie ma mowy. Co narobiłeś Brutus? – Boruje najstarsza z kelnerek. Może mam się przyznać, że mają szefa debila, który bał się wyznać uczucia, powodując tym prawie katastrofę? NIE!  
– Ej dzieci! Wrzuta na luz. Najważniejsze, że się wyspała i nabrała koloru – odzywa się Tom, naciskając tym czerwony guzik. Rzucam się w jego stronę, podnoszę go z krzesła za szmaty i dociskam do pierwszej lepszej ściany. Jedna z kelnerek piszczy, a następnie zapada cisza.  
– Co jej podałeś? – Groźnym tonem wymagam odpowiedzi. Przysięgam, zrobię mu krzywdę. Spojrzenie Toma niczego nie ukazuje.  
– Samuel. To ja kazałem podać Tomowi środki uspakajające, wyluzuj – wtrąca cicho i spokojnie Kai. Wszystko jest, jak w zwolnionym tempie, a zarazem dzieje szybko. Odwracam się do przyjaciela, biorę zamach, lecz zanim moja pięść ląduje na jego ryju, Kai robi unik, a za chwilę mam przez Toma wygięte obie ręce na tył pleców.  
– Do kuchni! Musimy uciąć sobie pogawędkę! – warczy. Zostaję pchnięty w stronę pomieszczenia. – A was nie chcę przyłapać na podsłuchiwaniu – ostrzega obsługę. Po jego tonie wiem, że Kai nie jest zadowolony z mojego zachowania. Idziemy przez kuchnię na taras. Rewelacyjnie, dwóch na jednego, banda łysego.  
– Ile wiesz? – syczę do barmana, będąc już na tarasie. Kuchcik puszcza mnie, a cała nasza trójka jest w postawie gotowej do walki.  
– Wystarczająco. Teraz chcę się dowiedzieć, czy wyjaśniłeś wszystko z naszym słońcem. A później ci powiem, dlaczego postanowiłem zadbać, aby się uspokoiła. Wryte? – informuje mnie mroźnym tonem. Zaczynam chodzić od jednej skrzynki browaru do drugiej.  
– Wszystko wyjaśnione. Wiem, czemu miała reset. Zwykłe nieporozumienie… – Zatrzymuję się i wpalam w niego oczy. – Ale do jasnej pały, co wyście jej podali? Wiecie, co ja dzisiaj przeżyłem? Chryste...! – Chwytam się za głowę i przykucam. Robi mi się niedobrze na to wspomnienie. – Kiedy po pukaniu chciałem wyznać jej miłość, wpadła we furię. To był horror! – Opadam na tyłek, kiedy przed oczami mam Mię trzymającą w dłoni tłuczek. – Była w takim transie… straciła nad sobą panowanie… myślałem, że… że ją stracę… na wieki… – Opuszczam głowę, mój głos grozi załamaniem. Kai siada obok mnie i klepie po plecach.  
– Ale wyjaśnione… – Chce wiedzieć.  
– Tak, lecz nie zmienia to faktu, że nie umie sobie przypomnieć, jak trafiła do domu. Po tym, gdy ją wczoraj przebudziłem, przemieniła się w robota, a dzięki wam idioci, miała dzisiaj wyryty na czole ERROR! – wrzeszczę na tych patałachów.  
– Ej Sam. Przysięgam, to była rozpuszczona tabletka na uspokojenie żadna mieszanka – przyznaje się Tom, zajmując miejsce na betonie po mojej lewej stronie. Słyszę w jego głosie wyrzuty sumienia i znam jego ostrożność do tych spraw, w szczególności do Sorayi. Facet zawsze jest na wszystko przygotowany i ma niezbędne środki na tego typu sprawy.  
– Nigdy więcej tego nie róbcie. Wystarczy, z czym się dzie… – Hamuję słowa w ostatniej chwili. – Ma problemy… i zanim zapomnę. W ramach podziękowań musisz wytężyć mózg, kiedy weźmie cię w magiel. – Dokańczam sykiem, klepiąc kuchcika w plecy.  
– Zanotowałem – mówi Tom, Kai natomiast patrzy przed siebie. Dzięki Bogu nie są wścibskimi frajerami.  
– Powiedziała mi, że cię kocha i boi się zostać z tym wszystkim sama, gdy z nią zerwiesz. Wpadła w panikę, dosłownie wyrzygała mi to przed nogi. Sorry za problemy, ale nie mogłem patrzeć na to, jak cierpi przez twoją bezmyślność. Dlatego poprosiłem kuzyna o coś na uspokojenie. Jesteś pofajtanym głąbem, Sam. Mogłeś prędzej jej wyznać uczucia, zamiast milczeć – stwierdza. Jakbym sam o tym nie wiedział! Potrafię jedynie przytaknąć. Nie jestem zły na kumpli i mogę zrozumieć ich dobre intencje, a także nie mam żalu do Mii, że zwierzyła się Kaiowi. Przynajmniej zaczyna się otwierać dla otoczenia, a to jest dobry znak. W głębi duszy składam niebiosom hołd, iż jej wybór trafił na barmana. On jest godny zaufania.  
– Jutro zabieram Mię na obiad do rodziców – oznajmiam. Obaj zaczynają się śmiać.  
– Powodzenia, Tajfun trafi na Tsunami – komentuje wydziarany przyjaciel.  
– Jepppp. Rozmowa Mii z ojcem była bardzo interesująca. – Wzdycham – Zeszli na psy. Mam gwarantowaną kastrację i skrócone struny, bo za dużo szczekam. – Wybuchamy gardłowym śmiechem. Podnoszę się. Jest coraz to chłodniej. Temperatura w ciągu paru dni drastycznie spadła, zaczyna się typowa jesień.
– Sorry za agresor i haka – przepraszam moich ziomków. Oni również się podnoszą.  
– Tom, wiesz coś o tym? – dopytuje kuzyn kuzyna.  
– Pierwsze słyszę – odpowiada drugi. Dają mi do zrozumienia, że nie jest warte mowy. Wchodzimy do lokalu, wołam do siebie Lilly, aby mogła wcielić w życie mój plan.  
– Ach, zanim zapomnę, mam rozwiązanie na twój bezproblemowy problem. – Dzieli się ze mną barman.  
– Chwilka – odpieram, podnosząc palec w górę.

AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i erotyczne, użyła 1651 słów i 9792 znaków, zaktualizowała 28 wrz 2020.

4 komentarze

 
  • Shogun

    Oj, było gorąco, ale dobrze się skończyło. Zgrana ekipa, to mi się podoba :)

  • AHopeS

    @Shogun Dziękuję bardzo.
    jeśli jest gorąco, to proponuję włączyć wentylator :D

  • Shogun

    @AHopeS Włączyłem nawet trzy haha :D

  • AHopeS

    @Shogun  :lol2:

  • Basiaa

    Dawno nie czytałam, ale jak poprzednie świetne.

  • AHopeS

    @Basiaa Dziękuję.

  • Margerita

    łapka  w górę oj  okrągłym stołem to było dobre

  • AHopeS

    @Margerita Dziękuję.

  • nanoc

    Jak zwykle świetnie, zgrana paka w lokalu, podobają mi się :yahoo:

  • AHopeS

    @nanoc Dziękuję. :)