Zaskakujące Lądowanie rozdział 40

40
Samuel
  
  Po tym, jak pomogłem przygotować śniadanie i razem siedzimy na kanapie przy degustacji posiłku, odpowiadam na Mii pytania związane z Samtajl, a także, w jaki sposób powstał pomysł, reakcja Kaia oraz jak wciągaliśmy w biznes Toma.  
Kobieta wciąż siedziała w moim T-shirt, ja znów owinięty ręcznikiem wokół bioder. Spontanicznie stwierdziłem, że bokserki również należy przeprać. Tak, Mii mina była powalająca, kiedy stanąłem przed nią nagi niczym Adonis, lecz ona nie miała zamiaru pozbyć się tej cuchnącej potem koszulki. Dlaczego? Czarna magia.
  Sygnał tej koszmarnie głośnej pralki, ale za to cudownego zapachu płynu, przerwya naszą rozmowę. Niczym zgrana para, wstajemy od stolika.
Mia sprząta po śniadaniu, a ja rozwieszam wedle jej życzenia na balkonie nasze świeżo wyprane ubrania. Przy niej wszystko wydaje się takie łatwe. Kiedy pomyślę o załączenia swojej pralki, z zapachem taniego płynu do płukania robi mi się niedobrze, natomiast rozwieszenie ich sprawia mi za każdym razem radochę. Przypomina mi to moje dzieciństwo, gdy moja Matka na mnie krzyczała, że nigdy nie znajdę kobiety, kiedy nie będę dbał o czystość a tym bardziej, gdy ciuchy będą pogniecione jak wyjęte krowie z pyska. Te słowa zostały wryte mi w czachę i do dzisiaj dziękuje jej za to szkolenie. Mia jest tego dowodem, ponieważ po raz trzeci w ciągu dwóch tygodni mam zaszczyt rozwieszać moją i jej garderobę. To uczucie sprawia, iż jestem dumny jak paw.  
  Zadowolony wchodzę z pustą miską przez drzwi balkonowe, a moja dama właśnie wkłada czyste talerzyki do wiszącej nad piecem szafki. Wchodząc do kuchni, spoglądam na zegarek – mamy jeszcze czterdzieści pięć minut, dlatego odstawiam pustą miskę na blat, obejmuję Mię od tyłu i daję jej całusa pod prawym uchem. Mam małą nadzieję, że jednak zlituje się nade mną i będziemy mogli razem stanąć pod strumieniem ciepłej wody.
– Prysznic? – pytam. Fantazja w głowie odgrywa krótką wizje, jak rozprowadzam po jej ciele pachnącym fiołkiem żel pod prysznic, dłońmi myję milimetr po milimetrze jasną skórę, schodząc coraz niżej aż...
– To nie jest dobry pomysł – odpowiada, a film zostaje przerwany szumem i szarym obrazem. – Poza tym czuję, jaki jesteś twardy – dodaje speszona.
Załamany brutalizmem, opieram głowę na jej ramieniu. ‘Elegancko!’
– W takim razie pójdę do siebie, ogarnę się i przyniosę jeszcze jedną kawę.– Ukrywam rozczarowania, lecz akceptuję jej prośbę.
– I tak będę szybciej gotowa od ciebie, więc ja przygotuję Nespresso – oświadcza poważnym tonem, odwracając twarz w moją stronę, a  jej spojrzenie wyzywa na kolejny pojedynek.
Diabeł siedzący na lewym ramieniu ociera swoje łapska, natomiast anioł na prawym kręci głowa, przepowiadając mi klęskę. ‘To będzie zabawne!’
– Zakład, że będę siedział po piętnastu minutach z kawą w ręku na twojej kanapie, kiedy ty dopiero zaczniesz myć swoją focz...  
– Przybijam. Przegrany stawia kolację – odpiera z pewnością siebie. Puszczam Mię z moich szponów, wyciągam dłoń na przybicie drugiego już dzisiaj zakładu. Z prowokacją podaje mi swoją i przebija w połowie.
– Piętnaście minut plus eliksir życia – przypominam, po czym zerkam na zegarek. Jest 11: 25, ale będzie zaskoczona... He, He.
– Piętnaście minut – potwierdza.
– Zaczynam odliczanie. 3... 2... 1… Start.  
Szybkimi ruchami chcemy wyjść z kuchni, w futrynie zaczynamy przepychanki, lecz udaje mi się przejść jako pierwszy, a gdy już jestem przy drzwiach wejściowych i chcę właśnie je otworzyć, słyszę:
– Sam… Zgubiłeś ręcznik. – Patrzę w dół. Goły i wesoły.
– Fuck! – Odwracam się, Mia stojąca w futrynie łazienki ma złośliwy na twarzy uśmieszek, a w dłoni trzyma lekko huśtający ręcznik. Na ten widok suszę jedynki i sięgam po jej wiszącą na garderobie kurtkę.  
– Ani się waż! – wykrzykuje w panice, ale już za późno, lewą dłonią dociskam materiał odzienia do krocza, by zakryć małego księcia. Resztą się nie przejmuję, ten kto mnie spotka na klatce schodowej, będzie mógł nacieszyć gały.
Otwieram drzwi wejściowe... kluczyki! Wracam, ściągam je prawą ręką z haczyka. Na szczęście nie muszę ich nigdy szukać, bo odruchowo odkładam je w to samo miejsce. Zerkam krótko za ramię i widzę moją damę stojącą z szeroko otwartą buzią.
– No co? Mam wchodzić po drabinie do pałacu? – pytam rozbawiony.
Mia kreci głową, po czym znika w toalecie.  
Shit! Szybko zamykam drzwi za sobą, biorę po dwa schodki do góry, na pół Piętrze potykam się o własne nogi i prawie ląduję na gębie. W ostatnim momencie chwytam poręczy. Adrenalina rozrywa mi żyły. Może to idiotyczne, ale sprawia mi to frajdę.
  Będąc już przy moich drzwiach, jak na złość nie umiem znaleźć odpowiedniego kluczyka, mało tego dwa razy wypadają mi z dłoni.  
W końcu udaje mi się otworzyć te cholerne drzwi. Od razu opuszczam Mii kurtkę zasłaniającą  klejnoty, dryfem wbiegam do kuchni, aby przygotować maszynę do kawy, jak i dwie szklanki. Naciskam na guzik, aby woda się zagrzała, ale jeszcze nie włączam, by napełniała szkło. Do tej pory się śmieje ze zbiegu okoliczności, że posiadamy identyczne automaty i te same smaki kaw. Kątem oka widzę, że zostało dwanaście minut. Light. Dam rady.
Wbiegam do łazienki pod prysznic, odkręcam kran. Aaaaa QURŁA!!! Zimna woda! Obojętnie, czas, czas, czas – upominam samego siebie.  
‘Super, będę go szukać pod lupą!’- są moje pierwsze myśli, gdy mój ogon kurczy się pod wpływem lodowatej wody.  
   W głowie liczę do trzystu, to jest potrzebne pięć minut na umycie się. Przy dwieście trzydzieści cztery stoję owinięty w ręcznik.’ Nowy rekord!’ Cieszę się.  
Ok. teraz kawa, ubrać się i dyla na dół.
   Z wyborem garderoby nie mam problemu, pierwsze lepsze bokserki, ciemnoniebieska bluzka bez rękawków, białe bermudy w niebieską kratkę. Wracając do kuchni, w podskokach ubieram skarpetki. Naciskam na guzik startu w maszynie, a w międzyczasie do kieszeni spodenek wkładam portfel, telefon i kluczyki.
   Z naszym trunkiem życia w obu rękach, wślizguje się w adidasy, łokciem otwieram sobie drzwi do mieszkania, ale za chwilę sam się przezywam od debila. Nie pomyślałem, jak mam je za sobą zamknąć  ‘Mówię przecież- DEBIL’. Odstawiam szklanki z gorącym napojem na podłogę, zamykam za sobą wrota, wyciągam klucze, aby ich nie łowić po kieszeniach i do jednej ręki biorę oby dwa pojemniki z czarną cieczą. Zadowolony z siebie, że jestem gotowy przed czasem, gwiżdżąc pod nosem, otwieram z relaksem drzwi jej mieszkania, przechodzę przez próg i…
O-Ja-Cię-P…

1 264 czyt.
100%203
AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i erotyczne, użyła 1170 słów i 6841 znaków, zaktualizowała 11 sie o 22:21.

3 komentarze

 
  • Gazda

    Gazda · 11 sie 22:58

    No i co to będzie?   oj nieładnie przerywać w takim momencie

  • Margerita

    Margerita · 11 sie 19:49

    Rewelacyjna część a Sam jest słodki i to jego stwierdzenie że wygląda jak Adonis

  • szaramyszka

    szaramyszka · 11 sie 19:36 · 284358659

    I w takim momencie autorko