Zaskakujące Lądowanie rozdział 13

13
Mia

   Potrzebuję ciszy i spokoju, postanowiłam wziąć gorącą kąpiel w całej górze pachnącej piany. Po tym, jak pożegnałam się z Samuelem i po podjętej wcześniej decyzji, wyniosłam kartony pod śmietnik.
Był czas, kiedy potrzebowałam ich zawartości, ale teraz? Po tym wszystkim, co przeżyłam, nawet nie wiem, czy jestem w stanie z jakimkolwiek facetem pójść do łóżka. Za dużo się wydarzyło, za wiele cierpień i ran. Nie mogę ujawnić tego, co ukrywam. Nikt nie zechciałby być z taką osobą jak ja. Niestabilna emocjonalnie, wpadająca w panikę a przede wszystkim oszpecona i to wszytko przez jedną osobę, której bezwarunkowo zaufałam. Pieniądze, które Samuel zostawił na stoliku, włożyłam do koperty, zaklejając ją. Po tym, jak odstawiłam pudła pod śmietnikiem, wrzuciłam kopertę do skrzynki z nazwiskiem Berger. Owszem, każdy cent się liczy, ale nie umiem przyjąć od niego zapłaty za pomoc w barze. Powiem otwarcie, zaskoczyło mnie tym wynagrodzeniem za troszkę wsparcia, ale tak nisko jeszcze nie upadłam, by pomyślał sobie, że pomagam tylko po to, aby zgarnąć jakąś sumę. Durna nie jestem.
   Po kąpieli wycieram się, ubieram spodenki i bluzeczkę na ramiączkach. Wieczory w sierpniu są naprawdę mordercze. Na kolację robię sobie Robię parę kanapek i na otwarcie wieczoru postanawiam wypić lampkę wina. Po takim dniu jak dzisiaj chyba też zasługuję na chwilę przy TV. Nie zastanawiając się długo wkładam do DVD „Wichrowe wzgórza” tak, wiem... Klasyka, ale ja uwielbiam ten film, a jeszcze bardziej kocham te książki.  
  Pożerając... Tak, pożerając kanapki w trzech kęsach i popijając je winem, patrzę na aktorów, którzy zostali idealnie dobrani do tych ról, wracam do tych czasu spotkanego mnie horroru. Życie seksualne miałam bardzo intensywne. Uwielbiałam je, przynajmniej przez pierwszy rok, do chwili szantażu… lecz po obudzeniu się z trzy i pół tygodniowej śpiączki, wszystko się kompletnie zmieniło. Nie czułam potrzeby bliskości drugiej osoby a w szczególności jakiegokolwiek mężczyzny. Nie muszę chodzić z chłopakiem do łóżka, nie potrzebuję być wzięta w ramiona czy też pocałowana. Nawet nie przypominam sobie czy kiedykolwiek miałam taką potrzebę. Aż do dzisiaj... Nie mam zielonego pojęcia, na jaki guzik nacisnął Samuel, ale ostatnio zauważyłam, że gdy go tylko widzę, zaczynają mi się pocić dłonie, do ust napływa mi ślina, przez środek brzucha przechodzi cała armia mrówek a miejsce, w którym dotyka mojej skóry- płonie. A gdy zniża ton i jego głos jest ochrypnięty, jest dla mojego mózgu niczym przejście Tajfunu Catariny. Mam ochotę na bliskość, wtulić się w niego oraz spróbować miękkości jego ust. Sama jestem zaskoczona, iż uśmiech ‘pękających kącików ust’ wystarczył, abym poczuła wilgoć między nogami. Pierwszą od niepamiętnych czasów. Nikt, ale nikt nie dokonał tego samym uśmiechem.  Dzisiaj po raz pierwszy od lat obudził we mnie to uczcie bycia chcianą. Obawiam się jedynie, że moja reakcja zostanie szybko zauważalna. Nie wiem, jak długo będę umiała przed nim i jego załogą z baru to ukryć.  
Jeżeli wyjdzie to na jaw, mam POZAMIATANE. Stanę się tylko pośmiewiskiem, a tego moja zraniona dusza nie będzie w stanie zdzierżyć. W głębi mnie wszystko woła, że się w nim zakochuje, lecz nie jestem w stanie stwierdzić, czy to przyjaźń, czy faktycznie zaczynają kiełkować uczucia do Samuela. W jego ramionach czułam się bezpieczna, doceniona, dowartościowana i potrzebna. Tylko wiem, iż to tylko wizja, dlatego nie jestem w stanie zaufać, lecz jeżeli to zrobię? Co, kiedy dowie się prawdy? Kiedy zobaczy...? Nie! Nie, Mia nie myśl o tym, niech zostanie tak, jak jest. A najlepiej, kiedy zacznę go pomału od siebie odpychać, zrobić to w sposób, by tego nie zauważył. Małymi kroczkami. Tu nie ma miejsca na miłość, zaufanie czy nawet przyjaźń. Muszę wybudować nowy bunkier dla tego łajna wydarzeń, a ostatnią cegłą będzie Samuel. Tak będzie dla nas najlepiej. Taki jest mój nowy plan.
            - '... Elias ciągnie mnie za włosy, schodzimy po schodach w dół do piwnicy. Boję się, że złamię sobie nogi w szpilkach, które tak uwielbiam.
                 - Przestań! To boli!-  Łzy coraz bardziej spływają mi po policzkach.
                 - Mówiłem ci, jaka będzie kara - syczy, pociągając za kucyk jeszcze mocniej.
                 - Puść mnie w tej chwili! - krzyczę do niego.
                 - Taka maciora jak ty, nadaje się tylko na świniobicie! - Szarpie moją głową na prawo i lewo.
                 - Nie jestem gruba! - Próbuję się bronić, jakoś zapobiec temu, uwolnić z jego szponów.
                 - 58 Kilo to nie, 55 które sobie wymarzyłem na idealną dziewczynę!!! - ryczy po mnie.
               Podnosi mi głowę, bierze zamach i dostaję z liścia. Głowa leci mi na lewo, nie mogę powstrzymać łez.
              Cały policzek płonie z bólu.
                  -Przestań! - Zaczynam już błagać.
                  - O nie Mia! Ja dopiero zaczynam. Musisz ponieść konsekwencje za niedopilnowanie moich poleceń!!!  
                Tym razem pięść ląduje na bolącym już policzku. Słyszę i czuję jak kość z nosa pęka wraz z okropny bólem.  
                Dwa uderzenie w brzuch, zaczynam się zwijać na podłodze. Czuję ból, a za załzawionych oczu widzę, jak podnosi nogę...
Pisk!
Pisk, przez który otwieram oczy i siadam jak poparzona. Kładę rękę na twarzy. Nie, nie boli. Nos też jest ok. Lewą ręką chwytam żebra. Uffff, to tylko sen. Podnoszę wzrok, widzę, że film już dobiegł końca. Włączam małe światło w stojącej nowo zakupionej lampie. Wyłączam na pilocie odtwarzacz DVD i telewizor. Chcę wstać, aby...
Bum... Bum... Bum...
– Mia! Otwórz! – Samuel. Cholera, co on spania nie ma, czy co?
BUM...BUM...BUM...  
– Mia! Zaraz wywarze drzwi! – ostrzega.
– Już idę – mówię na tyle, aby mnie usłyszał. Jeszcze sąsiadów pobudzi wariat jeden.
Otwieram mu wrota, nawet nie zdążyłam ich do porządku rozchylić, a on już stoi u mojego boku napięty jak struna wiolonczeli. 'Bosko.! Jeszcze tego mi potrzeba.'
– Chryste! Chcesz, żebym zawału dostał? Co to za pisk? – pyta już ze spokojniejszym tonem w głosie.  
– Nic, możesz iść spokojnie spać. – Staram się o normalny ton po tym koszmarze, z trzęsącymi na odwyku ćpuna dłońmi.
– Widzę przecież te wiatraki i pot spływający z czoła – stwierdza, nie spuszczając mnie ani na sekundę z oka. ‘No pięknie, jak go mam teraz wytępić?’
– Nic mi nie jest, a teraz sorki, muszę rano wstać do pracy. – Wybieram tę strategię, może akurat zadziała.
– I ty naprawdę myślisz, że połknę to, jak pelikan? Zapomnij! Po tym, co usłyszał cały blok i to, co widzę, nie wydaje mi się, aby było to NIC. – Nogi mi się uginają, lewą ręką szukam jakiegoś oparcia o ścianę, a prawą obwijam sobie brzuch na wysokości żołądka. Słabo mi. W milisekundzie Sam podtrzymuje mnie w pasie.
– Jest ci słabo? Musisz bełtać? – pyta zaalarmowany. Kiwam raz głową na potwierdzenie, ale nie wiem, co z tych dwóch, ma nade mną większą przewagę. Samuel wzmacnia uścisk, dając mi tym wsparcie, prowadząc mnie do kanapy.
– Połóż się, nogi daj wyżej, przyniosę ci wodę i miskę, na wypadek haftu – mówi. Stać mnie tylko na słabe machnięcie dłonią, zamykam oczy, wszystko wokół mnie wiruje. Mam wrażenie bycia w słabo oświetlonym tunelu.
– Wyglądasz, jakby uderzył w ciebie pociąg towarowy. – Na jego słowa otwieram jedną powiekę. Chłopak siada obok moich nóg, miskę kładzie na kolanach i podaje mi szklankę z napojem.
– Ładnie wypić do dna – brzmi jak troszcząca matka. Pomaga mi się podnieść. Wypijam pół zawartości, z nadzieją poczucia ulgi. Oboje milczymy, cisza ta robi się coraz bardziej nieprzyjemna.
– Chcesz pogadać? – Jako pierwszy przerywa ciszę.
– Nie. A w ogóle, co ty tu robisz? Która godzina? – pytam, a mój wzrok ląduje na zegarku wiszący nad telewizorem. Wciągam powietrze na widok metalu wskazujące 1: 55 w nocy.
– Jest to mało oczywiste, dlaczego tu jestem? Mia, ty piszczałaś. Wiesz, jaki to był przerażający dźwięk? Myślałem, że ktoś cię morduje – oznajmia mnie.
   ‘Ha! Gdyby wiedział, jak trafił w sedno sprawy. Tylko tym razem był to sen.’
– Sam, ja cię proszę. Idź do siebie, połóż się. Widzę twoje zmęczenie – stękam. W sumie sama chcę, choć na chwilę odpocząć spojówki.
– Czy ty tego nie kapujesz? Jesteśmy przyjaciółmi, dlatego będę tu przy tobie. Wiem bardzo dobrze, jaki chcesz postawić mur, ale nie ze mną te numery. Nie cierpię tej maski, którą zakładasz, udając że jest wszystko super, easy. I boli mnie to, że nie chcesz mi zaufać. – Podnosi dłoń, stuka dwoma palcami w klatkę, lecz mój wzrok jest szybszy od realizacji mózgu. Z Jękiem przerażenia podskakuję w górę, zakrywając sobie twarz, spadam z kanapy na podłogę, kuląc się w embrion.
– Jasna cholera! Mia...! – Słyszę panikę w głosie Samuela, a za chwilę jego delikatny dotyk na ramionach. Kulę się jeszcze bardziej, zapobiegając w ten sposób atak. Mój pierwszy instynkt w takich sytuacjach.
– Idź sobie – mówię słabo.
– Po moim trupie! – Bierze mnie w ramiona, lecz dla mnie to za wiele, nie mogę tego znieść.  
– Zostaw! – wykrzykuję, a cała kolacja wraz z lampką wina stoi mi po migdały. Gwałtownie się podnoszę, w pozyskiwaniu leżącej na kanapie miski. W ostatniej chwili przysuwam ją sobie pod nos.
– Mia, ja cię błagam, powiedz, co się dzieje. Nie chcę być powodem ani nie mogę patrzeć na to, gdy rzygasz jak pies. Dorwałaś jakiś wirus? Jesteś w ciąży? Mam cię zawieść do szpitala? – pyta bez przecinka i kropki.
– To przez e... – Staram z siebie wykrztusić, ale kolejna porcja ląduje do plastikowego pojemnika.
– E??? – Zahacza Samuel.
– Ex – odpieram cicho, ogarnia mnie zmęczenie, odsuwam miskę, kładę przedramię na kanapie i opuszczam na nie głowę, biorąc uspakajający głęboki wdech.
– Co on ci zrobił? – szepcze raczej sam do siebie niż do mnie.

    Słyszę za mgłą dźwięk budzika. ‘Muszę naprawdę wstać? Dajcie mi jeszcze pięć minut. ‘Szelest. Ktoś obok mnie porusza się i następuje cisza.' He? Co to było?' Od razu jestem wyspana. Otwieram oczy, odwracam głowę w lewo i dostaje prawie zawału.  
– Co do diabła?  

2 395 czyt.
97%311
AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i erotyczne, użyła 1834 słów i 10471 znaków.

1 komentarz

 
  • Margerita

    Margerita · 16 czerwca

    Łapka w górę a co takiego się przydarzło Mii że nie pójdzie z żadnym facetem do łóżka?