Zaskakujące Lądowanie rozdział 103

Zaskakujące Lądowanie rozdział 103103
Mia

  Mój chłopak wie jak zrobić niespodzianki. Mama powiedziała, że Samuel do niej dzwonił i zapytał się, czy miałaby chęć pomóc nam w dzisiejszym dniu, a jak to jest w zwyczaju mojej rodzicieli, za bardzo się rozpędziła i puściła parę o wykupionym przez szczeniaka karnecie DB. Myślałam, że mi żyłka pęknie na tę wieść, ale jak już kupił, to muszą go wykorzystać. Kolejny strzał w pysk dostałam, gdy usłyszałam, iż nie chłopcy z zespołu mają nocować w jego mieszkaniu, lecz Jul i mama. Nie wiem po jaką cholerę wypicowałam mu mieszkanie. Biegałam jak jakiś głupek, drapałam szczotką kamień w kiblu, zmieniłam i wyprałam pościel, wyszorowałam mleczkiem brodzik w kabinie prysznicowej oraz umywalkę. W kuchni nie widać nawet okruszka a wszystko po to, aby się dowiedzieć, że mogliśmy spać w jego budzie. Miałabym zaoszczędzoną harówkę, w końcu w moim mieszkaniu jest czysto i mogłabym zająć się czymś ważniejszym, ale nie! Brutus był w na tyle brutalny, aby wycisnąć ze mnie ostatnie krople potu.
Zemsta będzie słodka i barrrdzo okrutna!
   Po zakończeniu ostatnich szlifów związanych z przygotowaniem lokalu do imprezy, wszyscy jesteśmy gotowi na otwarcie baru. Rocka - Buam ciepło się ze mną witają, a Paul zachwyca się moją matką. ‘Interesujące.’
    Bar wypełniony jest tłumem ludzi nieumiejących doczekać się rozpoczęcia zabawy. Alkohol jak zwykle leje się strumieniami. Dwa tygodnie temu wpadłam na pomysł, aby każdy z obsługi prowadził swój słój z napiwkami. Pomysł ten okazuje się być praktycznym. Teraz przynajmniej nie mają problemu z liczeniem kasy. Mam nadzieję, że nikt nie odkrył mojego podstępu względem skarbonek.
  Rzucam również okiem do kuchni, by zobaczyć, jak mama daje sobie radę. Tom chwali ją w najwyższych tonach, dając mi najmilszy komplement, jakim kiedykolwiek mógł mnie obdarzyć „Słońce, nikt nie potrafi cię zastąpić, ale Diana siedzi ci na kuprze.” Jednym słowem, mama radzi sobie wyśmienicie, z czego jestem bardzo zadowolona.  
Sprawdzam toalety, owoce w pojemnikach, zbieram szklanki, przyjmuję zamówienia.  
   Klepnięcie w mikrofon odwraca wszystkich uwagę, w pubie robi się cicho.
– Dobry wieczór zebranym… – Zaczyna Paul swoją standardową przemowę, na co publiczność reaguje gorącymi brawami, a Buam zaczyna swój show. Lepiej być nie może.  
  Zespół robi pierwszą przerwę po godzinie. Jako dobry organizator dzisiejszego wieczoru nalewam chłopakom piwa, w końcu sobie na to zasłużyli, ludzie szaleją, śpiewają, chcą więcej. Wchodząc po schodach na podest zanoszę spragnionemu zespołowi zasłużony trunek.
– Małe podziękowania w imieniu Samtajl, napoje oraz posiłki są na koszt gospodarza – oznajmiam z szerokim szczerym uśmiechem. Do tej pory nie przeszedł mi ten stres związany z tymi gwiazdami. Bastian podnosi dłonie ku niebu.
– Hołd dla tej kobiety, jakby wiedziała, że konamy z pragnienia – mówi szczęśliwy, ściągając z tacy jeden z kufli. Zostaję uchwycona w talii przez Mariusza, który bierze piwo i podaje je Devinowi.
– Bo Mia to słoneczko – gada do swoich ziomków. – Jak ci się podoba? – pyta gitarzysta, który może mieć trzydzieści pięć lat.
– Jeszcze się pytasz? Jesteście niesamowici! –  odpowiadam z zachwytem.
– Ty jesteś niesamowita, zobacz, co zdziałałaś. – Odpala Paul, podchodząc do mnie. – Publiczność jest mega, atmosfera fantastyczna, w takich warunkach z chęcią zdzieram sobie struny głosowe albo skórę  opuszków  – mówi z euforią.
– To wasza zasługa – odpieram z rumieńcem na policzkach.
– Skromna jak zawsze. – Dostaję od Mariusza buziaka w lico.
– Wasza strona internetowa jest rewelacyjna i niech zgadnę… Ty ją zaprojektowałaś, a wiertara wepchnęła cię prosto w obiektyw – docieka Will, najstarszy z Buam.
– Gdybym ja miał taką mądrą, sexy kobietę też bym chciał pokazać ją całemu światu – przyznaje Mariusz. Powoli robi mi się nie przyjemnie, to były słowa wskazujące, aby powrócić do pracy.
– Ok. chłopaki, praca wzywa. Muszę dalej… – wskazuję kciukiem za mnie.
– Oczywiście. Nie zatrzymujemy, ale musimy później z wami porozmawiać –  ostrzega Paul, na co raz przytakuję. Odwracam się, aby zejść ze sceny.
– Mia? – woła Devin. Kieruję na niego wzrok, a na jego twarzy ukazuje się podejrzany uśmiech. – Dzisiaj się nie wywiniesz – mówiąc to, puszcza oczko.
– Zapomnij – oznajmiam. Stado koni mnie do tego nie zmusi!

  Dobrze, że się z nikim nie zakładałam, w innym przypadku bym przegrała.
Po kolejnych dwóch przetańczonych godzinach, Paul zapowiada kolejną parominutową przerwę, a ja szykuję dla nich złoty napój. Uzbrojona w tacę z pięcioma kuflami omijam tłum ludzi, by się przedostać na podest. Nagle taca zostaje mi wyjęta z rąk, zdezorientowana odwracam się. Samuel z łobuzerskim uśmiechem stoi obok mnie, przytrzymuje za talię, a okrągłe naczynie z trunkiem podaje Karin.
– Co…?
– Panie i panowie oto gospodarz i organizatorka tego wspaniałego wieczoru. Wielkie brawa Dla Mii i Samuela – mówi Mariusz. Ogłuszające brawa zmuszają mnie do zatkania sobie uszu, spoglądam przerażona w ich stronę i kręcę głową. Devin przy perkusji tylko zakrywa dłonią swoje rozbawienie. Bastian nawet tego nie ukrywa i rechocze w mikrofon, wskazując w naszym kierunku „like”.  
– Naszym zdaniem zasłużyli sobie na taniec. – Tym razem był to Will, podkręcając jedynie nastrój w barze, w ułamku sekundy stoję z moim chłopakiem w samym środku kółka utworzonego przez uczestników zabawy. Chcę się wyrwać z ołowianego uścisku Brutusa. ‘No… mhm… już uciekłam… Cudownie!’  
– Nie pękaj mała – szepcze kundel do ucha. Z tych całych nerwów zaczynam się śmiać i dziękuję potajemnie zespołowi środkowym palcem, przez co zmuszeni są zakryć mikrofon, a Mariusz robi w moją stronę serduszko z palców.
– Aha. Wujcio leci na moją pańcię. Trzeba oznaczyć terytorium – warczy Sam, przechylając mnie do tyłu i całuje. Rozlegają się gwizdy, oklaski, paru gości płci męskiej woła „Gorzko, gorzko. Mało, mało.”
– Dobra, dobra. Wszyscy chyba pojęliśmy, do kogo należy ta przepiękna, młoda kobieta – woła Paul. Samuel z szerokim uśmiechem stawia mnie w pionie, a w jego oczach widzę samą radość. – Dlatego przygotowaliśmy dla niej coś… Ach… co ja będę mówić. Posłuchajcie sami. – Po minie piosenkarza wiem, że jest gotowy na starcie z moim ciętym ozorem po zakończeniu imprezy. Prowokująco patrząc mi w oczy zaczyna śpiewać.
– Miaaaa… –  na ustach Paula pojawia się złośliwy uśmiech.  
Przecież tak zaczyna się początek Joanny z ich repertuaru.
– Nie!!! – ryczę. Wiem doskonale, co to znaczy. Moje nogi, płuca a przede wszystkim serce tego nie wytrzyma.  
– Ooo tak… – szepcze mój mężczyzna, dociskając mnie mocniej do swojej klatki – nie uciekniesz mi teraz – daje mi buziaka w czoło.  
– … Geboren um Liebe zu Geben… Verbotene Träume erleben… Ohne Frage nach den Morgen… –  śpiewa Paul. Te słowa nic innego nie znaczą jak „Urodzona, by dać miłość, przeżyć zakazane sny, bez pytania, co z jutrem“  Mariusz swoją E- gitarą wchodzi razem z Devinem w ostatnie słowo Paula, dając piosence czadu. Zanim mogę się spostrzec, zostaję przez Samuela porwana w rytm muzyki. Brutus jest po prostu urodzonym tancerzem. Obrót za obrotem, krok za krokiem, zespół tylko przyśpiesza swoją wiązankę od sześciu do ośmiu piosenek z jednym bitem, przechodzi w kolejny utwór obejmujący tylko nasze imiona. Śpiewa o tym, jakim Brutus jest niemożliwym szefem, który swoim pracownikom w takich dniach funduje piekło i jak mnie obdarza szacunkiem, aż mógłby napisać o tym piosenkę. Kiedy słyszę te słowa, zaczynam się głośno śmiać, ludzie wokół nas dopingują. Nie mam pojęcia, kto wpadł na pomysł takiego teksu, ale niespodzianka się udała, a chłopaki mają naprawdę ogień, aby tak dobrze się sprzedać. Wcale bym też się nie zdziwiła, gdyby Paul tylko improwizował. Facet, choć może mieć z czterdzieści lat, jest zawsze pozytywnie nastawiony i potrafi pstryknięciem palca rozbawić publiczność. Ostania piosenka w końcu dobiega końca, Sam daje mi całusa w policzek, mówiąc ciche dziękuję. Odwracamy się razem w stronę sceny. Z wypiekami na licach, ledwo łapiąc tchu klaszczę w dłonie, ile sił w podziękowaniu za tą naprawdę wstydliwą sytuację, w jakiej się znajduję. Paul ociera dłonią pot z czoła.
– Nie sądziłem, że wymyślanie słów w trakcie śpiewania, może być tak męczące – przyznaje się piosenkarz. – Mia, Samuel. W imieniu zespołu, jak i zgromadzonych gości dziękujemy wam za wspaniałą zabawę. –  Rozlegają się ponownie brawa, wszyscy z Buam podchodzą pod krawędź podestu, dołączając się z aplauzem do wszystkich zebranych.  
– Cała przyjemność po naszej stronie. By takich imprez bywało więcej. Życzymy wszystkim udanego, niezapomnianego wieczoru – woła mój chłopak.
   Wieczór mija w rekordowym tempie z fantastyczną publicznością i brzęczącą kasą. Obsługa, choć ma mnóstwo roboty, jest uśmiechnięta, nie dając po sobie rozpoznać zmęczenia, czy zdartych od chodzenia pięt. Barmani też zapewne mają zakwasy od mieszania koktajli, tak samo, jak w kuchni kobiety będą miały na dłoniach odciski od krojenia nożem warzyw. Najważniejsze jest jednak to, iż mamy dobrą opinię, dużą klientelę, a utarg rośnie z dnia na dzień. Już nie mogę się doczekać zrobienia bilansu z ostatniego miesiąca, by móc w końcu rozwiązać problem z pomocą dla Krakersa, a nawet wprowadzić zmiany w godzinach pracy Sama i Kaia, zatrudniając jeszcze jednego barmana.  
    Ostatni goście żegnają się, chwaląc naszą pracę i zapał. Zespół muzyczny zwija sprzęt, a my zabieramy się za ogarnięcie lokalu. W przeciągu pół godziny pub wygląda jak każdego dnia. Regały wypełnione są świeżymi butelkami alkoholu i czystym, wypolerowanym szkłem, a z kuchni słychać głośne śmiechy.  
– Kochanie, możesz podejść? – woła Samuel, odrywając mnie od liczenia i opróżniania specjalnej szuflady z pustymi flachami do koszyka, by wyrzucić je do kontenera ze szkłem. Zmęczona, obolała, a także spragniona podnoszę się na nogi, szybkim wzrokiem przeczesuję pomieszczenie. Dziewczyny siedzą i liczą swoje napiwki, Julian i Joschua wynoszą puste skrzynki piwa, Kai poszedł z pewnością na papierosa, bo nigdzie go nie widzę. Sam stoi z Mariuszem i Paulem na drugim końcu baru. Podchodząc do nich, w przelocie chwytam za szklankę z wodą i wypijam prawie całą zawartość, zabijając tym Saharę w buzi.
– Nom – pytam, stawiając na blacie szkło. Mój chłopak wyciąga z kieszeni kopertę i podaje ją Paulowi. Wokalista od razu sprawdza jej zawartość.
– Ugadaliśmy się przecież na półtora patola, a nie dwa – stwierdza piosenkarz, wyciągając z niej nadmiar pieniędzy.
– Zostaw. Jesteśmy kwita. Bardzo nam pomogliście. Małe podziękowania – oznajmiam mężczyźnie. Kilka dni temu miałam z Samuelem gorącą wymianę zdań, oczywiście ze względu na dobre argumenty, szczeniak przyznał mi w końcu rację, a w duchu świętowałam swoje zwycięstwo.
– Serdeczne dzięki – mówi Paul, chowając zapłatę do kieszeni spodni.
– Słuchajcie tego… – Zaczyna Mariusz stuknięciem palca o ciemny blat. – Od czasu, gdy tu gramy, nasze subskrybcje na You Tube wystrzeliły w górę, same pozytywne komentarze, ludzie wrzucają na stronę filmiki z naszych występów i zwiększyło się zapytanie o terminy. Dzięki wam jesteśmy rozchwytywani ze wszystkich stron.  
– Gratulacje. To są naprawdę rewelacyjne nowiny – komentuję z euforią, klaszcząc w dłonie, Samuel natomiast daje im solidną grabę.
– Dlatego mamy dla was propozycję. Co powiecie na współpracę? – Wypala Paul.
‘HAHAHA! Dobry dowcip!’


Od Autora.
Dłonie w górze już falują,
czytelnicy niech świrują.
Rozpoczynam odliczanie,
ostatnią dychę mam na stanie.
Za niedługo koniec serii,
Potrzebuję trochę ferii.
Pozdrawiam AHopeS

AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i erotyczne, użyła 2065 słów i 12355 znaków, zaktualizowała 2 lut o 19:35.

5 komentarzy

 
  • Shogun

    No no no, dobrze jest :D

  • AHopeS

    @Shogun Dziękuję bardzo :)

  • Basiaa

    Rewelka, miło iz zainteresowaniem się czyta, wciąga Twoja powieść, gratuluję. :bravo:

  • AHopeS

    @Basiaa Dziękuję. Bardzo mi miło .

  • nanoc

    A ten wierszyk fajny jest - jak całe opowiadanie i z rozkoszą pochłoniemy ostanie kawałki pysznego tortu :bravo:

  • AHopeS

    @nanoc Dziękuję. Bardzo miło przeczytać.  :)

  • Smutnapani

    Wyjazd na ferie wskazany by potem nowe serie byly okazywane😉

  • AHopeS

    @Smutnapani Dziękuję.
    Nowej serii powstanie
    Od czytelników to  działanie
    Im większa suma lajka
    Tym lesza będzie bajka. ;)
    Pozdrawiam.

  • Smutnapani

    @AHopeS lakj dodany, na dalsze losy czekamy😀

  • AHopeS

    @Smutnapani  :lol2:

  • Aladyn

    Sukces goni sukces...co dobitnie świadczy o tym, że dzięki swym zdolnościom, Mia jest niekwestionowanym "spiritus movens" tych wszystkich zmian i przedsięwzięć w Samtajl-Bar.  
    Autorce należą się zasłużone ze wszech miar gratulacje za utrzymywanie wciąż wysokiego poziomu tak fabuły, jak i sposobu narracji.   :bravo:

  • AHopeS

    @Aladyn Dziękuję ślicznie. Bardzo mi miło. :)