Zaskakujące Lądowanie czII rozdział 14 - 15

Zaskakujące Lądowanie czII rozdział 14 - 1514
Samuel

    Pomimo panującego tłumu i nadmiaru pracy, mam na oku moją pańcię, która pochwaliła mnie za doskonały wybór systemu nagłaśniającego oraz wyśmienitą cenę. Mogłem również pośmiać się z Krakersa oraz wysłuchać kolejnej wymiany dogryzek, którymi częstowała Toma czy Floriana. Misiek przelotnie powiedział mi, iż podczas mojej nieobecności Mia była bardzo zimna. Tak jakby dzisiejsze przedpopołudniowe zamieszanie trzymało ją mocno w wodzach, zatopiła się w pracy, by odciąć się od otoczenia. Z jednej strony potrafię zrozumieć, jak ten incydent mógł nią wstrząsnąć, ale to nie jest powód, aby być opryskliwym do pozostałych pracowników.
Jedynym dla mnie logicznym wytłumaczeniem i tym, co mogę dostrzec, jest to, że nie Flo jest jej problemem, ale nadmiar pracy. Nerwówka związana z projektem, który chce zakończyć sukcesem. Stresuje się nadchodzącymi Świętami i dlatego zapomina o jednej istotnej rzeczy. Zaczynam się o nią martwić, bo z dnia na dzień jest coraz bardziej nerwowa, nabrała w pracy szaleńczego tempa i to nie tylko przy monitorze, ale również fizycznie. Muszę szybko znaleźć jakieś rozwiązanie, aby zapobiec temu, by dziewczyna nie odeszła od zmysłów. Jej zachowanie zaczyna być pomału nienormalne, obsesyjnie wszystko kontroluje, nie chce popełnić żadnego błędu, koncentruje się nie tylko na jednej rzeczy, ale sześciu na raz, a to graniczy z szałem. Mimi zmieniła się w pracoholika, który nie jada, nie dosypia i jest w ciągłym ruchu, tak jakby miała obawę, że o czymś zapomni, gdy zrobi krótką przerwę na nabranie tchu. Mia nie jest żadnym robotem i boję się o jej stan psychiczny.
Teresa podaje mi kolejne zamówienie, składające się z pięciu koktajli i trzech kuflowych piw.
– Sam, co jest z Mią? Nie uważasz, że pomału zaczyna świrować? Zobacz jej tempo – oznajmia kelnerka, której uwadze nie uszedł maraton Rysia.
– Wiem i również mnie to niepokoi – odpowiadam – porozmawiam z nią. Od tygodni jej nie rozpoznaję – przyznaję się, przynajmniej nie tylko ja zauważyłem tę zmianę.
– Zrób to, ona nie tylko nas tym wykańcza, ale samą siebie – stwierdza wniosek, do którego przed paroma minutami sam doszedłem. Nalewam do miksera różne alkohole by wykonać zamówienie klienteli.
– Zaraz ją trzepnę. Przysięgam – sapie Joschua. Podnoszę na niego wzrok.
– Kogo? – Chcę się dowiedzieć, lecz jedno spojrzenie za jego ramię wystarczy, bym znał odpowiedź.
– Mimi, kogo też by nie innego. Trzeba przykręcić jej kurek z nitrem. To pomału jest chore. Co w nią weszło Sam? To nie jest ta sama kobieta – odpiera tak samo zaalarmowany jak Teresa.  
– Nie wiem, ale jedno jest pewne. Znajdę na to odpowiedź – zapewniam ich.
Tsunami niczym tornado z załadowaną tacą brudnych szkieł, przechodzi przez furtkę za bar. Bez słów, uśmiechu, opróżnia zmywarkę, odstawia czyste szklanki na regały, a następnie wypełnia ją zużytymi. Wykonuje wszystko tak szybko, jakby za chwilę miało dojść do zagłady świata. Dziewczyna po włożeniu kostki załącza zmywarkę, bierze tacę, robi obrót. Nasze spojrzenia się krzyżują. Obdarza mnie najbardziej sztucznym, wymuszonym uśmiechem, jaki świat widział.  
– Wystarczy tego! – warczę pod nosem. Odstawiam szklankę z gotowym koktajlem. W chwili, kiedy kobieta chce mnie ominąć, robię krok w bok, tarasując jej przejście. Odbieram z jej rąk okrągły metal, odkładam na blat lady. Chwytam moją damę za łokieć i kieruję ją w stronę krzesła. Mia jest zaskoczona moim postępowaniem, lecz nic nie mówi.
– Siadaj. Twoja zmiana właśnie dobiegła końca – informuję. Jej oczy robią się najpierw duże, a za chwilę je mruży. Chce coś powiedzieć, ale jestem szybszy i zakrywam jej dzióbek dłonią.
– Nawet nie zaczynaj protestować. Radzę zejść ci w dół. Nie jesteś jakimś tyranem –  informuję tonem nie tolerującym sprzeciwu. Zabieram dłoń z jej ust.
– Ale… – Wznawia próbę, którą przerywam.
– Albo siedzisz na tronie, albo daję ci kluczyki i palisz gumy do domu, byś w końcu odpoczęła. – Daję jej dwie opcje do wyboru. Nie mam zamiaru stać i przyglądać się temu, jak haruje niczym wół, bo coś sobie znów ubzdurała. Dziewczyna chwilę się zastanawia, jej ramiona opadają w dół na znak poddania, a rysy twarzy łagodnieją. Odwraca wzrok, by w sekundę na nowo przyjąć twardą pozycję.
– Praca wzywa – mówi niczym zaprogramowany robot, przepalając mi tym kable dobrych manier. Decyzja, którą podejmuję miedzy dymiącą czachą, a powstającym grzybem pyłu, zostaje nieodwołalnie postanowiona.


15
Mia

3 dni później…

  Kto by pomyślał, że zostanę w brutalny sposób pozbawiona pracy, tacy i ruchu? W sumie wiedziałam, że kiedyś ten moment nadejdzie, chociaż Sam, Tom i Kai zapewniali mi beztroską przyszłość. Teraz znajduję się w sytuacji, w której nigdy nie chciałam się znaleźć…  
Jestem bezrobotna… Do pewnego stopnia.
Umowa podpisana między mną a Samtajl-Bar drastycznie się zmieniła i to z mojej własnej głupoty. Miałam perspektywy, cieszyłam się każdym dniem, korzystałam pełnią życia. Jednak odkąd ON pojawił się w moim nowym świecie – wszystko to runęło. Zaczęłam się odizolowywać od otoczenia, wpadając w wir pracy…
Teraz jestem zmusza przyglądać się jakiemuś kolesiowi o imieniu Dominik, zajmującemu moje miejsce z karteczką i tacą, a ja siedzę za barem na jakimś durnym krześle z palącymi dłońmi i stopami. Nie mam innego wyjścia, muszę pogodzić się z ultimatum, które usłyszałam w sobotę od Samuel&Co po zakończeniu pracy. Dzięki Bogu Florian był już nieobecny, ale to stwierdzenie faktu, jakie mi wyłożyli, było okrutne dla moich uszu, a jeszcze bardziej dla duszy. Zostałam zmielona niczym ziarenka kawy espresso. Obawy i zmartwienie załogi były bardzo widoczne. Dotarło do mnie, że ostatnie dni byłam niczym upierdliwa koza na LSD, mająca przed sobą jeden cel. Zatopienie się w pracy, że aż nerki bolą. Nie sprawiało mi to jakiegoś większego problemu, potrafiłam nad wszystkim zapanować, lecz nie zdawałam sobie z tego sprawy, jaką robię krzywdę rodzinie Samtajl. Zostałam zmusza do dwóch dni „urlopu”, kiedy inni zdzierali sobie pięty lub pilnowali drugiej dostawy mebli. Nie było to miłym doznaniem po groźbie usłyszanej od mojego chłopaka, wypowiadającego najgorsze słowa, które mogłam usłyszeć: „Albo robisz dwa dni przerwy, albo wywiozę cię aż do świąt do Jula i Diany.” Strzał w mordę to pikuś z tym, co odczułam. Wiedząc dobrze o tym, iż muszę dopilnować remontu klubu, który ma być wypełniony życiem w każdą sobotę, musiałam się poddać temu głupiemu ultimatum. Wykorzystałam ten czas do przydatnego celu, rozładowując przy tym nadmiar energii i frustracji. W duchu błagam, by te wolne dni przyniosły pozytywny efekt z tym, czym mam się do podzielenia z moją rodziną, Samuelem oraz pracownikami. Kosztowało mnie to bardzo dużo sił, aby nie wpaść w obłęd i pogrążyć się w niepewności. Teraz przynajmniej mogę być spokojna i koncentrować się na wyobrażaniu ich osłupiałych min, a zwłaszcza reakcji Samuela. Noooo w jego przypadku nie jestem pewna, czy jest na to gotowy, aby podjąć się tego wyzwania… Czas pokaże.
– Słońce, możesz nas wesprzeć przy seksie, obciąganiu i orgazmie? – pyta Misiek, stojąc tuż przede mną. Brutus jak zwykle jest po prawej stronie baru. Ze względu, iż patałach ma dzisiaj wolne to z miłą chęcią im pomogę. Przynajmniej w ten sposób przestanę bawić się paluchami i obserwacją Dominika, który bardzo dobrze sobie radzi z nadmiarem klienteli.  
– Ile potrzeba? – dopytuję, wstając z „tronu”. Ustawiam się pomiędzy moimi ochraniarzami, łapię za metalowy kubek i napełniam go kostkami lodu.
– Po cztery z każdego rodzaju – informuje Toffik, a ja automatycznie chwytam za odpowiednie butelki z procentami, soki i likiery. Mieszam dla kobiet bombową dawkę alkoholu, którego sama nie tknęłam od paru dni.
Po niespełna paru minutach odkładam wszystkie trunki na tacę i z zadowoleniem stwierdzam, że bez problemów mogę stanąć między nimi, trzepiąc nawet bardziej skomplikowane mikstury. W końcu nie jestem tu od dzisiaj.
Karin podchodzi do Miśka z nową zapiską, którą mu wyrywam.
– Hej! To moje – burzy się kolos po mojej lewej. Przeczesuję wzrokiem listę. W oko wpada mi parę interesujących zamówień.
– Masz. Pozycja trzy, pięć i osiem jest moja. Reszta dla ciebie – oznajmiam. Chwytam za odpowiednie butelki, napełniam shaker specjalnym rumem, wódą, sokiem i śmietanką w odpowiedniej skali. Zaczynam nim trzepać nad prawym ramieniem.
– Czy ty właśnie…? – pyta mnie Kai. Olewając jego słowa przelewam porcję do przygotowanego pucharu. Wypłukuję metal i zabieram się za kolejny punkt z listy. Po paru sekundach shaker zostaje zabrany mi z dłoni, przerywając tym dalszą czynność. Podnoszę wzrok na osobę, która mi przeszkadza… Pluto.
– Jak to zrobiłaś? – docieka z oczami ogromnymi niczym dwa euro.
– Co zrobiłam?
– Właśnie wytrzepałaś tajny koktajl – oznajmia oszołomiony, trzymając wcześniej odstawiony przeze mnie trunek na tacę. Przekręcam oczami, bo tu nie ma żadnej mieszanki, której Kai czy Jul nie umieliby zrobić.
– Niby który z tych trzech? – pytam z drwiną w głosie.
– Ten z dedykacją dla ciebie – odpowiada bacznie mi się przyglądając. Podnoszę jedną brew w górę, sygnalizując mu, że go nie kumam.  
– Odlot, Mimi.  O.D.L.O.T – literuje.


Drodzy czytelnicy.
Ze względu na przeoczenie i zły guzik -  skasował mi się rozdzialik...
Ale szybko naprawiłam. :D
Pozdrawiam AHopeS <3
ps.- łapki w górę ;)

AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 1677 słów i 9934 znaków, zaktualizowała 30 maj 2020.

4 komentarze

 
  • Basiaa

    Podoba mi się, bardzo podoba, a drinki bardzo lubię, Mia mistrzem baru.

  • AHopeS

    @Basiaa Dziękuję bardzo :)  
    :cheers:

  • nanoc

    Trzymasz poziom i dobrą dawkę napięcia. Zawsze wiedziałem że co jak co, ale pisać to potrafisz. Byłem "głodny" Twoich bohaterów. Brawo.  :yahoo:

  • AHopeS

    @nanoc Dziękuję bardzo😊

  • Dyzio55

    Witam szanowną autorkę. Czytam i cały czas jestem przyjemnie zaskoczony pomysłem na opowiadanie. Oczekuję każdego odcinka. Liczę na to że opowiadanie prędko się nie skończy. Pozdrawiam. Wierny czytelnik... :bravo:

  • AHopeS

    @Dyzio55 Dziękuję bardzo. :)

  • shakadap

    Brawo.
    Pozdrawiam i powodzenia.

  • AHopeS

    @shakadap Dziękuję bardzo.
    Przez przepadek mi się usunęło.  :wstydnis: